HAZARDZIŚCI
Ciekawa produkcja z lat 90, złotego okresu wytwórni Miramax, w reżyserii John Dahla. Oto starzy kumple siedzą przy stoliku, po jednej stronie mają swoje obowiązki, po drugiej marzenia i ambicje, po trzeciej swoje zasady, po czwartej sentymenty. Spokojni, opanowani, łatwo zwodzą przeciwników. Nie dają po sobie poznać, że cierpią lub właśnie się cieszą. Poker to bardzo chłodna relacja, gdzie na wadze ryzyka stawiasz czasem zbyt wiele. Davida Levine i Brian Koppelman snują nam niezwykłą opowieść o ludziach przesiadujących nad kartami przez całe życie, próbujących wygrać to najważniejsze: szczęście, sens, to coś ukrytego między stosami żetonów. Bez przerwy się tasują w wielkiej talii życia. Raz grają ze sobą, a po kilku nieostrożnych kartach, stają przeciw sobie. Lojalność, powinność, przyjaźń, miłość, wszystko to kręci się nad stolikiem do pokera jak wskazówki zegara.
Jest taka scena w „Buntowniku z wyboru”, kiedy Mat Damon krzyczy do Robina Williamsa, że po przegranej należy wrócić do stolika i znów walczyć o swoje. Rok później, Damon zagrał Mike’a McDermota, który właśnie przegrał w karty niemal wszystko. A czemu postawił wszystko na jedną kartę? Bo wcześniej wygrał w Las Vegas z mistrzem Johnnym Chanem – a to już coś znaczy. Jednak teraz po przegranej Mike obiecał sobie i dziewczynie, rozsądnej Jo, że skończy z hazardem. Wziął się za studia prawnicze i uczciwą pracę, choć przecież i z kart można żyć uczciwie, jako profesjonalny gracz. Tak właśnie zrobił Joey Knish (John Torturo), który rozważnie stawia karty, pamiętając, że musi zarobić na utrzymanie swoich dzieci. Mike ciągnie fuchę dostawcy i studiuje razem z Jo na jednym roku, ale karty nie dają o sobie zapomnieć. Na szczęście Jo zawsze w porę interweniuje jak opiekuńcza matka. Ale co by było, gdyby tak zagrać raz na jakiś czas. Nie tyle dla emocji, bo wtedy łatwo się zgubić. Można byłoby sporo wygrać, dzięki swoim umiejętnościom obserwacji i logicznego myślenia. To przecież nie zbrodnia.
Nie ma mowy! Jo już widziała, jak Mike przegrał wszystko i nie chce wracać do tych dramatycznych chwil. Ale oto po latach z więzienia wychodzi niejaki Robak, czyli Lester Murphy (Edward Norton), stary dobry kumpel z dzikich czasów, gdy Mike szalał z kartami. Lester jest jak brat dla Mike’a. Kiedyś dowiódł swojej lojalności w szkolnych czasach i nie zdradził przyjaciela, przez co sam wyleciał ze szkoły. Mike potraktował to jak dług. Skończył szkołę i teraz studiuje prawo. Swoją drogą taki prawnik zawsze się przyda takiemu łobuzowi jak Robak. Murphy to pasjonat kart, ale niestety szuler, gra dla emocji, pieniędzy i nie wstydzi się kantować, gdy tylko jest okazja. Wyluzowany, pewny siebie, ale wciąż popadający w tarapaty i uciekający od swoich problemów. Lester z jednej strony jest cudownym kumplem, z drugiej jednak reprezentuje świat, o którym Mike chciałby zapomnieć, jednak nie pozwala mu lojalność. Robak zdaje się być trochę jak robaczywe alter-ego samego McDermota. Gość bez skrupułów, ryzykant, dobrze znający swojego przyjaciela i jego słabe strony. Chce go wciągnąć z powrotem w grę, by zgarniać wielkie pieniądze i spłacić swoje długi. Razem z Mikem może być niepokonany. Lojalność wobec przyjaciela zwycięża. Trzeba jakoś pomóc Robakowi wrócić do rzeczywistości. McDermot organizuje mu różne gry w lepszych i gorszych klubach, by ten wreszcie się odkuł, ale ten wciąż woli kantować.
Niegrzeczny chłopczyk znów potrzebuje kontroli. Mike musi nieustannie go pilnować, by ten nie zrobił jakiegoś głupstwa, aż w końcu sam popadnie w tarapaty karciane. Po raz kolejny. Jo widząc, że McDermot od dłuższego czasu zawala studia i karty podręczników do prawa zamienił na karty pokerowe, odchodzi od stolika jak zawodowy gracz. Pass. Ona tutaj nie wygra. To karty są największą namiętnością Mike’a. I nie chodzi o to, aby grać tylko dla pieniędzy, ale przede wszystkim dla przyjemności. Gdy miał karty w ręku, czuł, że żyje. Wcześniej to wszystko w sobie tłumił, żył wedle oczekiwań Jo, która chciała zrobić z niego kogoś innego. Nie można się oszukiwać. Do wyboru Mike’a skłania go także historia opowiedziana mu przez jego profesora prawa, który już dawno zauważył, że jego student wyraźnie się męczy na tym kierunku. Sam profesor wedle oczekiwań rodziny miał zostać Rabinem, ale jak sam powiedział, nie widział w tym wszystkim sensu i Boga. Nie został Rabinem. Dopiero, kiedy odkrył prawo, odkrył siebie. Przestał być pionkiem, zaczął być świadomym graczem w swoim życiu.
Mike jako świadomy gracz wraca do formy, ale musi zmierzyć się ze swoim alter ego, czyli Robakiem, który wciąż szaleje na karcianych stołach i robi niezłe długi. W końcu zadziera z najgorszym typem, niejakim KGB (John Malkowich) i przy tym wrabia Mike’ a we własne długi. Trzeba przyznać, że Malkowich zabawnie gra niepozornego gangstera z rosyjskim akcentem. I tak się składa, że to ten typ, z którym Mike kiedyś przegrał wszystkie pieniądze. Przypadek? Pięknie koło się zamyka, tak jak okrągły jest stolik do pokera, w którym prędzej czy później spotkasz dawnych wrogów i przyjaciół. Znów Mike musi stawić czoła dawnym koszmarom, gdy masywna ręka ochroniarza KGB zgarniała całą jego pulę.
Komentarze
Prześlij komentarz