LEON ZAWODOWIEC

 


Dochodzi południe, skrzypce przeciągają swoje brzmienie, jakby zawodziły płaczem. Beethoven podnosi batutę, za chwilę rozgrzmią kotły, zerwie się burza, uderzą pioruny, za chwilę nadejdą jeźdźcy apokalipsy i życie trzynastoletniej Matyldy zmieni się na zawsze. Straci swoją rodzinę.

A zarazem zyska swojego nowego mistrza, Leona (Jean Reno), płatnego zabójcę, który nauczy ją jak obchodzić się z bronią. Naiwna, słaba Matylda bita przez ojczyma i nie szanowana przez matkę właśnie narodziła się na nowo. Teraz jest sierotą i wzięła sobie za matkę Zemstę. Nie zawaha się podłożyć granatu w biurze, gdzie urzędują zabójcy jej młodszego brata. Taka rola to spore wyzwanie dla młodziutkiej Natalie Portman, która rok po premierze „Leona” przeżyje „Gorączkę”, gdzie będzie grała pasierbicę porucznika policji, ścigającego takich jak Leon. 


Ale mimo wszystko Leon jest wyjątkowy. To z jednej strony zimny, płatny morderca, ale z kodeksem moralnym, gdzie pierwsza zasada brzmi: „nie zabijać kobiet ani dzieci”, resztę chwastów można wyciąć. Dlatego zgadza się pomóc Matyldzie w dokonaniu zemsty na mordercach jej rodziny. Leon to też ciekawy przypadek kogoś, kto wykonuje jedną z najbardziej przerażających profesji, a sam momentami zachowuje się jak małe dziecko, które nawet nie potrafi się podpisać. Leon zna inny język. Gdzieś pod tymi ciemnymi okularami, poważnym wyrazem twarzy i płaszczem kryje się ktoś więcej, kto da się lubić. A resztę formalności załatwia za Leona stary, dobry Tony (kolega po fachu), który jest dla niego jak ojciec albo starszy brat. Daje zlecenia, opłaca rachunki, trzyma oszczędności, a od czasu do czasu służy głębszą rozmową.

Tymczasem trening trwa. Matylda podąża za Leonem jak córka albo nieletnia kochanka i bacznie obserwuje, jak ustawia on celownik. Oto filozofia, zrozumieć swój cel, być o krok przed ofiarą i nacisnąć spust bez żadnych skrupułów. Ale nie będzie to takie proste, gdy przeciwnikiem jest tu skorumpowany policjant, który z jednej strony działa jak stróż prawa, a potem znowu zachowuje się jak bezwzględny zbir, zabijający kobiety, dzieci dla paru gramów białego proszku, dającego niezłego kopa. Porucznik policji Norman Stansfield w wydaniu ekspresyjnego Gary’ego Oldmana to kolejna perełka w tym filmie, a zarazem kultowa postać, która bawi i przeraża. Stansfield jest nieobliczalny, zwłaszcza gdy weźmie za dużo narkotyków i posłucha jakiejś symfonii Beethovena (ciekawe, że w tym samym czasie Oldman grał Beethovena w filmie „Wieczna miłość”). Po takiej dawce ciężkich dźwięków, Norman bez problemu wyciąga równie ciężki kaliber i strzela, gdzie popadnie. Stansfield to zupełne przeciwieństwo cichego, małomównego Leona. Ten policjant na haju lubi teatralizować swoją zbrodnię. Ubiera się w jasny garnitur, który za chwilę zostanie naznaczony szkarłatnymi kroplami krwi swej ofiary. Lubi tą ciszę przed burzą, a potem odpala armatę, a do tego jeszcze mówi o swoich gustach muzycznych przerażonemu facetowi, który właśnie stracił rodzinę, a za chwilę sam zostanie rozstrzelany. Zabawnie brzmi to imię „Norman”, gdy jego właściciel zachowuje się jak nienormalny. Potem Gary Oldman (jakby w kontrze do Stansfielda) wcieli w prawego oficera policji, Gordona, który będzie współpracował z Batmanem. Do takiej dziwnej współpracy też trzeba sporo brać, żeby walczyć z koszmarami. A propos tego uniwersum Gotham, to wydaje się, że nieprzewidywalny, nerwowy Norman podobny jest najbardziej do Jokera, który w końcu padnie ofiarą swego żartu. To ciekawe, że bardziej w tym filmie kibicujemy płatnemu mordercy, który w pierwszej scenie bez problemu zabija dziesięciu uzbrojonych ochroniarzy, a życzymy źle policjantowi i jego kolegom, stróżom prawa, którzy często nadinterpretują prawo. Kogo dosięgnie wreszcie sprawiedliwość? 

 

„Leon zawodowiec” to historia o tym, że ulubiony bohater niekoniecznie musi wykonywać przyzwoitą profesję, aby być przyzwoitym człowiekiem. Dziecko to czuje i wie za kim podążać, gdy szuka swego mistrza, który pomoże jej wydobyć siłę charakteru.

 

 

 








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH