OKUP. KRYMINALNA ZAGADKA BRAVEHEARTA
Bogaci nie mają łatwo. Zawsze ktoś czegoś od nich chce, albo urząd skarbowy, albo ci z mniejszymi kieszeniami, odpowiednio skrojonymi na spluwę. Tom Mullen już od jakiegoś czasu nie musi się martwić tak bardzo przyziemnymi sprawami. Jest właścicielem linii lotniczych i na wiele spraw patrzy z dużej odległości, aby je zrozumieć, objąć i wykorzystać dany potencjał. Ale nie zawsze da się odlecieć tak wysoko, gdzie są chmurki, jest lekko i prawie jak w niebie. Jeden z baloników wznoszących zmyślny wynalazek jego syna właśnie dotyka iglicy dachu i pęka. Konstrukcja spada na ziemię i się rozpada na kawałki, a syn gdzieś znika. Koniec lotu.
Ale zanim dojdzie do tej tragedii. Tom miał jeszcze inne problemy w firmie. Powietrzny książę chcąc stłumić strajk mechaników, zapłacił łapówkę pewnemu facetowi o nazwisku Borwn, który miał się tym zająć. Gdy do akcji wkroczyło FBI, Brown oskarżył Mullena, a ten jakoś zdołał się wybronić nie żałując grosza. Oficjalnie Tom jest niewinny, chociaż wciąż padają na niego cienie podejrzeń, a pan Brown, który aktualnie siedzi w więzieniu może się mścić, za to, że Tom go tak wyrolował.
Takich wrogów Mullen może mieć więcej. Jak widać powietrzny interes nie leci tak lekko jak codzienna telenowela. A może być jeszcze ciekawiej niż w telenoweli, gdy zostaje porwany jedyny syn Toma Sean. W tej roli syn Nicka Nolte, Brawley Nolte. Przez większą część filmu, jest w opasce na oczach i wyleguje się na starym tapczanie, czekając, aż zostanie uwolniony. Toma i jego żonę czeka okropny widok skrępowanego chłopca na ekranie laptopa i niski głos informujący o ofercie nie do odrzucenia. Dwa miliony dolarów w walizkach Samsonite, a chłopiec będzie wolny. Tom niestety do walki o swego syna musi zaprosić FBI, z którymi nie ma zbyt dobrych wspomnień, ze względu na sprawę Browna. Wszechstronne mieszkanie Toma i Kate (Renee Russo), utrzymane w ciepłych, piaskowo-szaro-rdzawych barwach z pięknym widokiem na Central Park, zamienia się w bazę dla specjalistów od porwań. Wszyscy oczywiście zgodnie mówią, że zawsze trzeba płacić, dać porywaczowi poczucie kontroli. Ale Tom w końcu zaczyna rozumieć, że to tańczenie w rytmie porywaczy nie skończy się tak pozytywnie. Oni dostaną kasę, a i tak zabiją Seana.
Zresztą ostatnia akcja nie przebiegła zbyt dobrze. Zabawne, ile etapów musi przejść zrozpaczony ojciec, by wreszcie doszło do „transakcji” między nim a porywaczami. Najpierw musi przewieść dwa miliony w walizkach Samsonite, potem jechać na basen i wskoczyć do niego w ubraniu, a tym samym pozbyć się jakichkolwiek podsłuchów, które założyli FBI. Ten skok na głęboką wodę (metaforycznie i naprawdę) ma oczywiście na celu zdobycie kluczyka, który znajduje się na dnie. Gdy Tom już zdobędzie ten kluczyk (wypłaszając z basenu ludzi), czas otworzyć szafkę, w której jest dzwoniący telefon. Gdy wreszcie zdyszany Tom go odbierze, usłyszy znów ten niski, zniekształcony głos: „Co tak wolno dupku!”. Nie wiem czemu, ale zawsze mnie bawiła do rozpuku ta scena. Z jednej strony to budowanie napięcia przez kolejne żmudne etapy przekładania pieniędzy z eleganckich walizek do płóciennych worków, zamieniania samochodów, nurkowania w basenie, przebierania się. Zmęczony i przerażony Mel Gibson już nie wytrzymuje nerwowo, a tu przez słuchawkę słyszy tylko: „pośpiesz się dupku”. To głos człowieka, który chce dokopać takim bogaczom jak Tom. Głos człowieka, który już jest zmęczony tym, że ci najbogatsi są nietykalni i zawsze w porę odlecą jakimś swoim ukrytym samolotem i znów unikną kary za nadmiar wolności. Ten człowiek wie, że Mullen ma na sumieniu sporo grzeszków i skoro zapłacił łapówkę, by uratować firmę, to tym bardziej zapłaci okup, by uratować syna. A jednak pewny siebie porywacz i jego czwórka pozostałych wspólników doznają szoku, gdy słyszą, że Tom jednak nie zapłaci, tylko przekaże te pieniądze temu, kto zgarnie porywaczy.
Piotr Sobociński swoimi zdjęciami podtrzymuje napięcie między trzema obozami: policjantów, rodziców oraz porywaczy. To dobrze widać w tej scenie gdy Tom kłóci się z porywaczem przez telefon i oświadcza, że nie będzie więcej spełniał absurdalnych warunków. Teraz to on będzie panował nad sytuację. W odpowiedzi pada strzał. Nie wiadomo, czy dziecko zostało zastrzelone. Widzimy tylko przerażone twarze rodziców, policjantów i porywaczy. Montażyści Daniel P. Hanley oraz Mike Hill przekładają w tej talii klatek kolejne reakcje bohaterów, uzyskując efekt, jakby wszyscy bohaterowie byli w tym jednym mrocznym miejscu. Ale ta jedność wobec okupu za dziecko w końcu mija. Zarówno jedna strona jak i druga przeżywa rozłam. FBI nie popiera działań Toma, który jest zirytowany tym, że za każdym razem, gdy stróże prawa się wtrącają, on traci z oczu syna. W zespole policjantów miło zobaczyć Petera Guilfoyle’ a, który potem wcieli się w rolę Brassa w „Kryminalnych zagadkach Las Vegas”. Również żona Toma ma mu za złe, że ten unosi się dumą i nie zamierza wypełniać kolejnych rozkazów porywaczy. Jest płacz i zgrzytanie zębów.
Z kolei w obozie porywaczy też nie ma takiej jednomyślności, jak na początku. Wszyscy są skonsternowani, że oto ojciec porwanego chłopca przejął nad nimi kontrolę. Jedni chcą zabić Seana, drugim jest to obojętne, gdy ciągle są na rauszu, a jeszcze inni mają w sobie poczucie winy, zachowują się jak opiekunowie, którzy chcą jakoś umilić czas małemu. Donnie Whalberg, (starszy brat Marka Whalberga) gra tu takiego „dobrego łotra”, który wyraźnie przeżywa konflikt moralny. Stąd te słodycze, filmy, kreskówki (chociaż chłopak i tak ma zawiązane oczy), żeby dzieciak się czuł jak w kinie, aż seans się skończy i wróci do rodziców. Tyle, że rodzice najpierw muszą zapłacić za drogi bilet, a w pustym kinie znajdą tylko martwe dziecko – przypomina Cubby’emu jego starszy brat Clark Barnes (Liev Schreiber).
Oczywiście najciekawsze w tej historii jest to, że główny porywacz, mózg całej akcji to policjant Jimmi Shaker (Gary Sinise jeszcze przed „Kryminalnymi zagadkami Nowego Jorku”), który działa na dwa fronty, dzięki czemu w najbardziej gorącej sytuacji może się odwrócić od swoich wspólników i stać się policjantem. To dość wygodna rola: zmanipulować recydywistów, którzy już zawsze będą o wszystko podejrzani, a samemu odwrócić się jak wirująca moneta – awers, rewers. Harvey Dent, Jekyll/Hyde. Nagrodę dostaną ci z rozdwojoną jaźnią i moralnością.
Podobny układ między szefem, a wspólnikami zobaczymy w filmie „Idealny plan”, gdzie główny bohater, nienotowany przez policję, inteligentny młodzieniec, po całej akcji, zabija swoich wspólników, narwanych dzieciaków z problemami psychicznymi, które dały mu się zmanipulować.
Ron Howard trzyma napięcie (jak w „Apollo 13”) do ostatnich chwil, kiedy bohaterski policjant, zabijając swoich wspólników, chce odebrać nagrodę od Toma, a ten powoli zaczyna podejrzewać, że ma do czynienia z kimś innym, aniżeli wybawicielem jego syna. Oj posypie się grad kul jak w „Gorączce”, aż każdy odbierze z bohaterów tej tragedii odbierze główną nagrodę, jaką jest spokój.
Film ten jednak nie jest aż tak oryginalną historią. Czterdzieści lat przed jego premierą, zrealizowano film o tym samym tytule, z Glennem Fordem w roli nieugiętego ojca, pojawił się tam także Leslie Nielsen (nie, to nie była komedia).
Komentarze
Prześlij komentarz