WEISER. W POSZUKIWANIU UTRACONEGO...

 

„Weiser” to oczywiście adaptacja książki „Weiser Dawidek” gdańskiego pisarza, Pawła Huelle. Nie jest to jednak wierne przełożenie tekstu na obraz filmowy. Główny bohater, Paweł Heller (grany przez Marka Kondrata) to producent muzyczny, zajmujący się czyszczeniem starych nagrań. Reżyser, Wojciech Marczewski ukazuje nam tu ciekawą analogię między obsesją głównego bohatera, dotyczącą tajemnicy z dzieciństwa, a jego profesją: czyszczeniem starych nagrań. Może lepsza byłaby analogia do czyszczenia starych zdjęć lub filmów? Bo tym są wspomnienia zapisane gdzieś głęboko na taśmie, trochę niewyraźne, zniekształcone. Wciąż widać w nich jakieś drobne rzeczy, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Jest taka scena, gdy Paweł czyszcząc jedno z nagrań, natrafia na usterkę na taśmie, a jednocześnie czuje, że i na taśmie jego pamięci jest coś nie tak. Chodzi o kolegę z dzieciństwa. Rety to było ze czterdzieści lat temu. Czemu to teraz do niego wraca? I czemu to wciąż ma na niego taki wpływ? Co się stało z tym tajemniczym kolegą, Weiserem Dawidkiem, który zebrał Pawła, Szymka, Piotra i Elkę do swojego grona, a potem nagle zniknął podczas wybuchu w tunelu. Nigdy nie znaleziono jego ciała i nigdy już nikt nie słyszał o Weiserze. Tak jakby zniknął. Zniknął jak duch dzieciństwa. Co się stało? Już sama książka Huellego podpowiadała nam, że jest tu zawarta metafora dziecięcej wiary. Imiona bohaterów: Piotr, Szymon, Paweł i Elka (Elżbieta) aż nazbyt kłują w oczy ewangelijnymi rodowodami. I jeszcze gdy przypomnimy sobie te sceny z lewitowaniem (cuda niewidy) i piknikiem, wieczerzą.

Z kolei samo imię/nazwisko tajemniczego bohatera „Weiser Dawidek” również jest znaczące. Z języka niemieckiego „wesier” to mądry, mędrzec, a „Dawidek” może kojarzyć się z biblijnym królem Dawidem. W jakiś sposób ten tajemniczy dzieciak wkroczył w życie Szymka, Piotrka, Pawła i Elki. Co miał takiego w sobie, że za nim poszli? Milczący chłopak o żydowskich korzeniach, lubujący się w wybuchach, który zebrał świadków swego wielkiego odejścia i zostawił w ich pamięci ślady nie do starcia.

Paweł odtwarzając sobie tą dziwną historię z dzieciństwa, powraca do świadków tamtych wydarzeń, do swoich dawnych kolegów, by sprawdzić, czy pamiętają oni Weisera tak jak on go wspomina. Na początek Paweł puka do przestraszonego Szymka (Krzysztof Globisz), który dorabia sobie w pralni. Paweł zdążył się przekonać w tej dziwnej nostalgicznej podróży, że chyba tylko Szymek wciąż po latach przeżywa bardzo odejście Weisera, a także w jakiś sposób czuje się winny, że zdradził kolegę. Jako jedyny z całego towarzystwa nie założył rodziny i wybrał samotnicze życie… ze wspomnieniami. Tak przeszłość go zniszczyła, że w końcu doznał zawału serca.

Paweł nie rozumie tych lęków, bo przecież wtedy byli dziećmi, bawili się. Nic nie mogło być na poważnie. A jednak Szymek umiera na zawał dokładnie w rocznicę odejścia Weisera. Zbieg okoliczności, czy może jakaś klątwa? Może Weiser chce przypomnieć o sobie? Więc kim on był i kim jest? Duchem, a może kimś więcej? Kolejną, dość istotną zmianą w filmie na podstawie książki jest obecność Piotra, którego gra tu Piotr Fronczewski, podczas gdy w książce Piotr właściwie nie istnieje. Paweł odwiedza go na cmentarzu. Piotr podobno zginął w grudniu roku 1970. Natomiast w filmie Piotr to typowy biznesmen, który w przeciwieństwie do zbyt przejętego i ofermowatego Szymka to pewny siebie gość, który nie ma czasu na wspominanie dziecięcych lat i nie zamierza z Pawłem odgrzebywać starych dziejów.

Jest jeszcze Elka (Krystyna Janda), dziewczyna w czerwonej sukience, w której podkochiwał się Paweł i nawet ją pocałował. To była jego inicjacja. Ale Elka była zawsze wierna milczącemu Dawidowi, była jego przyjaciółką, uczennicą. Ale i ona po latach nie wie lub nie chce pamiętać, co naprawdę stało się w tunelu podczas wybuchu. Wsiada do pociągu i zostawia Pawła na dworcu zupełnie zdezorientowanego. Którym pociągiem jedziesz? Do przyszłości i czy przeszłości? Czy Dawid zginął, czy może gdzieś uciekł? Paweł przez swoją obsesję powrotu do tej tajemnicy, przeżywa na nowo sacrum dziecięcej przygody, bawiąc się w detektywa i przechodząc jednocześnie syndrom winnego, który znów musi się tłumaczyć przed nauczycielami ze swoich wybryków z materiałami wybuchowymi.

Jakieś trzaski, szumy, ta prawie niewidoczna twarz na zdjęciu, na którą składają się małe, wirujące punkty. Czemu czasem musimy wrócić do pewnych zdarzeń, by iść potem dalej, tak jak to widzieliśmy w późniejszym thrillerze „Poprzednie życie”. Dawne grzechy lub zaniedbania stają się naszymi obsesjami, które wiodą nas raz na zatracenie albo ku bolesnemu oświeceniu.

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH