SENNOŚĆ


Sennie i zimno. Na oknach te łzy z pary. Czy to sny skropliły się na szybie? Nie wydostały się na zimną rzeczywistość, bo od razu by zginęły. Mogę dzisiaj nie iść do szkoły? Niech ktoś mi napisze usprawiedliwienie. A potem usnę pod ciepłą kołdrą. Czy życie jest wielkim snem, w którym tylko czasem się budzimy, by doświadczyć jakiegoś przewrotu w naszej historii?

Dla Róży, Roberta i Adama właśnie nastąpił taki przełom. Poznajcie na początek aktorkę zmagającą się z narkolepsją, która właściwie musiała się pożegnać z normalnym życiem i pracą zawodową. Zamknięta w luksusowym domu, wiedzie życie eleganckiej gospodyni domowej. Niczym czarownica-zielarka zrywa ze swego ogródka różne tajemnicze zioła, podkreślające smak jej wymyślnych dań, które serwuje swojemu obojętnemu mężowi (Michał Żebrowski). Biedna Róża (Małgorzata Kożuchowska), która nie spotkała swego księcia. Mieszka w pięknym domu niczym w zamku i wciąż podejrzewa, że jej narcystyczny mąż ją zdradza. Intuicja ją nie myli. Mąż jest nawet tak bezczelny, że czasem sprowadza kochankę do domu, gdzie kocha się z nią, podczas gdy parę pokoi dalej śpi Róża. Od samego początku widzimy, jak bardzo napięte są relacje między małżonkami, którzy ciągle w coś grają między sobą, podejrzliwi, wciąż się zastanawiają, czy jedno z nich nie szykuje na drugie jakiejś zasadzki (subtelna wojna państwa Rose). Oto Róża nagle traci przytomność, oto mąż czuje jakiś dziwny smak w ustach i doznaje halucynacji. Otruła mnie? Uśpił mnie? Życie małżeńskie z zasadą ograniczonego zaufania, a dookoła unosi się ta oniryczna atmosfera domu położonego w lesie niczym chatka Baby Jagi lub pałać złego Czarnoksiężnika.

Życie Róży, tej śpiącej Królewny, w gruncie rzeczy pozbawione jest emocji. Albo sen, albo przebudzenie i próba przypomnienia sobie, co wydarzyło się przed snem, albo wizyta lekarza, albo kuchnia, albo ostry seks z mężem, by poczuła, że nie jest zaniedbywana przez niego. Chwila rozkoszy i znów sen i znów pustka. Niech ktoś zbudzi na dłużej! Gdzie jesteś książę? Przyleć do mnie!

Zaniedbana czuje się również żona Roberta (Krzysztof Zawadzki), neurotyczna kobieta, której osobowość jest wielkim katalogiem wszelkich możliwych, psychicznych chorób. Córka wpływowego ojca, polityka, który zdaje się być tutaj portretem typowego „politycznego buraka”, który może nie zdobędzie się na jakąś głębszą refleksję, ale na pewno zapewni swojej rodzinie komfort materialny. Musi się starać w swej kampanii na różne kłamstewka, by tak utrzymać siebie z żoną i córkę z jej księciem. Jego zięć, Robert, pisarz (anty-bestsellerowy), z kompleksem filozofa, jakoś nie ma głowy do materialnych spraw. To przebojowy teść załatwił mu pracę w jakimś archiwum, gdzie Robert się nudzi się całymi dniami, podpatruje idących ludzi za oknem piwnicy i próbuje pisać swoją kolejną niszową książkę dla wybrańców.

Robert intelektualista, dał się zwieść wygodnemu życiu z kapryśną księżniczką i jej rodzicami w ładnym domku. Tylko co z tego. Coraz bardziej odczuwa pustkę. Jest spragniony choć jednej pięknej chwili. Od czasu do czasu lata na paralotni z przyjacielem, by być bliżej nieba, by spojrzeć na wszystko z góry, z coraz większą obojętnością. Pewnego razu, po wylądowaniu, błądzi w lesie, by w końcu osłabiony trafić do domu śpiącej królewny Róży, dla której postanowi być księciem i na chwilę przebudzi się ze swego letargu. Niestety tylko na chwilę. Uczucie tych dwojga to jak krótki, intensywny błysk na tle szarej mgły życia każdego z nich.

Coraz bardziej melancholijne utwory Chopina najlepiej odbijają emocje Roberta. Świetnie się składa, na playliście jest marsz żałobny, a Robert za niedługo ma się dowiedzieć, że jest nieuleczalnie chory i jego koniec jest bliski. Czas napisać książkę życia, a śmierć autora z pewnością będzie najlepszą promocją dla tego „Exegi monumentum”. Więc może jednak Robert odejdzie na swoich warunkach, jako spełniony pisarz i człowiek, który spotkał swoją królewnę. Odejdzie na przekór władzy swego teścia.

Wiadomość o chorobie ma przekazać Robertowi młody lekarz, Adam (Rafał Maćkowiak), który niedawno rozpoczął swoją pracę. Zahukany przez matkę i ciągle strofowany przez ojca rolnika-gospodarza, próbuje się odnaleźć w wielkim mieście i na dokładkę uświadamia sobie, że jest homoseksualistą. Niejeden raz będzie przekazywał pacjentom, że ich koniec jest bliski, ale jak powiedzieć swoim rodzicom, że chyba właśnie się zakochał w pewnym chłopaku, który jak dotąd trudnił się złodziejstwem? Teraz ten złodziej skradł mu serce. Spokojnie to przecież syn doktora Burskiego (Bartosz Obuchowicz). Powiększy się lekarska rodzina.

To skok na głęboką wodę i sporo cierpień. Jednak pierwszy raz w życiu Adam wreszcie usłyszał swój wewnętrzny głos. Wcześniej opierał swoje życie na oczekiwaniach rodziców. Być lekarzem to już coś. W pakiecie jeszcze powinna być rodzina, żona, dzieci, dom. Standardowy model. Ale tu już Adam wyłamał się z raju i zamiast Ewy odnalazł drugiego Adama… madam. I wreszcie poczuł w sobie zgodę. I może wreszcie każdy z tych bohaterów poczuł przez tą jedną chwilę po przebudzeniu wewnętrzną zgodę.

Poprzedni film duetu Piekorz-Kuczok był o trudnym dzieciństwie pod batem srogiego ojca, który nad sobą jeszcze miał Boga Ojca, jak ze Starego Testamentu. Główny bohater jako dorosły uciekał do jaskiń i penetrował je, jakby chciał podświadomie zrozumieć swoje lęki. Wszak Batman wrócił do ciemnej jaskini, by tam zaprzyjaźnić się ze swoim strachem.

„Senność” to nowy rozdział, gdzie bohaterowie-lunatycy próbują wyjść ze swoich traum z jakimiś tam maskami, strategiami radzenia sobie w dorosłości. Ale w końcu muszą jednak uderzyć o mur, poczuć, że to wszystko, co było dotąd, nie pozwalało im wyrazić ich autentyczności. Dlaczego Róża zapadała w ten sen? Może to reakcja psychosomatyczna na niesatysfakcjonujące życie obok męża-buca, który jest jak obcy. Może Robert swoim wyborem ślubu z kobietą, której nigdy nie kochał, już umarł za życia? Wyrzekł się swojej prawdy, swojego szczęścia. A Adam? Tak niewinny, niepewny siebie. Wreszcie w kimś się zakochał, tak zupełnie innym.

Meandry psychologiczne dobrze oddają tu scenografie od szarych, brudnych podwórek, przez eleganckie wille, aż do pięknych Bieszczad, gdzie zmęczony swym życiem kochanek układa głowę na kolanach swej księżniczki, która wreszcie się obudziła. Jak plenery i scenografie oddają emocje, tak i ścieżka dźwiękowa dopełnia te uczuciowe labirynty, gdzie Hip-hop miesza się z muzyką klasyczną, twardy beat z szorstkim tekstem przechodzi w finezyjne pasaże fortepianowe aż do smutnego Chopina, którego Szpilman grał z taką pasją przed oficerem niemieckim, by obudzić uśpione uczucia.

Piękny, niepokojący film, po którym nie chce się spać.

 


 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH