GLENGARRY GLEN ROSS



Pamiętacie alfabet? Co, gdzie, jak? Wracamy do podstawówki, by zrozumieć, że „Abc” to skrót od świętej zasady sprzedawcy: „always be closing”. Zawsze zamykaj, kończ umowę. Zdobądź podpis klienta i możesz się napić kawy, bo kawa jest dla tych, którzy umieją zamykać umowy. A gdy przełkniesz ten nektar zwycięstwa, przypomnij sobie jeszcze o jednym ważnym skrócie z alfabetu sprzedawcy: „AIDA”, czyli Attention, Interest, Decision i Action.

Krzyczy pan Blake (Alec Baldwin) z „Mitchell and Murray”, firmy zajmującej się sprzedażą nieruchomości. Pan Blake właśnie przybył do jednego z oddziałów firmy w deszczowym i brudnym Chicago, aby trochę zmotywować zespół czterech sprzedawców w średnim wieku, którzy wypluwają z siebie flaki, aby sprzedać marne grunty.

Zawód akwizytora, agenta, sprzedawcy to specyficzna profesja, w której musisz użyć swojego uroku, aktorstwa, psychologii. Musisz być jak showman, który uwiedzie publiczność. Nakłoni ją do swoich racji, ale nigdy nie masz pewności, jak wpłynąć na daną osobę, choćbyś przeczytał wszystkie podręczniki Briana Tracy’ ego. Jedyne, co musisz w sobie wyrobić, to przyjmowanie odmowy z uśmiechem i ciągła wytrwałość, która choćby Raya Kroca zaprowadziła na szczyty McImperium, gdzie niemałą rolę odegrały grunty i franczyza.

Przyda się solidna porcja hamburgera, żeby dalej latać po mieście i naciągać klientów na marne grunty. Na tablicy z wynikami widzimy, że na prowadzenie wysuwa się przebojowy Ricky Roma (Al Pacino). Pan Roma wszędzie ubija jakiś interes. Zawsze oczaruje kogoś swoją gadką i doprowadzi do podpisu na dokumencie. Nie dziwne, że i dziś nie ma go w biurze. Siedzi z drinkiem i rozmawia z panem Lingkiem (Johnattan Pryce), pantoflarzem swojej żony, który chciałby zrobić jakąś dobrą inwestycję. To sprawa honoru bycia mężczyzną, ale ta pokusa robienia interesów za plecami żony potem się zemści na panu Lingku. To jednak już inna bajka. Ricky Roma i tak zawsze wyjdzie na swoje. Niejedną już taką sytuację przeżył i wciąż jest liderem różnorakich transakcji.

Tuż za nim pędzą zdyszani: zirytowany Dave Moss (Ed Harris) i coraz mniej pewny siebie George Arronow (Alan Arkin), a na końcu ledwo zipie Shelley Levene (Jack Lemmon), który ma coraz słabsze wyniki. Może to też kwestia wieku? Levene jest tu najstarszy, a ostatnio ma też problemy rodzinne. Wszystkimi czterema zarządza młodszy od nich John Williamson grany tu przez Kevina Spacey’ego.

Zwolnijmy na chwilę z opisem i tylko spójrzmy, jaka zebrała się tu wybitna obsada pod dowództwem reżysera, Jamesa Foleya. Nie dziwne, że z takim doborowym składem ten film doczekał paru nagród. Osiem lat po premierze na scenie, sztuka teatralna Davida Mameta została zekranizowana właśnie w tym gronie i jakoś trudno się przyzwyczaić, gdy widzi się inną wersję.

Głównym bohaterom, agentom nieruchomości też trudno się przyzwyczaić do nowej sytuacji, którą kreśli przed nimi żywiołowy Pan Blake niczym ostry nauczyciel w szkółce, stawiając ultimatum, że jeśli nie wezmą się w garść i nie osiągną wysokich wyników, to stracą pracę. Właściwie to już są na bruku, zostali zwolnieni! Teraz muszą udowodnić, że zasługują na to, by pracować w tej firmie. Zaczynają od zera. Tuż po tym spotkaniu z panem Blake’em.

Tylko jak tu być asem, gdy oferty, jakimi handlują są zbyt słabe i nieatrakcyjne. Jednak pan Blake się upiera, że to nie oferty są słabe, tylko oni sami są zbyt leniwi i ograniczeni, aby coś sprzedać. Typowa mowa coacha, który jeszcze bardziej dołując i poniżając, próbuje obudzić w odbiorcy uśpioną bestię. Niejeden rozgniewany człowiek jest w stanie rozbić w sobie ten mur ograniczeń. Ale Moss ma wyraźnie dosyć takiego traktowania. W rozmowie z Arronowem sugeruje, że skoro firma „Mitchell and Murray” tak okropnie pogrywa z pracownikami, to może warto ją pokonać ich własną bronią. Przestać się cackać ze swoimi dylematami i iść po sukces po trupach własnej przyzwoitości i uczciwości.

Innymi słowy Moss proponuje, żeby się włamać do biura Williamsona i wykraść lepsze oferty na grunty, tytułowe Glenn Ross. Następnie sprzedać je znajomemu, który także zajmuje się nieruchomościami i tak pobić swój wynik, a w efekcie wygrać w ramach premii od firmy Cadillac Eldorado i zyskać uznanie kierownictwa. Witaj znów w zespole!

Miło pomarzyć o takiej perfidnej zagrywce. Ale jak to w kryminale. Zbrodnię popełni tu najbardziej niepozorny bohater w tej sztuce, który z wiekiem ma coraz grubszy sznur na szyi, ten, który jest tak zdesperowany, że już nie udaje miłego, uśmiechniętego agenta, tylko potrafi dosłownie żebrać o podpisy klientów w kontrakcie, albo czołgać się przed Williamsonem, raz go szantażować, potem płaszczyć się przed nim. Wydawałoby się, że najstarszy agent w tym gronie, Levene może mieć już spokojną pozycję, ale tragiczne jest to, że nawet pod koniec swojej srebrnej kariery możesz zupełnie upaść na dno, dopuścić się najgorszego, byleby uratować swoją pozycję zawodową. To coś, czym się brzydzimy i coś co nas przeraża, bo nigdy do końca nie wiadomo, gdzie wylądujemy, jeśli nie dopełnimy kolejnego kontraktu. I czy przypadkiem w tym amoku, tej pogoni za wyższymi wynikami, nie podpisaliśmy cyrografu własną krwią?

 

 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH