NA PRZEKÓR CAŁEMU ŚWIATU


„Na przekór całemu światu” (choć oryginalny tytuł to „Digging to China”, oznaczający dokopanie się do Chin, podkreślający wysiłki bohaterów w osiągnięciu celu) to debiut reżyserski Timothyego Huttona, który wcześniej, oprócz aktorstwa, zajmował się reżyserią teledysków. Między innymi jego dziełem jest video do słynnego utworu „Drive” zespołu The Cars.

Samochody jadą po autostradzie, wzdłuż której przechadza się pewna dziewczynka, Harriet Frankovitz, która wyraźnie nudzi się w miejscu, w którym przyszło jej żyć ze swoją matką i siostrą. To nie Disneyland, a zwykły motel na obrzeżach miasta, gdzie jest bardzo zielono i cicho, ale dla dziecka zdecydowanie zbyt nudno. Trochę to przypomina obrazki z „Forresta Gumpa”, którego matka również prowadziła coś w rodzaju pensjonatu/hotelu, gdzie nawet gościł sam Elvis Presley.

Rozrywki w motelu dostarczają nowi goście i ich tajemnice, które ze sobą przywieźli, by już za parę dni odjechać i zostawić po sobie brudną pościel i mnóstwo niedopowiedzeń. Harriet z półuśmiechem składa pościel niczym ekran, na którym nie tak dawno odbijały się namiętne sceny i spogląda na swoją smukłą siostrę Gwen. Ta już zdążyła posprzątać po swojej ostatniej upojnej nocy z nowopoznanym facetem. Trzeba się jakoś oderwać od tej monotonii. Na przykład najstarsza pani Frankovitz, matka Gwen, często zagląda do kieliszka. Żeby podtrzymać dreszczyk emocji, nie żałuje sobie w czasie jazdy samochodem, myląc pasy, co w końcu stanie się przyczyną jej zguby. Harriet pozostaje tylko bujna wyobraźnia i marzenia, że kiedyś stąd ucieknie, zostawiając za sobą dom i szkołę, gdzie i tak nie ma wielu przyjaciół. Jak uciec i dokąd? Może na latającym dywanie? Albo wykopie tunel do Chin. Tak, do Chin! Byle jak najdalej.

I w końcu następuje przełom w tej historii. Oto do znudzonej księżniczki przybywa książę, a przynajmniej obiecujący kandydat na towarzysza jej zabaw. Choć trzeba przyznać, że to dość nietypowy kandydat, bo starszy od niej o jakieś dwadzieścia lat. Ricky Schroth ma około trzydziestu lat, ale umysł dziecka. Zachowuje się trochę tak, jakby przybył z innej planety, nawet w pewnym ujęciu Kevin Bacon trochę przypomina słynnego kosmitę E.T. Ricky rzecz jasna nie podróżuje sam, ale ze swoją nadopiekuńczą matką, która właśnie wiozła go do ośrodka/zakładu, gdzie prawdopodobnie chciała go już zostawić, ale traf chciał, że ich auto odmówiło posłuszeństwa, a na drodze szwendała się Harriett, która zaprowadziła ich do motelu jej matki. Tak zaczyna się ta przyjaźń. Zepsuty samochód, przymusowy postój. Zupełnie jak w filmie „Co gryzie Gilberta Grape’a?”, gdzie samochód Becky również odmawia posłuszeństwa, dzięki czemu może ona spędzić trochę czasu z Gilbertem. Ale widmo naprawy samochodu wciąż ciąży bohaterom jak przeznaczenie, wiszący miecz Demostenesa, który za chwilę przetnie tą cienką nić relacji, jaka się między nimi zawiązała.

Przez te parę dni Ricky Schroth wreszcie doświadcza prawdziwej przyjaźni i to z osobą, która jest młodsza od niego o dwadzieścia lat. Spokojnie to nie „Lolita”, nie ma tu seksualnych podtekstów.

Na podobnej relacji, tyle że między niepełnosprawnym intelektualnie ojcem a zaradną córką, zostanie oparty film „Sam”. Jednak siostra Hariett, Gwen jest wyraźnie zaniepokojona tą osobliwą przyjaźnią i wręcz nie może się doczekać, kiedy Ricky odjedzie wraz ze swoją matką. Biedna pani Schroth próbuje być pielęgniarką, mechanikiem i jeszcze wieloma innymi osobami, by roztoczyć nad swoim synem pełną opiekę. Ale nie potrafi zdjąć z siebie poczucia winy, że gdzieś w głębi Ricky jest dla niej coraz większym ciężarem. Nie może zaprzeczyć, że wiozła swego syna do podrzędnego ośrodka opieki społecznej, by tam go zostawić na zawsze. Uporządkować swoje sprawy. I czekać na śmierć. Bo… zawstydzenie, zająknięcie, żal. Bo dobrze wiedziała, że poza nią Ricky nie ma już nikogo! A jednak zdarzyła się ta awaria samochodu, a na drodze pojawiła się ciekawska Harriet. Może to był jakiś znak? Może ten pobyt w tanim motelu zdaje się być taką ostatnią okazją, by zobaczyć syna, który doświadcza przyjaźni i się uśmiecha.

Wbrew pozorom Ricky nie jest kimś, kto zupełnie się nie orientuje w swojej sytuacji. Czuje, że jego relacja z matką stała się jakaś słabsza, zdaje sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiał trafić do jakiegoś miejsca, gdzie już nie będzie nikogo, kto go pokocha. Harriet z kolei dozna szoku, gdy jej pijana matka zginie w wypadku samochodowym. Ricky szykuje się do rozstania z matką, Harriet zmaga się już z żałobą po matce. Oboje żyją w poczuciu straty. Gdyby tak zamknąć oczy i zapomnieć o tym miejscu i o tych ostatnich wydarzeniach.

Przez te parę słodkich chwil, dopóki nie zostanie naprawiony samochód, Ricky i Harriet próbują uciec od tej prozy życia, która zaciska coraz ciaśniej pętlę. Pokonują rwące potoki, lasy, łąki, przechodzą przez wiszące mosty. Zaradna Harriet buduje nawet latający wehikuł, który podnosi bardzo wysoko Ricky’ego, ale niestety pojazd się blokuje i nici z ucieczki. Nie można się schować, nie można uciekać, w końcu baśń we dwoje zostaje przerwana. Ricky jedzie w swoje miejsce przeznaczenia, a Harriet uczy się żyć na nowo ze swoją znienawidzoną, starszą siostrą, która teraz będzie jej matką… teraz naprawdę.

Czas otworzyć okna, wywietrzyć pokoje, zmienić prześcieradła, za niedługo przyjadą nowi gości, nowe historie, które gdzieś w głębi zapamiętamy. Ale Harriet najbardziej będzie pamiętała o Rickym.

 

 


 

 

 

 

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH