07 zgłoś się

 

„My nie jesteśmy od lubienia. Może oczekujemy trochę niechętnego szacunku. A to i tak optymiści.” — powiada nonszalancki porucznik Borewicz w gabinecie zarozumiałego doktora Miłosza i rozsiada się na krześle, uprzednio zdjąwszy z oparcia futro pewnej damy, która bynajmniej nie jest tu siostrą przełożoną. Akurat tym razem pan porucznik przyszedł w gości i jak zwykle była to niezapowiedziana wizyta, przez co doktor Miłosz i jego kochanka niezbyt się ucieszyli.

Ale również do porucznika Borewicza, przychodzą w gości jaśnie państwo różnego rodzaju, typy spod ciemnej gwiazdy, których mowa, slang brzmią jak poezja pełna różnych znaczeń. Ale to żaden problem dla takiego równego chłopa, jak Sławek Borewicz, który jako ateista umie się dogadać z księdzem jak i ze zbirem. Sławka nie sposób nie lubić. Dogada się z każdym, pożartuje, rzuci ironiczną uwagą, wyspowiada niejednego zagubionego przestępcę, czasem się z nim pobije, jak to było w przypadku Kurta Rollsona. I od razu lżej, gdy obok Sławek, gdy zła Sława nadchodzi. Może ta praca w milicji to sposób na samotność. Sławek jakoś nie ma głowy do rodziny. Jego ojciec zginął jeszcze na wojnie. O matce też już zapomniał.

Cierpliwie łączy kolejne fragmenty układanki i zaprasza na kolejne przesłuchanie. Taśma się kręci, na stole stoi srebrny mikrofon Telefunkena, niewielka rurka, którą później także używała Brygada Specjalna, podsłuchując profesora Dąb-Rozwadowskiego, a ostatecznie w wyniku pomyłki, nagrywali docenta Furmana. Ale to inna bajka pod tytułem „Alternatywy 4”.

A żeby oddać sprawiedliwość, to nie tylko porucznik Borewicz jest wzywany przez numer 07 przez kogoś w ciemnym zaułku pięknej, naszej stolicy. W sumie czterech mamy tu bohaterów po stronie niezwyciężonej milicji, którzy w każdym odcinku rozwiązują jakąś zagadkę kryminalną. Major swoim niezwykłym głosem jak zwykle zarządza, staromodny Zubek znów się krzywi, Ewa łagodzi obyczaje i nigdy nie zawodzi, no i Sławek, który zawsze ma niekonwencjonalne sposoby i już zdążył się okryć sławą jako admirator kobiet wytrawnych. Z urokiem podrywa panią z laboratorium jak i panią prokurator. Wszystko dla dobra śledztwa. Przysługa za przysługę, czyż nie? Ewa się uśmiecha, bo dobrze zna Borewicza, nawet wie, do jakiego hotelu zaprosi on swoją dawną znajomą. Może dlatego Ewa nigdy nie da się złapać w sidła Borewicza. Za to zakocha się w pewnym panu kierowniku firmy Elbaw (Leon Niemczyk). Z kolei toporny porucznik Zubek zmęczony już wyraźnie przestępczością i nowymi metodami śledczymi, po których dostaje zadyszki, wreszcie przejdzie na emeryturę. Ale na ich miejsce właściwie przyjdą te same charaktery w postaci pięknej i bystrej Ani Sikory (Hanna Dunowska) oraz służbisty porucznika Jaszczuka (Jerzy Rogalski, czyli późniejszy Tosiek z „Plebanii”), który jak zwykle zawsze będzie podważał metody Borewicza, co będzie wywoływało u nas uśmiech.

 

Uśmiecham się jeszcze długo.

Ten serial zawsze będzie mi się kojarzył z wakacjami, bo to właśnie w tym okresie TVP emitowała sporo powtórek takich klasyków jak „Czterdziestolatek”, „Alternatywy 4”, „Czterej pancerni”, „Podróż za jeden uśmiech” i masę innych. Przyznam się, że przez lata „07 zgłoś się” wydawał mi się trochę obciachowy, taka reklama polskiej, nieustraszonej milicji. Myślałem, że to nawet taki archaiczny „Malanowski i partnerzy” (sprywatyzowany Borewicz). Te tandetne scenografie, szary PRL, urok PEWEXU, Old Spice, słaba choreografia bijatyk, błędy w montażu . Ale każdy ma prawo błądzić. I ja błądziłem przez lata, lekceważąc urok Borewicza.

Bo rzeczywiście Bronisław Cieślak, dziennikarz a nie aktor, ma w sobie to coś, „prawdę sceniczną” (jak to ujął reżyser Krzysztof Szmagier), chce się wierzyć w jego odgrywaną rolę. Cieślak jest swobodny, zabawny i zarazem poważny, co wywołuje momentami ten komiczny moment.

Jako dziennikarz krakowskiego oddziału TVP i autor reportaży, Bronisław Cieślak przyglądał życiu ciekawskim okiem, wyłapując co niektóre najlepsze charaktery i sytuacje. Być może to pomogło mu jakoś w kreowaniu swoich postaci, by były jak najbardziej naturalne.

Debiutował na ekranie w „Znakach szczególnych” Romana Załuskiego jako inżynier Zawada. To nazwisko odbije się w jego karierze, gdy zagra komisarza Sławomira Zawadę w filmie „Wściekły”, gdzie tym razem będzie tropił mordercę, zabijającego każdego, kto epatuje szczęściem.

Jeśli ktoś jest ciekaw, jak wiecznie wolny kobieciarz Borewicz wyglądałby bez swojej słabości do romansów – to właśnie w tym filmie Krzysztof Szmagier pokazuje nam trochę inną twarz 07, aczkolwiek ze zmienionym imieniem i nazwiskiem. Zawada jest mężem i troskliwym ojcem (może pomaga mu wykształcenie psychologiczne), a nade wszystko jest oddanym śledczym, który musi powstrzymać mordercę, zanim ten wybije wszystkich szczęśliwych ludzi (a w PRL-U mimo wszystko było ich sporo).

Tylko to oddanie pracy łączy Zawadę i Borewicza. Służba w milicji to sposób na życie. Choć w przypadku Borewicza wydaje się to wręcz wygodnym życiem na krawędzi, gdzie można zgrywać bohatera, zmieniać role, kamuflaż, podrywać nowe panienki i gdzieś tam na końcu naprawiać zło i zaprowadzać porządek. Borewicz już w pierwszym odcinku mówi nowo spotkanej dziewczynie, że o swojej pracy nie zamierza z nią mówić. Jego praca w milicji to jednak ta największa miłość, z którą żadna inna kobieta nie może się równać. Sam za kierownicą poloneza, czekający wytrwale na sygnał z radia o dalszych postępach śledztwa.

Kanwą dla większości odcinków są autentyczne sprawy kryminalne, które zgrabnie zaadaptował scenarzysta i reżyser Krzysztof Szmagier. Podobnie zrobił Patryk Vega, kręcąc „Pit Bulla” (pierwsza seria). Obie produkcje wyróżnia przede wszystkim szorstki realizm i te wspaniałe dialogi między bohaterami, które można by cytować całymi dniami. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że scenariusz pełen chwytliwych haseł i tekstów zawsze zaczepi ucho i ciekawość widza. Jak choćby występ Wiesława Drzewicza w roli Rudzielca, czy Mariusza Gorczyńskiego jako Soroki a potem Gabora,

„Portrety kanonika” (banknoty z Mikołajem Kopernikiem)

„Walę potem do dzidzi, a ta kiła mogiła, syf malaria”

„Bije w mordę i Okazji się do wytłumaczenia nie stworzył”

„Przyuważyłem, że ona się szykuje – kąpiele, peniuary, wielki świat, socjeta, homary mineta.”

„Zauważyłem, że u niej światło pali się na czerwono, ja wiedziałem już, że szykuje się robota na klawo i ja mam dwa czasu wolnego.”

 

Słucha się tego jak wiersza – każdy z bohaterów, a szczególnie każdy rzezimieszek, opryszek, cwaniaczek ma swój styl wypowiedzi.

I również w Pitbullu (z okresu 2004-2006) mamy takie kultowe sceny przesłuchań: Romusia Kozłowskiego, Mariusza, Kwadrata, czy tego narwanego młodzieńca, który zabił swoją matkę… piłą, ale i wzruszające spotkania, jak choćby Metyla i starszego pana, któremu ukradziono pięćdziesiąt złotych na lekarstwa.

Różne sytuacje, różni bohaterowie i różne style wypowiedzi. Ale co gorsze i zarazem ciekawsze jest to, że w „07 zgłoś się” niejednokrotnie ci sami aktorzy grają różne charaktery na przestrzeni tych dziesięciu lat produkcji, co może trochę dezorientować widza. Krzysztof Chrzanowski raz gra jakąś szychę w milicji, a potem przesłuchiwanego doktora Miłosza, innym razem znowu jakiegoś podejrzanego typa. Z kolei Piotr Fronczewski pojawia się w roli sutenera, a potem znowu występuje jako emerytowany policjant, Paweł Kopiński, który chce „zamknąć za sobą drzwi”.

Podobnie zresztą było w serialu „Columbo”, gdzie często ci sami aktorzy występowali na przełomie trwania serialu w różnych rolach. Tak, jakby między wierszami i obrazami twórcy chcieli nam powiedzieć, że zła natura zawsze jest w nas. Nieważne czy teraz gramy stróżów prawa czy właśnie zimnych morderców – to tylko maski. Jesteśmy na cienkiej granicy i miło mieć przy sobie takiego otwartego Borewicza, który pomoże nam wyjść z tego obłędu zbrodni, zamknie za nami drzwi i przywróci dawną twarz przyzwoitości.

A na koniec ten piękny, seksowny motyw saksofonowy z wokalizą Grzegorza Markowskiego, skomponowany przez Włodzimierza Korcza, wyrażający w pełni urok głównego bohatera, łobuziaka i gentlemana w jednej osobie.

 

07 zgłoś się… niestety tylko cisza.

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH