TAM I Z POWROTEM

 


Mija już dwadzieścia lat od premiery tego filmu i sześćdziesiąt pięć lat od napadu na łódzki bank, który stał się inspiracją dla scenariusza. Niezwykłą opowieść nam tu kreśli Jerzy Wójcik, reżyser kultowej ekstradycji. Cofamy się do lat sześćdziesiątych, Polska, Łódź kołysząca się na falach politycznych nastrojów. W tle charakterystyczne, ceglane budynki, które kiedyś widzieliśmy w „Ziemi obiecanej”. Jednak dla doktora Andrzeja Hofmana Łódź nie jest ziemią obiecaną. Jako były AK-owiec z niewygodną przeszłością jest właściwie cegłą, która wysunęła się aż za bardzo z politycznego ustroju. Mimo, że Hofman już dawno wybił sobie z głowy politykę, to jednak Urząd Bezpieczeństwa ma na niego oko. Pan doktor to samotnik, choć cieszy się sporym uznaniem personelu szpitala, woli być raczej ostrożny w relacjach, gdy jego kierownikiem jest ordynator (Krzysztof Kołbasiuk), oddany kabel z Urzędu Bezpieczeństwa. Natomiast wiernym towarzyszem, który regularnie odwiedza pana doktora jest niejaki porucznik Niewczas z UB. Jakże adekwatne nazwisko do profesji wykonywanej przez tego gentlemana. Olaf Lubaszenko gra jednocześnie uprzejmego i złośliwego porucznika, który z szyderczym uśmiechem przedstawia panu doktorowi zeznania różnych osób przyznających, że w ostatnim czasie Hofman narozrabiał, rozrzucając ulotki antyrządowe. Czy te zeznania są prawdziwe czy nie, to już inna kwestia. Grunt, że ktoś bardzo zdesperowany je podpisał, aby zyskać coś dla siebie.

Robi się zabawnie, patrząc na konfrontację Gajosa i Lubaszenki, gdy przypomnimy sobie scenę z kultowych „Psów”, gdzie to Gajos strzelał do Młodego Lubaszenki – teraz role się odwróciły, ale i systemy polityczne – Młody został ubekiem, a major Gross lekarzem.

Każdy czegoś pragnie, każdy coś podpisał. Doktor Hofman najchętniej dla siebie pragnąłby zdobyć paszport, „bilet do raju”, umożliwiający wyjazd do Australii, gdzie mieszka jego żona z córką. Znów mi się odbija echem scena, gdy Janusz Gajos w filmie „Szczęśliwego Nowego Jorku” marzy o powrocie do kraju, by zobaczyć się z żoną. I pewnie nigdy nie zobaczy tej swojej upragnionej Polski, bo konfrontacja marzeń z rzeczywistością by go zabiła. Woli się upijać i narzekać na Amerykę i wciąż marzyć o innym świecie. Jak na ironię w tym filmie grał również Krzysztof Kołbasiuk, który wcielił się zbira, obcinającego sekatorem palce Profesorowi (Gajosowi).

W „Tam i z powrotem” Kołbasiuk w roli ordynatora co chwila podcina skrzydła doktorowi Hofmanowi. Ciężko żyć w tym poczuciu osaczenia. Pukanie do drzwi. Czy to znów UB. Krople potu na czole, niepokój, przyspieszony oddech. Lepiej wyłączyć radio Wolna Europa. Znowu pukanie. Nie, to sąsiad z góry, sąsiadka rodzi. Poród. Pan doktor nie mogąc rozwiązać swego życiowego problemu, sprowadza na świat nowe życie. Może temu dziecku będzie żyło się lepiej? Miło pomarzyć. Całe życie w tej cholernej Łodzi się marzy o czymś innym.

Aż tu nagle, niezwykłe spotkanie po latach. Znów niewygodna przeszłość puka do drzwi doktora w osobie niejakiego pacjenta Piotra Jurka, który jako młody chłopak służył w tym samym oddziale co doktor Hofman. Hofman początkowo go nie poznaje lub nie chce poznać. Może to jakaś prowokacja. Piotr jednak jest uparty, by wreszcie przypomnieć doktorowi o wspólnej przeszłości. Ale ta wspólna przeszłość, tragiczna, nędzna nie jest warta by do niej wracać. To grozi depresją i samobójstwem. Tu i teraz? Hofman tęskni za rodziną i jest blokowany przez UB, a śmiertelnie chory Piotr, artysta z powołania, a z konieczności kopista znanych obrazów, złota rączka z wiecznie pustymi kieszeniami no i sporadycznie pijak, rozpaczliwie szuka dla siebie ratunku w operacji za granicą. Dla obu bohaterów paszport to bilet na nowe życie.

Kiedyś ci dwaj walczyli o Ojczyznę. Teraz próbują walczyć o siebie w kraju, który jest protezą ojczyzny. Ta wspólna przeszłość może być jednak skokiem w nowe życie. Tak, właśnie skokiem. Bo od spotkania do spotkania zdeterminowany Piotr w końcu proponuje Hofmanowi skok na bank. Dobrze się orientuje w godzinach przyjazdu furgonu z pieniędzmi i liczbie strażników, bo jego narzeczona pracuje w tym banku jako kasjerka. Za te skradzione pieniądze mogliby sobie załatwić paszporty i zacząć nowe życie. Piotr zna nawet odpowiedniego człowieka, niejakiego Króla, bo królem jest ten, który umie załatwić te najważniejsze, państwowe dokumenty, czyż nie? Co do tego „Króla” to przypomina się tu znowu kolejny film z Janusze Gajosem, a mianowicie Pit Bull, gdzie bohatera grany przez Gajosa, Benek opowiada o Królu, sławnym przestępcy z Warszawy, który skończył marnie. Ale ten Łódzki Król potrafi wiele, w magiczny sposób zamieni każdą walutę i załatwi odpowiednie dokumenty, w tym paszporty, ale i zaskoczy Piotra w decydującym momencie.

Hofman jest zdumiony tym wariackim pomysłem swojego kolegi z AK, widać wojna mu nie przeszła, a pan doktor raczej nie widzi siebie w roli złodzieja z pistoletem w ręku. W lustrze dostrzega tylko zmęczoną twarz i biały kitel. Ale gdy tak głębiej patrzy na swoje życie, które jest jak linia ze stałymi przystankami: szpital, UB, kolejna odmowa wydania paszportu, smutne korytarze w urzędzie, samotność w starym mieszkaniu, postanawia przełamać tą rutynę. Żeby było ciekawiej, decyduje się na skok w czasie swojego dyżuru w szpitalu. No jasne, że nie wszystko idzie jak miało iść i trzeba trochę improwizować. Najbardziej nie rozumiem tego, że w momencie napadu nasi dwaj bohaterowie ubrani tylko na czarno nie zadbali o bardziej wyszukany kamuflaż, o jakąś charakteryzację, wąsy, makijaż, maskę, cokolwiek, by nie zostać rozpoznanym. Tu, jak w żadnej innej scenie pasuje powiedzenie, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi.

Hofman nie może sobie darować, że użyli broni. Brzydzi się takimi pieniędzmi. Nie potrafi budować swego szczęścia na krzywdzie. Tu uczestniczył w napadzie, za chwilę znów wraca do szpitala by leczyć ludzi – niczym Mister Hyde i doktor Jekyll. Nawet się nie spodziewa, kto będzie potrzebował od niego pomocy. Nie warto tu streszczać filmu do końca, ale powiedzmy, że to teraz Urząd Bezpieczeństwa wyciągnie rękę do pana Doktora. I gdyby zrobili to wcześniej, pewnie nie byłoby mowy o żadnym napadzie na bank. Wystarczyło parę podpisów w papierach i wreszcie koniec.

Można zostawić to wszystko i ruszać za granicę do rodziny.

Świetna opowieść sensacyjna osadzona w gorzkich realiach PRL-u wedle scenariusza Anny i Macieja Świerkockich, Pawła Mossakowskiego i reżysera Wojciecha Wójcika. To także ostatni film z montażem Marka Denysa, które parę miesięcy po premierze zmarł.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH