PACIORKI JEDNEGO RÓŻAŃCA. CIEŃ WIELKIEJ PŁYTY

 

Była „Sól Ziemi Czarnej” i była „Perła w koronie”, synowie śląskiej ziemi walczyli w powstaniach, a potem walczyli o swoją matkę kopalnię, która dawała im pracę, tożsamość, sens… i zdobiła ich twarze czarnymi pocałunkami. Tu, wokół tej kopalni rosły osiedla, tu wychowywały się dzieci górników, które być może za parę lat także znajdą swoje miejsce w górnictwie. Póki wielkie koła szybów się kręcą, niczym w wielkim zegarze, życie górników i ich rodzin trwa w tym miasteczku od wschodu do zachodu słońca, prześwitującego przez pręty przemysłowych konstrukcji. Ale tak jak kopalnie podlegają modernizacji, tak i osiedla wymagają zmiany, by odpowiedzieć na potrzeby nowych pokoleń.

Mamy lata siedemdziesiąte, szczyt budowy wielkich bloków z płyty, wielka duma Edwarda Gierka, która wypiera wszystko co stare. Stary górnik siedzi przy swoim domu z ogródkiem i wita kolejny dzień na emeryturze, chociaż coraz mniej w nim spokoju. Coś się kończy. Czuć to pod skórą i widać dookoła w tym rozpadającym się skansenie dawnego górniczego życia. Jak się rozejrzymy dookoła, mamy wrażenie, jakbyśmy byli na wsi, sporo tu takich domków jednorodzinnych, sporo drzew, ogródków, a gdzieś na horyzoncie widać zarys szybu kopalni przypominający o przemysłowej stolicy śląska. Ale za niedługo ten wiejski obrazek zniknie z powierzchni ziemi i staną tu betonowe regały z pojemnymi szufladami, gdzie w sumie dom znajdą tysiące rodzin, czekających od lat na swoje wymarzone M2. Po cóż marnować ziemię na te stare budy, mieszczące zaledwie jedną lub dwie rodziny, gdzie nawet gazu nie ma i centralnego ogrzewania, gdy można je zburzyć i postawić coś bardziej pojemnego? Władza wszystko obmyśliła, ale nikt nie przewidział, że znajdzie się pewien przeciwnik tego ambitnego planu.

Główny bohater, Karol Habryka, który już sporo doświadczył w swoim życiu jako powstaniec, żołnierz, górnik, przodownik pracy nigdy nie przypuszczał, że na stare lata straci dom, w którym mieszkał niemal całe swoje życie. No ale panie Habryka, dostaniecie piękne świeże mieszkanie z centralnym ogrzewaniem, gazem i ubikacją w komplecie. Te argumenty jednak nie przemawiają do starego górnika, który widzi, jak wokół jego domu pustoszeje. Inni sąsiedzi odpuścili i już wprowadzili się do nowych mieszkań, a Habryka wciąż uparcie trwa na swoim, chcąc zachować swój dom przed buldożerami. A czemu by nie zostawić takiego domu, tak na pamiątkę i pokazać ludziom, jak to kiedyś się żyło? Habryka w pewnym sensie byłby żywym eksponatem dawnej kultury, ale czy wtedy nie skazałby się na pośmiewisko? On ze swoją żoną w tym starym domu z wychodkiem pośród tych wysokich bloków? Oto nadchodzi era nowoczesnego budownictwa i życia. Nikt już nie żyje w jednym miejscu kilkadziesiąt lat. Tylko wciąż się przeprowadza tu i tam. I lepiej, żeby się przywiązywał, bo i tak za rok może być gdzie indziej. Ten film staje w kontrze do propagandy wielkiego budownictwa i zadaje filozoficzne pytanie o miejsce człowieka w tym nowym systemie, architekturze. Może epoka starego Habryki już dobiega końca i czas odpuścić. Tylko co to właściwie znaczy dla głównego bohatera, którego postawa nawet poróżniła jego rodzinę. Synowa już wyprowadza się z domu do świeżego mieszkania, a syn wiernie trwa przy ojcu i jego decyzji, z kolei wnuczek zmaga się z piętnowaniem ze strony rówieśników, którzy wyśmiewają się z jego upartego dziadka. No i szanowna małżonka wciąż się droczy z mężem, bo również chciałaby na stare lata zaznać spokoju w nowym budownictwie (rodem z „Alternatywy 4”). Po co utrudniać i trwać w tej rzeczywistości, która jest coraz mniej zrozumiała dla głównego bohatera. Może już swoje przeżył i pora ustąpić młodszym pokoleniom? Upór starego górnika robi spore wrażenie na dyrektorze kopalni, który chce jak najdelikatniej rozwiązać tą sprawę (gdyby każdy dyrektor był taki). W końcu Habryka to jeden z największych przodowników pracy. Może zamiast „szuflady” w bloku przekona go willa ufundowana przez kopalnię. Willa z ogródkiem. Prawie jak kiedyś, tylko czyściej i ze wszelkimi udogodnieniami. Niezła łapówka. Ale jak to mówią starych drzew nie powinno się przesadzać. Jajko na miękko już wystygło. Dziś Habryka nie zje śniadania. Paciorek wyrwany z różańca.

Syn Kopalni odnajdzie spokój gdzie indziej, a za nim pójdzie też jego pies, bo tam gdzie mój pan, tam mój dom.

Niewątpliwym atutem tego filmu są naturalni aktorzy pierwszoplanowi: Augustyn Halotta i Marta Straszna, grający małżeństwo z długoletnim stażem, gdzie nie brak złośliwości, ale i czułości w tych wszystkich codziennych sprawunkach. Na drugim planie Jan Pieczka (syn Habryki) i Ewa Wiśniewska w roli jędzowatej synowej. Ale uwagę zwraca przede wszystkim Stanisław Zaczyk w roli dyrektora kopalni, który stara się zrozumieć starego górnika i jego opór wobec przeprowadzki. Niezwykłe jak ta historia koresponduje z prywatnymi losami twórców tego dzieła. Dotyczy to zarówno rodziny Kazimierza Kutza, który wyprowadził się z rodzicami ze starej chałupy w Szopienicach do nowego bloku, gdzie jego ojciec wytrzymał może parę tygodni i zmarł. I dotyczy również samego Augustyna Halotty, który w swoim życiu „zaliczył” wojnę jak i ciężką pracę na kopalni, a na emeryturze rozwinął swoje artystyczne talenty jak pisarstwo czy aktorstwo. On sam również musiał opuścić osiedle fińskich domków, by przenieść się do betonowej szuflady, a po niedługim czasie zmarł.

Co za ironia, że akurat dom Habryki, który widzieliśmy w filmie, w rzeczywistości nadal stoi na ulicy Przyjaznej i ma się całkiem dobrze. Zadbany, odświeżony przypomina mieszkańcom osiedla z Wielkiej Płyty, że kiedyś górnicy mieszkali właśnie w takich domach, dzielili z sąsiadami zza płotu swoje troski i radości. Może panowała tu idylla a może zupełne średniowiecze. Dziś również widzimy jak stare ustępuje nowemu, gdy deweloperzy uparcie wciskają swoje „apartamenty” na ogródkach działkowych. Niekiedy taka rewitalizacja się przydaje, innym razem wydaje się zrobiona na siłę i bez pomysłu.

A może te bloki z wielkiej płyty też kiedyś zostaną wyburzone, by zrobić miejsce na coś nowego. Czarna ziemia połknie jedno i wyda drugie.

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH