OJCIEC


 

„Pamiętam”, jak miło to sobie powiedzieć i być pewnym tego wspomnienia, a tym samym odnieść w czasoprzestrzeni do swojego aktualnego stanu przebywania i zmierzania. Doceniajmy ten urok wspomnień, pamiętliwą matkę, zwracającą uwagę na te małe detale w płótnie życia, bo któregoś dnia nas osieroci i staniemy się jak dzieci we mgle niepewni każdego ruchu, zachowania, czy wspomnienia.

Pamiętam Anthony’ ego Hopkinsa jako Wlliama Parrisha, który musiał stawić czoła własnej śmierci i przejść ją z godnością. Pamiętam również, gdy niestrudzenie prowadził swoją załogę jako twardy kapitan Bligh. Z pomocą zegarka kieszonkowego i obserwacji gwiazd dotarł do lądu wraz z innymi wycieńczonymi marynarzami, po tym jak wcześniej stracił statek Bounty w wyniku buntu.

I podobną wytrwałość i hart ducha Hopkins pokazał w roli Charlesa Morse’a, miliardera zagubionego w dzikiej Alasce, który wykorzystuje z powodzeniem swoje doświadczenie i wiedzę, aby przetrwać w trudnych warunkach, nawet z kochankiem swojej żony (w filmie „The Edge”). Tu również przydał się zegarek, a właściwie jego wskazówka, wskazująca północ.

Ten zegarek powróci i w tym filmie, jako narzędzie, które pomaga zorientować się w czasie i także przestrzeni głównemu bohaterowi. On musi wiedzieć, która godzina, musi widzieć, że zegarek jest na jego ręku. Zawsze to jakiś punkt odniesienia, gdy pamięć coraz bardziej szwankuje. Gorzej, jeśli zegarek znowu gdzieś zniknął. Czy ktoś go ukradł, czy sprytny Anthony go schował do swojej skrytki? To pewnie ta nowa opiekunka (która to już z kolei?). Anthony nie chce żadnych opiekunek. Czuje się świetnie. Jest samodzielny. Jest dumnym ojcem, który musi sobie przypomnieć jak to jest być dzieckiem, które chce do mamy. Nie tak łatwo jest się oddać pod czyjąś opiekę, być zależnym od kogoś, mimo, że tak wiele się przeżyło i ma się te kilkadziesiąt lat na karku. Nie tak łatwo przyznać przed sobą, że jest się coraz większym balastem dla swojej rodziny? Co tu robi ta obca kobieta!? Czemu ma mnie niańczyć?! I nie tak łatwo być tym, który nieustannie musi kontrolować swojego ojca, pytać go, przypominać mu i tłumaczyć, ciągle kreślić przed nim obecną sytuację, która zaciera mu się po paru dniach.

 

 — Co? O czym ty mówisz? Kim on jest? To jest moje mieszkanie. Jak to? Nie rozumiem, więc co ja tu robię?

 

Anna, córka osiemdziesięcioletniego Anthony’ego chorego na demencję nie ma już siły. Stoi na rozstajnych drogach. Z jednej strony jest znienawidzoną opiekunką swego ojca, z drugiej strony zagubioną dziewczynką, która z bólem patrzy, jak jej ojciec zmienia się w przestraszone dziecko. Wychodzi z domu, aby odpocząć. Pracuje a potem wraca do domu, gdzie musi być pielęgniarką i tą niewdzięczną córką. Podczas gdy ojciec wciąż wspomina swoją drugą córkę, tą idealną, piękną, wspaniałą. Ukochana córeczka tatusia, która dawno już nie odwiedzała ojca. Anna spogląda na obrazy na ścianach. To namalowała jej siostra. Ojciec jest taki dumny. Ma jedną córkę malarkę i tą drugą, która cały czas go kontroluje. W międzyczasie Anna układa sobie życie osobiste. Chce wyjechać na jakiś czas do Paryża z nowopoznanym mężczyzną, Paulem. Wyjedzie, jeśli znajdzie dla ojca odpowiednią opiekunkę. Casting trwa, a Anthony robi wszystko, aby zniechęcić do siebie kolejne kandydatki. Choroba w pewnym sensie daje mu okazję, by zaprezentować swoją nieprzewidywalność. W jednym ujęciu ojciec potrafi być czarujący i skrzący humorem, a gdy już młoda opiekunka da się złapać na ta miłą atmosferę, Anthony nagle strzela z pistoletu jakąś złośliwość jak Joker. Z twarzy dziewczyny znika uśmiech, pojawia się zdziwienie. Natomiast na twarzy Anny pojawia zażenowanie. Wstydzi się za swojego ojca, który teraz przypomina kapryśnego dzieciaka, robiącego każdemu na złość. To już takie stadium choroby, kiedy nie wiadomo, czy ojciec żartuje, czy uprawia bardzo cyniczną grę.

„Ojciec” to kolejny fragment rodzinnej układanki Floriana Zellera, francuskiego dramaturga. Wcześniej była „Matka” (na razie tylko sztuka teatralna) potem film „Syn”, gdzie obok Hugh Jackmana pojawił się również Anthony Hopkins w roli trudnego ojca, a teraz wreszcie „Ojciec”. Słowo „układanka” stanowi tu także wytrych dla interpretacji tego dzieła, gdzie z każdą kolejną sceną (lub jej innym wariantem) odkrywają kolejne fragmenty rodzinnej układanki.

Kameralne kino, gdzie aktorzy przechodzą z jednego pomieszczenia do kolejnego, próbując rozładować napięcie, związane z chorobą. Te pomieszczenia i dekoracje odgrywają także dużą rolę dla zagubionej osoby, która zmaga się z demencją. Ich stały układ gwarantuje spokój i bezpieczeństwo, ale wystarczy drobna zmiana, przestawienie jakiegoś elementu i wszystko się burzy w głowie Anthony’ego. Pozornie znane mieszkanie jest jak labirynt pełen dziwnych postaci z przeszłości i teraźniejszości. Aktor jest ciągle zaskakiwany przez nowe scenografie. Jedna ściana się przesuwa i pojawia się nowy bohater, którego imienia i celu przebywania Anthony nie zna. A gdzieś tam w głębi labiryntu czai ta bestia pożerająca pamięć biednego bohatera. Wytrwała córka snuje przed zagubionym Tezeuszem nić, opowieść rodzinną. Tezeusz chwyta koniec nici i wychodzą oboje z kolejnego ciemnego pomieszczenia. Jeden krok do przodu, a potem znowu dwa do tyłu. I nigdy nie wiadomo, czy dany pokój jest Matrixem czy portalem do prawdziwego świata?

Co ciekawe, to także zaczyna niepokoić widza, który już przez pierwsze minuty zdążył się przyzwyczaić do jednego porządku, a po chwili musi przyzwyczaić się do nowego układu. Nigdy tak naprawdę nie wiemy, czy to co widzimy w danej scenie jest tym właściwym stanem rzeczy, czy może jakimś urojeniem z perspektywy samego Anthony’ego. Ten facet w pokoju wcale nie jest mężem Anny, tylko opiekunem Anthony’ego. A to mieszkanie? Czy należy do Anthony’ego, czy do jego córki? A ta nowa opiekunka przypominająca bohaterowi jego ukochaną córkę? Czy w ogóle ta idealna córka istnieje, czy może jest kolejnym wytworem wyobraźni chorego bohatera? Anthony ciągle tęskni za swoją córką. Pamięta, jak ją przytulał. Wtedy czuł się jak ojciec. Ale nie pamięta, kiedy ona zginęła w wypadku. Anna to wie i już się z tym pogodziła. Anthony tego w ogóle nie przyjął do wiadomości. Choroba wyparła ten smutny fakt, stała się ochronnym płaszczem dla zlęknionego ojca. A już na scenie pojawia się jakaś nowa postać. Ściana z obrazami wyjeżdża, by pojawiły się nowe scenografie. Ale w budce suflera nie ma nikogo, kto by podpowiedział, co się tu dzieje. Przerażony aktor chodzi dookoła, znów musi się przyzwyczaić. Przeprosić wszystkich i nauczyć się od nowa, jak mają na imię i jaki jest ich cel w tej scenie.

Czyżby demencja była przedsionkiem do nieba, gdy zapomina się o wszystkim co złe i dobre. Wszelkie urazy i żale odchodzą gdzieś wraz z krystalicznym potokiem, który obmywa skórę z ran. Człowiek wreszcie staje się tak niewinny jak dziecko, gotowy ruszyć na spotkanie z Wiecznością. A może niepamięć to metafora piekła, zwłaszcza dla osób bliskich, które opiekują się chorą osobą, gdy słyszą co chwila „ja cię nie znam, kim ty jesteś?”. Awers i rewers tej jednej choroby. Wirująca moneta sprytnego Losu. Co wypadnie. Już słyszycie, jak dźwięczy. Potem cisza, spokój, wyrok.

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH