WSZYSTKO DLA MOJEJ CÓRKI
Niezwykły portret relacji niepełnosprawnej córki z zespołom Downa oraz jej matki w obiektywie Aliny Mrowińskiej. Ela ma czterdzieści trzy lata i wydaje się być wiecznym dzieckiem, z kolei jej matka, Wanda ma osiemdziesiąt pięć lat i coraz bardziej martwi się o to, co będzie z jej ukochaną córką, której lekarze już na początku przepowiadali krótkie życie. A jednak Ela wciąż żyje! W tym stwierdzeniu rozbrzmiewa zarazem zaskoczenie jak i pretensje. Jeden chromosom i taka różnica. A gdyby Ela była normalna, może teraz miałaby własne dzieci, a Wanda byłaby babcią. Co będzie dalej? I gdyby jednak! To nieznośne myślenie o przeszłości i gdybanie.
To cud! Trzeba się cieszyć, że ona wciąż tu jest, a jednak rodzic niepełnosprawnego dziecka ma mieszane uczucia. Czasem wolałby, aby jego dziecko odeszło przed nim. Bo jaka przyszłość czeka Elę? Wanda myśli o ośrodku, gdzie Ela spotka podobne osoby, zaprzyjaźni się z nimi i zostanie tu do końca, gdy zabraknie już mamy. Wszystko jest przygotowane. Ela już przychodzi do tego ośrodka, aby się oswoić, zintegrować z innymi. Trzeba tylko czekać na ten straszny moment rozstania.
Która z nas odejdzie pierwsza?
Obie zdają się iść po drżącej linii czasu, bo zarówno Ela, naznaczona chorobą może umrzeć w każdej chwili jak i Wanda. Mimo tej niepewności, matka wciąż stara się być silna i codziennie pokonuje z córką prozę rzeczywistości, ciesząc się każdym momentem. Gotowanie zupy, pisanie listu do świętego Mikołaja, rozbieranie choinki, odwiedziny grobu ojca Eli, rozmowy o śmierci, spacer nad morzem, wizyta w muzeum. Te proste chwile, które dla takich osób wydają się być bardziej intensywne niż dla zdrowych i młodych.
Komentarze
Prześlij komentarz