HARRY, TWÓJ PRAWDZIWY PRZYJACIEL. PISZ KRWIĄ

 

 


 

Jest okropnie gorąco. Można dostać szału. W taki upał, nawet najbliższa rodzina jest niczym kat ze swoimi oczekiwaniami. Gorąco uderza ze wszystkich stron. Tak jak to pamiętamy z filmu „Upadek”. Niektórzy w takiej miejskiej gorączce dostają niezłych halucynacji. Niektórzy w taki upał spotykają nieodpowiednich ludzi w odpowiednim czasie.

A to spotkanie po latach! I to jeszcze w toalecie. Opróżniony pęcherz, mycie rąk, by pozbyć się wstydu. Zimna woda na twarz. Chwila ulgi. Michelle jeszcze chwilę przygląda się sobie w lustrze. Ma trzydzieści parę lat, trzy córki, żonę Claire i dom, który remontuje od wielu lat. Uczy Japończyków francuskiego, ale chyba tęskni za tym, żeby znów pisać. Niby dobrze, ale mogłoby być lepiej, czyż nie? Tak pewnie by powiedzieli rodzice, którzy zawsze chętnie wtrącą swoje trzy grosze, by wyremontować choćby łazienkę synowi w jego starym domu i jak na złość zrobić ją całą na różowo (co za kicz!). Jak zwykle są lepiej ustawieni finansowo. W końcu czego się spodziewać po ojcu dentyście. Każdy chce uśmiechać się białymi ząbkami i oznajmiać wszem i wobec, że jest szczęśliwy i przyjacielski.

I oto pojawia się taki ktoś, uśmiechnięty, sympatyczny, wygadany i dobrze ubrany. Ząbki mu lśnią, w oczach iskrzy radość. Kto to do cholery jest? Od dłuższego czasu przypatruje się dziwnie Michelowi, który nie wie jak interpretować takie spojrzenie w łazience na stacji benzynowej. Czy to jakiś flirt? Tego jeszcze by brakowało. Spokojnie. Najgorsze dopiero przed nim.

Harrold, Harry — tak się przedstawia ten facet. I za chwilę wprowadzi sporo czarów w spokojne życie Michel’a. Nie ma to jak spotkać starego kumpla ze szkoły, którego w ogóle się nie pamięta. Michele nie ma pamięci do twarzy. Jest już wyraźnie zmęczony tym wszystkim dookoła, a tu jakiś obcy facet twierdzi, że go zna jeszcze ze szkoły i równie dobrze pamięta, że Michel kiedyś sporo pisał: poezja, proza, młodzieńcze ideały, a teraz już tylko proza życia i stary samochód bez klimatyzacji, który ma dowieźć całą rodzinę do równie starego domu, gdzie równie sporo jest do remontu.

Harry to zupełne przeciwieństwo Michel’a, dumny dziedzic majątku swego ojca, który w każdej chwili może sobie zafundować nowy samochód. Póki co podróżuje czarnym Mercedesem, a u swego boku ma piękną dziewczynę o imieniu Prum. Przed sobą natomiast ma właściwie życie bez problemów. Wolny chłopiec, który podróżuje tu i tam, rozkoszując się każdą chwilą. Czemu by nie spędzić trochę czasu z Michelem i Claire w ich spartańskich warunkach? Zawsze to jakieś ciekawe doświadczenie dla takiego bogacza jak Harry. Będąc na tym gospodarstwie, które ciągle wymaga jakiś remontów, oprócz pięknych widoków, Harry trochę zmęczony luksusowym, bezproblemowym życiem bacznie obserwuje życie rodzinne Michela i zdaje sobie sprawę, w jakim napięciu żyje jego szkolny kolega. Oczywiście praca fizyczna, jak choćby zakopywanie studzienki pozwala jakoś odreagować, ale w tej rodzinie wciąż jest gęsto od emocji, niewykrzyczanych pretensji. Ten ciasny samochód bez klimatyzacji, ten dom wymagający remontu, rodzice wtrącający się w życie syna, który próbuje być niezależny. Harry, choć obcy, widzi dobrze pod lupą psychologa, że trzeba coś tu zmienić. Trzeba rozwiązać problem. Z początku uprzejme propozycje pomocy zmieniają w coraz bardziej nachalne próby ulepszania sytuacji materialnej i rodzinnej Michela. Skoro samochód Michela się zepsuł, trzeba mu kupić jakiś porządny, duży samochód z klimatyzacją. To prezent. A co tam. Niech facet wreszcie jedzie szybkim wozem po gładkiej autostradzie. A jeśli ktoś go spowalnia, niech lepiej wypadnie za szosę. Pojedynek na szosie? Może ktoś zginie? Dla Harry’ego to żaden problem. Facet ma gest. A może chce zaimponować swojej dziewczynie, które i tak z zachwytem patrzy na niego jak na laurkę. Mój Harry. Harry chce być oparciem dla Michel’ a, chce, żeby rozwinął skrzydła i wrócił do pisania. Wtedy by się poczuł spełniony. Uśpiona twórczość może przynieść ulgę. Harry jest największym fanem wierszy i opowiadań, jakie Michel pisał w szkole. Umie nawet wyrecytować z powagą wiersz o nożu, z którym skrada się bohater. Niezwykłe, jak potem ta kryminalna sytuacja zarysowana w wierszu powróci pod koniec filmu. Sztylet musi zostać wbity w czyjąś pierś, by popłynął czerwony atrament. Claire jest trochę zdziwiona tym, że jej mąż kiedyś zapowiadał się na literata. Harry zdaje się odkrywać nowe aspekty talentów i osobowości Michela, o których nawet on sam już zapomniał i schował w jakimś kartonie pod łóżkiem. Wciąż zdumiony nie może uwierzyć, że Harry zna na pamięć jego wiersz o nożu, który Claire traktuje żartobliwie, jako seksualną aluzję. Nóż pod płaszczem? No oczywiście, że chodzi o męski atrybut. (A propos, Harry, żeby być formie i zadowolić Prum, spożywa surowe jajko. To wzmacnia orgazm. A może w tym jajku kryje się jakaś metafora, tak jak to było w „Harrym Angelu”? Jajko jako symbol duszy, którą chce się zawładnąć).

Ale co tam wie Claire, która wraz z trójką dzieci wręcz przytłacza Michela. Harry to wyraźnie widzi i drażni go, że żona jego kolegi ogranicza jego wypowiedź artystyczną. Nie to co on. Harry, prawdziwy przyjaciel, na którym można się oprzeć. Co chwila pyta Michela, dlaczego przestał pisać, albo czy może coś jednak napisze? To wręcz chorobliwe zainteresowaniem pisarstwem zaczyna dziwić samego Michela. Ale to dopiero początek ewolucji w jego życiu. Gdy zaczynają ginąć bliskie osoby dla Michela, Harry coraz bardziej nakłania go, by zwrócił się ku pisaniu. Pisanie jest najlepsze na sztormy życia. Mniej osób w rodzinie, więcej spokoju i wolności, by wreszcie napisać dzieło życia, które Harry na pewno przeczyta.

Kim jest ten cholerny Harry, który z zimną krwią potrafi uczynić tak wiele, by wreszcie jego dawny kolega (nawet nie przyjaciel) zaczął pisać? Czyżby to jakiś demon twórczości, masakrujący rzeczywistość dookoła, by obudzić uśpionego twórcę w umyśle Michela, który przez te wszystkie lata stał się tak zwyczajny, ustabilizowany z tą swoją rodzinkę, że aż śmierdzi tu banałem. Na miłość Boską! Więcej awangardy! Niech się poleje krew, niech padną trupy. A ta głęboka studzienka obok domu wreszcie się na coś przyda. Tyle, że Harry chyba nie przewidział, że w tej rewolucji artystyczno-obyczajowej sam może stać się ofiarą, kimś kto obudzi w Michelu nie tylko pisarza, ale też może mordercę, a przede wszystkim męża i ojca, który chce chronić rodzinę? A może to nieistotne, kto zginie. Może najważniejsze jest to, że wreszcie Michel się przebudził, przeżył dziwną przygodę rodem z filmów noir i wreszcie coś w sobie odblokował. Tamte wszystkie prace remontowe były tylko protezą na jego stłumione pisarstwo. Teraz gdy wreszcie kończy swoją powieść, którą zaczął jeszcze w liceum, czuje ulgę. Wreszcie coś doprowadził do końca. Wreszcie był zdecydowany, jak nigdy przedtem. To nic, że pióro ocieka krwią, a pod ziemią jest nowy nawóz z ludzkich zwłok. Najważniejsze, że jest powieść, a w rodzinie można swobodnie oddychać, jak nigdy przedtem.

Patrząc na ten film Dominika Molla, wyprodukowany przez MIRAMAX-ZOE widz doznaje dziwnej amplitudy emocji od wzruszeń przez śmiech i wreszcie grozę, za które w większości jest tu odpowiedzialny tytułowy bohater. Dziwnie spokojny, czasem zabawny i w ostatnim rozdaniu pokera przerażający. To totalny psychopata, rozkapryszony bogacz o naturze dziecka, czy zdroworozsądkowy facet, który ponad wszystko chce rozwiązać problem i ulepszyć rzeczywistość swego kolegi, a przy okazji wyzwolić w nim parę demonów. Niezawodny Sergio Lopez idealnie pasujący do ról bezwzględnych typów(„Labirynt fauna”), którym lepiej nie stawać na drodze, a jeśli już to z porządnym arsenałem.

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH