ARTUR
To taka współczesna baśń o Piotrusiu Panu, dziedzicu wielkiej fortuny, próżniaku, utracjuszu, który przytłoczony swoim dobrobytem, sam już nie wie czego chce od życia. Jest jak dzieciak, który całe dnie spędza w sklepie z zabawkami i słodyczami, mimo że ma już czterdziestkę na karku. Upija się i bawi kolejką elektryczną. Cokolwiek wskaże swoim palcem, już mu pakują. Garnitur, butelka whisky, nowy Rolls Royce czy prostytutka. Świat należy do ciebie, jeśli jesteś wypłacalny. Artur Bach (Dudley Moore) jako czarna owca majętnej rodziny dostaje, co chce, żeby nie wtrącał się do interesów i ewentualnie poślubił bogatą dziewczynę z równie potężnej rodziny, by powiększyć imperium. Cierpliwy angielski kamerdyner Hobson tylko kiwa głową. John Gielgud za tą drugoplanową rolę otrzymał Oscara. Hobson w jego wydaniu jest trochę jak Alfred dla panicza Wayne’a. Artur liczy się ze zdaniem swego wiernego sługi, ale wciąż upada w swoich słabościach. Wyniosły i poważny Hobson z kolei się dziwi sam sobie, że przyszło w tym dziwnym kraju służyć takiemu wariatowi jak Bach. Ale Artura nie sposób nie lubić. To dobry człowiek, tylko zupełnie zagubiony, który nie dostał szansy, aby dorosnąć. Hobson, bardziej niż prawdziwy ojciec Artura, szczerze martwi się o swego pana, tak jak rodzic, który odniósł porażkę wychowawczą. Jedyne, co mu pozostaje, to sprzątnąć kieliszki, pościelić łóżko i przygotować kąpiel dla swego pana.
I pewnie życie Artura jeszcze długo by tak przebiegało, gdyby nie spotkanie pewnej dziewczyny, która ukradła krawat w sklepie i przy okazji serce naszemu bohaterowi, będącemu wyraźnie pod wrażeniem brawury tej nieznajomej łobuziary.
Jak na złość ta księżniczka, Linda (musicalowa diva Liza Minelli) którą spotkał, nie pochodzi z równie potężnego i bogatego rodu, tylko okazała się być zwykłą kelnerkę, złodziejką mieszkającą z ojcem w biednej dzielnicy, gdzie widok czarnej limuzyny z szoferem zawsze robi ogromne wrażenie.
I oto stało się wreszcie Arthur się zakochał w tej bezpośredniej i żartobliwej dziewczynie, Lindzie, której taki bogaty książę spadł jak gwiazda z nieba. Czyżby ta bajka zmierzała do pięknego finału. Oczywiście muszą być perturbacje, a bohater powinien udowodnić, że naprawdę zależy mu na tej dziewczynie z nikąd. Ojciec Artura właśnie finalizuje umowę z inną bogatą rodziną, gdzie ich dziedziczka fortuny czeka na odpowiedniego męża, na przykład na Artura. Rodzina Bachów pielęgnuję tradycję królewską, aby bogaci i wpływowi zawierali małżeństwa między sobą. Problem w tym, że Arthur nie kocha tej bogatej damulki. Jemu wciąż w głowie ta figlarna Linda. Rodzina jednak stawia twarde ultimatum. Jeśli Artur nie ożeni się z bogatą dziedziczką, to zostanie odcięty od „kroplówki-gotówki”. Przestanie być księciem w jedwabiach i będzie musiał liczyć tylko na siebie, co bez wątpienia obniży jego życiowy standard. Również Linda ma dylemat, czy zwiąże się z Arturem, który z dnia na dzień przestanie być bogatym dziedzicem, tylko zwyczajnym facetem. On mógł być jej szansą na coś lepszego. Ale tu miłość nagle rozchodzi się z dobrobytem. Choć nie jest przecież powiedziane, że Artur skończy źle. Może gdzieś znajdzie pracę, ale czy ze swoim charakterem ją utrzyma, by wybudować sobie nowe, bajkowe życie?
Żeby tego było mało, na zdrowiu podupada cierpliwy lokaj Artura, Hobson, który dotąd był jak skała, do której Artur mógł zawsze dopłynąć, gdy w jego imprezowym życiu szalały sztormy. Teraz wszystko staje na głowie. I również Artur, dotąd wielki książę, któremu trzeba było wszystko podawać, zaczyna się opiekować swoim sługą, jak marnotrawny syn ojcem. A Hobson ma wreszcie poczucie, że jednak wychował Artura na wspaniałego człowieka. Ale żeby zostawić trwały ślad w tym rozpieszczonym utracjuszu, musi się stać coś jeszcze gorszego. Stary Kamerdyner musi odejść z posterunku i służby na zawsze, pozostawiając chłopca w żałobie, by wreszcie obudził się mężczyzna.
Pod wpływem tych wszystkich wydarzeń Artur wyraźnie się zmienia, dojrzewa, ale jak skończy? Jako bogaty nędzarz z ukochaną kobietą czy jako bogaty i znudzony mąż kobiety, której nigdy nie kochał?
Artur zagrał va banque, ale czy jego rodzina to zrozumie i odda mu część zysków?
Sympatyczna komedia z konfliktem mieć czy być. Ale czymże byłby ten film bez wspaniałej ścieżki dźwiękowej, gdzie spotkali się tacy artyści jak Ambrosia „Poor rich boy”, Nicolette Larson „Fool me again”, czy Christopher Cross w tytułowym utworze Arthur Theme („Best you can do”) a wszystko to pod wodzą kompozytora Burta Bacharacha, którego nie dawno żegnaliśmy.
Zabawne, że parę lat później Dudley Moore, kojarzony przez tyle lat z jowialnym Arturem zagra w komedii „Jaki ojciec, taki syn”, gdzie wcieli się w nudnego Jacka Hammonda, wybitnego lekarza i wymagającego ojca, który nie potrafi zrozumieć, że jego syn nie chce być lekarzem. Zarówno ojciec jak i syn przekonają się jak to jest być nie na swoim miejscu i przez dziwny przypadek zamienią się ciałami. Ale to już inna bajka.
Komentarze
Prześlij komentarz