DEKALOG


Zaczyna się ta opowieść w zimie. Biało, niepewnie, zimno i ślisko. Idealne warunki, by zmierzyć się ze sobą nad przepaścią życia. Zmarznięte jezioro. Wreszcie można doświadczyć cudu i przejść po wodzie. Ale gdzieś tam na drugim brzegu siedzi ta tajemnicza postać przy ognisku. Potem ta postać będzie przepływała na drugi brzeg kajakiem i przechodziła obok przestraszonej dziewczyny, która chce otworzyć list od swego ojca. Ta postać. Młodzieniec o zatroskanej, szczupłej twarzy. Momentami wygląda jak dziecko, przyglądające się z uwagą ludziom. Opatulony w kożuch. Nawet on doświadcza tego zimna obojętności przy tym zimnym blokowisku. Coś przeczuwa, a może już wie. Niemy świadek naszych poczynań. Ogień rozgrzewa lód. Właśnie popłynęły łzy po policzkach nieznajomego. Mała skulona postać przy ognisku a nad nią te górujące, szare betonowe bloki z charakterystycznymi balkonami ustawionymi na krzyżowych konstrukcjach. No właśnie ten krzyż między balkonami. Aż chce się w tym widzieć jakieś ukryte znaczenie. Wyjdźcie na balkony, otwórzcie się. Jakiś radosny chłopiec wygląda w oknie, a nad jego głową cień układa się w trójkąt, jakby reżyser znów przemycał nam kolejny znany symbol „oko Boga”. Dlaczegóż to chłopiec patrzy przez okno? Bo na parapecie przysiadł gołąb. Może to gołębica? Jakiś zwiastun, dar, przeczucie? Kilkuletni Paweł to bardzo otwarte dziecko, z radością rozwiązuje zadania z fizyki, uczy się angielskiego, ślizga się po lodzie i zadaje coraz trudniejsze pytanie swojemu ojcu, który bez problemu tłumaczy najbardziej zawiłe kwestie studentom. Skąd nagle u dziecka te pytania o śmierć i Boga? Nie przy śniadaniu! Z drugiej strony jest jeszcze ciotka Pawła, która równie przystępnie tłumaczy zawiłe zagadnienia religii i pokazuje bratankowi zdjęcie z Janem Pawłem II, autorytetem, przewodnikiem po meandrach duchowości.

Krzysztof nawet nie zdaje sobie sprawy, że w tym swoim starannie obliczonym i uporządkowanym świecie doświadczy czegoś, co zupełnie zburzy jego porządek. A gniew i żal, jaki wtedy poczuje po stracie jedynego syna, zostanie wymierzony w Tego, w którego nie wierzył. Tak jak na początku filmu ten tajemniczy młodzieniec uroni łzy, tak na końcu Matka Boża Jasnogórska uroni woskowe łzy na widok zdesperowanego ojca, doświadczającego śmierci własnego dziecka.

Głęboka zimna woda, która pochłonęła dziecko w osiedlowym jeziorze, woda, która jak na złość staje się lodem w kościele, gdy człowiek chce zanurzyć dłoń w cieczy. Bryła lodu, niczym kojący kompres na rozgrzane czoło zmęczonego człowieka, zbyt mocno ufającego maszynie. Dziś po trzydziestu paru latach Krzysztof, wyprzedzający niejako swoją epokę, wreszcie odnalazłby swoje miejsce. Dziś przecież komputer jest czymś tak powszechnym, codziennym, niemalże naszą prawą ręką. Dookoła świat pełen aplikacji i gotowych możliwości, gdzie wszystko wydaje się takie proste. Ale jakie to ma znaczenie, skoro Krzysztof stracił syna.

A przecież dziecko można było odratować, a tym samym pokazać Krzysztofowi, że jego obliczenia nie były wystarczające co do grubości lodu. Chwila grozy, a potem odzyskanie syna, który zafundował sobie zimną kąpiel. A jednak dziecko ginie. To naprawdę okrutne względem tej harmonii, jaką widzimy wcześniej w filmie.

Zgrany duet ojca i syna, którzy wzajemnie się prowokują do dalszego rozwoju. Szachy, łyżwy, głębokie rozmowy, ćwiczenia na komputerze, żadnego przymusu, pełen wachlarz różnych zajęć. Aż w końcu tragedia i ta przejmująca muzyka na fujarce/flecie/fletni oddająca tą pustkę, tajemnicę, w którą człowiek oddaje swoje prośby i pretensje. Gdzieś na szafce fotografie z Ojcem świętym, (pojawiają się w pierwszym epizodzie oraz w dziewiątym). Za oknem żadnych gołębi, biało, szaro, nudno, bezsens gryzie sumienie. Paweł odbija się w oknie.

Inny, starszy chłopak, Tomek, podgląda przez to okno starszą kobietę i czuje, że kocha ją nad życie. Za to pan Janicki, o pseudonimie korzeń nie otwiera w ogóle okien. W drzwiach ma sztaby i założone alarmy. Boi się o swoje cenne znaczki, które pochłonęły wszystkie jego pieniądze i życie rodzinne. Jego mieszkanie wygląda jak cela. Szafa pancerna, łóżko, stół, krzesła. Skromniej się nie dało. Wszystko dla znaczków. Jeśli chwali się przed kimś swoimi znaczkami, to pokazuje je z taką dumą jak ojciec pokazuje swoje dzieci. Człowiek zamknął się w znakach i znaczkach, zapominając o znaczeniach. Już zapomniał, co to znaczy być ojcem dla swoich synów, którzy też zapomnieli, co to znaczyć być synem. A potem gdy Artur i Jerzy odziedziczą po ojcu znaczki, sami zapomną o sobie i swoich zasadach.

Natomiast dla Anki coraz większe znaczenie ma to, że jej ojciec nie jest biologicznym ojcem. Co teraz? Co by było gdyby nie był on jej ojcem? Czy żyliby tak, jak żyją teraz? Jakiś mężczyzna z kajakiem mija ich na tym osiedlu. Rybak dusz przemierza betonowy świat, delikatnie sugerując, co należy zrobić w życiu. Teraz mija ich z kajakiem, innym razem będzie na rowerze, obserwując zdesperowanego chirurga impotenta, który nie może kochać się z żoną. Potem w białym płaszczu i z walizkami będzie obserwował zakochanego Tomka, natchnionego romantyzmem, a jeszcze innym razem będzie na ulicy jednym z robotników, który chciałby zatrzymać ten tragiczny kurs taksówką, gdzie Jacek Łazar dokona zbrodni na taksówkarzu.

Na jednym z balkonów, zaadaptowanym na oranżerię, pan ordynator sprawdza swoje kwiaty, zastanawiając się, jak im dopomóc, bo oprócz kwiatów, kanarka i rybek w akwarium nie ma właściwie nikogo. Rodzinę stracił w czasie wojny. A teraz jeszcze ma problem moralny. Jego sąsiadka, skrzypaczka Dorota Geller, która mu przejechała psa, oczekuje z niepokojem diagnozy stanu zdrowia jej męża, będącego w ciężkim stanie. Dorota jest w ciąży z innym mężczyzną i chciałaby urodzić to dziecko, jednak musi mieć pewność, że jej mąż umrze. Jeśli jednak nie umrze, Dorota chciałaby dokonać aborcji. Ordynator zapala fajkę i mruży oczy. Co to za szantaż moralny? Przecież nawet jeśli jakimś cudem jej mąż przeżyje, to ona może się z nim rozwieść. Po co stawiać dwa życia na szali? Niecierpliwa skrzypaczka czeka, która struna pęknie, by potem symfonia życia szła gładko. W tle za to pięknie migoczą klawisze Zbigniewa Preisnera, jakby sygnalizowały rozbitą kondycję moralną współczesnego człowieka.

Dorota nawet nie spodziewa się, że kiedyś będzie ze swoim mężem spacerowała po tym burym osiedlu prowadząc przed sobą wózek z dzieckiem. A wszystko dlatego, że sprytny ordynator postanowił jej przekazać wiadomość o złym stanie zdrowia męża. Tymczasem prawdziwy ojciec dziecka okaże się tym artystą o zbyt dużym ego, który zawsze będzie przedkładał karierę nad życie rodzinne. A z kolei z innego okna wygląda zatroskana Ewa. Jej córka, Majka właśnie porwała swoją córkę Anię, która dotąd była wychowywana w przeświadczeniu, że to Ewa jest jej matką. Co ciekawe, Ewa wychowując Anię, stała się zupełnie inna, opiekuńcza, ciepła, jakby Ania była jej ulubioną córką. Inaczej było z Majką, wobec której Ewa była zawsze wymagająca do bólu. Nie mogła znieść hańby, że jej córka tak wcześnie zaszła w ciążę. Zabrała jej dziecko i wychowała jak swoje. Majka chce uciekać za granicę, lecz nie jest w stanie zmusić Ani, by z nią wyjechała.

Jesteśmy zdyszani i spoceni od tych trudnych dylematów. Które to już piętro, winda się zepsuła. Nie zawsze może być tak łatwo. Stopień po stopniu. Powoli wchodzimy na najwyższy szczyt, by zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Kolejne okna i ludzkie portrety. Niespokojna żona taksówkarza Janusza wygląda przez okno, by sprawdzić, gdzie podziewa się jej mąż, który nagle zniknął w wigilijny wieczór. Ostatnia taka noc z dawną kochanką. Może to sentyment, może współczucie, że on ma rodzinę, a ona jest wciąż sama i szuka swego ideału wśród cieni wspomnień. Żona też ma prawo się niepokoić, bo nie tak dawno z ich bloku zginął inny taksówkarz. Taki bucowaty typ, do którego jakoś widz nie może poczuć sympatii. Ale sympatii również nie można poczuć do tego gburowatego chłopaka, który za chwilę zabije taksówkarza, oczywiście fundując sobie wcześniej darmowy kurs. Ostry sznur na gardle taksówkarza i sznur na szyi skazańca. Młody pan adwokat zaczyna rozumieć, że nie zbawi tego świata, nie uratuje chłopaka, który już wydał na siebie wyrok.

Pani profesor etyki, pamiętająca jeszcze bolesne czasy wojny długie lata żyła w przeświadczeniu, że nie uratowała pewnej dziewczynki. Dopiero teraz dowiaduje się, że ta kobieta z zagranicy, która przyjechała na jej wykłady jest tą dziewczynką. Pora znów zmierzyć się z historią.

Wszystkie te sytuacje, dramaty, konflikty rozgrywają się w jednym z bloków, na szarym, burym osiedlu, pod koniec PRL-u i zarazem u progu nowej rzeczywistości. Jak bardzo ludzie się zmienili przez te ostatnie trzydzieści parę lat? Czy wciąż mają te same problemy i jak z nimi sobie radzą?

To kolejny cykl z wielkim domem w tle. Najpierw serial „Dom”, opowiadający o losach mieszkańców, którzy powracają po wojnie do zniszczonej kamienicy, by zacząć wszystko od nowa. Czuć tu jeszcze etos wspólnoty, gdzie razem można pokonać najgorszy kryzys. Potem serial „Alternatywy 4”, gdzie już w nowym budownictwie z betonowej płyty, bohaterowie z różnych środowisk zmagają się z absurdami rzeczywistości, którą wieńczy irytujący gospodarz domu. A na koniec tej absurdalnej epoki pojawia się „Dekalog”, gdzie Kieślowski okiem dokumentalisty zagląda do mieszkań swoich bohaterów wchodzących w nowoczesny styl bycia.

A jaki jest morał tej historii? Najlepiej podsumowuje to piosenka zagrana przez zespół City Death, występujący w ostatnim odcinku cyklu „Nie będziesz pożądał żadnej rzeczy bliźniego swego”.

To ostatni epizod, gdzie niejako dostajemy przewrotną odpowiedź w formie piosenki, o to jak żyć z dekalogiem. Oryginalnie wykonana przez zespół Róże Europy, zaśpiewana przez Zbigniewa Zamachowskiego, a tekst do niej napisał sam Krzysztof Kieślowski. To druga zwrotka w tej piosence jest odpowiedzią. To do nas należy wybór, czy będziemy dla siebie i innych światłem w tunelu czy spuścimy kurtyny mroku…

 

Zabijaj

Zabijaj

Zabijaj i cudzołóż

Cudzołóż i pożądaj

Przez cały tydzień

 

W niedzielę bij matkę i ojca

Bij siostrę i młodszego bij

 

Kradnij

 

Bo wszystko dookoła

Jest twoje

Wszystko jest twoje

 

Ciemności

Ciemności

Ciemności

I szyderstwo

Szyderstwo

Kłamstwo

Przez cały tydzień

Przez cały tydzień

 

Ty

Ty jesteś jedyną nadzieją

Sam sobie światłem

W tunelu

Ty Wszystkim

Bo wszystko dookoła

Wszystko jest w tobie

Wszystko jest w tobie

 

 

 

 

 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH