ADWOKAT DIABŁA
DEVIL' S ADVOCATE. PARAGRAF 666
Sumienie umarło! – oznajmiał z gorzkim uśmiechem Al Pacino w filmie „Zapach kobiety”, gdy wcielał się w rolę cynicznego pułkownika Slade’ a, który tonął w ciemnościach naprawdę i metaforycznie. Pięć lat później, po przejściu mocnej „Gorączki” pełnej brutalnych przestępstw, „Człowiek z blizną” Pacino wciela się w rolę samego Szatana, przywdziewając imię autora „Raju utraconego” – Johna Miltona, który nota bene też ślepł pod koniec życia, ślepł na marności tego świata.
Hollywood
powraca w wielkim stylu
do motywu Fausta ale i do klasyka "Omena", by jeszcze raz nam
opowiedzieć o walce
o duszę człowieka. Taylor Hackford, który zaczynał swoją przygodę z
reżyserią od dokumentu o poecie Bukowskim, teraz zgrabnie pokazuje nam,
jak się upada i podnosi w najbardziej zdemoralizowanym i potężnym
środowisku, jakim są prawnicy.
Główny bohater, Kevin Lomax, ambitny prawnik, najpierw prokurator, potem obrońca jest skuteczny w swym fachu jak żaden inny. Potrafi wybronić największych zwyrodnialców, jak choćby nauczyciela pedofila Lloyda Gettysa, by tak znów zdobyć kolejne trofeum. Pnie się do góry, a obok siebie ma kochającą żonę Mary Ann, która dzieli z nim każde zwycięstwo. Jego sukcesy odbijają się szerokim echem i docierają nawet do Nowego Jorku, skąd przybywa wysłannik kancelarii Johna Miltona.
Kevin jest na celowniku najlepszej kancelarii i wręcz mu to schlebia. Czas się przeprowadzić do Miasta Grzechu. Nowy Jork służy tu filmowcom jako metafora miasta upadłego, czyli Babilonu. To miasto kontrastów gdzie jedni śpią na bruku, a inni budują wystawne biura i pałace w chmurach, by być ponad tą prozą życia. Rzeczywistość, w którą nagle wchodzi Kevin, oszałamia go. Scenografie zupełnie się zmieniają. Naszym oczom ukazują się ascetycznie urządzone biura, zimne, mroczne, gdzie dominuje beton, kamień i żelazne konstrukcje, nadające całości trochę industrialnego klimatu z domieszką Gotham City Style.
Do tego jeszcze ta niezwykła rzeźba Fredericka Harta „Ex Nihilo”, która oryginalnie mieści się nad wejściem do Katedry Narodowej w Waszyngtonie. W filmie jej fragment zdobi ścianę biura Johna Miltona, a w jednej ze scen rzeźby nawet ożywają. Jednak twórcy filmu podpadli Fundacji Katedry, posiadającej prawa do dzieła Harta, ponieważ wykorzystali bezprawnie wizerunek rzeźby. W efekcie czego musieli przyciąć niektóre sceny.
Poza piękną rzeźbą, zachwyca również niezwykły taras z fontanną i z widokiem na wszystkie wieżowce w tym mieście. Jak tu cicho i spokojnie. Jesteśmy na szczycie domu, ponad tym chaosem i możemy rozważyć kwestię ludzkiej moralności, a potem znaleźć odpowiedni paragraf w kodeksie, by tak odeprzeć cios prokuratora.
Kevin dobrze o tym wie. Musi być niezwyciężony, jak nigdy przedtem, by utrzymać się w tej firmie. Kuszony tymi wspaniałymi perspektywami na dachu wysokiego budynku, w końcu podpisuje pakt z diabłem, oddaje swoją duszę za możliwość bycia najlepszym prawnikiem w najlepszej firmie.
Oprócz wszechstronnego biura, Kevin dostaje w pakiecie również nowe mieszkanie, które przerasta oczekiwania jego i Mary Ann, przyzwyczajonych dotąd do gnieżdżenia się w małym gniazdku, służącym im także jako biuro.
To ogromny skok w dal w ich życiu. Jest tak pięknie jak nigdy. Kłania się znajoma narracja z „Firmy” Grishama albo „Wall street”. Jest aż zbyt pięknie. Gdzieś musi być jakiś haczyk. Czarny kruczek, który będzie zwiastunem burzy w życiu bohaterów. No właśnie. Kevin jako nowy członek firmy, powitany z taką uprzejmością i luksusami, musi się teraz wykazać. Znów żyje pod presją, by udowodnić, że tak jak na Florydzie, tak i w Nowym Jorku potrafi być skutecznym adwokatem, uderzającym poniżej pasa. Ma obok siebie Paula Benedicta, czyli sędziego Womacka, który zemścił się na rodzinie Addamsów, czy Michaela Lombarda, który później zagra „Hazardzistach” sędziego, a nade wszystko ma Johna Miltona oraz Eddiego Barzoona, czyli Jeffreya Jonesa, który wcześniej nieudolnie próbował dogonić tok myślenia doktora Watsona i Sherlocka Holmesa („Bez śladu”) no i oczywiście chciał złapać na gorącym uczynku Ferrisa Buellera. W tym filmie również okaże się słabym ogniwem, choć próbującym działać w imię sprawiedliwości.
Kevin walczy cały dzień i wieczór o swoją reputację, przedzierając się przez różne paragrafy. Tylko po co mu to luksusowe mieszkanie, skoro i tak w nim rzadko bywa? Oszukuje siebie, że to wszystko dla Mary Ann, dla jego księżniczki, która teraz odbija się od jednej ściany do drugiej, próbując jakoś urządzić to mieszkanie i zagłuszyć samotność. Ale namiar możliwości, aranżacji, dodatków i pieniędzy wręcz przytłacza kobietę, która dotąd była przyzwyczajona do zwykłego życia. Może to najwyższy czas, żeby zostać matką i skupić swoją uwagę na dziecku, ale Mary nie może zajść w ciążę.
Jako żona wziętego adwokata dzieli swoje troski z innymi żonami równie zapracowanych mecenasów, ale coś zaczyna jej nie odpowiadać w tym próżnym towarzystwie, zaczyna dostrzegać jakieś dziwne rzeczy. Jakby pod tą kuszącą maską blichtru i piękna kryła się zgnilizna i demoniczne twarze. Tak jak to widzieliśmy w „Lśnieniu”, gdy Jack ulega pokusie pięknej, młodej, nagiej kobiety w łazience, która potem okazuje się być starą jędzą.
Lomax również zwraca uwagę na piękną prawniczkę, Christabellę Andreoli, która każdym swoim ruchem, słowem, gestem rozpala w nim coraz większe pożądanie. Do tego stopnia, że gdy kocha się z Mary, to zamiast niej widzi właśnie Christinę. Ale Kevina również podnieca samo wygrywanie kolejnych spraw. A im trudniejsza sprawa, tym większa rozkosz z jej wygranej. Między innymi taką sprawą jest przypadek Philipa Moyeza, milionera, mieszkającego w piwnicy. Problemem Pana Moyeza jest to, że dopuszcza się rytualnych mordów na zwierzętach niczym starożytny kapłan, który potem przelewa krew poświęconych zwierząt, traktując ją jak duchową walutę, eliksir życia. Moyez zdaje się praktykować również voo doo, gdy zapewnia Kevina, że pan prokurator im nie przeszkodzi. I rzeczywiście dziwnym trafem podczas rozprawy sądowej prokurator doznaje ostrego kaszlu, jakby ktoś go dusił. Nie może z siebie wykrztusić sprzeciwu. Czyżby to sprawka Moyeza? Kevin znowu wygrał, choć pewnie tak sprytny klient jak Moyez poradziłby sobie bez niezwyciężonego prawnika. Może Kevin miał coś zobaczyć, uświadomić sobie, że czarne moce są dookoła niego i wpływają na jego passę w sądzie.
W kolejce czeka kolejna prawie beznadziejna sprawa Alexandra Cullena, podejrzanego o potrójne morderstwo. Ale poniosło faceta! Choć rzekomo to nie on. Oczywiście, że to nie on, skoro dużo płaci. Kevin po raz kolejny zda sobie sprawę, że broni drani, a nie uczciwych ludzi. Kim właściwie jest prawnik? Kimś, kto potrafi uratować największego zbira, przeprowadzić go bezpiecznie przez gąszcz prawnych kruczków i posadzić na wygodnym łóżku, by ten się zdrzemnął, a potem obudził jako niewinny, pokrzywdzony.
Mary Ann ostatnio cały czas budzi się skrzywdzona. Czuje się coraz bardziej zagubiona w tym wielkim mieszkaniu i w wielkim mieście. Popada w coraz większy obłęd, widzi rzeczy, których Kevin nie potrafi dostrzec lub nie chce. Nie chce zdjąć zasłon iluzji, którymi tak sprytnie Milton obłożył jego nowe życie w Nowym Jorku, czyniąc niezwykły matrixem. Keanu Reeves za parę lat po poszukiwaniu innej rzeczywistości poza Matrixem zejdzie do piekieł i będzie walczył z demonami jako John Constantine. Tu jako Kevin Lomax, adwokat również będzie musiał stoczyć walkę o swoją duszę. Przypominają się takie obrazy jak „Harry Angel”, „Dziewiąte wrota”, „I stanie się koniec” z Arnoldem Schwarzeneggerem. A temu siłaczowi żaden diabeł nie straszny, nawet Gabriel Byrne, który raz jest księdzem („Stygmaty”) a raz samym diabłem meldującym się punktualnie na koniec świata, by zdemolować przy okazji ulice i kościoły w Nowym Jorku. Ale to już inna historia, choć morał ten sam. Chcesz pokonać Szatana, musisz się poświęcić dla dobra ludzkości. Poświecenie siebie zawsze jest wysoko cenione. My wróćmy na salę sądową, gdzie podobno zapada sprawiedliwość.
Kim jesteś Kevin? Wiążesz krawat i prężysz muskuły przed lustrem. Niezwyciężonym prawnikiem z Nowego Jorku, mającym za plecami samego Diabła. Brzmi strasznie, gdy zdasz sobie sprawę, że diabelska krew płynie w twoich żyłach. Ale masz też siłę, by odmienić swoje przeznaczenie. Tak, mimo wszystko możesz wygrać z Ciemnością, która zasnuła twoje życia. Wróć do korzeni synu.
Kevin był wychowywany w duchu katolickim przez konserwatywną matkę, która nieustannie cytowała mu Pismo Święte. To jego matka jako pierwsza przeczuwała, że podróż do Nowego Jorku będzie dla niego zgubna, choć Kevin uważał to raczej za przesądy. Miał dosyć tego naiwnego katolicyzmu. Chciał ruszyć na podbój świata. Mimowolnie ruszył śladami swojego nieznanego ojca, prawnika, by potem się z nim spotkać i doznać prawdziwej grozy w swoim życiu. Rysuje się tu ciekawa interpretacja rodzinna. Warto tu wtrącić małą dygresję także o poszukiwaniu ojca przez żonę Kevina, Mary Ann, która ma za sobą trudne dzieciństwo i jak sama przyznaje w rozmowie z Miltonem „lepiej nie mieć ojca, niż mieć mojego”. Ciekawe, co czuła Charlize Theron, gdy wypowiadała tą kwestię w scenie z Alem Pacino? Czyżby prawda ekranu odbiła się we wspomnieniach aktorki? Sama Charlize miała za sobą okropne dzieciństwo i zmagania z ojcem alkoholikiem, którego w końcu zabiła jej matka, by tak uwolnić siebie i córkę od kata.
Matka to synonim bezpieczeństwa, spokoju. Matka pojawia się wtedy, gdy dzieje się źle, gdy trzeba otrzeć łzy i opatrzeć rany, a także przypomnieć dziecku o tym, kim jest i skąd pochodzi. Ojciec z kolei z szatańskim błyskiem w oku jest tym, który obserwuje swego ukochanego syna i powoli wyprowadza go z ramion matki ku wielkiemu światu, prosto na szczyt wiedzy i ambicji. Tam już nie ma miejsca dla Mary Ann, która stanie się ofiarą swego szaleństwa. Kevin musi dopełnić swego przeznaczenia. Grzech jest awangardowym czynem w biblijnym raju. To dzięki grzechowi ludzkość stała się świadoma, by potem w pocie i łzach się rozwijać przez kolejne tysiąclecia. I co jakiś doświadczać tej gorzkiej autorefleksji.
Ludzkość jest świadoma. No właśnie. Kevin straciwszy wszystko, co najcenniejsze w jego życiu ma już dosyć gierek z Miltonem, który chciał go uczynić swoją prawą ręką. Mimo wszystko wobec sił ciemności, kuszących zmysłowymi wizjami, zawsze mamy wolną wolę i naszą świadomość. Zawsze możemy zabić w sobie grzesznika, obudzić się z tego koszmaru, odejść od stołu pełnego najlepszych dań i żyć w zgodzie z własnym sumieniem.
Ale uważajmy, gdy samozadowolenie utuli nas w ciepłych ramionach. Doskonali, nieskazitelni, odrzucający zaszczyty tego świata, a w głębi duszy wciąż są dumni ku chwale sprytnego Diabła. Pycha to w końcu jego ulubiony grzech, który rozpędza lawinę kolejnych.
A tak w ogóle, czy już wam się nie znudziło to bycie piłeczką odbijaną między Bogiem a Diabłem?
Komentarze
Prześlij komentarz