ŁOWCA JELENI
Chciałoby się napisać, że to kolejny obraz z cyklu „wietnamskiej traumy”, ale jeśli by spojrzeć na „Łowcę jeleni” na tle innych filmów wojennych jak „Pluton”, „Wewnętrzna wojna” czy „Urodzony 4 lipca” to wydaje się, że film Michaela Cimino jest najmniej amerykański z nich wszystkich. No może jeszcze „Czas apokalipsy” ma w sobie to coś innego.
„Urodzony 4 lipca” to istna manifestacja z flagą amerykańską, święta, hamburgery, baseball, te idealnie skrojone domy jednorodzinne, w których nie przystoi mówić o tym jak bardzo rząd amerykański się myli i nie wypada się pokazywać w roli pokaleczonego przez wojnę. Lepiej się uśmiechać i trzymać wszystkich kłamstw jak słodkich cukierków.
„Łowca jeleni” natomiast to zupełne obrzeża Ameryki, dokładnie Clairton, miasteczko robotnicze w sennym stanie Pensylwania, gdzie także znaleziono młodych kandydatów na mięso armatnie. I może tym jest tytułowy „Łowca jeleni” – slogan u nas brzmiący aż nad wyraz wymownie – łowca naiwniaków, którzy będą się bili w jakiejś wojnie, bo „ojczyzna ich potrzebuje, ojczyzna na nich liczy”. Łowca androidów, którzy przetrwają każdą traumę Z jednej strony ten wielki Brat, aparat państwowy, wielki łowca żołnierzy z drugiej strony ten łowca jeleni, który nad wyraz ceni samotne polowania.
O ile w całym tym kanonie filmów wojennych główni bohaterowie to Amerykanie z ojca na syna grają główne role, o tyle w filmie Cimino to Amerykanie o rosyjskich korzeniach wysuwają się na pierwszy plan. Poznajcie Michaela, Nicka, Stevena, Alexa i Stana, mocnych chłopaków, którzy dzielą swoją egzystencję na pracę w fabryce, polowanie na jelenie i przesiadywanie w barze, gdzie cały czas stawiają sobie kolejki. Nic tu w zasadzie się nie dzieje w tej dziurze. Ale ostatnio ci bohaterowie mają powody do świętowania i wznoszenia nowych toastów. Steven ponaglany przez matkę w końcu żeni się ze swoją dziewczyną, która jest już w ciąży. A druga sprawa to oczywiście wojna. Nick, Steven i Michael zostali powołani do armii. Głośnym weselem i wspólnym polowaniem kończą wesoły etap życia w Clairton.
Być może dlatego reżyser zdecydował się na tak długi pokaz zwyczajnego życia naszych bohaterów. Zamiast hamburgerów, reżyser prezentuje nam w pierwszej części filmu ceremonię zaślubin i obrządki prawosławne z charakterystycznymi śpiewami, które choć mogą być ciekawostką dla etnologa, mnie osobiście nudzą. Na szczęście po nabożnych chwilach w cerkwi, przychodzi czas na wesele, gdzie każdy raczy się wódką i próbuje nadążyć za tempem tańca. Tu wreszcie Nick odważy się zatańczyć z Lindą i dać jej do zrozumienia, że jeśli wróci, chciałby się z nią ożenić.
A parę godzin później nasi bohaterowie już trochę bardziej trzeźwi ruszają na polowanie. Jak oni na to znaleźli siły? Oczywiście nie wszyscy z tego wesołego i podpitego towarzystwa polują z takim wyczuciem jak właśnie Mike (Robert de Niro), który od początku wysuwa się jako ten główny bohater, samotny Łowca jeleni. Choć wesoły chłopak, to jednak mający w sobie jakiś dziwny smutek, może tą rosyjską melancholię, nie przystającą do amerykańskiego chłopaka.
Mike jest perfekcjonistą i wierzy, że tylko jednym strzałem należy zabić jelenia. Te sceny, gdy samotny myśliwy tropi jelenia pośród rozległych lasów naprawdę robią wrażenie w połączeniu z nabożną muzyką – chorału rosyjskiego. Tylko Mike i Nick potrafią tak polować, wsłuchać się w naturę, podążać myślami za jeleniem, który w końcu staje przed nimi jak symbol młodzieńczych marzeń, powód, by złączyć się z naturą, z jej rytmem, spokojem, dzikością.
Zarówno dla Nicka i Mike’a las zdaje się być katedrą, w której przeżywają oni niezwykłe misterium. Podczas gdy reszta wesołego towarzystwa woli się jeszcze upić i raczyć sprośnymi żartami. Bo na dobrą sprawę z kim tu jeszcze można polować, skoro jedni zapominają butów inni noży, a nawet strzelb? Co za banda oferm. Mike tylko kręci głową i uśmiecha się z politowaniem. Wśród tego rozbawionego towarzystwa wyróżnia się John Cazalle (Stanley), wieloletni partner Meryl Streep, który na planie filmu zmagał się z ostatnim stadium raka płuc. Bohater grany przez Cazale’a to typ żartownisia i kobieciarza, a w dodatku nie miał tego zaszczytu by służyć ojczyźnie jako żołnierz na wojnie. Choć paraduje ze swoim mały rewolwerem, udając Johna Wayne’ a. On i reszta tych patałachów nie zabije jelenia. Nie szkodzi. Mimo wszystko chłopcy się cieszą swoim towarzystwem. A Mike już niesie ustrzelonego jelenia. Polowanie musiało się udać, skoro to ostatnie polowanie przed wojną.
Znów popitka w barze kumpla, w którym nie tak dawno śpiewali wspólnie „Can’t take my eyes of you”, grając w bilard. Która kula trafi pierwsza? To pytanie za niedługo będzie prześladowało bohaterów na wojnie. Ale póki co noc jeszcze młoda. Jeszcze warto się napić, gdy tam na samochodzie stygnie trofeum z jelenia. Wesołe śpiewy i krzyki ustępują powoli miejsca, granemu na nieco rozstrojonym pianinie Nokturnowi Chopina. Już czuć widmo wojny. Polsko-rosyjska melancholia drży w powietrzu. Jowialni, rozpici chłopcy z każdą zagraną nutą coraz bardziej poważnieją. Gdy kamera na chwilę zatrzymuje się na Walkenie (Nick), ma się wrażenie, jakby to był portret Chopina. Muzyka powoli cichnie, a reżyser odgłosami helikoptera wprowadza nas w dynamiczny, brutalny świat wojny. Senne miasteczko znika, nad głowami latają helikoptery, tuż obok świszczące pociski. Można powiedzieć, że ta dynamiczna i głośna sceneria to idealne środowiska dla Pułkownika Kilgore’ a, który tak kocha napalm. A dla tych chłopców, którzy kochają polowanie? Istny szok. Przedzieranie się z karabinem tu i tam. Aż wreszcie zasadzka Vietcongu i okrutna tortura. Wilgoć, szczury i dla rozgrzania emocji rosyjska ruletka. Czy w pistolecie jest kula, czy nie? Oto pytanie, które będzie dręczyło naszych bohaterów w koszmarach. O ile wcześniejsze sceny z weselem, polowaniem i życiem codziennym w sennym Clairton dłużyły się aż za bardzo, o tyle sama wojna w ujęciu Cimino to kilka intensywnych momentów, które i tak zapadają mocno w pamięć. Wojna to strach, groza, pistolet przy skroni, miotacz płomieni, dreszcze, wybuchy, krzyki. Cięcie. Koniec. Cisza.
Potem już tylko trwa dochodzenie do siebie w pustym pokoju, jak to czyni Kapitan Willard w pierwszych sekwencjach „Czasu apokalipsy”. Szukanie powodu, by żyć zwykłym życiem, gdy wszystko się zmieniło. Mike jako ten najbardziej skupiony myśliwy, ten samotny łowca jeleni wychodzi cało z wojny, czego nie można powiedzieć o Nicku i Stevie, którzy albo stracili pamięć albo nogi. Wszystko się zmienia. Gdy Mike wraca do Clairton, nie widzi już powodu by spędzać czas na wspólnym piciu i polowaniu z jowialnymi kumplami. Te szalone, beztroskie czasy już minęły. Nick gdzieś przepadł, zapomniał po prostu o tym, kim był i dokąd zmierzał, a Stevenowi też nie uśmiecha się wracać ze szpitala do domu jako inwalida na wózku.
Mike nie mogąc znieść starych śmieci, które przypominają mu o wszystkim, postanawia wrócić do paszczy lwa i odnaleźć Nicka, co znowu trochę przypomina „Czas apokalipsy”. Choć Nick nie założył w dżungli swego królestwa, to jednak czuje się całkiem nieźle w Sajgonie, gdzie zarabia jako hazardzista, grający w rosyjską ruletkę. Jest właściwie gwiazdą w tych mrocznych kręgach, zawodnikiem numer jeden, na którego zdesperowani stawiają coraz większe kwoty. Co za paradoks, że to właśnie rosyjska ruletka stała się największą siłą Nicka. Wojna go drasnęła psychicznie, ale to hazard wykończy go na dobre. Mike chce się z nim skontaktować, spojrzeć mu w oczy. Problem w tym, że z Nickiem można się skonfrontować tylko w tym morderczym pojedynku. Mike nie ma wyboru, musi znów zmierzyć się z demonami wojny, stać się hazardzistą, znów przyłożyć lufę pistoletu do skroni, zadając sobie pytanie, czy tym razem kula jest w bębenku. Ale będzie też zadawał sobie inne pytanie, czy jego przyjaciel, z którym kiedyś polował i mieszkał w przyczepie campingowej, go rozpozna? To jest największy koszmar, kiedy twój najlepszy przyjaciel, nie poznaje cię. Wtedy wszystko wywraca się w głowie.
Jaki byłby sens sprowadzania Nicka do domu, skoro i tak nie pamiętał domu. Może jakieś migawki, drzewa, polowanie, zabawy. Ten jeden nieostrożny strzał. I dusza Nicka, jak spłoszony jeleń zniknęła gdzieś w ciemnym lesie. Nick wraca do domu… ale w trumnie, a wszyscy dookoła, niegdyś weseli, teraz nad wyraz poważni mają świadomość, że wraz z pogrzebem ich przyjaciela już na zawsze skończyła się ta atmosfera zabawy. Czas spoważnieć
I polować na spokojne życie.
Komentarze
Prześlij komentarz