NIE MA RÓŻY BEZ OGNIA

 

Za kamerą Stanisław Bareja, a za scenariusz odpowiedzialni Jacek Fedorowicz, Jerzy Dobrowolski, Stanisław Tym no i sam mistrz Bareja. Jak zwykle absurd goni absurd. I jak zwykle miło wrócić do tej komedii.

Patrząc na ten film można dojść do wniosku że nieznajomość prawa jest wprost proporcjonalna do liczby intruzów, którzy nagle zwalą się nieświadomemu niczego bohaterowi tejże tragedii. Białe, miękkie ściany. Czy to nowe mieszkanie, o którym tak wszyscy śnili w PRL-u i czekali parę dobrych lat? Nie, to szpital psychiatryczny, komora spokoju, gdzie pacjent może uderzać z całych sił w ściany, żeby wyrzucić z siebie całą tą frustrację. Jasiu ma to już za sobą. Jest spokojny jak nigdy dotąd. Właściwie Jasiu zawsze był spokojnym facetem. Skoro taki ktoś jest nauczycielem i mieszka wraz z żoną w jednym pokoju, w budynku, gdzie mieszczą się różne biura i urzędy – musi być spokojny i cierpliwy, z łatwością trawiący cierpki absurd ustroju, w którym przyszło mu spędzić najlepsze lata swego życia. Ale oto, jak z innej bajki zjawia się pan Malinowski z propozycją nie do odrzucenia. Chciałby się zamienić mieszkaniami. To znaczy on zamieszka w tym małym pokoju, a Jasiu z żoną Wandą zamieszkają w dużym, nowym mieszkaniu na Groblach. Jakże to piękne i niezwykłe, jak ten walc Jasia i Wandy na dachu bloku. Cieszmy się nowym budownictwem. Partia się postarała. Dla każdej komórki rodzinnej znajdzie się godne lokum. Słodka propaganda

Jak to możliwe, że ten facet chce stracić takie mieszkanie? Sentymenty. Podobno w tym pokoju, gdzie Jasiu się męczy nad klasówkami swoich uczniów, tu pan Malinowski spędził swoje dzieciństwo. Wzruszające. Na sentymenty nie ma lekarstwa. Tak jak nie ma lekarstwa i sposobu na Jerzego Dąbczaka, byłego męża Wandy, który niestety jest także zameldowany tam gdzie Jasiu i Wanda. Nic dziwnego, że gdy tylko pojawia się perspektywa nowego, większego mieszkania, to dotąd nieobecny pan Dąbczak staje w drzwiach ze swoją walizką. Czas trochę pobyć z rodziną. A rodzina ta się powiększy. Pan Dąbczak to serdeczny i rodzinny człowiek, do każdego ma podejście, zarówno do byłej żony, wkurzonego teścia, czy chłopaka swojej aktualnej żony. Innymi słowy ma sporo ludzi do zameldowania. Meldunek to przepustka do raju, stolicy pełnej możliwości, gdzie każdy znajdzie zatrudnienie i swój mały kąt. Krewni, nie krewni, bliźni zostawiający coraz większe blizny na nerwach biednego Jasia, który nie potrafi żadną możliwą intrygą, pułapką pozbyć się Jerzego. Ledwo co udało mu się wrócić po kacu z rusztowania. Te akrobatyczne sceny Fedorowicza w windzie robotniczej aż przyspieszają puls. Taka to była szalona impreza, że biedny Jasiu chcąc upić Jerzego, sam wylądował za oknami swego nowego mieszkania. I oczywiste, że po takim incydencie było sporo skarg, ale nie na Jerzego, tylko na biednego Jasia. Jogi Babu! Pan administrator (Bronisław Pawlik) otwiera teczkę z donosami. Nazbierało się sporo. Swoją drogą to ciekawe, że za parę lat Pawlik wcieli się w rolę Dionizego Cichockiego, który będzie cierpliwie czekał na swoje nowe mieszkanie na ulicy Alternatywy 4. I doczeka się, a przy okazji zostanie gospodarzem domu, który będzie pokornie po wszystkich sprzątał. Ale to już inna bajka, choć doskonale wyłapująca znaki swego czasu.

Jerzy Dąbczak to najlepszy dowód na to, że jeśli znasz prawo i umiesz je wykorzystywać na swój prywatny użytek, jesteś zawsze panem sytuacji. Wystarczy zaprzyjaźnić się z absurdem, a może raczej zrozumieć swoją epokę, w której racjonalnie myślący ludzie lub ci zbyt nadwrażliwi zawsze polegną. Na śliskiej powierzchni zaś utrzymają się ci, którzy potrafią się ślizgać. Jerzy Dąbczak wszystko okiełzna. To już widać w pierwszej scenie z usterką kranu, gdy radzi Jasiowi, aby ten puścił prowizoryczny rękaw (z marynarki), który kieruje wodę do wanny. Zdumiony Jerzy odkłada marynarkę i strumień wody z kranu leje się prosto do wanny. No proszę, jakie to proste. Po co się jeszcze spinać, zmieniać, udoskonalać. „Niech pan to puści!” – to jest właśnie metoda Jerzego Dąbczaka na te absurdalne czasy. Po prostu odpuść. Płyń z duchem absurdu, a los hojnie cię obdaruje. I tego sobie życzmy. Płynąć z duchem absurdu, a wtedy każdy będzie szczęśliwy.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH