KROLL. W POSZUKIWANIU KOGOŚ, KOGO ZNALIŚMY
Mocny debiut Władysława Pasikowskiego i właściwie mój pierwszy film tego reżysera, który obejrzałem zafascynowany szorstkim klimatem lat 90-tych. Pamiętam, że obejrzałem go jeszcze przed „Psami” i do dziś robi na mnie większe wrażenie niż historia Franza Maurera. Zresztą skład osobowy w tym filmie jest niemal taki sam: Bogusław Linda, Olaf Lubaszenko, Tadeusz Szymków, Maciej Kozłowski, no i oczywiście Cezary Pazura, dla którego to był debiut filmowy. Co ciekawe do roli kaprala Wiadernego na początku był brany po uwagę Mirosław Baka, który pod koniec lat 80-tych wybił się na szczyty po „Krótkim filmie o zabijaniu”. Jednak z powodu różnych zobowiązań zawodowych Baka w końcu nie znalazł się na planie Krolla. Cezary Pazura przekonał Pasikowskiego, że to on może grać złośliwego kaprala. I to był strzał w dziesiątkę. Pazura jest bardzo ekspresyjny – to jednocześnie twardziel, ale i na swój sposób błazen, który ożywia posępną atmosferę tego filmu. Jego zabawna postać wspaniale kontrastuje ze znudzonym porucznikiem Arkiem, czyli Bogusławem Lindą. Oprócz Pazury i Pasikowskiego, „Kroll” był szansą na debiut filmowy dla Agnieszki Różańskiej (późniejszej Pameli z „Miodowych lat), Darka Kordka (prosto z Labiryntu) i Anny Bukowskiej.
A teraz przejdźmy do fabuły tego niezwykłego filmu. Mamy końcówkę lat osiemdziesiątych, ponury czas, gdy służba wojskowa jeszcze była obowiązkowa, a na kompani rządziła tzw. Fala, czyli rządy starszych i silniejszych, zresztą to nic nowego. Kiedy jesteś pierwszakiem, debiutantem w szkole czy w woju, zawsze masz pod górę i musisz szanować starszych koleżków. Dwa lata później zobaczymy na ekranach „Samowolkę” z debiutującym Robertem Gonerą w roli młodego człowieka, który musi się zmierzyć z falą i zrozumieć, że jest tylko „kotem pierdolonym”, a nad nim stoi Pan Tygrys, ponad kodeksem żołnierza. W roli oprawców zobaczymy Mariusza Jakusa i Roberta Więckiewicza, ale i dla młodziutkiego Michała Żebrowskiego znalazło się miejsce.
My wróćmy jednak do „Krolla”, do Marcina Krolla, takiego właśnie młodego żołnierza, który z trudem przyjmuje do wiadomości, że mimo wojskowego regulaminu jest jeszcze inne prawo i stoi nad nim taka szmata jak kapral Edek Wiaderny. Kroll jeszcze potrafi się odgryźć, ale gdy na kompanii trafia się zbyt wrażliwy, ofermowaty Tadziu „Chudy” Chudziński, Fala mu nie daruje. Wreszcie Tadziu nie wytrzymuje i się wiesza. Wtedy w Marcinie coś pęka, tym bardziej, że dowiaduje się o romansie swojej żony z jego najlepszym przyjacielem, Kubą. Kroll przenosi ciało Chudego do stawu na terenie koszar, by wyglądało to na wypadek, w ten sposób rodzina zmarłego otrzyma jakieś odszkodowanie. Sam Marcin jednak nie zamierza dłużej pozostawać w wojsku. Decyduje się na ucieczkę. Wojsko mu jednak nie odpuści. Śmierć szeregowca i ucieczka innego odważnego żołnierzyka — to za dużo jak na jedną jednostkę. W tle słyszymy słynne smutne „Adagio” Barbera, które również pojawiło się w „Plutonie” Stone’ a. Michał Lorenc jednak i swoimi kompozycjami potrafi wprowadzić niesamowity klimat do tego mrocznego filmu. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście główny motyw syntezatorowy z „wojskowym marszem”. Tam gdzie drżą tajemnice między spadającymi kroplami łez i deszczu, gdzie bohaterowie błądzą między kolejnymi uliczkami i zeznaniami, słyszymy w tle energicznie szarpane smyczki, pogłębiające niepokój i strach.
Trzeba jak najszybciej odnaleźć Krolla, bo skończy w kryminale. Olafa Lubaszenkę widzimy więc przez pierwsze dziesięć minut filmu, a potem znika nam z oczu. Reszta filmu to poszukiwanie Krolla. Trop za uciekinierem podejmuje przyszły Pies i Demon Wojny, porucznik Arek, czyli Bogusław Linda, posępny, chłodny, taki wojskowy buc, który z nikim się nie pieści. Tuż za nim idzie wierny kapral Wiaderny, oddany żołnierz, dla którego jedynym domem i sensem życia jest wojsko.
Z kolei za parę lat, w „Operacji Samum”, Bogusław Linda i Olaf Lubaszenko będą szukać Radosława Pazurę. Ale nie tylko wojacy szukają Krolla, by wrócił do ich rodziny. Pomagają im także Agata, żona Marcina, Kuba, jego najlepszy przyjaciel i Marta, siostra uciekiniera. Udają się w podróż stylowym Mercedesem (pożyczonym od bogatych przyjaciół), a na dworze ciągle mży lub pada. Kroll to mokry film. Wszędzie pełno wody. A to kapral kopie wiadro z wodą i się rozlewa, a to matka Marcina o mało co nie tonie w wannie, straciwszy przytomność, deszcz zalewa drogi, Tadziu wiesza się pod prysznicem i wreszcie Marcin i Kuba biją się pod prysznicami. I niemal każdy jest spocony od emocji.
Oprócz tej wilgoci również dominuje ciemność i mrok, bo cała akcja filmu rozgrywa się głównie w nocy, gdy przyjaciele szukają Marcina. Za oknami samochodu miasto tonie w mroku i w deszczu.
Aż dreszcze biorą, gdy trzeba szukać Krolla, gdzieś na samym dnie mrocznej i wilgotnej jaźni, grobu, w którym się umiera albo wilgotnego łona, z którego wychodzi nowonarodzony człowiek. Ten film nie tylko opowiada o poszukiwaniu realnego człowieka, ale także ukazuje poszukiwanie duszy Marcina i jego prawdziwej osobowości, która rozbija się w sprzecznych relacjach świadków.
„Przecież my jakiegoś pieprzonego Mister Hyde’a szukamy!” — Krzyczy zniecierpliwiony Kuba.
Na początku pamiętamy Marcina jako obrońcę słabszych w wojsku, który bije się o sprawiedliwość i równość. A potem słyszymy różne relacje członków rodziny i świadków jego ostatnich poczynań na wolności, które pokazują nam niezłego cwaniaczka, łobuziaka a nawet sadystę, bijącego własną żonę. Jaki jest prawdziwy Marcin? Tego nikt nie wie. I to nam nie daje spokoju w tej dziwnej podróży jednej nocy między zachodem a wschodem słońca. Również dla poszukujących Krolla, dla Kuby, Agaty, Marty, porucznika Arka, kaprala Wiadernego ta podróż jest także podróżą w głąb siebie, we własne lęki, obawy, fascynacje. W środku samochodu panuje półmrok. Ledwo widać twarze. Agata ma opuszczoną głowę, nie chce pokazywać swego oblicza. Wstydzi się. Kuba patrzy przed siebie. Chciałby już skończyć tą dziecinadę i wyjechać za granicę. Kilka razy pada na jego mokrą twarz silne światło. Jakby ktoś go prześwietlił i ukazał mu jego winę, przyjaciela, który zdradził. To podróż pełna drastycznych obrazów, niczym zejście Wergiliusza i Dantego do piekieł, gdzie nie brak różnych oprychów, ludzi marginesu. Przed podróżnikami odkrywają się kolejne mroczne sekrety. Wiaderny zdaje sobie sprawę, że to przez niego Chudy się powiesił, a taka prawda potrafi zwalić z nóg nawet najgorszego kaprala. Porucznik Arek rozumie, że chyba tylko w wojsku jeszcze może zaznać normalności, żona Krolla, Agata zapatrzona w podstarzałą prostytutkę zdaje sobie sprawę, że wobec męża zachowała się jak zwykła „k”, no i jeszcze Kuba, wesoły, przystojny chłopak, który będzie musiał dosłownie i w przenośni stanąć twarzą w twarz z życiem swojego przyjaciela, którego zdradził. Będzie musiał ponieść konsekwencje swego czynu. Bo skoro „ukradłeś żonę przyjacielowi, to w pewnym sensie ukradłeś jego życie, więc to ty zajmiesz jego miejsce w wojsku”, bo przecież w wojsku, na kompani „ja” nic nie znaczy, jak słyszymy od kaprala w „Samowolce”. Liczy się tylko sztuka.
Za naszymi poszukiwaczami pogotowie, szpitale, obskurne dyskoteki. Na ulicach krążą milicja, zomo, przewijają się jakieś manifestacje. Po drugiej stronie uliczne bójki, awantury pod dyskoteką. Dalej tajemniczy Grand Hotel, w którym niejeden ukrył jakiś sekret. W tym filmie przypomina on nieco miejsce z horroru, gdy boy hotelowy, Dariusz Siatkowski z mrocznym wyrazem twarzy, wita gości niczym Lurch. Ma on do przekazania parę ciekawych informacji na temat Marcina. Znów ktoś widział naszego zbiega, tym razem w towarzystwie jakiejś pięknej dziewczyny imieniem Sylwia. Nasz Marcinek poszedł na całość, tu dyskoteki, tam imprezy i towarzystwo pięknej dziewczyny. Jakiś fragment osobowości odkrywa się z kolejnej relacji. Już jesteśmy blisko, już go dotykamy. Ale czy to nasz przyjaciel, mąż, brat? Czy może jakiś cień? Z zadumy wyrywa nas przerażający krzyk faceta, któremu pali się głowa, bo nie chciał udzielić odpowiedzi na proste pytanie: „Gdzie jest Sylwia i gdzie jest Kroll?”. Spokojny dotąd pan porucznik Arek ma dość niekonwencjonalne metody przesłuchań. Czasem trzeba rozświetlić w głowie świadkowi. Gorzej będzie z tym Arabem, co nawija po francusku.
Podróż w poszukiwaniu Marcina jest także próbą uczucia między Agatą a Kubą, który już jakoś bez przekonania powtarza „kocham cię”, ale wciąż nie trafia w uczucia kobiety, która coraz bardziej żałuje, że zdradziła męża, a jednocześnie go nienawidzi, za to, że ją bił. Droga się wydłuża, wszyscy się obwiniają, kłócą, mają dosyć siebie nawzajem.
Wtedy to Linda wypowiada swoją kultową kwestię: „Panienka jest siostrą Krolla, a pani jego żoną, a ty jego najlepszym przyjacielem. Zaczynam go rozumieć. Jedź! Nie chce mi się z wami gadać!”. Kapitan Arek zaczyna rozumieć swego żołnierza jak prawdziwy, szorstki przyjaciel. To zresztą jeszcze lepiej widać, gdy wreszcie Kapitan odnajduje Krolla i wypija z nim jedną szklaneczkę. Z kolei załamany Marcin odpowiada: „dobrze, że już jesteście. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić”. Tak, może lepiej już nie popadać w tą autodestrukcję, niech wojsko zdecyduje i zaprowadzi porządek. Czasem taki głupi, twardy regulamin najlepiej leczy, gdy człowiek stracił zupełnie sens w życiu i rozpadł się na tysiące przypadkowych życiorysów. Gdy już wszyscy dookoła zawiedli, rodzina, przyjaciele, żona, to chociaż na wojsko można liczyć i oprzeć się na jego twardym ramieniu. „W armii wszystko jest proste. Żony są w domach, a kurwy za płotem i trzeba być człowiekiem a nie ścierką” — podsumowuje Wiaderny. Mogłoby się wydawać, że wszystko idzie jak należy. Ale jednak Marcin nie daje za wygraną i znów zwiewa. I znów wytrwały porucznik i zasapany Wiaderny odnajdują go z zastępem Zomo. Kuba, który ostatecznie konfrontuje się z Krollem, nie żałuje gazu łzawiącego, chcąc się tak zemścić za Ankę, którą Marcin ciągle bił. W efekcie Kroll na jakiś czas porusza się w ciemnościach. Ta sytuacja zmienia, a może nawet zbliża starych przyjaciół, tym bardziej że Agata gdzieś znika, jak zdrajczyni. Pasikowski portretuje kobietę jako tchórzliwą, sprzedajną damę, dla której nie warto niszczyć męskiej przyjaźni. Ten motyw potem będzie się odbijał także w słynnych „Psach” czy „Słodko-gorzkim”. U lekarza, opatrującego rany Marcinowi, przyjaciele knują intrygę, która ma wyprowadzić ostatecznie wojsko w pole. Pomóc ma także Edek Wiaderny, który ma moralnego kaca z powodu śmierci Chudego.
„Kiedy Marcin i Kuba byli młodsi, wyglądali jak bracia, nie mogłam ich odróżnić” – mówiła Angela, bohaterka grana przez Lidię Popiel (prywatnie żonę Bogusława Lindy), wyglądali jak bracia, byli tacy sami, że nawet Agata chodziła na zmianę do łóżka to z jednym, to z drugim.
Skoro byli tacy sami, skoro nadal są jak bracia…
Trochę charakteryzacji, bandaży i oto w miejsce Marcina wchodzi Kuba, a Marcin gdzieś się ulatnia. Kuba myśli, że zrobił z kumplem przekręt stulecia, ale jeszcze nie ma pojęcia, że tak naprawdę, to jego wszyscy wrobili. Jak to mówią w wojsku, najważniejsza jest sztuka, żeby liczby się zgadzały, żeby nikogo nie brakowało. A ten cały wojskowy absurd podsumowuje głośny śmiech porucznika Arka, niczym śmiech wariata ze sztuki Szekspira.
Poza intrygującą historią,
Pasikowski postarał się także o oryginalne wypowiedzi bohaterów. Oto parę
ciekawych smaczków:
„dajecie sobie skakać po
pagonach” — Irytuje się pan pułkownik.
„cyfra hamuje” — „cyfra”, czyli
liczba dni do zwolnienia ze służby wojskowej.
„świat to jedno wielkie gówno,
oprócz moczu”
„będzie zapierdalał jak pershing
na wysokości lamperii” — Zapewnia Wiaderny. Ten pershing jeszcze przylgnie do
Cezarego Pazury w kontekście „13- go posterunku”
„Chudy to wał. Mógł poczekać na
rozłąkowy (urlop) i wtedy się powiesić”
„Instalacja ci pierdolnęła” – dziwi
się Dariusz Siatkowski w Hotelu Grand Hotel, gdy Kuba wspomina stare czasy
maturalne.
„W mordę, gdzie wasi kaprale?! To
my jesteśmy kaprale”
Znów przypomina się charakterystyczna
składnia jak w „Psach”: „Kolegą moim był”. Natomiast w „Krollu” słyszymy jak
Bogusław Linda pyta recepcjonistę: „Sylwia, gdzie jest?”
„Uciekłeś, żeby zabić? Uciekłeś,
żeby wybaczyć, żeby uwierzyć, że masz wierną i wspaniałą żonę. Tego chciałeś. Tylko
potem się okazało, że to kurwa. To tak zawsze jest, gdy chce się wierzyć, że ma
się kobietę”
„Kroll” to niesamowity film. Doceniło to jury na przeglądzie filmów fabularnych w Gdyni, więc moje zachwyty są tu tylko powtórzeniem właściwego werdyktu. Jednak za każdym razem, gdy wracam do tego filmu, znajduje czas tam pewne detale, których nie rozumiem. Oto garstka z nich. Gdy kapitan Arek atakuje Kubę Bergera na klatce schodowej, myśląc, że to Kroll. Gdy wychodzi, że to pomyłka, Arek dopytuje się Kuby, kim on jest? Przecież wcześniej widział zdjęcia Kuby Bergera i żony Krolla, kiedy przeszukiwał rzeczy Marcina. Pan porucznik ma tak słabą pamięć operacyjną? Czy może znowu przesadził z procentami?
Również dziwnie przedstawia się scena gdy Edek Wiaderny popisuje się przed swoimi „kumplami z podwórka” i rzuca koszem. „i zjaaaaaazd! Nawet mi nie drgnij”, „eee, jak wrócę ma być zagaszone, nie”. Kapral się popisuje przed kumplami, a potem zgrywa bohatera, bo pan porucznik z pistoletem przyjechał po niego w mercedesie na nocne łowy.
Dziwne, że chociaż Wiaderny i Kroll się nie lubili, to kapral nie zgłosił wojsku, że widział żołnierza poza jednostką. Czemu Wiaderny go nie zatrzymał, gdy Kroll poszedł dalej w miasto? Kapral się tłumaczył, że mimo wszystko służą razem i on nie będzie donosił na swego podwładnego z woja „co ja pies jestem, razem służymy” – ale Psem Cezary Pazura będzie za rok później, w 1992 roku i na dodatek okaże się na początku niezłym kapusiem.
Komentarze
Prześlij komentarz