WIELKI NAPAD NA POCIĄG
Trzydzieści cztery, trzydzieści pięć… pięćdziesiąt, pięćdziesiąt jeden – nie, to nie intro do piosenki „Final countdown” i nie to nie jest to też odliczanie do momentu wybuchu bomby. 75 sekund —tyle mniej więcej potrzeba, by odcisnąć w wosku 2 klucze, którymi otwierane są sejfy, zawierające krymskie złoto, potrzebne na żołd dla żołnierzy. A sporo prób musi podjąć i potu wylać z siebie taki śmiałek, by zmieścić się w tym czasie.
A gdy już sprytny kasiarz zrobi swoje, szybko opuści biuro naczelnika ruchu kolei, zbiegnie po schodach i zniknie w półmroku dworca jak zjawa jakaś, podczas gdy nieświadomy niczego strażnik wróci z toalety, opróżniwszy wcześniej przepełniony pęcherz. Zaprawdę, noc jest sprawiedliwa i wyrównuje szanse wszystkim. Udręczeni stróże zrzucają z siebie ciężar uryny, podczas gdy utalentowani kasiarze o zwinnych rączkach otrzymują szansę na odbicie cennych kluczy. Ale w sumie tych kluczy było aż cztery, rozdzielonych między różne osoby, odpowiedzialne za krymskie złoto. I cztery klucze nie są problemem dla sprytnych złodziei.
Cztery klucze, by rządzić skarbem, cztery klucze, by otworzyć wielki brzuch sejfu i odebrać fortunie swoją należną działkę. W tle Anglia zasnuta mgłami, gentelmani w cylindrach i z bokobrodami, lecz jeszcze szanowny Sherlock Holmes nie jest postrachem świata przestępczego. Może to i lepiej. Nasi sprytni bohaterowie skonfrontują się tylko z kulawym aparatem Scotlandyardu, który nawet gdy przyskrzyni ptaszka i tak wpadanie w jakąś pułapkę.
Dlaczego taką radość sprawia nam oglądanie kogoś, kto efektownie łamie prawo. Złodzieje pokonujący niemożliwe do otwarcia mechanizmy, czy uciekinierzy forsujący wysokie i ostre mury więzień. Po prostu lubimy ten dreszczyk emocji, gdy na chwilę granice są przekraczane i zastanawiamy się pewnie, jakie to uczucie tak bezczelnie zrywać całymi garściami zakazane owoce. Zresztą gdy popatrzymy na niesłabnącą popularność serialu „Dom z papieru”, znów potwierdzi się to niepisane prawo, że oto szczęście sprzyja bezczelnym, ale i pomysłowym i inteligentnym złodziejom. A inteligentna kradzież, mącenie w głowach poszkodowanych – to dopiero sztuka, którą zawsze miło obserwować, choć niekoniecznie w niej uczestniczyć jako ofiara. Ale gdyby już. Hmmm. Czy gdybyśmy padli ofiarami kradzieży ze strony wielkiego złodzieja w stylu Arsena Lupina, czulibyśmy się docenieni czy może zhańbieni? Złodziej to w zasadzie zawód jak każdy inny. A może raczej rola potrzebna w tej dziwnej układance życia, by żaden bogacz nie czuł się zbyt pewny swoich zasobów. Złodziej, ale nie ten narwany desperat, kowboj krzyczący na całego „to napad”, ale złodziej perfekcjonista, przygotowujący się całymi miesiącami do wielkiego skoku, analizujący zachowania, obserwujący, śledzący, raz psycholog, potem aktor, spec od nowinek technicznych. W gruncie rzeczy złodziej to człowiek o bardzo otwartym umyśle, który dopełni swojej legendy, gdy udowodni, że potrafi w godzinie próby improwizować, że nie straszne mu żadne przeszkody. Bo czy Daniel Ocean by odpuścił taką kasę w Las Vegas albo nasz rodzimy Cuma oddałby tak po prostu „Damę z Łasiczką”? Zawsze musi być jakieś inne rozwiązanie. I złodzieje dobrze o tym wiedzą. Muszą zakładać najgorsze. Los ich za to hojnie wynagrodzi, szykując nagrodę w cudzej kieszeni. Ale złodziej też wcale nie musi być biedakiem przymierającym głodem (Thomas Crown). Edward Pierce, bohater „Wielkiego napadu na pociąg”, uważany powszechnie za rzutkiego biznesmena wciąż dużo inwestuje w wielki skok. Akcesoria, ołów, rekwizyty, ludzie – to wszystko kosztuje. I tak samo Danny Ocean szykując się do skoku na kasyno, musi najpierw sporo zainwestować w ludzi i akcesoria. Wszystko to z potrzeby mocnych wrażeń niż z desperacji przed biedą. Żeby zgarnąć miliony, trzeba mieć miliony.
A żeby zgarnąć uwagę widzów, trzeba mieć przede wszystkim świetną historię. Michael Crichton, twórca takich hitów jak „Ostry dyżur” czy „Jurrasic Park” zaczął od napisania książki o wielkim napadzie, a potem bez problemu przełożył to na scenariusz, by wreszcie wyreżyserować swoje dzieło, które do dziś czaruje swoim urokiem.
Uwagę w tej produkcji zwraca tu przede wszystkim świetna obsada. W rolach głównych widzimy byłego Bonda, czyli Seana Connery’ego. Jego postać, Edward Pierce to bardzo opanowany bohater, który cierpliwie przeprowadza kolejne etapy misternie utkanego planu. Genialny taktyk i bystry obserwator ludzkiej natury, który zawsze znajdzie w największym świętoszku jego słaby punkt. Pierce to urodzony lider, potrafiący gładko dyrygować swoją orkiestrą, w której skład zaliczają się różni drobni kieszonkowcy, włóczędzy, ale przede wszystkim jego niezawodny partner w interesach: kasiarz Agar i piękna Lady Miriam. Donald Sutherland, wcześniej będący jednym z zuchwałych, który wraz z Kojakiem i Brudnym Harrym skradli złoto, tu w roli Agara z tymi obfitymi bokobrodami i wąsami wygląda jak zabawny pies. To on strzela śmiesznymi powiedzonkami i to jemu przyjdzie w ostatnim akcie przebrać się za nieboszczyka i zamknąć w trumnie ze zdechłym kotem. Wszystko po to, by dostać się do wagonu ze złotem, a potem otworzyć sejf.
Tylko Agar potrafi tak zgrabnie podrabiać klucze i otwierać sejfy. Z kolei piękna Mirian (Lesley Ann-Down), wierna towarzyszka Pierce’a potrafi uwodzić i grać przekonująco swoimi wdziękami, uzyskując przy tym potrzebne informacje. No ale jeszcze potrzeba zwinnego akrobaty, który dostanie się do biura nadzorcy ruchu i otworzy drzwi. Tu potrzeba Williego Czyściocha – do tej roli zaangażowano Waynea Sleepa, choreografa, baletmistrza, którego popisy (bez kaskaderów) możemy oglądać choćby w scenie ucieczki Willy’ego z więzienia. Jest jeszcze posępny Barlow, człowiek niewiele się odzywający, ale wierny i zawsze gotowy przetransportować na swoim wozie jakiś osobliwy ładunek jak trumnę, czy złoto, które właśnie wyleciało z pociągu.
Do tego spektakularnego skoku potrzebny był jednak jeszcze ktoś z tej drugiej strony, czyli strażnik. I tu napatoczył się niejaki Richard Burgees, który miał to szczęście obsługiwać wagon towarowy i pilnować tam przewożonego złota. I choć sam pilnował bardzo cennego ładunku, to dosyć cienko na tym zarabiał, co oczywiście podchwycił Pierce wykorzystując w negocjacjach ze strażnikiem, by ten zgodził się ignorować obecność pewnych panów w wagonie, oraz ważny fakt, że ci panowie wyrzucą cenny ładunek z wagonu.
Dobre kino ze sporą dawką humoru, a wszystko to pod auspicjami Starego Metro Goldwyn Mayer, kojarzącego się z kinem pełnym efektownych strojów, wyrazistych aktorów i świetnie skrojonych scenariuszy – po prostu najwyższa jakość rozrywki. Jak już wspominaliśmy „Wielki skok (napad) na pociąg” to adaptacja książki pod tym samym tytułem. Bo Michael Crichton to przede wszystkim pisarz, potem scenarzysta, no a na końcu reżyser, a przy okazji jeszcze lekarz z wykształcenia. To właśnie medyczne lub technologiczne tematy przewijają się przez książki Crichtona, który też nie odmówił sobie pisania o dinozaurach. Tym bardziej „Wielki napad na pociąg”, którego akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Anglii, zwraca uwagę jako pozycja zupełnie inna od tego, czym twórczość Crichtona się charakteryzuje.
Książka rzecz jasna w porównaniu z filmem jest bogatsza w różne szczegóły. Autor z uwagą historyka, dokumentalisty dokładnie opisuje nam realia życia w wiktoriańskiej Anglii, nie szczędząc ciekawostek o przełomowej kolei parowej, przestępczym światku i nawet o osobliwych systemach dzwonków, które miały uchronić nieszczęśnika od pochowania go żywcem. Te barwne opisy pełne humoru niekiedy mogą jednak nudzić, bo trochę spowalniają główną akcję książki. W końcu czekamy z niepokojem czy Pierce zdobędzie wszystkie klucze (odciśnięte uprzednio w matrycy woskowej). A jeśli już je będzie miał, to czy równie zgrabnie wykradnie dzięki nim złoto.
W książce jest parę scenek, które umknęły w filmie, jak choćby scena, gdy dyrektor Henry Fowler spotyka się z nieletnią (12 lat!) dziewczyną, dziewicą, która ma go uzdrowić z choroby wenerycznej. To właśnie schadzka z tą dziewczyną daję okazję Agarowi do odciśnięcia klucza w wosku, podczas gdy w filmie Fowler spotyka się z samą Lady Mirian, lecz nie dochodzi do konsumpcji z powodu alarmu informującego o nalocie policji, co jest sprawką Pierce’a.
W książce znacznie bardziej szczegółowo jest opisany cały plan, który wręcz przypomina misterny mechanizm szwajcarskiego zegarka. Okazuje się, że już na etapie przygotowań do napadu, policja wpada na trop sprytnego Edwarda Pierce’a, który myli tropy, wysyłając grupę policyjną do Greenwich, gdzie rzekomo miał dokonać jakiegoś wielkiego skoku. W filmie jest tylko pokazane, że inspektor namierza akrobatę Willyego, który zdradza Pierce’a, a ten w odwecie każe go zabić.
W filmie widzimy, że to Agar dokonuje popisowej kradzieży na ulicy razem ze swoim trzyosobowym gangiem, kreującym sztuczny tłum, tymczasem w książce to inny specjalista dokonuje tego napadu, a potem na polecenie Pierce’a ma sprawdzić czy Trent, dyrektor banku nosi klucz ze sobą, innymi słowy ma wywołać w przewrażliwionym dyrektorze uczucie niepokoju, czy aby nie minął się z kieszonkowcem. W ten sposób Pierce i Agar obserwujący całej zajście z góry dochodzą do wniosku, że Pan Trent jest bardzo przywiązany do klucza, który otwiera sejfy z krymskim złotem. Przezorny facet nosi ten klucz przy sobie.
Kolejnym cichym współpracownikiem Pierce’a jest włóczęga, który obserwuje ze skrzyni poczynania strażnika na dworcu kolejowym, gdzie w biurze nadzorcy ruchu znajdują się dwa ostatnie klucze. W filmie zaś to Agar i Miriam są bacznymi obserwatorami dworca.
W książce pojawia się lampart, który ma być przewożony w wagonie towarowym, gdzie właśnie są sejfy ze złotem. Nie trudno się domyślić, że opiekunem owego lamparta jest Agar w przebraniu tresera zwierząt. Ma on dokonać pierwszej lustracji sejfów i sprawdzić zamki pod obojętnym okiem strażnika Burgees’a. Oczywiście w książce też czytamy jako to bogaty Edward Pierce załatwia za niemałe pieniądze owego lamparta, co znów podkreśla prawdę, że aby kraść wielkie pieniądze, samemu trzeba być dobrze ustawionym.
W filmie jednak twórcy nie zdecydowali się na klatkę z lampartem zamienili ją na klatkę z kapryśną małpką, która rzecz jasna jest pod opieką Agara. Skoro już tak rozpisujemy się o zwierzętach, to jeszcze warto wspomnieć o psie. W książce Pierce zdobywa się na kolejny spory wydatek i kupuje najlepszego psa (mordercę) do walki, by tak zbliżyć się do dyrektora Trenta, który jest zapalonym entuzjastą takich zawodów, pojedynków między psami. W filmie nie ma tej sceny. Widzimy tylko, że Pierce stawia sporo pieniędzy na psa dyrektora Trenta, który akurat wtedy przegrał zawody. Widząc, ile Pierce przegrał, Trent docenia ten gest i gdzieś w duchu sobie myśli, że może ten uroczy nieznajomy mógłby być świetną partią dla jego córki. Pierce szybko to wykorzystuje i wkupuje się w łaski nieprzystępnego dotąd dyrektora i powoli się dowiaduje, a raczej domyśla, gdzie ten może trzymać klucz do sejfu.
A propos sejfów Pana Chubba W filmie widzimy jak to dzień przed napadem, sprawdzane są zamki w sejfach, co niepokoi Pierce’a. Może przezorny bank zdecydował się na wymianę zamków, a wtedy wszystkie zdobyte klucze będą do niczego. W książce ukazane jest to trochę inaczej. Sejfy trafiają do firmy Chubba na przegląd i konserwację. To, z jakiego powodu nagle się tam znalazły, ma sprawdzić urocza pani, czyli Lady Mirian, która jako doskonała aktorka idealnie odgrywa naiwną idiotkę. Ciągle zawraca głowę zapracowanemu Chubbowi, który tłumaczy cierpliwie, że nie może wykonać dla niej sejfu z dnia na dzień. Ale to już nieważne, grunt, że urocza Lady Mirian zdobyła informacje dotyczące sejfów i ich stanu.
Warto też wspomnieć, że rekrutacja tego właściwego strażnika, mającego w odpowiednim momencie niejako oślepnąć na zdarzenia, które będą się rozgrywały w wagonie towarowym, różni się w książce i w filmie. W książce mobilizacja Burgees’a wygląda bardziej elegancko. Strażnik zaproszony przez Pierce’a do drogiej restauracji, czuje się tak jakby odbywał kulturalną rozmowę o pracę, gdzie przyszły pracodawca zwraca uwagę na wzrok Burgees’a i jego potrzeby materialne. Strażnik przekonuje się, że przydałoby dla jego rodziny trochę gotówki. Może warto czasem przymknąć oczy na to i owo, aby potem zobaczyć więcej pieniędzy w portfelu. I nic poza tym. Łatwe pieniądze, czyż nie? W filmie zaś, pod osłoną nocy i to jeszcze na cmentarzu, widzimy jak Pierce grozi pistoletem Burgeesowi, by tak go przekonać do tej jakże szlachetnej funkcji strażnika „z zamkniętymi oczami”.
A teraz preludium, czyli kradzież złota. Tu cały problem polega na tym, że nawet jeśli nasi spryciarze mają już cztery klucze do sejfów, i są już w wagonie to nie mają możliwości otwarcia wagonu, który jest zamykany na stacji i otwierany dopiero kilka stacji dalej, na dworcu. I ten problem da się przeskoczyć, gdy przeskoczy się kilka wagonów i to jeszcze podczas szybkiej jazdy. Aha i uwaga na mosty, które co chwila (jak na złość) pojawiają się na trasie. Jeśli taki śmiałek pokona ze swojego przedziału tą trudną drogę pełną wzlotów i upadków, po dachach kolejnych wagonów i wreszcie na linie spuści się z wytrychem do drzwi wagonu towarowego i otworzy go, wtedy właśnie włamywacze będą mieli okazję wyrzucić złoto z pociągu. Tu warto zaznaczyć, że te wszystkie kaskaderskie sceny na dachu pociągu zagrał sam Sean Connery, czyli kultowy, ale już nieco podstarzały James Bond. A propos Bonda. Ciekawostką jest, że żonę pana Trenta, dyrektora Banku, zagrała Pamela Salem, która także pojawiła się na planie filmu „Nigdy nie mów nigdy”. Te słowa są także hasłem Edwarda Pierce’ a, który nigdy się nie poddaje. I gotów jest nawet wprowadzić nieboszczyka do wagonu towarowego, a potem go ożywić, by ten wyjął złoto z sejfów. Pierce jednak nie przewidział, że podczas tej trudnej wędrówki po wagonach mocno ubrudzi sobie ubranie sadzą. Wszak potem będzie musiał wyjść , jak gdyby nigdy nic z pociągu jako zwykły podróżny. Pomysłowość Pierce’a jednak nie zna granic. Pożycza on strój od zmartwychwstałego Agara i wraca z ubraniem na miejsce w przedziale. Ale nawet wtedy, gdy zostaje doprowadzony przed sąd i właściwie zdemaskowany, ma już przygotowany sprytny plan ucieczki.
W książce trwa to trochę dłużej, początkowo zakładano bowiem, że krymskie złoto wiezione przecież do Francji, zostało właśnie skradzione przez Francuzów. Mało brakowało, a doszłoby do wojny między Anglikami a Francuzami. Te dywagacje, podejrzenia mogłyby trwać w najlepsze, gdyby nie pewien dziwny zbieg okoliczności. Oto jakaś młoda kobieta zostaje przyłapana przez policjanta na okradaniu pijanego mężczyzny i jak się okazuje jest ona byłą kochanką Agara, który obecnie siedzi w więzieniu. Kobieta jednak chcąc być wolna idzie na układ z policją i sprzedaje szokująca informację. Zapewnia policjanta, że jej kochany kasiarz ma na koncie znacznie poważniejsze wyczyny niż zwykła kradzież sakiewek, za co wpadł do paki. Policjanci jednak są zdziwieni, że jeśli już ktoś ukradł krymskie złoto, to po co jeszcze marnuje energię na uliczne kradzieże. Ale tu znowu objawia się paradoks złodzieja, który traktuje swoją profesję jak miłą rozrywkę, sport z dreszczykiem emocji. A druga sprawa to argument Agara, że przecież nikt nie będzie go podejrzewał o kradzież złota, skoro on wciąż „pracuje na ulicy”. Czyż nie? Jednak te gierki z policją nie trwają zbyt długo. Agar w końcu potwierdza, że ukradł złoto wraz Piercem. Problem w tym, ze nawet jeśli policja ma już trzech winnych: strażnika Burgees’ a, Agara i Pierce’ a, to wciąż nie może odzyskać złota. Bo złoto gdzieś zniknęło wraz z pozostałymi członkami bandy Pierce’ a: Barlowem i lady Miriam. Nic nie szkodzi. Pierce również zniknie podobnie jak Agar. W książce Crichton jeszcze dopisuje, że Agar, który jako więzień zostanie przetransportowany do Australii, dorobi się tam fortuny, z kolei Pierce ucieknie do Paryża, by tam wraz z Lady Miriam wieść ciekawe życie. Najpodlej chyba skończy niepozorny Burgees, który będzie musiał znów swoje odsiedzieć. Wróćmy jeszcze do filmu i do słynnej sceny z procesu sądowego.
Andrew Morell grający sędziego w ostatnich pięciu minutach filmu wcześniej grał Watsona w ekranizacji przygód słynnego detektywa, i tym razem również staje przed wielką zagadką, mianowicie czemuż to szanowny pan Pierce dopuścił się takiego występku i ukradł złoto. To wręcz niemoralne
Pierce zupełnie niewzruszony obecnością na sali osób, które przez tak długi czas zwodził, jak córkę Trenta, czy Henry’ego Fowlera, zwyczajnie stwierdza że po prostu chciał tych pieniędzy, więc obrabował pociąg. Bo jak pan Pierce czegoś chce, to dostaje, nawet jeśli wcześniej wpadnie w ręce policji. Zadowolony z siebie Scotland yard nawet nie podejrzewa, że już za parę minut po procesie sądowym Pierce ucieknie na oczach tłumu i strażników policyjną bryczką prowadzoną przez wiernego Barlowe’ a. Cóż za podły żart z aparatu sprawiedliwości. Czy rzeczywiście złodziejstwo popłaca? Czy może raczej popłaca baczna obserwacja ludzi, którzy tak łatwo dają się omamić iluzji zgrabnych słówek i wytwornych strojów. Czyż sam Pierce nie jest podobny do sprytnego iluzjonisty, który przy pomocy prostych sztuczek, rekwizytów mami ludzi i ustawia ich na szachownicy wedle swego widzi mi się, aż wreszcie osiąga to, co zamierzył i znika w oparach tajemnicy? Kurtyna opada, a legenda się rodzi. Nie dość, że Pierce zgarnął w tak sprytny sposób sporą fortunę, to jeszcze zyskał sobie nieśmiertelną sławę i podziw ludzi no i na stare lata ma co wspominać. Los sprzyja tym, którzy rozumieją reguły gry i dobrze wiedzą czego chcą, widząc przed sobą złoty wierzchołek góry.
Komentarze
Prześlij komentarz