MODA NA SUCK...CES ALE BĘDZIE KRÓTKO
„Moda na sukces”, albo inaczej woda na sukces, bo wodolejstwa, czułych słówek tam sporo, a akcji raz na dwadzieścia odcinków.
Trudno w to uwierzyć, że pośród moich wspomnień filmowych znalazło się miejsce dla „Mody na sukces”, a jednak dla mojego pokolenia, dorastającego w Polsce, latach dziewięćdziesiątych ten serial to jakiś dżingiel, krótki przerywnik na tarczy naszej narracji, kryjący marzenia o świecie, gdzie wszyscy są uśmiechnięci, piękni, bogaci i prawie nieśmiertelni.
Oglądany zazwyczaj u babci lub cioci (te rodzinne seanse) zwiastował godzinę siódmą (powtórki) i szesnastą. Ta niesamowita czołówka. Dawniej grana z rozmachem, łącząc zgrabnie smyczki i elektroniczny bit. Charakterystyczny motyw saksofonu, potem piano oraz bębny z pogłosem wcinające się ze swoim ach, umm, bach, tss, a w rozwinięciu flet i trąbka. Tego motywu nie sposób zapomnieć w połączeniu z migawkami modelek i ludzi sukcesu, urzędujących w wysokich szklanych domach. Ha, ha! W tym serialu nawet postacie bezdomnych wyglądają jako pierwszorzędni modele w ciut zaniedbanych łachach. Dziś „Moda na sukces” tak nie brzmi, a i straciła na swoim uroku do tego stopnia, że Telewizja Polska już zrezygnowała z emisji tego ciągnącego się tasiemca. Nawet Ron Moss odpuścił już sobie rolę Ridge’a Forrestera! Już nie potrzebujemy „Mody na sukces”, by śnić o tej innej rzeczywistości, skoro dookoła mamy szklane wieżowce, piękne samochody i niejeden z nas robi zawrotną karierę, gdzieś tam na najwyższym piętrze tego szklanego biurowca (brzmi propagandowo). W pewnym sensie doczekaliśmy się tych prowizorycznych luksusów. A gdzieś tam za oceanem Pan Bell i jego ekipa wciąż główkują, jak kolejne pokolenie bohaterów najdłuższej mydlanej opery ma zabawić widzów.
Ten serial mimo absurdalnych zakończeń danych wątków wyraża w pewnym sensie tęsknotę za długą narracją życia pełną niespodzianek. Snuje się tu portret wielopokoleniowej rodziny, która pośród luksusowych scenografii zmaga się z nadmiarem własnych uczuć. Były romanse, każdy z każdym, były wypadki, spiski, intrygi, jak na średniowiecznym dworze, były zagadkowe zniknięcia, morderstwa, powroty zza grobu, ale rodzina Forresterów trwa niczym potężny ród pośród tych wszystkich przygód. Przez te wszystkie lata z tego serialu biła jedna wymowna myśl: Grunt to rodzinka, ale w różnych kombinacjach. I również tą rodzinną filozofię czuć za kulisami całej produkcji, rozpoczętej jeszcze przez Williama Josepha Bella i jego żonę Lee Phillip Bell, a kontynuowaną przez ich synów Bradleya Bella i Williama Josepha Bella Jr. oraz wnuki. Rodzinna wariacja, która czasem bawi, czasem nudzi, ale w tych wszystkich dziwacznych przygodach pielęgnuje w nas, egoistycznych indywidualistach, uczucie, że mimo wszystko warto zawsze stawiać na rodzinę, czy jakoś tak.
Koniec odcinka 6047
Komentarze
Prześlij komentarz