DZIECI I RYBY

 DZIECI I RYBY. MĘSKO DAMSKIE WARIACJE W ŚREDNIM WIEKU


A teraz będzie coś o relacjach damsko-męskich w średnim wieku. Dla przypomnienia dodajmy, że w 1989 roku Jacek Bromski (jeszcze przed Marią Sadowską) pokazał nam „Sztukę kochania”, gdzie nie brakowało ironicznych dialogów ale i gorących scen. Choć jak się przekonamy, tego seksu więcej jest w iskrzących rozmowach niż w nudnej goliźnie. Potem w połowie lat dziewięćdziesiątych Juliusz Machulski pokazał nam „Matki, żony i kochanki”, czyli „Seks w wielkim mieście”, znaczy w kapitalistycznej Polsce, gdzie w wyzwolonej ojczyźnie, wyzwolone kobiety w średnim wieku zmagają się ze swoimi sercowymi rozterkami. W rolach głównych zobaczyliśmy między innymi Annę Romantowską (ówczesną żonę Jacka Bromskiego) i Gabrielę Kownacką. No i wreszcie w 1996 roku nadeszły „Dzieci i ryby”, gdzie również zobaczymy te dwie aktorki w kolejnych ciekawych odsłonach. Tym razem Romantowska, czyli niepewna siebie, płaczliwa Wiktoria z serialu Machulskiego, w komedii Bromskiego wcieli się w przebojową Annę Sobolewską, właścicielkę prężnie działającej agencji reklamowej. Anna ma za sobą rozwód z mężczyzną, który oczywiście wybrał młodszą i wyruszył za komuny do Stanów, by teraz wrócić do nowej kapitalistycznej Polski prawie jako dziad, oczywiście bez swojej młodszej żony. To się Anna ucieszy. W roli porzuconego, byłego męża Anny: pan Kmicic. Daniel Olbrychski, który w tym samym roku będzie rozgryzał jeszcze „Pestkę”. Tych dwoje łączy tylko osoba zaradnej i wygadanej córki: Marysi, w którą wcieliła się tu Julia Kolberger, córka Anny Romantowskiej i Krzysztofa Kolbergera.

To na Annie skupia się cała akcja tej komedii. Anna to wymagająca businesswoman, sprawdza podatki i targuje się z prawnikami, nadzoruje każdy etap danej kampanii reklamowej, ściśle współpracuje ze swoim reżyserem, Wiktorem (Cezary Pazura jak zwykle iskrzący humorem), który ma raczej ambicje kręcenia wielkich, autorskich dzieł. Póki co, swoje wielkie idee próbuje przemycić w reklamie tamponów. Cóż, trzeba chałturzyć, by coś włożyć do garnka, a prawdziwa sztuka musi poczekać na łaskawych mecenasów. To, że Anna ma za sobą nieudane małżeństwo nie znaczy, że zrezygnowała z mężczyzn, ale raczej w każdej takiej relacji trzyma ich na dystans. Jako wyzwolona kobieta, wychowująca samotnie córkę, nie daje się tak łatwo sobą zaopiekować. Obecnie jest w zawiązku z Piotrem (sarkastyczny Jan Frycz), właścicielem firmy budowlanej, który jednak czuje się niezbyt dobrze z kobietą aż nazbyt wyzwoloną. Po tym jak Annę zostawił mąż, nie zamierza już zawierzać instytucji małżeństwa. Nie zamierza też opierać się na silnych ramionach mężczyzny… raczej się temu opiera. Jedyne, co ją nakręca w tym nowym życiu i w nowym kraju to biznes i jej równie zaradna córka.

Ale w końcu niezależna Anna daje się złapać w pułapkę miłosną. Na szkolnym zjeździe odświeża znajomość ze starym kolegą, Antonim, który teraz jest nauczycielem matematyki. W tej roli Krzysztof Stroiński, który w serialu „Matki żony i kochanki” grał nieco ciapowatego Michała, męża Doroty (Gabriela Kownacka). Tu zresztą też gra nieco ciapowatego mężczyznę, zupełnie nieprzystającego do przebojowej Anny. Ale przeciwieństwa się przyciągają.

Tak jakoś wychodzi, że po szkolnej imprezie Anna ląduje z Antonim w łóżku. Jak widać, już zapomniała o Piotrze. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Anna po jakimś czasie zdaje sobie sprawę, że jest w ciąży. Tyle razy przestrzegała dorastającą Marysię, żeby uważała w „tych sprawach”, a sama zachowała się jak nieodpowiedzialna nastolatka. No i co tu zrobić? Dziecko w drodze, a rodzina niekompletna. Znaczy Antoni chciałby być ojcem. Ale Anną targają sprzeczne emocje. Znów ma dosyć mężczyzn. Wciąż nie może zapomnieć, jak jej pierwszy mąż zostawił ją z córką bez grosza przy duszy. Nigdy nie robić sobie nadziei na jakikolwiek związek. Teraz Anna też wychowa sama dziecko. A Antoni? Może być w pobliżu, ale nie musi. Tatuś się znalazł. Do diabła z mężczyznami!

Tak też ma prawo zakrzyknąć druga bohaterka filmu, Ewelina (w tej roli kolejna żona/kochanka Gabriela Kownacka) , przyjaciółka Anny, aktorka, którą właśnie zostawił mąż, Marek, dzielący łoże z niejedną aktorką. Bo czego się nie robi dla sztuki. W tej roli zobaczymy Jana Nowickiego. Nowicki zresztą także pojawił się w serialu „Matki żony i kochanki” jako Adam, kochanek Doroty, którą właśnie grała Kownacka. A teraz tutaj grają małżeństwo w stanie separacji. Co za galimatias. Mąż wyprowadza się do młodszej i zostawia żonę na pożarcie depresji i menopauzy. Ewelina doprawdy źle znosi to rozstanie i poniżenie. Czuje się gorsza, bo przecież starsza. Przebojowa Anna ma kogo pocieszać, a przy okazji angażuje swoją przyjaciółkę do reklamy, gdzie ta użyczy swojego pięknego, zmysłowego głosu. Najwyższy czas, bo jak na razie „Dzieci i ryby” głosu nie mają.

Po kobietach, głos mają mężczyźni. A tu Jan Nowicki z Janem Fryczem nieustannie dyskutują o tym, jak się dopasować w związku. Tu rzeczywiście warto pogratulować Bromskiemu świetnych dialogów między bohaterami, które iskrzą ironią i niebanalnymi metaforami. Te rozmowy w siłowni, na korcie tenisowym czy w sklepie muzycznym o poszukiwaniu odpowiedniej muzyki do seksu, by tempo się zgadzało. Marek będzie wciąż szukał młodszej partnerki, by tak znaleźć wspólny język z młodszym pokoleniem. Piotr z kolei będzie szukał kobiety przyjaciółki (najlepiej równej mu wiekiem), z którą miałby wspólne tematy. Bo jak na razie z Anną czuje się, jak uczeń strofowany przez nauczycielkę. Nota bene ci dwaj aktorzy spotkali się wcześniej na planie „Wielkiego Szu”, gdzie oczywiście Nowicki ograł Frycza. Teraz się okaże, że Marek (Nowicki) odchodząc od Eweliny (Kownacka) wyświadczył sporą przysługę porzuconemu przez Annę Piotrowi (Frycz). Bo oto tych dwoje nagle spojrzy na siebie pewnego wieczoru, jak na potencjalnych partnerów. Może stworzą udany związek? A Marek będzie szczęśliwy „zmieniając kolejną staruchę”. W końcu ze swoją naturą jazzmana wciąż lubi coś zmieniać i improwizować w nowym trio.

No i jest jeszcze niepozorny Antoni, matematyk, który głowi się nad równaniem z trzema niewiadomymi, przy czym on sam jest jedną z nich. Jak ma się ustawić do tego nowego układu bycia ojcem i przyjacielem, partnerem czy może mężem dla Anny? Metafizyka uczuć nie idzie w parze z arytmetyką. Anna nie stawia żadnych warunków, nie zabrania kontaktów z jeszcze nienarodzonym dzieckiem. Ale raczej nie zamierza być czyjąś żoną i nie zamierza robić sobie nadziei. Swoją obojętnością wyraźnie prowokuje Antoniego do bardziej odważnych deklaracji. „No pokaż na co cię stać, jeśli tak mnie kochasz”. Samotny i nieśmiały Antoni jakoś jednak nie może się odnaleźć w takim otwartym modelu rodziny bez zobowiązań. Co za staromodny typ, który chce wziąć odpowiedzialność za swoją rodzinę. Póki co próbuje się jakoś ocieplić te relacje z Anną, pomaga co jakiś czas Marysi w matematyce. A to już coś, by poczuć się jak w rodzinie.

Jak potoczą się losy tych bohaterów? Bromski nie stawia tu jasnych odpowiedzi. Rzecz w tym, by cały czas trwały te urocze wariacje uczuciowe między bohaterami. Dzieci i ryby głosu nie mają — głosi stare porzekadło. A bohaterowie tego filmu są trochę jak dzieci ze swoimi racjami i zarazem jak ryby w wielkim akwarium, nie mogące usłyszeć swoich uczuć. My za to słyszymy świetnie napisane dialogi i muzykę Henry’ego Seroki, który zresztą zalicza tu małe cameo jako przedstawiciel firmy od tamponów, dla której Anna przygotowuje kampanię reklamową. W ucho wpada zwłaszcza ostatni motyw muzyczny z napisami końcowymi wykonany przez kwartet jazzowy.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH