PORADNIK POZYTYWNEGO MYŚLENIA
Po intensywnym tłuczeniu kina sensacyjnego, dramatów z filozoficznym nadmiarem, filmów fantasy z potworami i superbohaterami, miło usiąść w dresie na kanapie i odpalić takie kino. Dlaczego w dresie? Powiedzmy, że przed chwilą biegaliśmy intensywnie po ulicach. Nie, nie ścigaliśmy nikogo, prócz naszego szczęścia, jak choćby bohater „W pogoni za szczęściem”. Biegaliśmy, by złapać formę i żeby z każdym pokonanym kilometrem i zrzuconym kilogramem poczuć, że potrafimy panować nad sobą i zmierzać we właściwym kierunku. Co za euforia, że potrafimy być tak zdyscyplinowani. Miłe uczucie, jakbyśmy zjedli kostkę czekolady. Tyle że przy czekoladzie cukier gwałtownie wzrasta, a już po chwili się obniża, pojawiają się zmęczenie i wyrzuty sumienia. Trzeba się jakoś ukarać. Znów będzie post, asceza i umartwianie się, aż do kolejnego deseru sztucznego szczęścia z syropem glukozowo-fruktozowym na czele. Tym razem jednak tą słodyczą będzie właśnie „Poradnik pozytywnego myślenia”, który rozpuszcza się powoli, uwalniając w nas pozytywną energię na bardzo długo. Oto słodycz godna polecenia.
Pat Solitano od razu wzbudza naszą sympatię. Niedoszły bohater kontynuacji „Lotu nad kukułczym gniazdem”, cyklofrenik dostaje szansę, by uczyć się normalnego życia poza szpitalem psychiatrycznym. Pat od pierwszych minut ujmuje nas swoją pozytywną energią i upartym wmawianiem sobie i innym, że mimo wszystko osiągnie swój cel. A co jest tym celem? No właśnie. Najważniejsze to zdefiniować swoje potrzeby, pragnienia, ale mieć też świadomość, czy te cele są realne. Pat właśnie stracił dom i odeszła do niego żona. Wszystko dlatego, że pewnego dnia wrócił wcześniej do ciepłego gniazdka i zastał swoją ukochaną pod prysznicem z kolegą z pracy. Nie zapanował nad sobą i za bardzo poturbował drugiego koguta w kurniku, podczas gdy z radia dobiegała piosenka, którą grali na ślubie Pata i jego żony. Pikanterii dodaje fakt, że cała trójka pracowała w tej samej szkole jako nauczyciele. Pat uczył historii, podobnie jak jego konkurent, natomiast żona Pata uczyła literatury. No i tak się starły się fakty historyczne z literacką fantazją. Poleciały iskry. I to była lekcja zazdrości. A celem Pata jest teraz odzyskać zaufanie żony i zacząć wszystko od nowa. Oto lekcja pokory i dążenia do wytyczonego celu.
Teraz, gdy już po ośmiu miesiącach od tych wydarzeń Pat w miarę ochłonął, wraca do domu rodziców jak do korzeni, by nauczyć się żyć od nowa. Żeby była jasność, wraca pod pewnymi warunkami ze strony sędziego i szpitala. Będzie traktowany jak dziecko specjalnej troski pod opieką rodziców i policjanta, który zjawi się w domu na każdy alarm ze strony otoczenia, jeśli Solitano będzie sprawiał problemy.
Pat na początku swojej drogi ku normalności zachowuje się trochę jak rozjuszone zwierzę, albo raczej jak słoń w składzie porcelany, który choć chce dobrze, to zawsze przy okazji coś rozwali, kogoś niechcący uderzy, jakby nie potrafił spiąć swoich emocji niczym dzikich rumaków, które biegną na oślep przez ciemny las. Pora na lekarstwa. Bradley Cooper z grymasem na twarzy przełyka kolejną tabletkę, która go przymula. To nie to samo, co w filmie „Jestem Bogiem”. Po jednej tabletce można było tak wiele. A teraz Morfeusz dostarcza takie słabizny! Eeech. Matrix szczęścia schodzi na psy. Nie przypadkowo tą drogę do normalności Pat rozpoczyna w domu rodzinnym u swoich rodziców. Zupełnie jakby cofnął się w czasie i był zagubionym nastolatkiem, który co chwila broi, a rodzice starają się go uchronić przed najgorszym. Może to najlepszy czas, żeby przyjrzeć się swoim relacjom z rodzicami. Pachnie aż zanadto psychoanalizą. Pat już wchodząc do domu z kochaną mamą, która go odebrała ze szpitala, czuje się trochę jak gorszy gość. Piąte koło u wozu. Marnotrawny syn, którego portret dziwnym trafem spadł ze ściany, podczas gdy portret jego starszego brata wciąż wisi na tym samym miejscu. A i kochany braciszek ma się znacznie lepiej. Co chwila osiąga nowe sukcesy w życiu zawodowym i osobistym. Zupełne przeciwieństwo Pata. Ukochany syn rodziców, który nigdy ich nie zawiódł. A Pat powraca na tarczy. Z wykształcenia historyk, który musi teraz zrewidować swoją historię i uczyć się na błędach. Codziennie rusza z domu i biega, by zrzucić zbędne kilogramy i przepracować negatywne emocje. Kolejny „Fighter” próbujący walczyć o swoje. Oprócz uważnego czytania emocji, Pat przykłada się także do czytania książek, które Nikki przerabiała z uczniami jako lektury. Chce w ten sposób poznać bliżej pracę żony. Jednak większość tych książek wywołuje raczej doła niż pozytywne myślenie. Hemingway i Golding na cenzurowanym!
Potem bohater dzieli się swoimi przemyśleniami z panem doktorem o kamiennym wyrazie twarzy i znów rusza w bieg obmyślać nową strategię postępowania. Tak samo jak Pat próbuje zaklinać los swoim pozytywnym myśleniem, tak i jego ojciec, Pat senior, bukmacher, wpatrzony w ekran telewizora, z kolejną transmisją meczu, próbuje wszelkich sposobów, amuletów, aby wygrać ze swoją ukochaną drużyną. Dopiero co wyszedł z „Depresji gangstera” i przeżył niezłą „Gorączkę”. Robert De Niro po raz kolejny w roli maniakalnego fana baseballu, którego często ponosi agresja, tak jak to było w filmie „Fan” z 1996 roku. Chociaż tutaj przynajmniej Pat Senior nie dopuszcza się morderstwa, by tak podnieść wyniki swojej drużyny. Liczy raczej, że jego syn, siedzący obok niego przy telewizorze przyniesie mu szczęście. Ale Pata ciągle gdzieś nosi. Wciąż jest upojony wizją powrotu do swojej żony. Oczywiście na spotkanie z żoną nie ma co liczyć, bo sędzia ustanowił tymczasowy zakaz zbliżania się do Nikki. Ciężko stopić lody nieufności. Ale bohater się nie poddaje. Chce pokazać się od jak najlepszej strony. Niech wszyscy wiedzą, że się stara. Niech to dotrze do jego żony. Jak to osiągnąć? Może na kolacji u wspólnych przyjaciół. Właśnie tam Pat poznaje niejaką Tiffany, młodą wdowę po policjancie, która również ma sporo przygód z psychotropami. Tych dwoje ma o czym rozmawiać, zwłaszcza o zawartości apteczki, chociaż początki tej znajomości są dość niezręczne. Pada sporo gaf, a staranne dekoracje kolacji przygotowanej przez snobistyczną siostrę Tiffany powoli się rozpadają. Dziewczyna intryguje Pata nie tylko urodą, ale też dziwną osobowością „zdziry/artystki”, która jednak potrafi słuchać, dużo rozumie, a nade wszystko kocha taniec. Tiffany to kolejna bohaterka po Pacie i jego ojcu, która próbuje jakoś zakląć los, właśnie przez taniec. Zupełnie tak, jak kiedyś ludzie tańczyli tarantellę po ukąszeniu pająka. Ale sprytna Tiffany w tym tańcu i nowej znajomości z Patem upatruje nowej szansy na miłość. Wiedząc, jak bardzo ważna jest dla niego jego prawie była żona, wymyśla ambitny plan. Będzie kimś w rodzaju posłańca tajnych wiadomości między Patem a Nikki. Zdeterminowany mężczyzna szybko łapie haczyk, a przy okazji pomaga Tiffany w ćwiczeniu układu tanecznego na konkurs. Czyżby kolejna wersja „Dirty dancing” na psychotropach? Pat jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że goniąc uparcie za wyśnioną, wyidealizowaną miłością do Nikki, pojawiającą w całym filmie może przez minutę, zbliża się do samej Tiffany. A oprócz tych tańców jest jeszcze mecz, który trzeba wygrać ku radości ojca-kibica i przejętej matki. Odbić wreszcie piłkę losu.
Poradnik pozytywnego myślenia to adaptacja bestsellerowej książki Matthew Quicka. Nie dziwne, że to bestseller. Amerykanie mają hopla na punkcie pozytywnego myślenia i uśmiechania się ponad wszystko. Czy to psychologiczne, motywacyjne poradniki, czy właśnie takie fabularyzowane historie, baśnie o bohaterze, który krok po kroku odnajduje szczęście i harmonię, choć zupełnie inne, niż na początku sobie wyobrażał. To się zawsze dobrze sprzedaje i nie dziwne, że takie książki szybko odbijają w filmowych adaptacjach.
Trzy lata później David O. Russell zrealizuje niemal z tą samą obsadą (Cooper, Lawrance, De Niro) film równie motywacyjny o jakże wdzięcznym tytule „Joy”, czyli radość. To filmowa historia Joy Mangano, amerykańskiej businesswoman, wynalazczyni Cudownego samozaciskowego mopa, a także wielu innych unikalnych gadżetów, pomagającym w gospodarstwie domowym. Tu również mamy pokazaną bohaterkę zmęczoną chaosem rodzinnym, która ma poczucie, że jej młodzieńcze marzenia o stworzeniu czegoś niezwykłego obracają się w pył. Przytłoczona rutyną życia, skomplikowanymi relacjami z rodzicami oraz rozwodem z mężem, próbuje jakoś zaprowadzić porządek magiczną różdżką. Ale dopiero rewolucyjny koncept mopa da jej to poczucie spełnienia, a także zainspiruje wiele innych amatorów-designerów do realizacji swoich wynalazków pod jej skrzydłami.
To co, idziemy wymyślać nowe rzeczy ku chwale naszego szczęścia! Bo nic nie daje takiej radochy jak tworzenie. Gdyby wymyśleć takiego mopa, który by oczyścił nam umysł ze złych myśli…
Komentarze
Prześlij komentarz