WYPALONY - DOKUMENT. GDZIE JESTEŚ HUMANISTO?

 To nie będzie dokument o zgubnych skutkach palenia nadmiernej ilości papierosów, lecz o pewnym intelektualiście, magistrze archeologii, który znalazł swoje miejsce na ziemi przy wypale drewna w Bieszczadach. Malownicze miejsce, stary wagon będący jednocześnie domem bohatera. Brzmi znajomo? Mieszczuch uciekający od zgiełku toksycznej cywilizacji. Przypomina się tu historia innego intelektualisty, Chrisa McCandlesa, który sam zamieszkał w starym autobusie na Alasce, by przeżyć przygodę życia, zanim rutyna weźmie go w swoje szpony. Niestety ta przygoda skończyła tragicznie dla głównego bohatera.

Na szczęście Stanisław Farion nie jest sam. Są jeszcze dwaj koledzy, znacznie lepiej przygotowani do swoich obowiązków, bo mają za sobą wykształcenie techniczne albo zawodowe. I raczej chyba nigdy nie zakładali, że w swojej brudnej robocie spotkają takiego oryginalnego gościa jak Staś. Farion przypomina trochę wrażliwego bohatera „Siekierezady”, Janka Praderę, poetę, obieżyświata, który przybywa w Bieszczady, aby pracować przy wyrębie lasu. Intelektualistę aż ciągnie do ciężkiej roboty, aby wiele nie myśleć, tylko robić i robić a potem kłaść się w brudnych łachach i spać snem kamiennym. A o poranku znowu ruszać w las i rąbać, ile się da. Ciężka praca jest tu terapią na zranione serce i niespełnioną miłość do tajemniczej Gałązki Jabłoni, a także na nadmierne przegadanie, teoretyzowanie w życiu.

W przypadku Stasia do końca nie wiadomo właściwie, dlaczego tu przybył, by wykonywać pracę, do której z pewnością nie potrzeba studiów wyższych i znajomości języków obcych. Wiemy, że jest kawalerem, więc niejako mógł sobie pozwolić na „luksus” pracy pod gołym niebem i małym wynagrodzeniem. Ma wszystko, czego potrzeba. Ma wokół siebie dobrych kompanów i nawet kochanego psa, o którego się bardzo troszczy.

A po godzinach, gdy Stasiu już się zmacha, czyta sobie poezję i to w różnych językach, mówi o filozofii i różnych znaczeniach poszczególnych słów, podczas gdy jego koledzy słuchają, jakby byli na wykładzie. Obecność Stasia niejako łagodzi obyczaje, wprowadza jakąś niezwykłą aurę. O tym, ile Staś znaczy dla swoich kolegów z pracy, przekona się, gdy w końcu trafi do szpitala. Oni będą dla niego jako jedyna rodzina, odwiedzająca go w tym chłodnym, sterylnym szpitalu, jakże innym od przytulnego wagonu, w którym dotąd przemierzał swoje metafizyczne wędrówki.

A gdy ktoś nowy i młodszy będzie chciał pracować przy wypalaniu drewna, koledzy od razu go wypytają, czy zna parę języków obcych. Bo o poziom w towarzystwie trzeba dbać. Koledzy to już zrozumieli. Kandydat na pracownika ma nie tylko pracować, ale coś sobą reprezentować, mieć jakąś ciekawą osobowość, zainteresowania. Przede wszystkim człowiek, potem praca.

Niezwykły dokument Anny Więckowskiej o starym outsiderze, który mimo wyższego wykształcenia, wybrał właściwie degradację społeczną, trochę jak buntownik z wyboru, ale jak widać tu czuje się spełniony i potrzebny, właśnie przy wypalaniu drewna.

Ta nietuzinkowa historia również zadaje pytanie o to, czy w tym świecie jest jeszcze miejsce dla intelektualistów, humanistów, czytających wiersze, którzy żyją w rozkroku między różnymi dziedzinami. Niby są oczytani, auto-refleksyjni, strzelają cytatami i ciekawostkami, ale nie są tymi idealnymi śrubkami, które by pasowały do systemu, który popycha ten świat… ku postępowi czy ku zagładzie. Za dużo w nich tej autorefleksji, która wszystko spowalnia.

Inżynierów nam trzeba, inżynierów! Programistów! Słyszymy tą narrację już od wielu lat. A jak nie inżynierowie to prawnicy albo psycholodzy, humaniści leczący rozstrojone nerwy człowieka nowej cywilizacji, który zbyt szybko podleciał do ognia nowego oświecenia.

W efekcie

 

Wypalił się.

 

I znów trzeba mu czytać stare wersety dawnych mistrzów, by przypomniał sobie między tymi kodami i zębatkami, skąd pochodzi.

 

Niech spłynie trochę ożywczej autorefleksji na te popioły ludzkości. Niech powstanie błoto, a potem glina. I niech znów uformuje się człowiek godny nowej cywilizacji, nie wypalony, lecz natchniony. Człowiek nowego renesansu.

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH