EDI. IDE

 

 


O poranku, gdy słońce nieśmiało się unosi na kurtynie błękitnego nieba i rozświetla skurzone i popękane kostki brukowe, na których jeszcze można znaleźć mieniące się grosze i cenne kawałki złomu…zaczynam opowieść natchniony wielki słowami, choć przecież rzecz tu będzie o zwyczajnym życiu i nadzwyczajnych chwilach.

Opowiem wam drodzy malkontenci baśń o pewnym świętym człowieku, który dzielnie znosił wszystko złe, co go spotykało. A za ostatnie pieniądze kupił dziecku swego zmarłego przyjaciela zabawkę.

Miał na imię Edi. Jakże proste imię, tylko trzy litery, które raz tworzyły „ide”, a potem „dei”. Idzie tak na bohater przed siebie, nie zważając na przeciwności losu.

Jak w tej piosence Grechuty, miał kiedyś wiele, dom i sad i miał też dziewczynę, złote pola pszenicy i grządki z pomidorami, a potem stracił to wszystko, w złe kręgi wpadł. Stoczył się, w szare, brudne miasto wpadł. Może go minęliście na którejś ulicy, jak zgarbiony w brudnym ubraniu cierpliwie pcha swój wózek niczym Syzyf. Może odwróciliście lekceważąco wzrok, a może zajrzeliście z ciekawości, co też w tym wózku jest. Ze zdziwieniem zdaliście sobie sprawę, że to co wyrzuciliście wczoraj, co uznaliście za przeżytek, pralki, wirówki, suszarki, telewizory, on właśnie wrzuca do swego wózka i nieśpiesznie idzie dalej, podczas gdy samochody pędzą jak szalone. Każdy się śpieszy jak może, a Edi idzie spokojnie, nawet gdy w życiu coraz gorzej. I co was tak wkurza ten facet, który nawet muchy by nie skrzywdził? Wiecie, dlaczego was wkurza? Bo on się nie zmienił. W tym samym ubraniu, z tym samym wyrazem twarzy i wózkiem ten sam od lat. A wy? Wciąż różne ciuchy, różne gadżety, wciąż chcecie być inni. Ale nie uciekniecie od siebie. Wpadliście w ten wyścig, by mieć coraz nowsze i lepsze, więc wyrzuciliście to, co starsze i niemodne. Oprócz waszych gratów, telewizorów, wirówek leży tam też ktoś jeszcze. Spokojnie to nie trup. Choć w pewnym sensie żyje on tak, jakby chciał już umrzeć. To pijany Jureczek, niczym kolejny odpad z waszej doskonałej rzeczywistości. Niechciany, wstydliwy odrzut.

Jureczek to towarzysz Ediego, z którym ten prowadzi życiowe rozmowy. Jureczek przeciąga słowa i się jąka, aż w końcu strzela i pyta, a Edi spokojnie odpowiada, jak w sokratejskich dialogach. Bo filozofię najlepiej uprawia się, gdy nie ma już nic dookoła. Przed nami tylko droga, myśli, obserwacje i słowa. A słowa Edi czerpie z książek, które też znajduje na ulicach. Ludzie równie ochoczo pozbywają się książek, bo nie chcą już niepotrzebnych historii, zakurzonych opowieści i słów. Edi czerpie z nich słowa garściami, by potem pięknie odpowiadać Jureczkowi.

Dialogi są między nimi o tyle ciekawe, że obydwaj reprezentują zupełnie różne punkty widzenia, różne filozofie. Jureczek bardziej tęskni do tej materialnej rzeczywistości, ogląda się na kolorowe telewizory i utożsamia je z pięknym, spełnionym życiem. Gdyby Jureczka zamknąć w takim pałacu pełnym luksusów, gdzie w każdym pokoju byłby telewizory, z chęcią by tam został już na zawsze. Edi z kolei jest bardziej refleksyjny, dużo czyta i odpowiada mądrze. Jest trochę jak Ezop, który rozmówcy zawsze daje ciekawe riposty.

A może to jest dialog wewnętrzny tylko jednej osoby. Może Edi i Jureczek to taki jeden bohater, który rozdziela się na tego jąkającego, co zadaje pytania i tego co odpowiada? Tak płynie im wspólna droga, na rozmowach i obserwowaniu, co też ludzie wyrzucają ze swoich domów. Dla tych dwóch szczęśliwym dniem jest pełny wózek złomu, który za chwilę zamieni się w parę dyszek u pana kierownika, co odmierza na wadze metalowe ciężary, jakby ustalał równowagę w ich małym świecie. I ciszą się Don Kichote i jego giermek Sancho Pansa. I znów można żyć odrobinę lepiej, do momentu, gdy przestanie dźwięczeć w kieszeniach i zaburczy w brzuchu.

A potem razem śnią w jednym wielkim łożu. Ale to nie to, co myślicie. Po prostu dwaj kumple dzielą łóżko w starym magazynie.

Zabiją dzwony z samego rana, trzeba poluzować zesztywniałe stawy i ruszyć z wózkiem na poszukiwania skarbów.

W końcu do tej rutyny można się przyzwyczaić. Gdy codziennie pchasz swój wózek przez brudne ulice, w końcu zapominasz, o tym, że mógłbyś żyć inaczej. Poprzestajesz na tym małym, bo może lepiej być minimalistą i w ogóle nie gromadzić i się nie przywiązywać do tego wszystkiego, co potem i tak kończy na śmietnikach. A Edi i Jureczek w tej swojej stałości i minimalizmie są świadkami tego ciągłego wyścigu o lepsze i nowsze.

Jureczek jednak dziś tylko leży na wózku i coś bredzi pod nosem, upity procentami wizją słodkiego raju. Dziś jest niedysponowany. Miał zły dzień, musiał wypić, by znów na chwilę zapomnieć o swoim życiu, o tym codziennym pchaniu wózka. Ale przecież każdy pcha wózek. Tam po drugiej stronie ulicy, ktoś pcha wózek ze sparaliżowaną osobą, a ktoś inny pcha wózek z płaczącym dzieckiem, a jeszcze gdzieś dalej dwaj pchają samochód, który zepsuł im się na środku ulicy. No i jeszcze są tacy co pchają wózek pełen zakupów. Ale są też tacy co jadą wygodnym wózkiem i nie zważają na innych. Nazywają ich Braćmi, bo są braćmi z krwi i łączy ich też inna ciecz, zwana wódką. Bracia jeżdżą czarną Beemką, która ładnie pasuje do ich czarnych wdzianek rodem z mafii. Bracia rządzą w okolicy, bo mają hajs i autorytet, twarde pięści i giwery, schowane pod pazuchą ,w razie gdyby trzeba było kogoś nauczyć dobrych manier. W końcu ten, kto handluje wódką, ma władzę nad tymi, którzy co dzień się rozpijają i tracą z oczu horyzont, do którego zmierzali. Dla Braci takim horyzontem są rzecz jasna udane interesy i bezpieczeństwo ich osiemnastoletniej siostry, Księżniczki, której cnotę chronią jak rycerze. Mała ma się uczyć do matury, a nie… w romanse się wdawać. I tu w tej podrzędnej, brudnej okolicy Miłościwie panujący bracia zwracają się z wielką prośbą do Ediego, jako najbardziej wrażliwego w tym towarzystwie, by to on przyjął rolę nauczyciela i strażnika dla ich pyskatej siostry. Nie bardzo rozumiem, czemu nie zwrócili się do jakiegoś prywatnego nauczyciela? Bo do Ediego mają zaufanie.

Edi nie wiedząc jak odmówić, w końcu przyjmuje rolę nauczyciela. Na warsztat idą takie klasyki jak „Kordian” czy „Romeo i Julia”. Będzie o miłości? Tylko co taki ktoś, jak Edi może powiedzieć o miłości? Pyta ironicznie Księżniczka, która przeżywa prawdziwe katusze, myśląc o swoim kochanku, Cyganie, z którym nie może się widywać. Ona marzy o namiętności, a Edi kocha platonicznie, lecz nie może tego jakoś ubrać w słowa. Wobec tej zadziornej dziewczyny czuje się zupełnie bezbronny. Tu żadne słowa wielkich poetów nie rozbiją muru. Jeśli nawet Edi pomyślał o tej dziewczynie w grzeszny sposób, to i tak mocno się poranił. Róża pełna kolców. Tu żadna teoria nie będzie równała się praktyce. Tu na lekcji mamy mówić o motywach miłosnych, podczas gdy uczennica już praktykuje od dawna namiętny związek. Edi się poddaje. Księżniczka łamie zakaz postawiony przez braci i spotyka się potajemnie ze swoim kochankiem.

Aż tu draka! Księżniczka spodziewa się dzieciaka. Bracia są bardzo niezadowoleni i uparcie szukają ojca dziecka. Księżniczka nie chce zdradzić swego ukochanego, bo boi się o jego życie, więc poświęca niepozornego Ediego. Przyznaje, że to z nim jest w ciąży. Ale jak z nim? Jak mogła z takim brzydalem?! Dziwią się bracia. A ona tłumaczy, że Edi siłą ją wziął, że ją zgwałcił.

Poczciwy Edi, który jak zwykle znów jest ofiarą, dostaje po głowie i trochę niżej, w to wrażliwe miejsce. Znów oberwał od życia, tak jak kiedyś, gdy stracił dom, dziewczynę, majątek. Czy wtedy to był stan hiobowej klęski? Zupełnie, jakby los wziął wszystkie najgorsze nieszczęścia, które miały przyjść później i w większych odstępach czasu, wziął je i skumulował w jeden wielki pocisk i cisnął nim w biednego Hioba Ediego.

Gdy człowiek takie coś przeżyje, gdy straci tak wiele, nie chce już do niczego się przywiązywać. Może dlatego Edi po tym wszystkim nie chciał zmienić swego życia. Został mu tylko wózek i parę książek. Gdzieś tu równolegle do wózka Ediego jedzie „Człowiek wózków”, który też stracił wiele i postanowił jechać tylko na swoim rozpadającym się wózku. Obaj myśleli, że będę już nietykalni, że już nic złego ich nie spotka. Wykorzystali limit na nieszczęścia? A jednak znów dostali po głowie.

Wtedy zwalnia tempo filmu, odrapane ulice i podwórka gdzieś rozmywają. Skatowany Edi, zgwałcony przez pomówienia siedzi tak pod prysznicem jak zahipnotyzowany, wstrząśnięty tym całym złem, które w niego uderzyło. Próbuje zmyć te rany, jakby chciał zmyć swoje dotychczasowe życie i jak młody chłopak znów wskoczyć do jeziora, by odrodzić się na nowo.

Choć Edi dostał bardzo mocno od braci, to jednak ich zdaniem musi jeszcze ponieść odpowiedzialność za swój rzekomy występek. W nagrodę dostaje od braci dziecko, które urodziła księżniczka. Oj Edi już wiele znajdywał różnych cennych rzeczy na śmietnikach i dziwił się, dlaczego ludzie się ich pozbywają, a teraz ktoś mu oddaje niepotrzebne dziecko. To dopiero znak chorych czasów.

Od tego momentu w tym filmie rozgrywa się prawdziwa magia. Samotny człowiek, trudzący się zbieraniem złomu, teraz musi zapewnić byt dziecku, które nawet nie jest jego. Może to podpowiedź od losu, że skoro jesteś w stanie zająć się kimś mniejszym i słabszym, to nie jest z tobą tak źle. Nie upadłeś na samo dno, jak myślałeś wcześniej. A poza tym jest jeszcze nierozgarnięty Jureczek, który też się może na coś przydać. Na pewno. I tak Edi i Jurek stają się dla tego dziecka rodziną zastępczą. Ale rzecz jasna w tym brudnym, głośnym mieście taka sielanka z dzieckiem nie będzie trwała zbyt długo. Tu ostre ciężkie, metalowe części, a tu ta delikatna istota. Trzeba mu znaleźć inne miejsce, trzeba się wyrwać z tego miejskiego piekła, gdzieś w nieznane.

Miejskie pejzaże ustępują miejsca zielonym sadom i łąkom. Zupełnie, jakbyśmy zawędrowali do jakiejś arkadyjskiej krainy. To kraina młodości Ediego. Jako dziecko był tu szczęśliwy. Tu się wychował i stąd zniknął wiele lat temu. Może to dziecko to dobry powód, by wrócić i odnowić utracone relacje z rodziną, a zwłaszcza z bratem, który Ediemu zabrał wszystko. A może to dziecko to taki symboliczny powrót do własnego dzieciństwa, w którym jak wiadomo wiele wpływa nasze późniejsze życiowe wybory. W filmie kilka razy ukazana jest retrospekcja z młodości samego Ediego, gdy radośnie skakał do ciemnego jezioro, jakby skakał na głęboką wodę i nigdy się nie bał

Może Edi potrzebuje jeszcze raz wejrzeć w swoje życie od początku, przyjąć tą bezbronną istotę, którą musi się zaopiekować, przytulić, przygarnąć, może wtedy osiągnie wreszcie spokój. Pozbędzie się tych demonów z przeszłości. Podróż sentymentalna za jeden uśmiech? Tak, nie sposób nie wspomnieć o wcześniejszych aktorskich epizodach Henryka Gołębiewskiego, który w latach 70 robił furorę swoimi kreacjami. Zawsze grał pewnych siebie, zaradnych i bezczelnych bohaterów, a potem… zniknął. By po latach powrócić z tą wielką rolą i niejako skonfrontować się ze swoim młodszym wizerunkiem, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, spojrzeć w oczy młodemu Henrykowi, a potem znów pchać swój wózek.

Przyjazd Ediego i Jureczka z dzieckiem wywołuje rzecz jasna niemałe poruszenie w rodzinie, która chyba już dawno zapomniała o odrzuconym bracie. A tu nagle taka niespodzianka. I czyje jest to dziecko? Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny. Rozrzucone fragmenty układanki nagle zaczynają się sklejać. Tak się składa, że brat Ediego i jego żona nie mogą mieć dzieci, więc może na jakiś czas przejmą rolę opiekunów, a Edi też trochę odetchnie świeżym powietrzem. Może tu było zawsze jego miejsce? Robota się znajdzie i będzie prawie jak dawniej. Tak mógłby się zakończyć ten film. Ale rzecz jasna to by było zbyt bajkowe. Dziecko musi wrócić do matki. Nagle do braci dociera, że ukarali nie tego faceta co trzeba. Oni zawsze mieli problem ze zbyt szybkim działaniem, o czym boleśnie przekonał się Mały, który nie przeżył z nimi starcia. Edi miał trochę więcej szczęścia. A nawet doczekał chwili, gdy bracia przyznali, że „chujowo wyszło”. Wzruszające.

No wyszło, a dziecko musi wrócić do księżniczki i jej kochasia, którzy wreszcie odnaleźli w sobie powołanie do bycia rodzicami, podczas gdy bracia jak zwykle będą ich wiernymi rycerzami, obijającymi każdemu mordę, kto przerwie tą sielankę. Znów wszyscy mają swoje role, a Edi jak zwykle zostaje z niczym. Jakby znów padł ofiarą kiepskiego, Hiobowego żartu.

Nic tu po nim, pora wracać na stare ulice. Ale czemu u licha? Czemu uciekać z tego raju, gdzie mógłby się jeszcze napisać piękny scenariusz, gdzie byłaby jakaś nadzieja na zmianę życia wraz ze zmianą scenografii. Nie, pora wracać i pchać uparcie swój wózek. I znów patrzeć, jak ludzie pozbywają różnych gratów, bo ciągle chcą mieć nowe.

Słodko gorzkie to jest zakończenie, bo właściwie po tym wielkim powrocie Henryka Gołębiewskiego nic wielkiego się już nie stało. Wiadomo, kino polskie to humorzasta bestia o ograniczonej liczbie filmów i nie dla każdego znajdzie się miejsce. Ale jakoś szkoda. Gołębiewski wprawdzie zaliczył jeszcze kilka ról telewizyjnych ze stałego kanonu ulicznych pijaczków (stygmat wyglądu) a potem powrócił do swojej stałej pracy na budowie, jakby i tu sprawdzała się filozofia Ediego, że mimo wszystko znów trzeba pchać swój wózek i godzić się ze swym losem.

Ten film po dwudziestu latach od premiery wciąż wbija w fotel. Nie ma co dyskutować. Chce ci się płakać, że życie może być tak pokrętne. To przykład takiego intymnego, prostego kina, w którym przede wszystkim ciekawa jest sama historia, a bohaterowie nie są w żaden sposób idealizowani. Nie ma wielkich gwiazd kina, tylko aktorzy mniej popularni lub naturszczycy idealnie pasujący do zwyczajnych sytuacji, jak świętej pamięci Grzegorz Stelmaszewski czy właśnie Gołębiewski. Nie ma słodkiego pudru i plastikowych scenografii, jest naturalność. I znów sprawdza się stereotyp, że dobre polskie kino to to ukazujące margines społeczny? Lepsze to niż nic. Ale w zamian posypał się deszcz, a raczej grad nagród:

 

·         Nagroda Fipresci dla Piotra Trzaskalskiego (reżyser)

·         Nagroda Jury Eumenicznego

·         Nagroda Don Quixote

·         Nagroda Philip Morris w Karlowych Warach

·         Nagroda w Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Sao Paulo

·         Nagroda Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy

·         Orzeł za drugoplanową rolę dla Jacka Braciaka.

·         Nagroda Złote Lwy

·         Nagroda Camerimage Złota Żaba

·         Nagroda Złote Grono

·         Tarnowska Nagroda Filmowa

·         Paszport Polityki


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH