PIES NA ŚRODKU DROGI. O DWÓCH TAKICH, CO STRACILI PRZYJACIÓŁ W POŁOWIE DROGI
To półgodzinna etiuda filmowa w reżyserii Stanisława Jędryki, poruszająca temat przyjaźni, samotności i straty. W rolach głównych Tadeusz Chudecki i Krzysztof Majchrzak. Bohater grany przed Tadeusza Chudeckiego to zamknięty w sobie młody człowiek, który ma tylko pracę, małe, zaniedbane mieszkanie i wiernego psa. To jego całe życie. Robi coś pożytecznego, skręca i naprawia maszyny w zakładzie, a po pracy cieszy się z towarzystwa swego psa. Nikomu nie zawadza, niczego więcej nie chce. Nie trudno się domyślić, że przez większą połowę filmu, właściwie nikt tu nie mówi. Czasem słychać wołanie właściciela no i szczekanie psa. Oto cała ścieżka dialogowa.
Wszystko się zmienia, gdy pewnego razu na spacerze jego pies zostaje przejechany przez ciężarówkę. Co ciekawe, kierowca widząc z daleka psa, mógł go ominąć, a jednak z premedytacją go przejechał. Dlaczego? To pytanie nie daje spokoju właścicielowi psa, który po śmierci swego czworonoga, czuje się zupełnie samotny. Stracił jedynego przyjaciela, a właściwie przyjaciółkę, bo to była suka (ale bez skojarzeń).
Właścicielowi psa należą się jakieś wyjaśnienia czy choćby przeprosiny. Żądny zadośćuczynienia postanawia odszukać sprawcę. Wtedy dobrze się przyjrzał twarzy kierowcy i rejestracji ciężarówki. Rusza na poszukiwania zabójcy, by jego również zabić. Momentami przypomina to film „Prywatne śledztwo”, zrealizowany w 1986 roku, z Romanem Wilhelmim w roli głównej, gdzie pokrzywdzony bohater, straciwszy w wypadku żonę i dzieci, postanawia odnaleźć kierowcę ciężarówki, który po pijaku się z nimi zderzył i nie udzielił pomocy.
Konfrontacja z mordercą własnego psa nie należy do przyjemnych, bo bohater grany przez Majchrzaka, muskularny olbrzym z charyzmą i dziwną wściekłością w oczach nie wyraża skruchy, a wręcz jest zadowolony, że pozbył się kolejnego śmiecia z drogi. Można pomyśleć, że to prymityw, z którym nie ma co dyskutować! Za chwilę również pozbędzie się nieproszonego gościa. Pokusa zabicia go jest coraz większa. Właściciel psa w końcu się powstrzymuje, gdy kierowca ciężarówki zdobywa się na spowiedź wobec obcego człowieka, któremu zadał tyle bólu. Okazuje się, że sam również stracił kiedyś oddanego przyjaciela w wypadku i to przez psa. Dla niego psy na drodze to przypomnienie tej tragedii. Choć początkowo gardzi nadwrażliwym gościem, który stracił psa, to jednak potem zyskuje dla niego szacunek, gdy dowiaduje o jego prawdziwych, morderczych zamiarach. Ten pies musiał naprawdę wiele znaczyć dla właściciela, jeśli ten chce wyrównać rachunki „oko za oko”.
Zarówno jeden i jak i drugi borykają się ze stratą i boleśnie odczuwają samotność w czterech ścianach małego mieszkanka, a jednak coś zyskali. Spotkali się ze sobą, wymienili swoje frustracje, wyszli na drogę, ku sobie. Wyszli poza swoje ograniczone światy. Spotkali się w tym dramacie, jakby powiedział Levinas: jak Inny z Innym, nieufni, wystawieni na atak z drugiej strony. Może widzieli się po raz ostatni, a może to początek nowej przyjaźni.
Kto wie, co będzie za kolejnym zakrętem?
Pies na środku drogi, jego właściciel i jego morderca. Co za prostota, refleksja i zarazem genialny koncept rodem z kina Kieślowskiego. Szczekanie psa, a potem gorzka spowiedź człowieka i oczyszczenie.
Komentarze
Prześlij komentarz