PANI DOUBTFIRE, CZYLI SZTUKA TWORZENIA LEPSZEGO "JA"
Jeśli za kamerą staje Chris Columbus, Krzysztof Kolumb radosnego lądu kina familijnego, a przed kamerą czaruje Robin Williams, wiadomo, że będzie wesoło. To taki przykład kina na ciepłą, rodzinną sobotę. Ale nie upraszczajmy tak bardzo tego filmu, który jest ekranizacją książki „Madame Doubtfire” autorstwa Anne Fine. Bo chociaż z pozoru jest to lekkie, zabawne kino, to jednak porusza dość trudny temat – życia w separacji, tego jak rozwód wpływa na życie rodzinne, tego, że z pozoru szczęśliwe małżeństwo nagle nie znajduje porozumienia. I nie chodzi o to, że ona lub on mają kogoś na boku. Po prostu nagle stają na rozstajnych drogach. Nagle patrzą ze zdumieniem, że po tylu latach różnią się za bardzo od siebie. Że może jedno z nich nie dogoniło drugiego? Jedno zrobiło karierę, a drugie zostało w tyle. Kto? Miranda Hillard z powodzeniem prowadzi firmę specjalizującą się w urządzaniu wnętrz, ale sama czuje, że jej dom, choć idealnie urządzony, dawno przestał być domem marzeń. Coś nie tak w fundamentach, trzeszczy, skrzypi. Nie, to nie dzieci. Kolumny już mocno się obluzowały. Straciły pion? Bez podtekstów! Innymi słowy chodzi o jej męża, Daniela. Wszystko dlatego, że odstaje on znacznie od bycia filarem rodziny. Prawdę powiedziawszy życie z Danielem to stąpanie po dość chybotliwej konstrukcji. Fakt, nie można się nudzić. Jest zabawnie. Jest spontanicznie. Daniel zawsze żartuje, nawet najbardziej poważne sprawy obraca w żart, dzięki czemu życie z nim nie powinno być tak przytłaczające. Zawsze uśmiechnięty, swobodny, z poczuciem humoru. Czy to coś złego? Jest aktorem, freelancerem, żyje od jednej roli do drugiej. Ale jakoś w roli ojca i męża za bardzo stawia na efektowność, a nie efektywność. Wygodnie mu być mężem i ojcem „Piotrusiem Panem” luzakiem, który na wszystko pozwala swoim dzieciom, podczas gdy Miranda musi z obowiązku przyjąć rolę surowej matki i nudnej żony, twardo stąpającej businesswoman, pracującej od rana do wieczora, by zarobić na przyzwoite życie. Daniel to przygoda, a Miranda to stały ląd, do którego dopływa jej dawny przyjaciel, James Bond, czyli Pierce Brosnan w roli Stuarta Dunmeyera, (niestety to nie będzie bajka o Stuarcie Malutkim). Stu powoli szykuje się do roli nowego towarzysza Mirandy, a kto wie, czy w przyszłości także ojca trójki dzieci: Chrisa, Natalie i Lydii, którzy teraz przechodzą przez tą burzę rozwodową. Stuart już od dawna marzył o tym, by się ustatkować. Powrót do dawnej miłości z przed lat i to z dziećmi w pakiecie, stanowi dla niego atrakcyjną gratkę. Do tego Stuart jest przystojny, bogaty, jeździ mercedesem, no i jest bardziej przewidywalny niż mąż Mirandy. Daniel zdaje sobie sprawę, jak wiele przegrał. Musi działać, choć nie jest to proste. Na sprawie rozwodowej dowiedział się, że może widywać dzieci raz na tydzień, a do tego ma znaleźć stałą pracę i mieszkanie. Lekkoduch artysta musi jakoś ustabilizować swoje życie. I nagle wpada na szalony pomysł, by zostać nianią dla swoich dzieci. Wymyśla siebie od nowa, budując zupełne przeciwieństwo siebie. Staje się panią Doubtfire, czyli „wątpliwy ogień?”, nieważne. „Dude looks like a lady!”. Kiedy facet nie może, tam babę poślę, czy jakoś tak. Już Dustin Hoffman wypróbował to z powodzeniem w „Tootsie”. Tu warto podkreślić, że charakteryzacja Robina Williamsa została nagrodzona Oscarem. Odebrała go artystka Ve Neill, która wcześniej pomogła Michaelowi Keatonowi zmienić się w obrzydliwego Beetlejuice’ a, Johnny’ emu Deppowi w Edwarda Nożycorękiego, czy Danny’emu DeVito w Człowieka Pingwina. A nasza tytułowa bohaterka? Pani Doubtfire to dystyngowana dama z Anglii, która ugotuje i poda posiłek jak w najlepszej restauracji, a przede wszystkim dopilnuje dyscypliny u rozpieszczonych dzieci. I oto następuje przełom, Daniel w roli pani Doubtfire wydobywa ze swojej rodziny to, co najlepsze, a i sam staje się lepszy, zdyscyplinowany, lepiej zorganizowany
Co za paradoks, że dopiero teraz rodzina Hilardów jest szczęśliwa, gdy zawitała do nich pani Doubtfire, czyli Daniel w swojej najlepszej, oscarowej kreacji. Wyluzowany tatuś potrzebował maski, aby stać się odpowiedzialnym. Teraz dopiero Daniel i Miranda mogą porozmawiać szczerze o swoich oczekiwaniach, choć Miranda oczywiście nie ma pojęcia, z kim ma do czynienia. Potrzebowała dobrej gosposi do swego domu. I znalazła.
Mogło by się wydawać, że ta historia zmierza ku happy endowi, czyli znów wszyscy będą razem, ale jednak to by było zbyt proste i naiwne. Mimo to, że Daniel dzięki pani Doubtfire, swojego alter ego, stał się lepszym ojcem, to jednak dla Mirandy jest on już byłym mężem. Choć po tych wszystkich perturbacjach i kłótniach dobre i to, że potrafią oni normalnie rozmawiać ze sobą. Po prostu czasem lepiej dla rodziny, jak małżonkowie funkcjonują osobno i każde idzie swoją drogą. Miranda spełnia się jako businesswoman i dekoratorka wnętrz i być może przyszła żona Stuarta, a Daniel w roli pani Doubtfire podbija telewizję nowym programem, łączącym w sobie zabawę i naukę. A jedyne co ich łączy to miłość do ich dzieci.
Komentarze
Prześlij komentarz