ALCHEMIK. ZŁOTE OŚWIECENIE
Jacek Koprowicz na tle polskiej kinematografii, ze swoim dość skromnym dorobkiem zawsze zachwycał mnie swoją oryginalnością i talentem do stwarzania tajemniczego klimatu w swoich filmach, zwłaszcza jeśli chodzi o takie obrazy jak „Medium” czy właśnie „Alchemik”. Ten drugi to filmowa baśń (zarówno film pełnometrażowy jak i serial), gdzie na tle starych scenografii zamków, pracowni alchemicznych wszyscy bohaterowie walczą o to, co zawsze… o złoto. Ten cenny kruszec nie daje spać podupadającym książętom jak i alchemikom. Zarówno jedni jak i drudzy mogliby sobie pomóc. Choć alchemik, który potrafiłby zamieniać ołów w złoto (transmutacja) chyba nie potrzebowałby tego całego dworskiego cyrku i jakiegoś pajaca nad sobą, który by mu łaskawie ofiarował największe tytuły dworskie. Gorzej jeśli, chciwy książę bierze w niewolę rodzinę alchemika i w ten sposób go szantażuje, aby uczony zdobył dla niego tajemnicę transmutacji. Tak właśnie postąpił okropny książę Kiejstut wobec alchemika Sendivusa (Olgierd Łukaszewicz) i jego rodziny. Sendivus musi się śpieszyć i użyć różnych podstępnych sposobów, by odnaleźć tajemnicę przemiany ołowiu w złoto. Podobno Mistrz Seton opanował tą sztukę. Przetrzymywany na dworze księcia Fryderyka (Michał Bajor) jest już na skraju życia i śmierci. Sendivus postanawia pertraktować z neurotycznym Fryderykiem w sprawie starszego kolegi po fachu. To dość ryzykowne, bo wielu magów, kuglarzy i lekarzy przewinęło się przez dwór kapryśnego Fryderyka i wielu (zwłaszcza oszustów) skończyło na szubienicach, rozstawionych dookoła zamku, by straszyć tych, którzy mają niecne zamiary wobec księcia. Michał Bajor powtórzy tą rolę tyrana w filmie Quo Vadis, gdzie wcieli się w rolę Nerona.
Zamek księcia Fryderyka jest jeszcze otoczony inną mroczną sławą, podobno kiedyś został odwiedzony przez gości z niebios (obcych), którzy chyba spowodowali ciążę u księżnej Amelii (to skomplikowane)
Póki co książę Fryderyk jest zaintrygowany Sendivusem, który stara się mu wmówić, że potrafi zamienić ołów w złoto (oczywiste, że to jeden wielki blef). Pośród oparów, mały pomocnik Sendivusa zamienia jedną bryłkę w drugą, a cały dwór jest zachwycony, że oto wreszcie pojawił się Midas, który za niedługo sprawi, by cały zamek pokryty był złotem. Sendivus postanawia wykorzystać swój autorytet, by prosić o wypuszczenie schorowanego Setona. Fryderyk zaślepiony złotem postanawia się w końcu zgodzić.
Nie długo trwa sława nowego dworskiego alchemika, bo już jego oszustwo zostało zdemaskowane, ale jak to bywa w takich filmach przygodowych, w ostatniej Sendivus ucieka i próbuje wyciągnąć od Setona tajemnicę transmutacji. Stary bredzi o jakiejś pustyni, Jeziorze Zielonym. Czy to majaczenie umierającego, czy jakaś wskazówka? Śledztwo Sendivusa okrywają coraz większe mroki. Okazuje, że może sama tajemnica transmutacji pochodzi od Diabła? Żona Setona (zmysłowa Joanna Szczepkowska), a właściwie już wdowa po starym alchemiku, zadowala się czarnymi mszami i co chwila zwodzi zniecierpliwionego Sendivusa. Ale choć ma one złote wdzięki, wiedzą o transmutacji ani złotem nie sypnie.
Może trzeba oddać hołd Szatanowi? Bóg przynosi nadzieję i miłość, a Szatan złoto i chciwość. Logiczne. Iluż to uczonych już próbowało tych sztuczek z czarną magią. Oświecenia dostąpią ci najbardziej niepokorni. Faust Sendivus jednak nie wie, czy jego żona i syn żyją, czy może książę Kiejstut już stracił cierpliwość. Na dokładkę, tropem Sendivusa podąża von Rumpf, sługa księcia Fryderyka. Złoto, złoto, gdzie jest złoto?! Gdy Sendivus straci już wszystko i zupełnie osiwieje, wtedy właśnie przyjdzie oświecenie, w pewnym klasztorze, gdzie na jednej z map nasz bohater jako uniżony mnich skojarzy pustynię, wydmy i Zielone jezioro. Nie mógłby być sobą, gdyby nie spróbował po raz kolejny znaleźć odpowiedź. Co ciekawe po tylu latach będzie go znów śledził niezmienny von Rumpf (ani jednej zmarszczki, ani jednego siwego włosa). To co ci dwaj odkryją na pustyni (Błędowskiej), przerośnie ich wszelkie oczekiwania. Wcześniej przecież Łukaszewicz ze Stuhrem odkryli na pustyni Błędowskiej wielki spisek w „Seksmisji”. A tu w „Alchemiku” od alchemii, czarnej magii po bliskie spotkania trzeciego stopnia w pewnej piramidzie.
Fascynująca legenda filmowa o ludzkich dążeniach do złota i oświecenia. Kim my jesteśmy i kim oni są? Takimi pytaniami kończy się ta historia, niczym traktat filozoficzny, o tym, czym jest nasza cywilizacja, nasza kultura, oparta często na prostych dążeniach do złotych świecidełek, które usprawiedliwiamy Boskimi ideałami lub diabelskimi sztuczkami i jaka jest cywilizacja tych Obcych, nieznanych, którzy przybyli, by nas sprawdzić i namieszać nam w głowach.
W obsadzie znów zobaczymy znajomych aktorów z zespołu Koprowicza jak Jerzego Nowaka, Michała Bajora, Mariusza Benoita. Ciekawe scenografie, zwłaszcza w tych ostatnich scenach ze świecącą piramidą. Obawiałem, że z racji na lata osiemdziesiąte efekty specjalne będą trochę kiczowate (jak w „Klątwie dolinie węży”, ale wszystko wypada naprawdę dość zgrabnie. Muzyka, podobnie jak w „Medium” skomponowana została przez Krzesimira Dębskiego, który idzie torem renesansowych pieśni. W tle także słyszymy trubadura Ryszarda Rynkowskiego.
Komentarze
Prześlij komentarz