BLASK TĘCZY, CZYLI RUDY CHŁOPIEC Z ZIELONEGO WZGÓRZA

 


Patrząc na ten film chce się zawołać: „oto chłopiec z zielonego wzgórza!”, czyli inna wersja kultowej książki Lucy Maud Montgomery. Tak naprawdę ten film jest adaptacją noweli o tym samym tytule: „ A shine of rainbows” autorstwa Lillian Beckwith (z roku 1984).

Historia opowiada o rudym, drobnym, nieco nadwrażliwym chłopcu o imieniu Tomas, zmagającego się z codzienną szarością sierocińca, w którym przyszło mu żyć. Te szare ściany i szare mundurki są nie do zniesienia. Aż tu nagle zjawia się czarodziejka, pani w kolorowych szatach o zniewalającym uśmiechu i postanawia wybrać właśnie tego chłopca na swego syna. Oczywiście najpierw jest tzw. okres próbny. Tym bardziej jest on potrzebny, bo mąż owej kolorowej pani nie uczestniczył przy wyborze przyszłego syna. O ile kolorowa pani kieruje się uczuciem, o tyle jej mąż, zamknięty w sobie, mruk, ubrany w ciemny sweter, taki twardziel z krwi i kości o prosty imieniu Alec myśli o chłopcu, który po prostu mu pomoże w gospodarstwie. Chłopak ma być użyteczny, silny i tyle – jak narzędzie, a nie jak nowy członek rodziny.

Jak dobrze pamiętamy u Lucy Maud Montgomery to ciapowaty Mateusz przywozi dziewczynkę do domu oschłej Maryli, a ta jest bardzo zawiedziona, bo przecież liczyła na chłopca-pomocnika a nie na jakąś nadwrażliwą rudą smarkulę, która nieustannie gada. Jednak Ania w końcu odnajduje dom na Zielonym Wzgórzu, a Mateusz potem umiera.

Nie inaczej jest w tej historii. Tomas znajduje dom u Maire, czyli Pani Tęczy i mrocznego rybaka Aleca, choć ten jest dość sceptycznie nastawiony do pomysłu adoptowania chłopca i nie ukrywa swojej niechęci do Tomasa. Decyzja wciąż jest w zawieszeniu, papiery adopcyjne nie podpisane. Tomas na razie mieszka z nimi, by obie strony się przekonały, czy się zrozumieją. Nie trudno się domyślić, że nadwrażliwy chłopiec ma lepszy kontakt ze swoją wybawczynią, która zabrała go z szarego sierocińca i tchnęła w jego życie niezwykłe barwy miłości. Od zieleni, przez błękity, po pomarańcze i czerwienie. Taka jest Pani Tęcza. Gdziekolwiek się pojawi, tam rozlewa kolorowe barwy i uśmiech. Tomas przy niej odżywa, nabiera rumieńców, a gdy tylko zjawia się Alec w ciemnych ubraniach, z posępną miną, chłopak od razu gaśnie i staje się jakiś nieswój. Gdy widzi Aleca i Maire razem, chyba odzywa się w nim nutka zazdrości, bo chciałby mieć mamę tylko dla siebie. Chciałby już do niej mówić „mamo”, ale to wciąż zbyt pochopne słowa. Ale życie nie kończy się tylko na dorosłych. Tomas zaprzyjaźnia się z innymi dziećmi z osady. Taka umowna sielanka trwa. Ale w końcu musi nastąpić ten przełomowy moment. Czyż nie? Złośliwy los uderzył w najczulszy punkt. Maire dowiaduje się o swojej chorobie i z tygodnia na tydzień gaśnie. Ponury dotąd Alec, który jeszcze jakoś się uśmiechał przy Maire, nagle jest przerażony. A Tomas? To dopiero musi być wstrząs dla dziecka, któremu co dopiero podarowano nadzieję na nowe życie w blasku tęczy, a teraz ta tęcza gaśnie, znika powoli za mgłą niepewności.

Bo co się stanie z Tomasem, gdy tęcza zniknie? Oto pytanie. Alec przecież nie był przekonany do adopcji chłopca. Zresztą nie miałby do tego głowy. Wciąż zajęty gospodarstwem i jak wcześniej był zamkniętym w sobie człowiek tak po śmierci Maire zupełnie się zamyka. Kolory bledną, śmiechy przemijają, nastaje cisza w domu. A Tomas tylko czeka na wyrok. Czy już ma wracać do sierocińca, czy może jednak Alec go przyjmie i zostanie jego ojcem? Jak rozbudzić w tym chłodnym człowieku uczucie, gdy stracił swoją wielką miłość?

Powiadają, że miłość matki jest bezwarunkowa, matka zawsze wybaczy, przyjmie, podczas gdy na miłość ojca trzeba sobie zasłużyć. Trzeba coś udowodnić. Tomas zaczyna to rozumieć i podejmie się ciężkiej wyprawy (gdzieś daleko za Tęczę), ryzykując nawet życie, by tylko w ten sposób zwrócić uwagę chłodnego Aleca.

To nie pierwsze spotkanie Connie Nielsen i Aidana Quinna, w 2004 roku zagrali w filmie „Zwrot do nadawcy”, gdzie Nielsen grała rolę kobiety, która porwała dziecko, lecz nigdy go nie oddała rodzicom, natomiast Quinn gra rolę adwokata, który rozmawia ze zbrodniarzami. Tutaj, w „Blasku tęczy” Connie Nielsen w pewnym sensie też porywa dziecko, porywa chłopca z szarego sierocińca do kolorowej krainy i daje mu na chwilę nadzieję na lepsze życie, a potem wszystko pęka, kończy się jak sen po przebudzeniu zlany potem. Choć może po tej burzy w końcu nastanie jeszcze tęcza?

Świetne kreacje Nielsen i Quinna, ale nade wszystko to John Holton w roli Tomasa wzrusza i cieszy, a w tle piękne irlandzkie pejzaże niczym krajobrazy uczuć, jakie towarzyszą rodzącej się relacji między dorosłym a dzieckiem.

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH