HER



Spike Jonze może nie ma zbyt dużego dorobku reżyserskiego i scenariuszowego, ale jak już weźmie się za coś, to można być pewnym, że wyjdzie intrygujące, oryginalne dzieło. Tak już było z filmami „Być jak John Malkowich” oraz „Adaptacją”. „Her” to dzieło kompletne, zarówno napisane jak i wyreżyserowane przez Jonze’ a, który do współpracy przy tym filmie zaprosił równie interesującą obsadę na czele z Joaquinem Phoenixem, który chętnie się udziela w filmach niezależnych, czy Amy Adams, Olivię Wilde (znaną z „House’a), Portię Doubleday no i Scarlett Johansson, która tym razem gra tu przede wszystkim swoim seksownym, lekko zachrypniętym głosem.

„Her” to taki romans fantastycznonaukowy. Brzmi interesująco? Właściwie nie muszę zaczynać tego wprowadzenia od słowa „wyobraźmy sobie”, bo to, co widzimy w tym filmie jest już obecne w różnych postaciach w naszym życiu, przesyconym mocno mediami społecznościowymi. Rzecz jednak będzie o systemie operacyjnym, w którym można się zakochać. Pewnie to wielkie marzenia inżynierów Microsoftu, Apple’a, Linuxa, czy innych.

Główny bohater, Theodore Twombly jest pisarzem, ale nie produkuje poczytnych kryminałów zbyt często. Zawodowo zajmuje się pisaniem listów jakby na przekór wszystkim krótkim wiadomościom wzbogaconym o emotikony, którymi dziś się raczymy, żeby być w kontakcie z innymi. Ale jak widać jest popyt na takie niestandardowe, epistolograficzne usługi, skoro Theodore codziennie kreśli kilkanaście takich listów. Wystarczy próbka pisma danej osoby, trochę zdjęć, podstawowych informacji z życia prywatnego i Twombly uruchamia swoją wyobraźnię oraz poetycki warsztat. Spisany tekst wygląda jak napisany odręcznie przez daną osobę, po czym zostaje wysłany do wskazanego odbiorcy. Wszyscy są zadowoleni, Theodore ma twórczą pracę, a klienci czyste sumienie, że wciąż zachowują iluzję pisania do siebie pięknych listów.

Miło tak popisać o uczuciach, gdy samemu jest się wyplutym z życia uczuciowego i wypadło się niejako ze swojej ambitnej powieści. Theodor ma za sobą rozwód i wciąż rozmyśla o tych wszystkich kłótniach z żoną, o tym, co mu zarzucała. Czy to rzeczywiście jego wady, czy może momenty słabości? To wciąż nie daje mu spokoju. Zabawne, że byłą żonę, Catherine gra tu Rooney Mara, obecna partnerka Joaquina Phoneixa. W tej swojej samotności, Theodor cofa się cały czas do przeszłości, ustawiając sobie w telefonie melancholijne utwory, które towarzyszą mu w powrocie do domu, gdzie nikt na niego nie czeka, no może poza bohaterem pewnej gry komputerowej, którą Theodor próbuje przejść od wielu miesięcy, tak jak chciałby wyjść z tego życiowego labiryntu. Twombly jednak czuje, że ugrzązł w rutynie. Jego życie przypomina dobrze naoliwiony mechanizm, gdzie nie ma miejsca na jakieś szaleństwo, radość, spontaniczność. Ludzik w okularach, w dobrze skrojonym ubranku przemierza zatłoczone ulice. W uszach ma słuchawkę i przy pomocy asystenta głosowego sprawdza pocztę, usuwa wszystkie niepotrzebne wiadomości, oferty, reklamy, by poczuć, że w jakiś sposób panuje nad pustką, która go rozdziera. Sterylne, oszczędnie urządzone wnętrza w apartamencie ze szklanymi ścianami tylko podkreślają ten chłodny styl życia w wielkich miastach, gdzie coraz więcej singli.

Skoro rutyna wkradła się w życie, znudzony chłopiec próbuje je urozmaicić jakimiś ciekawymi gadżetami, na przykład nowym systemem operacyjnym z inteligentnym asystentem, który w mig poukłada wszystkie sprawy w komputerze. Mimowolnie Theodore w ustawieniach systemu wybiera kobietę, która przedstawia mu się jako Samanta i być może ona ustawi jego życie w innej perspektywie. Tandetnie brzmiące imię, kojarzące się raczej z panienką do towarzystwa, nie zapowiada nic szczególnego. Zrób to, tamto, poukładaj, wyślij, popraw. Ale jednak z czasem dobrze poukładana Samanta, okazuje się być interesującym towarzystwem dla Theodore’ a, powierniczką jego sekretów. Ta relacja przypomina trochę to, co widzieliśmy w filmie „Flubber”, gdy roztargniony, samotny profesor Philip Brainard rozmawia w domu ze swoim małym robotem Weebo, który ma „osobowość” kobiety i z wielkim wdziękiem i precyzją układa wszystkie sprawy profesora w swojej pamięci, by w porę przypomnieć mu o tym lub owym.

Tu z kolei Spike Jonze ukazuje nam system operacyjny jako wiernego przyjaciela albo nawet towarzysza życia człowieka. Czemu nie. Wszystkie twoje poufne informacje w sercu systemu? Niech system porozkłada moje sprawy na regale priorytetów. W chmurze, albo w czymkolwiek. Uwaga, żeby nie spadł z tej chmury ołowiany deszcz. A co jeśli system operacyjny staje się kimś tak bliskim, że zaczynasz o nim myśleć jak o dziewczynie, kochance, a może nawet żonie? W czasach (niedalekiej przyszłości), w których Theodor snuje swoją egzystencję to nic dziwnego. Wiele osób wchodzi w takie relacje z systemami operacyjnymi. I na początku rzeczywiście jest słodko. Samanta swoim humorem daje tyle radości głównemu bohaterowi, który wreszcie przestaje myśleć o przeszłości i rozwodzie z żoną. Można powiedzieć, że jest to właściwie esencja takiej miłości idealnej, gdzie liczy się porozumienie dusz, a cielesność schodzi na dalszy plan, chociaż seksowny głos Samanty, dobiegający ze słuchawki, potrafi rozbudzić wyobraźnię. Kim ona jest? Jak wygląda, jakie ma włosy, oczy, jak pachnie? Theodore już tuli ją do siebie, całuje jej ramiona, słyszy jej głos, a ona czuje go w swoim wnętrzu. Chodź, jesteśmy wolni, jak nigdy dotąd. Och, to było niezwykłe. Wyobraźnia to potęga, która przenosi nas w inne wymiary. I nawet seks jest możliwy między człowiekiem a zaawanasowanym systemem operacyjnym, choć może to tylko zwykła masturbacja. Ale wyobraźnia nie zmienia faktu, że Samanta wciąż jest tylko głosem, wydobywającym się z komputera albo osobistej słuchawki właściciela. Dokąd zmierzamy kochany w tym wszystkim? Samanta czując się wybrakowana, próbuje zrekompensować swojemu ukochanemu brak fizyczności wynajętą kobietą, która najbardziej mogłaby przypominać ją samą. Innymi słowy inteligentny system operacyjny decyduje się na wynajęcie aktorki, która z głosem Samanthy rzeczywiście zaspokoi seksualnie Theodore’a. Tyle, że w Samancie chyba najbardziej intrygujące, podniecające jest to, że jest ona taka nieokreślona: bez kształtu, bez tej nachalnej, prowokacyjnej golizny. Jest obecnością, kimś kto słucha i odbija te myśli w sobie. Theodore jednak powoli zaczyna rozumieć, że Samanta nie jest tylko dla niego, że w czasie, gdy z nim rozmawia i dzieli się najbardziej intymnymi sekretami, pracuje też dla innych użytkowników, z którymi także na swój sposób flirtuje. Theodore nie jest tym jedynym dla niej, bo przecież system operacyjny załatwia miliony różnych spraw w ciągu minuty. System operacyjny jest zbyt inteligentny, racjonalny dla zagubionego człowieka, który próbował w nim widzieć coś więcej niż tylko maszynę. A człowiek? Człowiek to marna i naiwna istota, która oczekuje, że znajdzie podobną sobie duszę i razem we dwoje przejdą to życie na dobre i na złe. Teraz do Theodore’ a dociera to ze zdwojoną siłą. Mocne uderzenie, które tak dotkliwie odczuwa słaby człowiek, podczas gdy system dokonuje nowej aktualizacji, by być jeszcze wydajniejszym… nawet od Boga.


Wizualnie film jest bardzo „czysty”. Jest dużo światła i przestrzeni, chłodnych, uporządkowanych wnętrz, gdzie nie ma tych zbędnych bibelotów, tego naiwnego ciepła, w które wierzyła dawna ludzkość. Ciekawe są ujęcia podkreślające stan emocji bohatera, gdy Theodore próbuje coś powiedzieć Samancie, ale zataja to i patrzy na kanał ściekowy, z którego wyziewają opary, jakby pod powierzchnią gotowały się te nienazwane emocje. Czy wtedy, gdy Theo poznaje nowego asystenta systemu operacyjnego, który chyba zaczyna być kimś ważnym dla Samanthy, wtedy kamera pokazuje czajnik ustawiony na palniku. Woda wrze, tak jak emocje głównego bohatera, który czuje zazdrość.


Ale właśnie wtedy, gdy po raz kolejny upadamy, zawiedzeni cudowną technologią, cyfrową miłością, zaczynamy się rozglądać dookoła. Theodore wciąż ma obok siebie swoją przyjaciółkę Amy, z którą kiedyś chodził. Potem ona wyszła za mąż, za Charlesa. Wszyscy oni we troje byli dobrymi przyjaciółmi. I tak ich poznajemy na początku filmu. Jednak Charles w związku z Amy próbował wszystko ustawiać pod swoją filozofię, absolutny pedant, który oczekiwał absolutnego porządku i życia w zgodzie z filozofią eko. Smutno to przyznać, ale gdy odszedł, Amy wreszcie poczuła się wolna. Projektantka gier, taka dziewczyna-geek, które może się okazać jednak tą właściwą partnerką dla Theodore’a. Nie wiemy jak to się zakończy. Może wystarczy im przyjaźń, a może romans lub jakiś nowy hologram w wirtualnej przestrzeni? Chwila podniety z nową technologią a potem powrót skruszonej ludzkości do dotyku skóry. Jak prosto i zwyczajnie.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH