GREG ZORBA. PIĘKNA KATASTROFA
Opowieść o dwóch typach ludzi: intelektualiście pisarzu, przechodzącym kryzys i starszym od niego człowieku, który żadnej pracy się nie boi. Jeden to teoretyk zaczytany w książkach, którymi próbował zastąpić życie, a drugi to żyjący pełnią życia, przygodą, nie mający przy sobie nic prócz instrumentu muzycznego santuri, bo muzyka i taniec są najważniejsze. Jeden choć młodszy, to jakby starszy duchem, sztywny, niepewny siebie, angielski gentleman o greckich korzeniach i aspiracjach literackich. Drugi choć starszy, to jednak żywioł chcący wycisnąć z życia ostatnią kroplę. Jeden to teoretyk piszący eseje na każdy temat, drugi to praktyk doświadczający każdego momentu intensywnie. To taki typ faceta gawędziarza, który każdego zaczepi, byleby z nimi wymienić parę słów i się pośmiać. Tak zresztą zaczyna znajomość z tym pierwszym. Czas już odsłonić ich imiona, by nie nazywać ich pierwszym i drugim, bo obaj są na równi na tej życiowej drodze. Co się takiego stało, że jowialny nieco bezczelny Alexis Zorba o wyglądzie włóczęgi, podszedł do cichego, dobrze ubranego Basila, siedzącego w poczekalni? Basil pewnie by na to pytanie starał się napisać długi esej, w którym rozważałby wszystkie możliwości, ale Zorba się uśmiecha i odpowiada „za dużo książek i myślenia a za mało działania”. Wariat jakiś czy zbój, który chce obrabować Basila? Zorba dobrze wiedział do kogo trafić. Sam szuka jakiegoś zajęcia i przygody, szuka procesu, w którym mógłby wyładować swoją energię, patrzeć, jak coś wzrasta, a potem upajać się nagrodą, winem i towarzystwem kobiety. Basil właśnie zmierza na Kretę, chociaż musi odczekać tą wichurę z deszczem, która opóźniła rejs. Czeka tam na niego zamknięta kopalnia węgla brunatnego, którą odziedziczył po ojcu. Może czas rzucić pisanie, teoretyzowania, a zająć się brudną robotą i kapitalizmem. Uśmiech przebiega pod nosem, a w oczach Zorby pojawia się ten niezwykły błysk. Przyjacielu pojadę z tobą, razem otworzymy tą kopalnię, damy ludziom pracę, porządnie się zmęczymy, a potem zakosztujemy słodyczy nagrody. Nic tak nie leczy melancholii i niemocy twórczej jak ciężka robota w pocie czoła. Wszystkie blokady zwalniają. Choć pomysł zabrania ze sobą obcego człowieka, którego zna się zaledwie parę minut wydaje się Basilowi szaleństwem, to jednak może to jest ten właściwy czas, by wyzbyć się nieznośnej autoanalizy i ulec impulsowi. Po dłuższym czasie okaże się, że Basil i Zorba doskonale się uzupełniają. Zorba stanie się mentorem dla niepewnego siebie Basila, choć jednocześnie będzie go nazywał „szefem”. A lekcje kontestacji życia będą udzielane między innymi na tle powoli odradzającej się kopalni i społeczności, która powitała tych dwóch gości jak wielkich tego świata. Ta kopalnia to zresztą doskonała metafora dokopywania się do istoty życia, do tego kamienia węgielnego. Kopać coraz głębiej. A gdy się znów zawali, roześmiać się przez łzy. Piękna katastrofa nam wyszła Szefie, czyż nie? Grek Zorba zakochuje się w Madame Hortensji, która zaoferowała dwóm przybyszom swój hotel. Zorba i Hortensja będą jak stare/młode dobre małżeństwo do czasu aż Hortensja nie umrze, pozostawiając Zorbę znów wolnego, z nowym doświadczeniem na sercu. Z kolei Basil będzie wzdychał do pięknej wdowy, do której już wielu mężczyzn w wiosce startowało, a jeden nieszczęśliwy biedak nawet przez nią odebrał sobie życie. Przeklęta wdowa jak kozioł ofiarny również pożegna się z życiem jako ta nieczysta, mamiąca swoimi wdziękami, przynosząca tylko nieszczęście społeczności. Przez chwilę Zorba i Basil byli schwytani w pułapkę miłości do dojrzałych kobiet, szukali stabilizacji, ale cóż. Źle wybrali. Stracili swoje oblubienice. Jednak mają wciąż siebie, swoją przyjaźń i kopalnię, którą w końcu trzeba uruchomić. Piękna katastrofa. Ale co z tego. Spokój Buddy! Tańczmy mój przyjacielu! Zorba choć starszy, siwy, umie tańczyć jak żaden inny. Widać w każdym jego ruchu pasję, czego zazdrości mu sztywny Basil. Naucz mnie tak tańczyć, gdy przepełnia mnie smutek. Tańczą tak, jak kiedyś ludzie tańczyli tarantellę, by wyleczyć się z jadowitego ukąszenia pająka. Ukąszenia smutku i rozdarcia. A jutro znów zaczniemy robotę przy kopalni i będziemy kiedyś bogaci szefie, jak nigdy.
Komentarze
Prześlij komentarz