CO GRYZIE GILBERTA GRAPE' A

 


Co gryzie ciebie, mnie, co gryzie Gilberta Grape’a? Na pewno wiele spraw. Coś gryzie go w środku, podczas gdy on chciałby zerwać owoc życia i ugryźć go z apetytem, czując jak sok spływa mu po policzkach. W końcu nazwisko „Grape” to polskie „winogrono”, pokarm bogów.

Wyobraź sobie, że jesteś już dojrzałym młodzieńcem, choć wciąż nieco zagubionym. Podczas gdy inni twoi koledzy mają swoje firmy lub w ogóle opuścili dawno to senne miasteczko rodem z „Przystanku Alaska”, ty w przetartych dżinsach jedziesz rozklekotanym samochodem do sklepu, w którym pracujesz jako ekspedient. W drodze do pracy towarzyszy ci twój niepełnosprawny intelektualnie brat, Arnie, który potrafi mocno uprzykrzyć życie. Wystarczy chwila nieuwagi, by zniknął ci z oczu i już wspinał się na wieżę wodną, która jest znakiem firmowym Warner Bros. O tak, Arnie potrafi zajść wysoko, a potem trzeba ściągać posiłki, odganiać gapiów i modlić się, by braciszek nie spadł, no i jeszcze pertraktować z Szeryfem, by tym razem nie zamknął chłopaka za zakłócanie porządku. Chcesz wrócić do swojej nudnej, bezpiecznej rutyny, ale twój braciszek wciąż ci nie pozwala. Arnie zachwyca się wszystkim dookoła, cieszy się z drobiazgów, innymi słowy afirmuje rzeczywistość, ale i mocno przeżywa śmierć świerszcza, którego zresztą sam zabił. Musisz pocieszyć brata i wyjaśnić mu, że martwy świerszcz to jeszcze żadna tragedia.

I tak płynie ci to życie, przecieka przez place. Tkwisz w rutynie. Wracasz do domu niczym rycerz w migoczącej zbroi, wracasz do tego zrujnowanego pałacu, w którym czeka na ciebie śpiąca królowa, gruba matka, która po samobójczej śmierci męża i twojego ojca jakoś straciła ochotę, by wychodzić z domu. Przyrosła do kanapy i ogląda całe dnie telewizor. Czy chcesz walczyć o nią? Masz jeszcze dwie siostry, Amy (do rany przyłóż), która służy w domu za gospodynię i młodszą, pyskatą Ellen, która dojrzewa, więc nie spodziewaj się po niej wiele mądrego, a najchętniej byś ją rozjechał samochodem, gdy pokazuje ci język. Jesteś w domu, ale nienawidzisz tej rozpadającej się chałupy rodem z horrorów. A na dodatek w piwnicy, gdzie powiesił się twój ojciec, obserwujesz z niepokojem, że już mocno wygięły się belki stropowe – pod ciężarem twojej matki. Na szczęście masz kumpla Tuckera, która bez przerwy nawija o nowej robocie w Burgerbarze, o sosach i chrupiących frytkach i różnicach w oleju do smażenia. Tucker jest gadułą i na szczęście również złotą rączką i niejedno już naprawił w twoim domu. Teraz trzeba naprawić podłogę, by nie zarwała się pod twoją matką. Starasz jak możesz, by jej nie urazić. Jesteś rycerzem, który chroni jej spokój. I ani się nie obejrzałeś, a już w pewnym sensie stałeś się więźniem tego rodzinnego domu. Szybko dorosłeś i wpadłeś w wir pracy, która może i jest jakimś lekarstwem na twoją rutynę. No zawsze jeszcze możesz wdać się w jakiś romans. Nie mierzysz zbyt rozważnie, bo zadajesz się z mężatką z dwójką dzieci, a jej mąż, podstarzały agent ubezpieczeniowy chce ci za wszelką cenę wcisnąć polisę na życie. Co za ironia, przecież ten rogacz powinien cię zabić. Bez obaw, on sam za niedługo padnie na zawał, a kobieta, z którą tak się zabawiałeś, wyzna ci, że dlatego cię wybrała, bo wiedziała, że zawsze tu będziesz. To straszne mieć poczucie, że zawsze będziesz w tej nudnej mieścinie, podczas gdy twój ambitny brat wyjechał gdzieś daleko, zdobył wyższe wykształcenie i robi karierę, by raz na rok się pokazać z drogimi prezentami. Nienawidzisz go. On po prostu uciekł z tego koszmaru. Też byś tak chciał. Póki co oglądasz ze swoim dziwnym bratem, jak do miasteczka przybywają campery, nowe samochody. Zazdrościsz im, że zmieniają tak łatwo plenery. Jesteś księciem, który zasnął w tym małym świecie. Nie masz marzeń, bo po co je mieć, skoro i tak twoje życie podporządkowane jest monotonnej narracji twej dziwnej rodziny. Wzdychasz i starasz się codziennie odgrywać swoją rolę do końca. I pewnie byś tak trwał całe wieki, gdyby nie pewna dziewczyna, która zjawia się tu z babcią i wielkim camperem, niejaka Becky.

Wasze oczy się spotykają, a potem wreszcie rozmawiacie, a ona w końcu pyta, czego ty byś chciał, chciał tylko dla siebie. Nie wiesz, bo jest tyle rzeczy, które chciałbyś dla innych: jak nowy dom dla swojej rodziny, jak to, by twoja matka wreszcie schudła, by twoja młodsza siostra zmądrzała, podobnie jak twój brat, któremu przydałby się po prostu nowy rozum.

Ta dziewczyna cię fascynuje, bo zadaje coraz głębsze pytania. Jest jak księżniczka i jednocześnie jak młoda wieszczka, mędrczyni, która wskazuje ci drogę w twojej baśni. A może jest w niej coś jeszcze? To zbyt piękne? Jest jak objawienie, natchnienie. Zupełnie jakbyś przeżywał własną ewangelię, gdy doświadczasz znaków na drodze swego życia. Gdy spacerujesz z nią, widzisz swój przytłaczający dom jako mały domek na tle zachodzącego słońca. Dziwisz się, jaki on mały w porównaniu z tym, co dzieje się w środku. Ile kłótni, frustracji, ile lęków. Taki mały dom, który chciałbyś zostawić, ale nie pozwala ci przyzwoitość.

Chciałbyś, żeby została ona tutaj dłużej. Dziewczyna z innej planety. Wszystko zależy od tego, czy w najbliższym czasie uda jej się naprawić silnik od campera. Modlisz się o to, by ten silnik nigdy nie został naprawiony, ale… czy to by coś zmieniło. Twoja historia jest inna, to ty musisz ruszyć z miejsca. Może to ty powinieneś z nią jechać tam gdzieś w dal, przed siebie. Ta dziewczyna jest ucieczką dla twoich problemów, napięć, frustracji. Ona jedyna tak cię słucha. Ona cię przygarnia, gdy kłócisz się z rodziną, gdy bijesz swojego niepełnosprawnego brata, który cały czas utrudnia ci życie. Ale jej łatwo mówić, dawać rady, ona jest tu przejazdem, ona żyje jak ptak, jest w drodze. Potrafiłbyś to wszystko dla niej zmienić? Bronisz się, tłumaczysz, że przecież twoja matka wciąż cię potrzebuje. Jesteś jej rycerzem i musisz bronić jej godności, by nikt się z niej nie śmiał, ale jesteś coraz bardziej zmęczony tym brzemieniem. Wreszcie następuje przełom. Ten smutny dzień. Twoja królowa zdejmuje z ciebie poczucie obowiązku i odchodzi w nieznane, ale wiesz, że tam gdzieś będzie szczęśliwsza, a ty wreszcie jesteś wolny. Coś w tobie pęka, demolujesz piwnicę, walczysz ze swoimi demonami. Dotąd spokojny, nagle stajesz się furiatem. Chcesz chronić swoją matkę nawet po śmierci. Bo jak ją wyciągnąć z tego domu. Musiałby przyjechać dźwig. A takiego spektaklu nie przegapili w okolicy. Podglądaliby i śmiali się. A potem wreszcie twoje życie. No co. Wolność cię przeraża? Dokąd prowadzi ta droga? Tam gdzie jedzie Becky.

Piękna opowieść napisana przez Petera Hedgesa, a zaadaptowana przez szwedzkiego reżysera Lasse Hallströma. Jak to zwykle bywa, między książką a filmem są różnice. Detale, okruszki, którymi możemy tu okrasić ten ostatni akapit, tka dla ciekawostki.

O ile w filmie starszego brata Gilberta poznajemy tylko na zdjęciu przypiętym do lodówki, to w książce pojawia się on na urodzinach Arniego, by dać mu drogi prezent (dużą kolejkę) i trochę pokłócić się z rodzeństwem. Siostra Ellen romansuje z młodym przedsiębiorcą pogrzebowym, który rozpaczliwie oczekuje nowych trupów w okolicy, by nie było zastoju w jego osobliwej branży. O ile w filmie wątek miłosny między Becky a Gilbertem jest bardziej romantyczny, niewinny, duchowy, to w książce jest więcej szczegółów dotyczących seksu.

A co do aktorów w samym filmie? Chyba lepszej obsady nie można było sobie wyobrazić w tym filmie o undergroundowych charakterze. Jak zwykle Stoicki, spokojny Johnny Depp (jeszcze przed Jackiem Sparrowem), który chyba inaczej nie potrafiłby tu zagrać

Z oszczędnie grającego Deppa przenosimy swoją uwagę na Leo DiCaprio, już po „Chłopięcym świecie” jeszcze przed „Titanikiem”. niezwykłe że to jego jedna z pierwszych ról i jakże charakterystyczna. Spore wyzwanie dla młodego aktora zagrać niepełnosprawnego intelektualnie. Co za kontrast do roli wyrachowanego, pewnego siebie hedonisty Jordana Belforta („Wilk z Wall Street”),

Na uwagę zasługuje tu również Darlene Cates w roli matki. Wzruszająca, dramatyczna rola kobiety, która po samobójczej śmierci męża, zamknęła się w swoim domu i roztyła. A nade wszystko, próbująca chronić swego ukochanego syna, Arniego przed tym dziwnym światem.

Wśród znajomych twarzy, rozpoznajemy również Chrispina Glovera, który już powrócił z przeszłości do nudnej teraźniejszości, gdzie gra tutaj wziętego przedsiębiorcę pogrzebowego, pytającego każdego o zdrowie. Może ktoś w końcu by się źle poczuł i umarł! Problem w tym że ostatnio mało kto tu umiera. W Endorze nic się nie dzieje, nawet śmierć tu rzadko zagląda.

Za to marzenia coraz częściej pukają do okien mieszkańców, by czasem wziąć jakiegoś bohatera i zabrać go w długą podróż ku nowemu.

 


 

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH