CO LUDZIE POWIEDZĄ? POZORANCI GÓRĄ


Pamiętam dobrze te ciepłe niedziele, gdy w TVP2 między ósmą a dziesiątą emitowane były najpierw „Przygody Królika Piotrusia” a potem właśnie „Co ludzie powiedzą” – z jednej strony ta cudowna angielska baśń, a z drugiej gorzka satyra Roya Clarka i Harolda Snoada na ludzi rozpaczliwie dążących do życia w baśni z wyższych sfer.

Hiacynta Bucket, przepraszam najmocniej, „Bouquet” to idealny przykład kobiety, która wierzy w swój wyższy status. Wystarczy gustowna sukienka i przesadne maniery. Jest w tym coś z filozofii amerykańskiego snu, by uparcie wyobrażać siebie, jako człowieka sukcesu, gdy jest się tylko przeciętniakiem. Stąd to maniakalne poprawianie swego nazwiska z „Bucket” (wiadro) na „Bouquet” (bukiet). Zresztą bukiet lepiej pasuje do Hiacyntów. A trzeba wam wiedzieć, że w zwariowanej rodzinie Hiacynty każda z kobiet ma imię kwiatu: Stokrota, Róża czy Wioletta.

Każdy kwiat jest inny, a wszystkie one razem tworzą niezwykły bukiet, w którym Hiacynta pragnie być tym najpiękniejszym kwiatem. Róża to stara panna, co chwila zmieniająca mężczyzn, którzy najczęściej są żonaci. Z kolei Stokrota cieszy się tym, co ma: swojego męża w podkoszulku, imieniem Powolniak, który przeważnie spędza czas przed telewizorem z piwem i chrupkami.

Natomiast ambitna Hiacynta, przebojowa pani domu po pięćdziesiątce już osiągnęła pewien standard w postaci męża urzędnika państwowego, domu z ogródkiem i srebrnego samochodu marki Rover, model 216 (niestety to nie Mercedes, jak u jej siostry Wioletty, mającej dom, kucyka i męża bogacza transwestytę). Hiacynta oprócz zgrabnego domu i kolekcji porcelany ma także syna Sheridana, homoseksualistę, niebieskiego ptaka, który niedawno ukończył kurs robótek ręcznych na politechnice. Jeśli dzwoni do domu, to tylko z prośbą o pieniądze. A pieniądze te ma wyłożyć nadcierpliwy Ryszard, mąż swojej żony, który zawsze się zgadza z Hiacyntą, bo jakże nie mógłby się nie zgodzić. Kiedy Hiacynta coś przedstawi, to tak właśnie musi być. Nie ucieknie przed tym Ryszard, zestresowana sąsiadka Elżbieta, jej nerwowy brat Emet, strachliwy wikary z żoną, listonosz, albo nawet sroga pani radczyni. Tak, oni nie uciekną.

Za to zawsze ucieknie nie w porę tatuś Hiacynty, wstydliwy punkt w biografii biednej damy z wyższych sfer. Z jednej strony to śmieszy, z drugiej smuci, co choroba może zrobić z dorosłym człowiekiem, który zachowuje się jak dziecko. Chory na Alzheimera staruszek mieszka w zaniedbanym szeregowcu ze Stokrotą, Powolniakiem i Różą, bo u Hiacynty jakoś nie wypada. To by zepsuło jej wizerunek idealnej damy. Tatuś jako kolejny dziwoląg pasuje do tego towarzystwa odrzuconej rodziny, z którą Hiacynta spotyka się tylko przy okazji, gdy jej reputacja jest zagrożona i trzeba postawić do pionu wiecznie romansującą Różę, źle ubranego Powolniaka, leniwą Stokrotę czy szukać Tatusia, któremu zachciało się zabaw w terenie.

Hiacynta za nic w świecie nie pozwoli, by ktoś się dowiedział, że jest ona w jakiś sposób spokrewniona z tymi ludźmi. Im bardziej się stara się to zataić, tym dochodzi do coraz bardziej kompromitujących sytuacji. Najśmieszniejsze jednak jest to, że Hiacynta sama nie potrafi dostrzec, że jej wysiłki udawania wielkiej damy nic nie znaczą. Nikogo nie obchodzi, czy jej siostra ma dom z basenem i kucyka, czy jej syn skończył kolejny kurs itd. Hiacynta choć z mentalności wielka dama, to w rzeczywistości nieszczęśliwa niewolnica konwenansów z epoki Jane Austen. Próbuje na siłę zmienić wszystkie dekoracje, które z każdą kolejną poprawką jeszcze bardziej się walą. Syndrom niewielkiej skazy na białej ścianie, którą wychwyci tylko pedantyczny człowiek, chcący skuć cały tynk i nałożyć wszystko na nowo, by teraz było równo i świeżo. Ale ideałów nie ma. Prędzej czy później na tej odnowionej ścianie znów dostrzeże nowe ryski i będzie chciał je koniecznie usunąć.

Cudownie niezmienni, wręcz błogo wolni ze swoimi słabościami są Powolniak, Stokrota czy Róża. Oni nie muszą nic udawać. Żyją jak żyją, pogodzeni ze zwyczajnym krajobrazem swej egzystencji, w swoim małym szeregowym domku, z zaśmieconym podwórkiem i zepsutą furtką. Cudownie naturalni, są niczym relikty dawnej cywilizacji ludzi nieskrępowanych sobą. Z nimi aż miło spędzić trochę czasu, pożartować i porozmawiać tak od serca. Oni dobrze wiedzą, co biedny Ryszard przeżywa w domu, sam na sam z Hiacyntą. Starają się być dla niego wsparciem, gdy jego życiowa rola nie satysfakcjonuje wymagającej pani reżyser Hiacynty.  

Jej dom jest niczym muzeum, gdzie trzeba uważać na każdy eksponat. Elżbieto uważaj na kolejną filiżankę kawy! Hiacynta dba o każdy detal, o etykietę i odpowiednią kwestię, by każdy ją zobaczył i usłyszał w odpowiednim momencie. Nasza pani Dulska pod brytyjską koroną. Sprytnie ustawia siebie i innych na szachownicy, nawet potężnego Powolniaka, który ma zagrać oprycha zaczepiającego Ryszarda na polu golfowym. Wszystko po to, by Ryszard pokazał swoją siłę przed pewnym dyrektorem, który chętnie by widział w swojej firmie takich odważnych ludzi. Hiacynta uparcie wierzy, że tym razem za sprawą swoich towarzyskich taktyk, wreszcie osiągnie awans społeczny. A i tak zawsze wszystko bierze w łeb i korona spada Hiacyncie w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet królowa Elżbieta wydawała się być swobodniejsza od niej.

Jedynym, który nie ucieka przed Hiacyntą, a wręcz za nią się ugania, jest jowialny Major Wilton-Smythe, którego wręcz rozpiera energia seksualna. To niezwykłe, że despotyczna wobec wszystkich Hiacynta, akurat wobec Majora wydaje się być zupełnie zdezorientowana. W końcu Major to też wysoka półka towarzyska. Aczkolwiek romans z nim mógłby nadwyrężyć reputację pani Bukiet, którą… i tak nikt się nie przejmuje.

Mimo, że od premiery tego serialu minęło trzydzieści lat, nadal pozory są w modzie. Ale któż z nas nie dba pozory. Chociaż minimalnie. To naturalne. Chcemy, żeby inni nas podziwiali, może nawet trochę zazdrościli nam tego… pożyczonego auta, którym zajechaliśmy pod niespłacony jeszcze dom, jakim chwaliliśmy się na Instamie.

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH