CZARNY DESZCZ
Miasto legło w gruzach, opadł ciężki pył, a potem spadł deszcz, czarny deszcz, czarne łzy wypełniły spękane miejsca, lecz nigdy nie zatarły tych blizn po Hiroszimie i Nagasaki.
Rzecz będzie o zderzeniu dwóch kultur: amerykańskiej i japońskiej, gorącej i zimnej, ekspresywnej, bezpośredniej, głośnej i cichej, przebojowej z innowacyjną. Ale pojawia się tu także oklepany motyw konfliktu między instytucją „urzędasów” a indywidualistą, który lubi robić wszystko na własną rękę.
Nick Conklin to taki typ człowieka i policjanta, którego największą wadą jest niecierpliwość. W gorącej wodzie kąpany, może dlatego jest rozwodnikiem, bo nie miał cierpliwości do małżeństwa. Niecierpliwość, impulsywność i skłonność do ryzyka (jak wyścigi motocyklowe na pieniądze) składają się jednak na skuteczność Nicka, który oprócz brawury może pochwalić się naprawdę wysoką wykrywalnością przestępczości. W szeregach policji cieszy się opinią bohatera, chociaż nie paraduje z medalami na pokaz. To nie ten typ służbisty, co raczej kowboja w skórzanej kurtce, na mechanicznym rumaku. Problem w tym, że bohater oprócz ścierania się z różnymi zbirami musi się także ścierać z bezwzględną rzeczywistością, która z niejednego kryształowego bohatera uczyniła złamanego człowieka lub chociaż nieco zarysowała jego nieskazitelne oblicze. Conklin podobnie, jak inni jego koledzy, harujący po kilkanaście godzin na dobę w pewnym momencie postanowili sobie odbić straty i wzięli łapówki od przestępcy, który jak na złość szmalu ma jak lodu. Odwieczny dylemat: dlaczego ci, którzy bezczelnie łamią prawo, mają więcej pieniędzy od tych, którzy egzekwują prawo? Może rzeczywiście warto czasem złamać zasady, jeśli chce się zapewnić swoim dzieciom dobrą edukację w prywatnej szkole i aparaty ortodontyczne, by potem wesoło szczerzyli zęby, jak przystało na rasowych Amerykanów. Tu alimenty, tu rachunki, raty za mieszkanie – czujesz, że ta sieć cię za chwilę rozerwie na strzępy. Tyle że zamiast pieniędzy, skapnie parę kropli twojej marnej krwi. Nie mogąc związać końca z końcem, Conklin zawiązał na swojej szyi policjanta dość twardą pętlę. Może trzeba podpisać ten pakt z diabłem, sprzedać tanio swoją uczciwość, by wyjść chociaż na prostą? Może. Ale urzędasy z wydziału wewnętrznego, wpatrzeni tylko w przepisy, nie rozumieją tych dylematów. Przesłuchują Nicka i powoli go pogrążają. Czyżby pierwsza poważna rysa na wizerunku oddanego policjanta? Conklin czuje, że jest pod presją. Jego młodszy partner policyjny, zaledwie dwudziestoośmioletni, Charlie Vincent zapewnia go, że wszystko będzie dobrze. Charlie ma jeszcze ten błysk w oku i uśmiech idealisty. Nie założył jeszcze rodziny i codziennie nosi się w modnym garniturku. Ma apetyt na karierę w wydziale wewnętrznym, który akurat teraz skupił wszystkie swoje soczewki na uczciwości impulsywnego Nicka. Charlie jest bardziej stonowany w swojej pracy niż porywczy Nick. Wzajemnie się uzupełniają, choć kto wie, czy kiedyś ich drogi się nie rozejdą, bo Charlie ma zadatki na urzędasa, a Nick woli kowbojskie akcje.
Jak to mówią: prawdziwy policjant, a zwłaszcza w amerykańskich filmach, zawsze znajdzie się odpowiednim miejscu i czasie, by złapać jakiegoś bandytę, nawet zagranicznego. Tak właśnie się dzieje po niezbyt udanym przesłuchaniu Nicka. Urzędasy wiedzą swoje, a Nick musi jakoś przeżyć tego moralnego kaca, że oto złamał prawo.
Skołowany, siedząc przy szklance szkockiej, staje się świadkiem, podobnie jak reszta gości w restauracji, ataku niejakiego Sato. Patrzcie państwo, czcigodny Sato fatygował się aż z dalekiej Japonii do Ameryki, by załatwić parę brudnych spraw. Nie omieszkał użyć noża, jak to w restauracji. A że lubi krwiste podgardle, to poderżnął bez skrępowania jednemu ważniakowi szyję. Przy okazji tego krwistego spektaklu, Sato wykradł tajemniczą skrzyneczkę, która miała zawierać jedną z matryc dolara amerykańskiego. No trudno, stało się, porywczy Sato lubi załatwiać interesy na oczach wszystkich, w tym dwóch policjantów, którzy są incognito. Nick i Charlie jak lekarze muszą być zawsze na służbie, gdy dzieje się coś złego. Zaraz po wyjściu Sato i jego gangu, rozpoczyna się pościg. Uparty Nick nie odpuszcza japońskiemu gangsterowi, który również jest bardzo zawzięty. Trafił swój na swego. Ale w tej pierwszej rozgrywce japoński gangster boleśnie odczuwa, jak kajdanki zaciskają się na jego nadgarstkach. Conklin znów udowadnia, że jest dobrym policjantem, ale dla tych mądrali z wydziału wewnętrznego nie robi to żadnego wrażenia.
W przypadku zagranicznego gościa, który złamał prawo, a właściwie jest wielką gwiazdą, jeśli chodzi o przestępczość, wymagana jest ekstradycja. Nick wraz Charliem muszą odprowadzić Sato do jego ojczyzny, gdzie zajmą się nim stróże prawa, mówiący w jego języku. To kolejny sprawdzian możliwości Nicka, który niestety tu mocno go oblewa. Nie znając japońskiego, oddaje Sato w ręce ludzi, którzy udają policjantów, podczas gdy prawdziwa policja przybywa o minutę później. Czemu u licha nie mieli tłumacza japońskiego?! I czemu japońska policja była równie nieuważna? Sato znika, a Nick i Charlie uważają całą tą sytuacją za plamę na honorze amerykańskiej policji. Nick ma szczególne powody do zmartwień, bo urzędasy uważają, że być może Sato przekupił go, by ten go puścił wolno. Conklin musi doprowadzić sprawę do końca, bo oficjalnie nie wydał jeszcze Sato japońskim służbom. Japońska policja z kolei nie za bardzo chce pracować z Nickiem, który nie wie, jak wytłumaczyć im wyrażenie „udupić”. Wydaje się czasem, że ich opieszałość jest celowa, jakby ciągle dawali gangsterowi okazję do ucieczki, a zniecierpliwionemu Nickowi ucierali nosa. Kto wie? Może Yakuza jest ponad policją? I co o tym może wiedzieć taki policjant jak Nick, który jest podejrzewany o korupcję. Conklin jednak nie zamierza odpuszczać. Skoro ma już zostać w Japonii do rozwiązania śledztwa, musi mieć przy sobie przewodnika, który w razie potrzeby przetłumaczy dosadność amerykańskich wyrażeń i wskaże drogę. Tu władze policji przydzielają mu najlepszego, jakiego mają, inspektora Masahiro. Masahiro, nazywany potocznie Masą (zupełnie jakbyśmy przeglądali ksywki polskich gangsterów) to zupełne przeciwieństwo Nicka. Cichy, opanowany, cierpliwy i chyba bliżej mu do urzędnika niż do policjanta, który miałby się uganiać za przestępcami i strzelać na prawo i lewo. Masa podchodzi do swojej pracy policjanta jak do misji, zupełnie, jakby był w klasztorze. Kiedy dowiaduje się, że Nick mógł być łapówkarzem, jest zdumiony i głęboko zawiedziony takim postępowaniem. Dla niego najważniejszy jest kodeks policjanta i posłuszeństwo wobec przełożonych, podczas gdy Nick nieustannie wychodzi przed szereg i nie słucha rozkazów swoich szefów. A tym bardziej nie zamierza słuchać wiecznie oburzonego komendanta policji w Japonii, który podchodzi nieufnie do amerykańskiego kolegi po fachu.
Gdy policja i Masa mają dość Conklina, jest jeszcze Joyce, zjawiskowa kobieta, kolejna Amerykanka w tym obcym mieście. Początkowa drwiąca z Nica, ale i dyskretnie mu pomagającą, szczególnie w tych najgorszych chwilach, gdy straci on Charliego.
W wyniku ciągłego wtrącania się Nicka w śledztwo, komendant decyduje się odesłać „narwanego Amerykańca” do ojczyzny, a Masę zawiesza. Ale oczywiście Nick nie byłby sobą, gdyby nie złamał rozkazu, za to Masa postanawia udowodnić swojemu przełożonemu, że nie jest wcale takim biernym i posłusznym policjantem, jakby się mogło wydawać. Postanawia pomóc Nickowi za wszelką cenę w schwytaniu Sato, który rozpoczął wojnę gangów przeciw staremu szefowi Mafii, panu Sugai. Ten zresztą to ciekawa postać w tym filmie. Nie kojarzy się raczej z twardym gangsterem. Ale wystarczy jeden jego ruch ręką, a silny ochroniarz jest w stanie zrzucić wścibskiego policjanta w przepaść. Sugai dobrze pamięta ten czarny deszcz po zrzuceniu bomb w Nagasaki. Nigdy tego nie wybaczył Ameryce. I swoją działalność przestępczą, w tym wykradzenie matrycy dolara, tłumaczy właśnie nienawiścią do Stanów Zjednoczonych, które zniszczyły jego ojczyznę, a z niego samego uczyniły mściciela.
Oj będzie się działo, usłyszymy strzelby, zobaczymy miecze i obcięte palce. Czy Nick po raz kolejny udowodni, że jest bohaterem i odzyska honor po aferze z łapówkami? Nie powinniśmy w to wątpić. Niezawodny Amerykanin nawet w obcym kraju sobie poradzi, czyż nie?
A kogo zobaczymy w tym niezwykłym filmie? Jak zwykle na prowadzenie wysuwa się niezawodny Michael Douglas, w roli upartego policjanta, trochę jak Jack Colton z „Miłości, szmaragdu i krokodyla”. Tuż obok niego jowialny Andy Garcia w roli wiecznie uśmiechnięto Charliego. Biedny Charlie straci dla pięknych gejsz i Japonii głowę. Zza sceny wyłania się zjawiskowa Kate Capshaw, którą jeszcze pamiętamy, jak partnerowała Harrisonowi Fordowi w „Świątyni zagłady”, grając Willie Scott, blondynkę z ognistym temperamentem o trochę irytującym sposobie bycia. Z kolei Joyce to bardziej dystyngowana dama, jak matka i przyjaciółka, której można się zwierzyć ze wszystkiego. Co ciekawe zarówno obie bohaterki: Joyce i Willie pracują w klubach nocnych, do których przybywają Indiana jak i Nick Conklin. Chwila relaksu pośród pięknych kobiet, by potem znów wejść w to ciemne miasto zagłady i podążać śladem Sato.
Równie ciekawie prezentuje się obsada z japońskimi aktorami. W roli Masy zobaczymy Kena Takakurę, w Pana Sugai wcielił się Tomisaburō Wakayama, z kolei w roli Sato wystąpił Yusaku Matsuda, który podczas zdjęć przechodził ostatnią fazę raka. Zmarł parę miesięcy po premierze filmu.
Ridley Scott wraz z operatorem Janem de Bontem i kompozytorem Hansem Zimmerem tworzą bardzo ciekawą atmosferę w tym filmie. Ciemna sceneria, trochę jak z Gotham City, jarzące się neony Japonii, która zwłaszcza w latach osiemdziesiątych przodowała w produkcji wszelkie możliwej elektroniki. Te jarzące się światełka wieży Pioneer… tu także dają o sobie znać. A o tej elektronice nie wspominamy tu be powodu. Cała ścieżka dźwiękowa jest właśnie zbudowana z takich elektronicznych, syntezatorowych brzmień. Hans Zimmer podąża śladami Vangelisa, który parę lat wcześniej idealnie dopełnił swoją muzykę industrialny krajobraz „Łowcy androidów”. Co ciekawe, wydaje mi się, że Vangelis powtarza parę nut Zimmera ze ścieżki dźwiękowej do „Czarnego deszczu”. Mowa tu o utworze „Moxica and the horse” (z filmu „1492 wyprawa do Raju”), a konkretnie chodzi o końcówkę, w której pobrzmiewa tam echo z utworu Zimmera „Decision”, ale może to tylko moje omamy słuchowe. Tak czy siak obaj panowie doskonale podkreślają swoimi syntezatorami historie opowiadane przez Scotta.
A czarny deszcz spadnie i wszystko co było, zniknie jak łzy na deszczu.
Komentarze
Prześlij komentarz