SMACZNEGO TELEWIZORKU, CZYLI O NADMIARZE EKRANÓW W NASZEJ MARNEJ TELENOWELI

 


Oglądając tą komedię, gdzieś z pamięci odgrzebuję takie obrazy jak thriller „Pulse” z 1988 roku czy nawet naszą rodzimą produkcję: „Ucieczka z kina wolność”. Na początku lat dziewięćdziesiątych w telewizji, wśród seriali dla dzieci i młodzieży mogliśmy zobaczyć takie filmy jak: „Tajna misja”, „Wow”, „Spellbinder”, „Tajemnica Sagali” czy „Gwiezdny pirat”, gdzie jak zwykle fantazja mieszała się z rzeczywistością, a zaradne dzieciaki wyprowadzały w pole dorosłych.

„Smacznego telewizorku” zostało zrealizowane przez zespół filmowy OKO (obecnie należącego do KADR). Podobnie jak we wcześniej wymienianych produkcjach dla dzieci i młodzieży, także tutaj mamy do czynienia ze współpracą międzynarodową: polsko-czechosłowacką, co widać chociażby w ekipie filmowej: zdjęcia: Frantisek Brabec, muzyka: Maksym Dunajewski, aktor: Marian Labuda jako Knedlik, Jermuchan Bekmahanov (jako Fujijama), czy Omar Sangare jako Czekoladka. Różnorodność w ekipie to jedno, ale sama współpraca międzynarodowa przełożyła się także na plenery i efekty specjalne wykorzystane w filmie.

Na ziemię spadło kiedyś lustro zła, utkwiło ludziom w oku szkło. Nad nimi szklany ekran władzę ma„

 

No i teraz trzeba jakoś rozbić ten ekran. Czyż nie? Ale zanim do tego dojdzie, musimy wrócić do początków tej niezwykłej antytelewizyjnej baśni snutej (jak na ironię) na szklanym ekranie. Zacznijmy od tego, że Państwo Adler bardzo kochają telewizję. Mamy początek lat 90-tych. Kolorowe telewizory już są coraz bardziej powszechne, a i wybór kanałów jest bogatszy niż przed laty, gdy były zaledwie trzy możliwości. Burmistrz, Tomasz Adler (Piotr Machalica) z wielkim zainteresowaniem pochłania kolejne telewizyjne przygody różnorakich bohaterów i właściwie telewizor jest dla niego źródłem zarówno dobrej rozrywki jak i informacji. Gdy pan burmistrz przemierza miasto swoim pięknym mercedesem, również ma przy sobie mały telewizor, by zawsze rzucić okiem na coś ciekawego, choć lepiej by było, gdyby bardziej uważał na to, co dzieje na autostradzie. Nie lepsza jest szanowna małżonka burmistrza, Teresa (Gabriela Kownacka), która w czasie gotowania, zerka co chwila na drugi telewizor, gdzie właśnie idzie maraton różnorakich telenowel z „Modą na sukces” na czele. Zabawne, że wcześniej Gabriela Kownacka i Piotr Machalica grali również małżeństwo w filmie Feliksa Falka pt. „Kapitał, czyli jak zrobić pieniądze w Polsce”, gdzie powoli przyzwyczajali się do nowej, kolorowej rzeczywistości po roku ’89. No i się zachłysnęli tym telewizyjnym, kolorowym światem, ciekawszym od tego prawdziwego.

Państwo Adler doczekali się trójki dzieci, które też wykazują pewne skłonności ku telewizji. Najstarsza Paulina (Magda Pasternak) spogląda w srebrny ekran, by znaleźć dla siebie nową inspirację modową, ale coraz częściej odwraca wzrok ku towarzystwu. Chciałaby zaimponować i zorganizować wielką imprezę w jej domu, który robi wrażenie (w końcu pan burmistrz nie mieszka w byle czym). Ale jak na razie rodzice nie planują zaprosić chętnych do dewastacji ich domostwa. Nie mają do tego głowy, bo wciąż wpatrują się w telewizory. Żyją bardziej sprawami bohaterów z telewizji, czym zapewniają sobie emocje, niż własnym życiem.

Ich syn Paweł (Filip Kalczyński z głosem Tomasza Kozłowicza) z kolei również lubi wpatrywać się w ekran, ale komputera, co bez wątpienia wyjdzie mu na dobre. Bo Paweł nie tylko lubi grać na komputerze, ale również trochę programuje. Kto wie, może dziś byłby programistą? Tą profesję zajął jednak dla siebie nasz najmłodszy, uroczy bohater, Adaś, a właściwie Mikołaj Radwan, niezapomniany z serialu „Tata, a Marcin powiedział”. Porzucił aktorstwo dla programowania. Rozsądny chłopak! Natomiast jego filmowy Adaś to przyszły geniusz, kujon, namiętnie uczący się języków obcych i chodzący już w garniturze. Mały mądrala w wielkich okularach, który każdego dorosłego zbije z pantałyku, a zwłaszcza tego wścibskiego sąsiada Knedlika, który z kolei uwielbia oglądać przez lornetkę telenowelę życia pana Burmistrza i jego rodziny. Ale cóż, pan burmistrz, choć sławny w mieście, to jednak ze swoją rodziną nie wiedzie zbyt ciekawego życia. Bo przecież wszystko, co ciekawe, ekscytujące jest zamknięte w telewizorze i właśnie tam Tomasz i Teresa kierują swoją uwagę, nie mając siły już na swoją historię. Wydaje się nawet że rodzina pana burmistrza jest aż nazbyt zwyczajna (chodzi także o sposób gry aktorów), podczas gdy zapobiegliwe otoczenie zachowuje się jak karykaturalni bohaterowie z telewizyjnych produkcji. Mam tu na myśli wścibskiego sąsiada Knedlika, panią redaktor Topolsky, sprzątaczkę Krysię, czy sekretarza Czekoladkę. Nie mają oni w sobie za grosz subtelności, jakiegoś oddechu w swojej kreacji. Ale to w końcu produkcja dla dzieci, gdzie jaskrawość podejrzanych charakterów musi być uwypuklona, aby ukazać w lepszym świetle głównych bohaterów, czyli rodzinę Adlerów, która stoi w rozkroku między tandetną papką telewizyjną z głupimi dialogami, a zwykłym (być może szczęśliwym) życiem rodzinnym, gdzie mogliby zrobić coś razem.

Póki co, ciągną to nudne życie bez emocji przed szklanym ekranem, a jeśli już powstają jakieś kłótnie w tej próżni, to chyba tylko z powodu tego, że czyjś ulubiony program jest kosztem innego programu. Wciąż za mało telewizorów, by każdy był szczęśliwy. Bo pilot jest tylko jeden.

I pewnie ten telewizyjny rytuał trwałby w najlepsze, gdyby nie to, że nagle telewizory wciągają oboje rodziców do siebie. Efekty specjalne trochę tu kłują w oczy. Jarzące się niebieskie światło, jakaś bestia i to dziwne oko, które potem będzie okiem Saurona, prześladującym Froda. Ach znowu zmieniłem kanał na „Władcę Pierścieni”. Wracamy na nasze podwórko. Zatem Państwo Adler zostali zjedzeni przez telewizory? Niesłychane.

I teraz to Teresa i Tomasz, jako bohaterowie różnych kretyńskich produkcji telewizyjnych, dramatycznie zabiegają o uwagę swoich dzieci, którzy są wybrednymi telewidzami, nie dającymi wciskać sobie chały. To właściwie pewna perwersja, że w każdej chwili znudzone dziecko, może zmienić kanał, na przykład na film gangsterski, wojenny, gdzie właśnie trwa strzelanina, a biedny tatuś musi się kłaniać kulom lub na taką nudną, brazylijską telenowelę z romantycznymi „momentami”, którymi mamusia będzie onieśmielona. Albo w ogóle wyłączyć ten jazgot z rodzicami w roli głównej, bo strasznie to nudne i głupie. Przerwa od telewizji wyjdzie każdemu na zdrowie. I przerwa od rodziców również. Wreszcie Paulina może urządzić imprezę, Paweł może grać na komputerze, a Adaś może jeść słodycze w nieograniczonych ilościach. Słodka wolność bez starych. Ale w końcu i to zaczyna być nudne. Wszyscy tęsknią do tego, co było wcześniej.

Rodzice zapatrzeni dotąd w szklane ekrany, coraz bardziej nienawidzą tej jaskrawej rzeczywistości w małym czarnym pudełku. Chcą się z tego wydostać i jednocześnie z tych telewizorów mogą się lepiej przyjrzeć swoim dzieciom, których często lekceważyli przez telewizję. Postępowi dorośli ulegli swojej słabości, a sprytne dzieciaki muszą się jakoś wykazać pomysłowością, aby pomóc rodzicom. I tu także, jak w baśni, młodzi bohaterowie mogą liczyć na starsze pokolenie. Do akcji wkracza dziadek mentor (Marian Kociniak), nestor rodziny Adlerów, który już dawno temu wyrzucił telewizor, mieszka sobie na wsi i cieszy się prostym życiem. Wciąż ubolewa nad tym, że między nim a Tomaszem i Teresą jest ta szklana ściana. Oni zapatrzeni w telewizory, on zapatrzony w naturę. Na szczęście są jeszcze wnuki, które dość trzeźwo myślą. A jeśli dziadek chce się oderwać od tego padołu łez, to uruchamia swój samolot i lata sobie nad miastem, gdzie wszyscy w domach przyklejeni są do telewizorów. Może właśnie poprzez to latanie dziadek potrafi na wszystko spojrzeć z dystansem (dosłownie i w przenośni).

 

„Co wy widzicie w tych telewizorach – skończycie w wiadomościach – lub w innych horrorach, dorośli już straceni już uzależnieni – niech tylko coś się świeci – oglądają jak leci. Dostrajają kanały, wyciszają gały. Nie mają nigdy dość tej papki, chały. Ja jestem chory na telewizory!”

 

Podsumowuje dziadek, który potem okaże się wybawcą dla zagubionych telemaniaków. Oj ktoś tu nieźle potłucze telewizory, by zamiast tego srebrnego okna z fikcją, ukazał się prawdziwy świat.

 

„Żyj na żywo, z playbacku żyją w krąg. Zawsze sercem patrz, żyj tak prosto jakbyś łzę ocierał. Sercem patrz, tak jak dziecko z łąk kamyki zbieraj, bo... Mała kropla szczęścia twe rozpuści szkło”.

 

I co za tym szkłem będzie?

 

Trzydzieści lat już minęło od premiery tej zwariowanej „antytelewizyjnej” komedii w reżyserii Pawła Trzaski, którego nie ma z nami od dwudziestu ośmiu lat. Ciekawe, jak dziś reżyser oceniłby nasze czasy, gdzie zamiast jednego ekranu telewizora, mamy mnóstwo różnych ekranów i ekraników, w których zostawiamy swoje odbicia? „Follow”, „Subskrybuj”, „Klikaj”. Najważniejszą walutą jest teraz uwaga widza, który zmaga się z syndromem ADHD, „wszędzie i nigdzie”, tracąc swoją życiową fabułę.

 

A w razie czego długi reseeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeet

treseeer

end

 

 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH