23, CZYLI CZERWONE KSIĄŻKI SZKODZĄ
Przerażający jest labirynt naszych wspomnień, fascynacji, lęków, obsesji. Niewywołany film naszego życia, schowany gdzieś w zardzewiałym opakowaniu na gnijącej półce w zakurzonym archiwum, gdzie albo chce się kichać albo płakać. Co kryje się głębiej w nas? Jesteście gotowi na tą odyseję? Wzruszamy ramionami i odkładamy kryminał, który podobno jest bestsellerem i nie wypada go nie przeczytać. Kolejna książeczka do kolekcji, żebyśmy wiedzieli, jak się zabija niechciane wspomnienia. Na kalendarzu nowa data. Głębszy wdech. Wątpliwość. Czy jesteśmy rzeczywiście tymi, za których się uważamy? Numer peselu i konto bankowe. Tak, to my. Ukryci w tych numerach. Jedyne pewne konstelacje liczb, które podobno stanowią o naszym przeznaczeniu. Czy jesteśmy dziś tacy sami jak byliśmy tydzień temu? Jak bardzo się zmieniliśmy? Czujesz jakieś drżenie na skroniach. Wbijam się głębiej. A jeśli kryjemy w sobie jakąś tajemnicę, jakiś wstydliwy, szokujący fragment naszej życiowej układanki, który sprytnie wyparliśmy z siebie? A co jeśli kiedyś doznaliśmy wypadku, straciliśmy pamięć i zaczęliśmy budować wszystko od nowa? Weszliśmy w bezpieczny model człowieka, nie zawadzającego nikomu. Jest dobrze. Ok, mogłoby być lepiej. Ale każdy narzeka. Drżą nam usta. Chcemy płakać. Może jeszcze mamy w głębi jakieś marzenia, które boimy się spełnić. Boimy się wywrócić to wszystko do góry nogami. Może ktoś znał nas wcześniej. Może chciał nas uchronić przed prawdą o nas samych. Może żyliśmy w słodkim kłamstwie, ale teraz czujemy, że jednak jest zbyt dobrze. Jest coś nie tak. Pod starannie wybrukowaną powierzchnią wciąż bulgocze niepokój. Teraz rozumiecie czym jest nerwica, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne albo ADHD. Nie można wytrwać w jednym torze. Wciąż jest mnóstwo otwartych drzwi do pokoi, które chce się sprawdzić jak w tym wielkim hotelu z „Lśnienia”. Kolejna stronica księgi zabarwiona krwią. Może dokonaliśmy zbrodni, o których nawet nam się nie śniło? Może ściskaliśmy rękojeść noża i widzieliśmy, jak po ostrzu spływa krew. Może kiedyś pracowaliśmy w rzeźni. Może uciekliśmy ze szpitala psychiatrycznego i wymieniliśmy sobie pamięć oraz twarz. Może wierzymy w reinkarnację? Możliwości interpretacji nieskończenie wiele. Nadzieja i przekleństwo, a pośrodku ostrze zatapiające się w naszym mózgu. Awers i rewers.
Uffffff. Ale tu duszno od tych krwistych metafor. Zerkamy na zegarek. Dwudziesta trzecia trzydzieści dwa. Doskonała pora na sesję terapeutyczną z kryminałem pod poduszką. Przed nami Jim Carrey, odkrywający zagadkę swego życia. A jeszcze parę lat wcześniej zagrał samego człowieka Zagadkę. Wtedy jeszcze się śmialiśmy z takich bohaterów. Byliśmy dziećmi zapatrzonymi w komiksy. Ale dzieciństwo się skończyło i komediowi aktorzy, którzy dostarczali nam tak dużo śmiechu, w pewnym sensie dorośli razem z nami, by zmierzyć się z bardziej złożonymi rolami.
Oczywiście na pierwszy rzut, gdy widzimy Jim Carreya, jakoś trudno się przyzwyczaić, że będzie on grał w thrillerze psychologicznym? Co? To Jim Carrey! Człowiek o gumowej twarzy, który potrafi sparodiować niemal każdego. „Głupi i głupszy”, „The Grinch”, „Ace Ventura”, „Maska”, „Bruce Wszechmogący”. Lekko, zabawnie, przyjemnie. Ale jak to było w przypadku Robina Williamsa, komik niejednokrotnie potrafi zaskoczyć swoją ekspresją i dramatyzmem. Tak jest też w przypadku Carreya, który w tym filmie Joela Schumachera portretuje nam Sparrowa (z ang. Wróbel). Ale to nie potomek słynnego pirata Jacka Sparrowa, tylko poczciwy Walter. I mimo, że ma dość przeciętną robotę, pracuje dla Departamentu Ochrony Zwierząt, a konkretnie jest od tej brudnej roboty, czyli wyłapuje głównie bezpańskie psy, to jednak jest w miarę zadowolony ze swego życia. Ma wspaniałą rodzinę, syna i żonę, która prowadzi cukiernię. Jest rzeczywiście dobrze i słodko w tym domu na przedmieściach. Ale gdy jest zbyt dobrze, w końcu musi nastąpić jakiś przewrót w historii bohatera. Chociaż mały dreszczyk emocji. I tak właśnie się stanie. Gdyby nie pewne okoliczności, poczciwy Wróbel żyłby sobie szczęśliwie ze swoją rodziną. Ale wróbel dał się złapać w pułapkę. Poszedł za psem Baskervillów.
To miał być rutynowy patrol. Złapać groźnego psa i doprowadzić do schroniska. Uparta bestia nie dała się jednak i wywiodła naszego bohatera gdzieś na cmentarz, gdzie tak wyraźnie słychać szepty dawnych wspomnień. Tajemniczy pies, strażnik wywołuje wróbla z gniazda, by ruszył w głąb swojej jaźni. Ale pies nie jest jedynym znakiem w tej podróży. Jest jeszcze czerwona, cienka książka, którą Walter kupił sobie na urodziny. Czemu akurat tą? Gdyby złośliwa Sybill (czyżby wieszczka Sybilla?) nie wydała mu zlecenia na złapanie psa, gdyby wtedy się nie spóźnił, jego żona pewnie nie wstąpiłaby z nudów do antykwariatu, by przejrzeć sobie parę książek, a zwłaszcza tą czerwoną, która od razu rzucała się w oczy, tak jak krwisto czerwone ściany w salonie Sparrowów. Książka „Numer 23”. Idealna lektura dla tych, którym nudzi się w życiu i lubią magię liczb. Trochę dreszczyku emocji nie zaszkodzi, ale Walter nawet nie zdaje sobie sprawy, co przeżyje podczas lektury tej książki.
Z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem, dostrzega, że jego życie jest prawie takie samo jak życie głównego bohatera, niejakiego detektywa Fingerlinga, modelowego bohatera kryminałów noir, gdzie nie zabraknie ciemnych, mrocznych scenografii i kuszących kobiet w stylu Femme Fatale, które z wdziękiem spacerują po cienkiej linie, zawieszonej między seksem a śmiercią. Amore morte. Życie doprowadzone do jaskrawości. Tylko dla bardzo spragnionych mocnych wrażeń. Dreszcz rozkoszy i kolejny samobójca spadający na twardy bruk. Walter mruży oczy, bo w zagadkowej czarnej Fabrizii, kochance Fingerlinga, noszącej się trochę jak Morticia Addams, dostrzega twarz swojej jasnowłosej żony, Agathy. Można by to wytłumaczyć podświadomym pragnieniem poczciwego Sparrowa, by jego życie miało w sobie jakąś przygodę i dreszczyk emocji. Lubimy utożsamiać się z bohaterami książek, filmów, czasem takie zabiegi pomagają nam wybrnąć z kłopotów, przejmujemy niejako maskę bohatera (znów kłania się film z Carreyem), by w ten sposób walczyć z monotonią. Gorzej jeśli maska zaczyna panować nad nami. Sparrow, jak wróbel, wydziobujący kolejne ziarenka z wersów opowieści, obsesyjnie łączy następne elementy układanki. Z przerażeniem odkrywa, że ta książka nie tylko ma sporo odniesień do jego życia ale i do tragicznego wydarzenia z przeszłości, morderstwa pewnej młodej kobiety, która oczywiście zginęła w wieku dwudziestu trzech lat. Przeklęta liczba „23” nieustannie prześladuje bohatera, jakby budowała jego przeznaczenie. Walter dowiaduje się ze starych gazet, że mordercą dziewczyny podobno był jej kochanek. Ale czerwona książka niestety wskazuje na kogoś innego, kogoś, kto jest w pobliżu Waltera. Kogoś, kto może się odbić w lustrze. Wraz z obsesją odszukania mordercy, Walter odczuwa coraz większy niepokój, że jego najbliższe otoczenie, żona Agatha oraz przyjaciel doktor Miles Phoenix, spiskują za jego plecami, wmawiają mu paranoję, a może nawet mają romans. Może to oni podrzucili mu tą książką, by doprowadzić go do obłędu, i pozbyć się go? Co ciekawe, aktorzy grający ten duet, czyli Virginia Madsen oraz Danny Huston, byli kiedyś małżeństwem, teraz spotykają się na planie, by odegrać swoją intrygę.
Sparrow podobnie jak Harry Angel czuje, że jego życie powoli obraca się w piekło. Wszystko to, co dotąd znał, było budowane na fundamencie kłamstwa. Kolejne rozdziały są jak plastry cebuli, od której chce się płakać. Detektyw szukający mordercy w końcu go znajduje… w rozbitym lustrze. Niezbadane są wędrówki duszy. Jesteśmy swoimi największymi przyjaciółmi i wrogami. Oto bohater mający dobre życie, postanowił podkopać się pod nie, by zobaczyć pod powierzchnią pełzające robaki i trupa.
„23” podobnie jak „Tożsamość”. „Moje ja”, „Nieznani”, czy „Tożsamość Bourne’a” wpisuje się w tą poetykę „kina amnezji”, gdzie główni bohaterowie są dla siebie coraz większymi zagadkami i rozpaczliwie próbują poznać zapomnianą prawdę o sobie.
Oprócz Jima Carreya, Virgii Madsen, Danny’ego Hustona zobaczymy tu obiecującego młodego aktora Logana Lermana, który w tym samym roku zagrał w westernie „3:10 do Yumy”, partnerując Christianowi Bale’owi oraz Russelowi Crowe’owi. Trzeba przyznać, że Logan ma szczęście do ojcowsko-synowskich historii z dramatycznym wydźwiękiem. Zarówno w „23” jak i w „3:10 do Yumy” widzimy ojców, którzy chcą czegoś nauczyć swoich synów, a może nawet zaimponować. W westernie widzimy jak kulawy farmer Dan Evans w akcie desperacji decyduje się eskortować niebezpiecznego złoczyńcę, by w ten sposób zarobić, spłacić długi i zaimponować synowi. W „23” Walter przyjmuje rolę detektywa, który angażuje swojego bystrego syna do odkrycia najbardziej przerażającej tajemnicy w jego życiu. A gdy już okazuje się, że ma on na sumieniu morderstwo, decyduje się przyznać do winy, by tak nauczyć syna sprawiedliwości. Jak sam przyznaje to zakończenie nie jest dobre, ale właściwe. Przynajmniej lepsze niż w słynnym „Upadku”, gdy znerwicowany bohater w dniu urodzin swojej córeczki zostaje zastrzelony.
Komentarze
Prześlij komentarz