NAJLEPSZY OJCIEC ŚWIATA. JAK CUDOWNIE BYĆ SOBĄ

 


W roku 2009, czyli dokładnie dwadzieścia lat po premierze kultowego „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” (1989) na ekrany kin weszła komedia: „Najlepszy ojciec świata”. Zastanawialiście się, co się stało z panem Keatingiem, kiedy odszedł po głośnym samobójstwie jednego ze swoich uczniów? Może właśnie wiedzie życie jako nauczyciel angielskiego i poezji w jakiejś szkole i ma dosyć tego zajęcia podobnie, jak nasz rodzimy Adaś Miauczyński w „Dniu świra”. To jeden z późniejszych filmów Robina Williamsa, który już zmęczony aktorstwem, życiem osobistym, kolejnym rozwodem, depresją, udzielał się w coraz bardziej marnych komediach z tandetnymi dialogami. Ale ten film jednak jest trochę zwodniczy. Na pierwszy rzut oka wydaje się nieco głupawy, jaskrawy, ale to w gruncie rzeczy tragikomedia, w której można znaleźć głębszy sens. Spróbujmy.

Lance Clayton (Robin Williams), bo tak się nazywa nasz główny bohater, inne wcielenie profesora Keatinga albo Dale’ a Putley’ („Dzień ojca”) jest niespełnionym pisarzem, który samotnie wychowuje syna z miernym rezultatem. Jako pedagog i to jeszcze nauczyciel nudnej literatury nie ma siły przebicia wśród uczniów. Zawsze pod krawatem, sprawia wrażenie sztywniaka, na którego zajęciach wszyscy zasypiają. Swoje frustracje wyładowuje w książkach, które nigdy nie zostały wydane. A na polu towarzyskim? Od czasu do czasu spotyka się z atrakcyjną nauczycielką sztuki, ale i tak odczuwa dojmującą samotność. Jego syn, Kyle to uosobienie koszmaru każdego rodzica —chamski, nie szanujący nikogo (nawet swojego kumpla, Andrew) złośliwy nastolatek, któremu aż nazbyt buzują hormony. Uzależniony od pornografii, umiera podczas intensywnej masturbacji (brzmi intrygująco?).

Śmierć Kyle’ a to mocny wstrząs w życiu Lance’ a, który z jednej strony czuje ulgę, a z drugiej jeszcze większą pustkę. Nasz główny bohater, nie chcąc, aby tak kompromitująco wyglądała śmierć jego syna w wyniku masturbacji, budzi w sobie narratora życia i pozoruje samobójstwo Kyle’ a. List pożegnalny, który pisze w imieniu syna, wstrząsa w szkole wszystkimi do głębi. Wszyscy nagle dostrzegają w Kyle’ u niezwykle wrażliwego chłopaka, którego wcześniej nie lubili lub lekceważyli. Kyle poprzez swoją śmierć dopełnił własnej legendy i za sprawą niezwykłego listu swego ojca stał się legendą albo nowym idolem pokolenia zagubionych nastolatków.

Nawet ta mroczna dziewczyna z makijażem w stylu gothica (to Lorraine Nicholson, córka Jacka) jest poruszona listem Kyle’ a, któremu wcześniej pokazywała „fucka” na dzień dobry. Zachęcony takim odzewem ze strony publiczności, Lance postanawia spreparować pamiętnik Kyle’a, jego życiową filozofię, choć tak naprawdę to pisze sam Lance i oto wreszcie zostaje zauważony jako pisarz. Paradoksalnie śmierć syna daje mu szansę na literackie zaistnienie , choć na razie w roli Ghost writera, jako spadkobiercy „spuścizny” swego syna.

Jego syn zdobywa pośmiertną sławę, wszyscy go nagle szanują, wszyscy noszą koszulki z jego wizerunkiem, wszyscy żałują, że nie byli jego przyjaciółmi, wtedy gdy jeszcze żył. Z rozrzewnieniem wspominają ostatnie słowa, jakie zamienili z nim. To niezwykłe, jak opinie tłumu są zmienne. Nauczyciele, którzy uważali Kyle’ a za upośledzonego, teraz chcą odsłonić mu tablicę pamiątkową. Clayton ma świadomość absurdu całej sytuacji. Żyje w słodkim kłamstwie, jest doceniony jako ojciec wielkiego, wrażliwego nastolatka i jako ukryty pisarz. Ale to w gruncie rzeczy pusta sława i wciąż ta sama samotność jak przedtem. Pragnie to odmienić. Jak? Skoro tłumy za nim poszły, tłumy go oklaskiwały, to teraz pora zdjąć z nich ten urok. Wszyscy daliście się nabrać! Kyle nie popełnił samobójstwa. Skończył swój żałosny żywot podczas kolejnej masturbacji. Oj trzeba było widzieć miny zdumionych uczniów, wyznawców Kyle’ a i nauczycieli. Nagle wszyscy przestali być wielkimi przyjaciółmi Kyle’a. Lance się przekonał, jak łatwo stać się ulubieńcem publiczności i jak szybko spaść z piedestału uwielbienia. Może się skompromitował, sprowokował umiejętnie bestię, jaką jest tłum, zapanował nad nimi przez parę miesięcy, a teraz postanowił wyjść z tego kłamstwa. A niech gadają. Cudownie być wolnym od ich osądów.

Wrócił, jako samotny wojownik, by usiąść na kanapie ze swoją sąsiadką oraz byłym uczniem, jedynym przyjacielem Kyle’ a, Andrew, który znosił poniżanie z jego strony. Usiedli tak wszyscy, by cieszyć się swoim towarzystwem jak nowa rodzina i obejrzeć swój ulubiony film o zombie. Zabawne, że dopiero na filmie o żywych trupach, główny bohater obudził się do życia, by cieszyć się wszystkim dookoła.

Słodko-gorzkie kino o samotności, pozorach i uldze, gdy wreszcie przestajemy żyć wedle oczekiwań innych.

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH