WIĘCEJ CZADU

 

 

Każdy wie, że kości są fałszywe

Każdy zdaje się na los ze skrzyżowanymi palcami

Każdy wie że wojna się skończyła

Każdy wie że ci dobrzy przegrali

Każdy wie że walka była ustalona

Biedny będzie biedny, bogacz się wzbogaci

I tak to już jest Każdy o tym wie

 

Leonard Cohen „Everybody knows”

(Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,leonard_cohen,everybody_knows.html)

 


Początek lat dziewięćdziesiątych. U nas w kraju to była ekscytacja i nadzieja. Nowa rzeczywistość, nowe perspektywy. Apetyt na nowość. Podczas gdy w Stanach raczej zmierzch i nuda dobrobytem i konsumpcją.

„Nie ma już co robić. Wszystko co ważne, zostało zrobione. Wszystkie idee umarły, więc nie uważam za specjalnie wesołe żyć w jałowej dekadzie, gdzie nie ma ani na co czekać, ani kogo szanować”. Christian Slater ziewa nad mikrofonem, opłakując dekadę pozbawioną autorytetów. Dobrze, że dane mu było chociaż poznać czcigodnego mistrza Williama z Baskerville w „Imieniu róży”, reszta tej gorzkiej epoki to istny labirynt jałowych narracji.

Zmęczenie politykami, przywódcami, filozofiami, swoisty dekadentyzm, w którym niejaki Twardy Harry znajduje swoją niszę, by stać się głosem pokolenia młodych, zagubionych, gniewnych, znużonych wszystkim, co oferuje to doskonałe społeczeństwo amerykańskie. Wcześniej to rozczarowanie światem dorosłych widzieliśmy w „Klubie winowajców” Johna Hughesa, który swoimi filmami nagłaśniał radości i troski nastolatków. W latach dziewięćdziesiątych to Alan Moyle przedstawi swoją diagnozę kondycji psychicznej młodych ludzi. Potem zobaczymy to w filmach „Singles” czy „Orbitowanie bez cukru”. Dalsze losy Generacji X, która nie potrafi odnaleźć twardego gruntu, na którym by zbudowało swoje życie.

Zobacz, jakie to proste. Masz tylko wypełnić ten paradygmat – skończ szkołę, studia, znajdź pracę, bądź szczęśliwy, działaj wedle modelu, idź krok po kroku do tego wzorcowego szczęścia, które znasz z reklam, filmów, książek, a kiedy już dojdziesz w tym orgazmie szczęścia, zauważysz, że jednak to nie jest to, czego oczekiwałeś. Szaleństwo zdobywania kolejnych trofeów powoli uchodzi z ciebie i czujesz się jak flak. Oczywiście, ambicje to nic złego. Trzeba się rozwijać i trzeba mieć przed oczyma marchewkę z kijem. Ale jednak coś ci tu nie pasuje. Za piękne, za słodkie, za błyszczące jak scenografie w „Modzie na sukces”? Już czkawką się odbija ten plastikowy komfort, co potem zobaczymy w filmie „Fight Club”, gdzie główny bohater, przedstawiciel kultury yuppie, przechodząc schizofrenię, ulega swojemu alter ego, przebojowemu, przystojnemu Tylerowi Durdenowi. Niczym przywódca rewolucji obyczajowej rusza na barykady, by trochę poprzestawiać schematy w społeczeństwie. Sam rzuca pracę i zamieszkuje w rozpadającym się domu. A na dokładkę lubi się bić i dostawać po mordzie. Wtedy czuje, że żyje. Te siniaki, ta ściekająca krew. Esencja życia. Dziś pewnie byłby gwiazdą w MMA. Acha, byłbym zapomniał. Tyler produkuje luksusowe mydło. Wielki wynalazek cywilizacji, która lubi zmywać dosłownie i w przenośni wszystkie swoje brudy. Tyle, że Durden, jakby drwiąc z ludzkości, produkuje to mydło z ludzkiego tłuszczu. Wszak kliniki odsysania tłuszczu to kolejny znak „przetłuszczonej” cywilizacji. Cywilizacja odrzuca tłuszcz, brzydzi się nim i zarazem zmywa nim swoje brudy – hipokryci! Tak więc główny bohater, ulegając swemu silniejszemu alter Ego, rozpoczyna rewolucję w społeczeństwie w sposób dość brutalny, zamieniając się w kogoś w rodzaju terrorysty.

Bohater filmu „Więcej czadu” może nie rozpętuje rewolucji z pistoletami, ale jednak mąci w głowach młodych osób, które czują się mocno zawiedzione tym, co oferuje im społeczeństwo. Oczywiście ten bohater również potrzebuje swojego alter ego, dzięki któremu będzie przemawiał do publiczności niczym prorok lub przywódca. Nieśmiały, lękliwy Mark Hunter wymyśla siebie do nowa jako Twardego Harry’ego, szalonego prezentera pirackiej rozgłośni radiowej, która miała służyć Markowi jako komunikator z kolegami z wybrzeża, z którego właśnie się wyprowadził do Arizony, bo tu jego ojciec, Brian Hunter, ambitny inspektor szkół rozpoczął swoją karierę. A propos komunikatorów, bo właściwie też o tym jest ten film, o sile ludzkiego przekazu o zasięgach, o tym, co w kręgach influencerów jest na wagę złota. Tak, Mark/Twardy Harry to taki protoplasta wszelkiego rodzaju influencerów/youtuberów/tiktokerów. Dziś pewnie z powodzeniem prowadziłby jakiś prodcast lub kanał na youtubie lub Instagramie, a na Fejsie miałby setki tysięcy lajków. Tak, dziś pewnie Mark sprzedałby się za nową walutę, jaką są suby, lajki, folllowersy. I nie byłby nawet piratem, który bezczelnie kradnie sieci przekazu radiowego. Czy byłby karany za swoją wulgarność? Może byłby patoinfluencerem, który szybko zdobyłby publiczność, zwrócił na siebie uwagę. Potem przeszedłby wielką przemianę i pogłębiał przekaz rodem z pism egzystencjalistów, ale oczywiście podając wszystko z czarnym humorem, który zawsze dobrze się sprzedaje. Dziś Mark zrobiłby jeszcze większą karierę streamując od dziesiątej wieczór do drugiej nad ranem.

Ale w tej epoce, w której przypada młodość tego bohatera to radio było tym niezwykłym kanałem, który tak bardzo otwierał wyobraźnię. Nie każdy w pokoju miał telewizor. Telewizor zazwyczaj był w salonie, gdzie rodzice siedzieli na kanapie dumni ze swego okna na świat. Nastolatki wolały raczej radio, gdzie zawsze można było zgrać na kasetę nową muzę i posłuchać ciekawej audycji. Twardy Harry objawił się jako autentyczne słowo rzucone na tą jałową glebę sloganów. Tak jak teraz raperzy biją popularność, bo publiczność chce tekstu, znaczenia, a nie tylko ładnych dźwięków, tak Harry zyskał sobie publiczność wygłodniałą znaczeń. Mów do mnie, mów, zapładniaj myślą, niezwykłą ideą! Krzyczą dziewczęta. To rozmowa jest tym niezwykłym aktem, połączeniem się dusz. A nie jakiś tam wyuzdany, przereklamowany sex, przed którym przestrzegają na edukacji seksualnej. Bo niechcący zajdziesz w ciążę! Mów do mnie tak, jak żaden rodzic czy nauczyciel! Twardy Harry to potrafi. I to dlatego do niego dzwonią właśnie zagubione dzieciaki, by podzielić się swoimi problemami. Jedni czują się bardzo samotni i chcą się zabić, drudzy zmagają się ze swoją odmienną orientacją seksualną. Harry każdego wysłucha i ironicznie skomentuje to jak bardzo szkoła wyniszcza te biedne dzieci. Znamienne, że w szkole średniej Saugus w Santa Clarita, w Californii, która posłużyła za scenografie do tego filmu, rozegrała się w 2019 roku strzelanina z udziałem ucznia, który zabił dwóch swoich kolegów, po czym sam popełnił samobójstwo.

Mark z racji tego, że jest synem inspektora szkół, posiada dostęp do wielu ważnych dokumentów, zeznań, opinii nauczycieli i psychologów na temat danego ucznia itd., których nie waha się przedstawiać na antenie, aby jeszcze bardziej ośmieszyć instytucję zwaną szkołą, która jak w teledysku „Another brick the wall” mieli uczniów przez swoją maszynkę. Slogan, jak jeden z wielu, ale w ustach Harry’ego, brzmi jak zachęta do niezależności, do tego, by zawsze odważnie wygłaszać swoje opinie.

Swobodna gadka przed mikrofonem z iskrzącymi się żartami jednak powoli wymyka się spod kontroli. Nieśmiały Mark zauważa, że jego słowa wypowiadane jak slam poetycki są traktowane śmiertelnie poważnie przez kolegów ze szkoły, którzy namiętnie nagrywają jego audycje na kasety i traktują je niczym relikwie. Te słowa są niczym iskry, które rozpalają wyobraźnię młodych buntowników, zbierających się w nocy przy boomboxach. Mark zaczyna rozumieć, że za każde swoje słowo wypowiedziane na antenie trzeba wziąć odpowiedzialność. Że jeśli zyskujesz sławę, zasięg, jeśli stajesz się idolem dla zbyt wielu ludzi, to w pewnym sensie stajesz się także niewolnikiem ich oczekiwań. Pierwszym takim sygnałem dla Huntera jest samobójstwo jednego ze słuchaczy, tego samotnego kujona. Ten motyw potem odbije się w pierwszych scenach „Fishera Kinga”, gdy arogancki Jack Lucas odbierze telefon od słuchacza samobójcy, który swoim „występkiem” doprowadzi do końca kariery Lucasa. Ale tu Twardy Harry się nie podda. Wciąż będzie nadawał, żartując czasem z samobójstwa. Kolejna płyta gramofonowa się kręci (pewnie ze sklepu „Empire records”), tak jak kręci się życie złożone z czarnych pierścieni, które jak świder drąży nam grób. To było głębokie (bek). Kolejnym wstrząsem dla Marka będzie zmiana zachowania wzorowej uczennicy, szkolnej księżniczki, która za sztucznym uśmiechem kryje w sobie rozpacz. Audycje Marka rozbudzają w niej szaloną dziewczynę, która chce wyrwać się ze schematów, jakie narzucili jej rodzice i szkoła. Córeczko, pamiętaj, jutro masz rozmowę na Uniwersytecie Yale. Ale Córeczka chce posmakować trochę słodkiego buntu. Odrobina szaleństwa przed nudną dorosłością nie zaszkodzi. Pytanie tylko, jak daleko to ma wszystko zajść. Czego chcesz twardy Harry? Szaleństwa, anarchii, samodzielnego myślenia, sceptycyzmu, Woodstocku, szczerości? Czego. Wszystko, czym strzelasz przed mikrofonem to równie dobre slogany, co hasła wyborcze. Czy nowe pokolenie słuchające ciebie ma być buntownikami bez powodu, którzy rzucą szkoły, studia i staną się nie wiadomo kim? Nihiliści do potęgi, którzy niczego nie będą potrafili zbudować, bo nie będą mieli fundamentów. A może przejaskrawiam i zazdroszczę, bo nigdy tak silnego buntu nie przeżyłem w swej egzystencji, tylko gdzieś zostałem zmielony ze swoimi marzeniami? Może tak jest.

Dokąd zmierzasz Twardy Harry i czy za chwilę się nie rozbijesz na milion kawałków? W gruncie rzeczy pod koniec filmu bohater ponosi klęskę. No może zyskuje odwagę by się głośno wypowiadać. Lękliwy Mark wreszcie wychodzi na trybuny i bez przetwornika głosu, krzyczy na całe gardło, choć kiedyś ledwo mógł z siebie wydusić coś na lekcji angielskiego. Wreszcie, w czasie radiowej przygody spotyka dziewczynę, Norę, którą wcześniej znał ze szkoły, ale nie miał odwagi do niej przemówić. To ona jako oddana słuchaczka, pisała pod pseudonimem („Panna WeźmnieGryźmnie”) do niego jako twardego Harry’ego, a potem odkryła jego sekret. Poznali się przez słowa i swoje maski. Co ciekawe Christian Slater i Samantha Mathis w tamtym okresie naprawdę byli parą, dopóki Samantha nie przywiązała się do Rivera Phoenixa, kolejnego buntownika Hollywoodu.

Piękna romantyczna historyjka i apogeum szaleństwa. Tylko co potem? Pyta niespokojny sceptyk, racjonalista. Czy warto było być szalonym w tej młodości? Niewykluczone, że Mark Hunter, syn ambitnego inspektora szkół, pójdzie do więzienia za swoje radiowe wygłupy i zmarnuje sobie przyszłość. Tylko co jest tą przyszłością? Spokojne życie przykładnego obywatela, który żyje wedle określonego schematu. Co w tym złego? Przynajmniej masz spokój. Ale czy żyjesz autentycznie, w zgodzie z samym sobą? Może lepiej zdusić tą samoświadomość i mieć spokój. Życie staje się koszmarem, gdy za często myślimy nad jego jakością. Nie można przez całe życie być buntownikiem. Jako nastolatek jesteś gotów krytykować wszystkich i wszystko, ale potem budzisz się ze świadomością, że nie pokonasz tego systemu obrzucając go obelgami i butelkami. Musisz wejść w te struktury. Zostać nauczycielem, lekarzem, kimkolwiek, kto dokłada swoją cegiełkę. Ale zawsze możesz odrobinę tą cegiełkę poluzować swoim sceptycyzmem, by może kiedyś doczekać się przebudowy tego wszystkiego

 

 

 

 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH