PAPIEROWE MIASTA, CZYLI JAK POJECHAŁEM ZA INSPIRACJĄ
To ekranizacja (kolejnej) bestsellerowej książki dla młodzieży Johna Greena, który zadebiutował w 2005 roku powieścią „Szukając Alaski”, na podstawie której również zrealizowano całkiem przyzwoity serial dla młodzieży. Zarówno „Papierowe miasta” jak „Szukając Alaski” idą podobnym torem, wyżłobionym już dawno przez „Buszującego w zbożu” J. D. Salingera. Będzie o tym, jak bardzo chcesz przeżyć intensywne i piękne życie, będąc u progu dorosłości.
Papierowe miasta to trochę kryminał i zarazem baśń. Kryminał? Tak, bo z sąsiedztwa znika tajemnicza dziewczyna: Margo Roth Spiegelman. Mmmm. Brzmi wykwintnie. Żebyś wiedział. Córeczka z bogatego domu, stylizująca się na grunge’ ową buntowniczkę. Zniknęła? Porwanie dla okupu, albo…
Znikała już wiele razy, a świadkiem tych wypadów był jej przyjaciel z dzieciństwa i zarazem sąsiad, Quentin, nieco nieśmiały chłopak, który zawsze skrycie podziwiał ją za te ekscesy. Margo była piękna, ekscentryczna, bystra, zbuntowana no i pochodziła z dobrze ustawionej rodziny. Takiej księżniczce brakuje zawsze mocnych wrażeń. Mogło by się wydawać, że taka kapryśna panienka z dobrego domu skończy jako narkomanka, pijaczka, próbująca wychować stado dzieci, z których każde ma innego ojca. No dobra, przesadzam. Margo jest żywym dowodem na to, jak łatwo etykietować. Ona sama założyła maskę i nadal nie wie, kim jest i dokąd zmierza. Wymyka się stereotypom.
Tym razem dziewczyna zniknie na własne życzenie. Ucieknie, gdzieś jak najdalej z tego papierowego miasta, które choć ładne, jest nudne i pełne pustych ludzi, którzy żyją wedle tych samych instrukcji. Ale czy w innym mieście będzie jej lepiej? Margo planowała tą ucieczką po zakończeniu szkoły, jednak zdrada jej chłopaka z najlepszą przyjaciółką tylko przelała czarę. Ostatnim, który ją widział, był właśnie Quentin. Tuż przed ucieczką Margo dokonali parę zwariowanych rzeczy, mszcząc się na niewiernych przyjaciołach.
Ale mniejsza o zemstę. Ważne, że razem zrobili coś szalonego. Ostrożny Quentin niczym Basil wreszcie uległ radości Greka Zorby. Tak, to wspomnienie będzie już na zawsze w pamięci głównego bohatera, który jak dotąd żył wedle starannego scenariusza, by skończyć szkołę, potem medycynę i wieść w miarę uporządkowane, spokojne życie. Zniknięcie Margo porusza w nim jakąś strunę, która coraz głośniej rozbrzmiewa w jego pustym wnętrzu. Może jednak trzeba się zastanowić nad tym wszystkim. No bo kiedy, jeśli nie teraz? Teraz, gdy młody człowiek stoi na rozdrożu, gdy imprezuje i zarazem podejmuje najważniejsze decyzje dotyczące swojej przyszłości.
Quentin decyduje się odnaleźć przyjaciółkę. On potrafi czytać między wierszami wskazówki, jakie zostawiła mu jego oczytana przyjaciółka. Czyżby chciała, by podążył za nią albo w ogóle odważył się ruszyć gdzieś przed siebie, tak pod wpływem chwili, szalonego pomysłu. Gdy się spotkają, wtedy ona dojrzy w nim kogoś więcej niż przyjaciela. A może jego bujna wyobraźnia nie nadąża z produkcją kolejnych intepretacji.
Quentin nie będzie sam w odkrywaniu kolejnych tropów zostawionych przez Margo. Pomogą mu jego dwaj kumple – jeden to mózgowiec Radar, a drugi typ błazna, Ben. Przed nimi niezwykła podróż, która jak w każdej baśni okaże się ważniejsza niż sam cel. Że odnalezienie księżniczki wcale nie czyni rycerza szczęśliwym. Księżniczka jednak pokazała rycerzowi, jak wiele może przejść, gdy czegoś pragnie. Słodko-gorzkie to zakończenie, podobnie jak miłość Augustusa i Hazel w „Gwiazd naszych wina”, ale przynajmniej nie mdli.
Komentarze
Prześlij komentarz