SYNALEK - DZIECI TO PODSTĘPNE DIABŁY


Dzieci są tym, co w nas najlepsze i zarazem najgorsze. Widzieliśmy to już w „Omenie”, we „Władcy much”, „Dziewczynie z sąsiedztwa”. Przerażające jest to, gdy niewinnie wyglądająca istota, jaką jest dziecko… chłopak-łobuziak staje się oprawcą, sadystą, wreszcie mordercą. Nie chcemy w to wierzyć. Chcemy myśleć, że to zabawa. Myśleć tak jak on.

Znajoma buźka, z łobuzerskim uśmiechem Macaulaya Culkina wskazywałaby, że mamy tu do czynienia z komedią. Może taki Kevin w trzeciej wersji? Istotnie Henry’ emu Evansowi nie brakuje inwencji twórczej w wymyślaniu różnych dziwnych wynalazków, zwłaszcza w zakresie militarnym. Tyle, że teraz ten uroczy chłopak nie walczy z dwójką ofermowatych włamywaczy, tylko dla żartów, emocji przestawia to lub tamto, strzela tu i tam, by nieustannie oglądać film katastroficzny, który dzieje się tuż obok niego. Emocje są najważniejsze. Kto by go podejrzewał? Taki niewinnie wyglądający chłopczyk. Ulubieniec matki. Taki troskliwy braciszek, który czasem myśli, jakby to było, gdyby jego kochanej, młodszej siostrze coś się stało. Gdybanie jest domeną mędrców, dzieci i… morderców. A jednak dzieci widzą więcej. Więcej zobaczy Mark, który po śmierci matki przyjeżdża do kuzyna Henry’ ego, ciotki Suzanne i wuja Wallace’ a by zmienić otoczenie, podczas gdy jego ojciec, Jack zajmie się interesami.

Pustynne, gorące plenery Nowego Meksyku, gdzie Mark dotąd mieszkał i mierzył się ze swoją stratą niczym prorok na pustyni, ustępują miejsca chłodnym, zimowym klimatom Maine w Nowej Anglii, gdzie ma pobyć z rodziną przez dwa tygodnie. Nawet sobie nie zdaje sprawy, jak dziwny to będzie okres w jego życiu. Notabene Maine to miasto rodzinne mistrza grozy Stephena Kinga. O tak, groza będzie tu obecna. I najbardziej przerażające jest to, że tą grozę będzie tworzyć dzieciak bez moralnych hamulców.

W roli Marka widzimy nastoletniego Elijaha Wooda. Trudno się przyzwyczaić, że przed kultową rolą Froda, Wood również grał z powodzeniem w różnych interesujących filmach. Ale zarówno we „Władcy Pierścieni”, czy w „Synalku” jego bohater będzie musiał się zmierzyć z istotą zła. W jego wielkich, lekko wytrzeszczonych, błękitnych oczach odbija się złowieszczy uśmiech kuzyna Henry’ ego, który zdaje się nie mieć żadnych granic moralności. Niech Mark się rozerwie, potrzebuje teraz odrobiny szaleństwa po tych traumatycznych chwilach, gdy jego matka umierała na jego oczach. Niech się wyszumi, niech znów będzie dzieckiem, póki ma jeszcze czas. Pod okiem kuzyna Henry’ ego z pewnością nie będzie się nudził. To tak jak, jakby wszedł na poligon wojskowy. Ale Mark po kilku takich przygodach zauważa coś niepokojącego w zachowaniu swego kuzyna, który wręcz zdaje się fascynować śmiercią. To, co na początku było szczeniackimi wybrykami, staje się przestępstwami. Zabicie psa, czy zrzucenie kukły na autostradę, na której po chwili dochodzi do wielkiego karambolu.

Mark czuje, że jest w potrzasku. Jego ojciec wyjechał w interesach i raczej nie zamierza rzucać wszystkiego tylko dlatego, że przewrażliwiony syn źle się czuje. Henry ma na niego haka, bo przecież Mark brał udział w tych wszystkich wybrykach. A poza tym podejrzenia Marka o złej naturze Henry’ ego nie są traktowane zbyt serio. Roztrzęsiony dzieciak po śmierci matki może wymyślać różne dziwne teorie, więc wujostwo traktuje go trochę jak świra. Markowi nawet się zdaje, że ciotka Suzanne Evans, to nowe wcielenie jego matki. Zawsze w to wierzył, że jego matka nie umarła, tylko wróciła w innej postaci. Może właśnie to Suzanne. Tak mu brakuje tej matczynej miłości, którą jakoś stara mu się zrekompensować Suzanne. Henry to zauważa i wyraźnie nie podoba mu się, że jego kuzyn zabiera mu matkę. To Henry jest najważniejszy, to na nim powinna się skupić cała uwaga. Król henry musi zrobić z tym porządek. Coraz bardziej manipuluje Markiem, gra na jego emocjach. Przy rodzicach odgrywa potulnego chłopczyka, przy Marku staje się prawdziwym sadystą w białej masce, jakby miał dwie twarze. Sam przyznaje, że zabił swojego młodszego brata, choć oficjalnie stwierdzono, że utonął w wannie. A teraz zamierza zabić swoją młodszą siostrę Connie, w którą wcieliła się prawdziwa siostra Macaulaya, Quinn Culkin. Mark musi działać i ratować dziewczynkę przed jej starszym, szalonym bratem, ale także sam musi się mieć na baczności. Oj biedny dzieciaku, nawet nie wiesz z kim zadarłeś. Do ostatecznej rozgrywki sprytny Henry wciągnie nawet swoją matkę, którą będzie próbował zabić. Natomiast sama Suzanne tam nad przepaścią stanie przed największym życiowym dylematem, którego z chłopców uratować? Jej rodzonego syna-sadystę, czy może Marka, który mógłby być jej ukochanym synem? Jednego urodziła, drugiego poznała i pokochała.

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH