TATO, CZYLI AWANTURA O KASIĘ
Nie można zaprzeczyć, że polskie kino lat 90-tych należało do takich aktorów jak Bogusław Linda czy Cezary Pazura. Ale o ile Pazura potrafi być bardzo ekspresyjny i różnorodny w swoich kreacjach, to Linda (mający za sobą głośne role w „Przypadku” czy „Kobiecie samotnej”) gdzieś w tych latach dziewięćdziesiątych utknął w złotej klatce roli twardziela. Właśnie film „Tato” to jedna z tych rzadkich okazji po głośnych „Psach”, by zobaczyć większe możliwości tego aktora.
Trzeba przyznać, że naprawdę uroczo wypada tu nasz polski twardziej w roli ojca, który udaje przed siedmioletnią córką lwa albo gdy stara się zjeść bardzo ostrą potrawę, którą mu przyrządziła jego pociecha. Z trudem przełyka kolejny kęs… ojcostwa. A gdy córka mu oznajmia radośnie, że następnym razem przyrządzi dla niego kurę w sosie słodko-kwaśnym, on ripostuje, by nie zapomniała dodać trochę kury. Wcześniej starannie ostrzyżony Linda, teraz z dłuższymi włosami wraca, by pokazać się nam od innej strony, potem będzie jeszcze ciekawiej, gdy wcieli się w księdza Robaka i malarza Władysława Strzemińskiego i również w tym filmie nasz bohater będzie zajmował się obrazami.
Michał jest operatorem filmowym (podobnie jak Maciej Ślesicki, dla którego ten film to rozpęd w karierze reżysera), dobrze wie kiedy oddalić kamerę, by zobaczyć daną scenę z innej perspektywy, a kiedy zbliżyć, zwłaszcza gdy jest ładna aktorka. Jednak nie potrafi jakoś wyraźnie dojrzeć w obiektywie swojej rodziny, w której dzieje się coraz gorzej. On ciągle zapracowany i otoczony bardzo „utalentowanymi aktorkami”, z kolei jego żona Ewa (Dorota Segda) coraz bardziej znerwicowana. Wychowywana przez autorytarną, zaborczą matkę, (Teresa Lipowska, znana nam wszystkim z ciepłej, sympatycznej Barbary Mostowiak), zupełnie traci kontakt z rzeczywistością. Naszprycowana psychotropami staje się toksyczną matką dla swojej córki, siedmioletniej Kasi. Michał z kolei nie ma jakoś czasu, żeby to zauważyć, bo albo sięga do kieliszka, by oblewać sukces, albo już szykuje się nowy film gdzieś w innych plenerach. Ewa nie mogąc znieść tego napięcia, celowo rozbija sobie łuk brwiowy, (podobnie jak Gebels w „Pitbullu”) i oskarża męża, że ją bije. Ten zdumiony zachowaniem żony, zupełnie nie nadąża, jak szybko przebiega akcja w filmie, ukazującym jego życie rodzinne. Cała akcja nabiera tempa, gdy pewnego razu Michał wraca do domu i nie zastaje już swojej rodziny. Ewa z Kasią przeprowadzają się do rodziców Ewy, a właściwie to zaborcza babcia Kasi tak kontroluje sytuację, by rozbić tą rodzinę.
Zaczyna się walka o dziecko. Sąd jak zwykle staje po stronie matki, bo zapracowany ojciec nie jest w stanie zapewnić córce „domowego ogniska”, co najwyżej może przynieść trochę drewna, a czasem dolać nieostrożnie oliwy, by znów stracić zaufanie dziecka. No i nie umie ugotować zupy pomidorowej! Ale chociaż wyrzuca czasem śmieci.
Kasia (rewelacyjna Ola Maliszewska) nie ma lekko, żyjąc teraz z matką wariatką i zaborczą babcią, która nie zawaha się podnieść ręki zarówno na swoją córkę jak i wnuczkę, a na zięcia naśle „bardzo silnych panów”, którzy przetłumaczą mu pięścią, że nie ma sensu zadzierać z teściową i wywozić córki za granicę. Michał w walce o córkę nie będzie sam. Będę mu pomagali: Cezary (Cezary Pazura), mężczyzna po przejściach, niepijący alkoholik, któremu żona zabrała dziecko i wyjechała gdzieś daleko. Pazura już wcześniej grał podobną rolę, niepijącego alkoholika, prowadzącego klub AA. Mowa tu o filmie zrealizowany dwa lata wcześniej, „Tylko strach”. Co ciekawe, pojawiła się tam także Dorota Segda w roli zagubionej Bożeny, młodej alkoholiczki. Wcześniej alkohol, teraz zacięta walka o dziecko.
To będzie także osobista sprawa dla pani adwokat, Magdy (Krystyna Janda), która także straciła córkę, bo ojciec wywiózł ją gdzieś za granicę.
Sprawa od początku nie przedstawia ciekawie. Mimo dowodów, że Ewa leczy się psychiatrycznie, a babcia dziewczynki nadużywa przemocy, Michał nie jest obiecującym kandydatem na opiekuna dla swojej córki. Bo wciąż nie umie ugotować zupy pomidorowej! A tak w ogóle to kuchnia chińska jest najlepsza! Albo czasem jakaś pani, na przykład nauczycielka gry na skrzypcach zabłądzi w jego wielkim łóżku. Dobrze by było gdyby Kasia miała taką nauczycielkę i macochę. Mimo to Michał się stara. Coraz bardziej mu zależy na tym, żeby przede wszystkim być ze swoją córką. Kolejne zawodowe sprawy zostają zawalone. Wzięty operator wreszcie z uwagą przygląda się relacjom ze swoją córką, analizując każdą scenę.
Ciekawostką jest, że „Tato” to po „Ekstradycji” jeden tych filmów, gdzie możemy zobaczyć słynnego polskiego producenta, Lwa Rywina, który nawet przejawia zdolności aktorskie. Tu akurat wpasowuje się w swój fach, czyli gra jednego z producentów, zwierzchnika Michała i nie ma lekko, bo Michał ze swoimi rodzinnymi sprawami utrudnia całą produkcję. Czy to ze złośliwości czy z pobudek artystycznych nie chce pokolorować czarno-białej reklamy o szamponie przeciwłupieżowym stylizowanej na „Casablancę”, czym wywołuje oburzenie samego Omara Sangare.
„Tato” to film wstrząsający a momentami dość zabawny, choć to raczej czarny humor. Te złośliwości między teściową a Michałem, który nazywa ją czarownicą, czy ta scena z policjantami, którzy wykazują wyrozumiałość wobec Michała, który podobno pobił własną żonę, tragiczno-komiczne sceny z rozpraw sądowych, czy wyznanie biednego dozorcy, którego żona jest prostytutką i właśnie jej sąd przyznał opiekę nad dziećmi, bo ona lepiej zarabia. Bo ona jest matką. A w tym kraju matka Polka to świętość.
A pod koniec ten film przypomina wręcz horror, gdy Dorota Segda z tym tępym spojrzeniem atakuje pielęgniarkę w szpitalu i wreszcie jak zahipnotyzowana bez cienia emocji na twarzy wbija nóż w brzuch Cezarego, z którego ust po chwili wypływa krew. To sceny, które zapadają w pamięć, podobnie zresztą jak upadek Babci z budynku sądu.
Mam wrażenie, że tu już reżyser przesadził z tymi mocnymi wrażeniami, gdy widzimy pod koniec filmu jak dziecko staje na gzymsie budynku sądu, w którym zapadł kolejny krzywdzący wyrok dla Michała. Kasia ma po prawicy babkę, a po lewicy ojca. Oboje wyciągają do niej ręce i starają się ją wziąć na swoją stronę. Dziewczynka nie reaguje. Jest zmęczona tą ciągłą walką. Wstrząśnięta uparcie gra na skrzypcach, jakby w tej melodii zawarła swoje emocje. Co może czuć taki mały człowiek, o którego rozgrywa się taka batalia? Tylko ta załamująca się, płaczliwa melodia ze skrzypiec coś nam mówi, ale Babcia wytrąca dziewczynce instrument z ręki, a ten ląduje na ulicy i rozpada się na kawałki. To było ostatnie narzędzie ekspresji dla tego biednego dziecka. Ostatnia scena jest trochę jak zakończenie dziwnej bajki, w której giną wilkołaki, nawiedzona księżniczka i zła czarownica, której miotła się łamie, uderzając o bruk. Zostaje ojciec i przestraszona dziewczyna w czerwonym płaszczyku. Stoją na gzymsie, nad przepaścią i zarazem wielką niepewnością.
Właśnie w tej scenie najpiękniej ukazane jest zaufanie do ojca. Gdy córka z uśmiechem łapie tatę go za rękę, a pod jej nóżką już pęka gzyms. Decydują się na skok. Oto skok w przepaść, skok w miłość, która jest tak głęboka i czasem tak bolesna. Tata i córka wreszcie się odnajdują i idą przed siebie, z dala od tego zimnego świata, pełnego irracjonalnych przepisów.
Komentarze
Prześlij komentarz