ZAPACH KOBIETY. PROWADZIŁ ŚLEPY NIEWINNEGO
Kto tutaj naprawdę jest ślepy, kto doświadczony, kto odpowiedzialny, kto umie patrzeć, kto umie słuchać? Scenarzysta, Bo Goldman, wspierając się na książce Giovanniego Arpino, „Zapach kobiety” oraz na włoskim filmie z 1974 roku z Vittorio Gassmanem w roli głównej, kreśli nam tu spotkanie dojrzałości z młodością. Jeden bohater stoi u schyłku swego życia, a drugi miota się w swoich ideałach, nie wiedząc, jaką wybrać dla siebie drogę. Nieprzypadkowo los ich ze sobą spotkał.
Emerytowany, ślepy, zgryźliwy pułkownik armii amerykańskiej postanawia ze sobą skończyć w świąteczny weekend (Święto Dziękczynienia), ale zanim odda honorowy strzał, chce sobie poużywać życia na wszystkie możliwe sposoby. Długo odkładał rentę, by wreszcie pożyć jak król w najlepszym hotelu z najlepszymi posiłkami i najlepszym towarzystwem pięknych kobiet. Do swojej, ostatniej hedonistycznej podróży potrzebuje zaufanego przewodnika (ale nikogo z rodziny), kogoś młodego i naiwnego, kto nawet się nie zorientuje, że pułkownik w czasie tego wielkiego Randez vous po najlepszych hotelach chce popełnić samobójstwo.
Ubogi uczeń prestiżowej szkoły Baird, zdolny Charlie Simms, żyjący od stypendium do stypendium zjawia się w samą porę, jako kandydat na opiekuna osoby niewidomej podczas świątecznego weekendu. Onieśmielony i nierozgarnięty z trudem skleca odpowiedzi przed ślepym pułkownikiem, który raz po raz z niego drwi. Charlie bez problemu zdaje test na uległego towarzysza podróży i opiekuna, którym łatwo manipulować, nawet jeśli jest się ślepym. Jednak tuż przed całą przygodą pułkownika, Charlie popada w tarapaty. A popaść w tarapaty w szkole Baird, to tak jakby zniszczyć sobie całą późniejszą karierę. Wszystko sprowadza się do tego, że Simms nie chce donosić na kolegów, którzy zmalowali niezłego psikusa dyrektorowi szkoły, panu Traskowi, oblewając jego pięknego Jaguara białą farbą. Jaguar ten był prezentem od rady nadzorczej szkoły, by tak podkreślić prestiż uczelni Baird. Ale jak widać nie wszyscy uczniowie podzielają tą decyzję, by pan dyrektor cieszył się nowym samochodem. „Balon próżności i nadęcia” napełniony białą farbą pękł tuż nad pięknym autem, zalewając go farbą i przy okazji zdobiąc białymi akcentami także dyrektora. Skądinąd to całkiem fajna, sympatyczna scena z potencjałem na serial o elitarnej szkole Baird, gdzie nadęty dyrektor Trask musi się zmagać z różnymi błazenadami swoich niesfornych uczniów, przyszłych liderów i przywódców, dyrektorów, polityków, lekarzy, innymi słowy, przyszłej elity, która jeszcze chce sobie pofolgować przed studiami.
Z uwagi na wiek i doświadczenie jesteśmy skłonni uwierzyć, że Frank Slade zna dobrze życie, bo służył w armii i widział niejedno. Teraz jednak nie widzi niczego. Paradoksalnie ta ułomność wyostrza jego czujność i pomaga w analizie ludzkich motywacji. Frank Slade oprócz tego, że jest emerytowanym pułkownikiem i szorstkim facetem, to jednak jest także dobrym psychologiem. A psycholog się przyda dla strapionego Simmsa, który przez całą podróż z pułkownikiem zmaga się z dylematem, czy wydać swoich kumpli, czy być lojalnym wobec nich do końca? Jeśli nie powie dokładnie, co widział, jeśli nie wyda sprawców, wyleci ze szkoły. Jakiś kozioł ofiarny musi być – postanawia upokorzony dyrektor Trask. I lepiej wylać biedniejszego ucznia bez wpływowych rodziców, aniżeli kogoś z koneksjami. Aby jeszcze bardziej przekonać Charliego do wydania swoich kolegów, dyrektor proponuje mu zarezerwowane miejsce na prestiżowym uniwersytecie. Można zatem zyskać całkiem sporo, zwłaszcza, że zdolnego Charliego nie stać na edukację na Harvardzie albo Cambridge, ale i można stracić wszystko przez tzw. „ślepą lojalność” wobec pseudo-przyjaciół. Ci chłopcy z bogatych domów nie muszą się niczym przejmować. Nawet jeśli mocno nabroili w szkole, ich rodziców stać na każdy prestiżowy uniwersytet. A póki co bawią się w najlepsze w Szwajcarii na nartach. Śliski George Willis Jr. (Philip Seymour Hoffman) jako kolejny świadek mogący wskazać sprawców tylko zwodzi Charliego, nie mając żadnej strategii w obronie. W najgorszym razie zawsze może się schować do kieszeni swojego wielkiego taty, George’ a Willisa Sr. Natomiast Charlie tak przeżywa ten dylemat, że nawet ślepy może dostrzec, co jest nie tak. Slade bierze w końcu na siebie rolę nauczyciela i mentora, przewodnika dla niewinnego Charliego po meandrach ludzkich układów, gdzie niejeden przyjaciel okaże się zdrajcą. Wciąż poddaje swojego młodego towarzysza próbie i zachęca, by ten wydał kolegów i walczył o swoje wygodne życie i karierę. I nadal jest zdumiony, że młody tak kurczowo trzyma się swego honoru rycerza okrągłego stołu. „Nie słyszałeś? Sumienie umarło!” — krzyczy zgorzkniały Frank. Ale Charlie nie słyszał. Jest lojalny wobec kolegów, za którymi nawet specjalnie nie przepada. Tłumaczy to tym, że po prostu pewnych rzeczy się nie robi. Młodość, niewinność też mogą być rodzajem kalectwa, gdy człowiek nie wykształcił w sobie jeszcze ochronnego pancerza, gdy czuje zbyt wiele i nie wie, dokąd zmierza. Zaś stary ślepiec to doskonały nauczyciel, bo pozbył się z przed oczu gry pozorów. Widzi w swojej ciemni jak na rentgenie przede wszystkim emocje, wyczuwa je jak stary wilczur, co pokaże Charliemu w swoich relacjach ze starszym bratem i jego rodziną, która niechętnie odnosi się do ślepego wujka-wariata.
W tym dziwnym okresie świąt Frank Slade i Charles Simms doświadczą zarówno gorzkich jak i pięknych, radosnych momentów, jak choćby tango z piękną Donną (Gabriela Anwar). Ta scena rzeczywiście porusza jakąś czułą nutę kontestacji słodko-gorzkiego życia, wobec którego najlepiej się śmiać i tańczyć jak Grek Zorba. A tu niewidomy pułkownik prowadzi młodą kobietę w tańcu, czując, że wreszcie żyje. Delektuje się każdą chwilą, zapachem swej towarzyszki, jej śmiechem, głosem, tym, co ma do powiedzenia. Prawdziwy koneser kobiecego towarzystwa, który nade wszystko zwraca uwagę na osobowość swej partnerki, a nie tylko wdzięki. Slade wbrew swojej wulgarności i seksualnych aluzji tak naprawdę nie jest erotomanem, co raczej spragnionym wielkiej miłości. I co poradzi, że w swej ciemności kocha wszystkie kobiety? Tu warto dodać, że Chris O’ Donnell grający Charliego spotka się jeszcze z Gabrielą Anwar (Donną) rok później, w jakimś siedemnastym stuleciu, okresie „Trzech muszkieterów”. Idealny to czas dla staroświeckiego Charliego, który momentami wydaje się być starszy duchem od pułkownika Slade’ a. Ale Simms jest również bardziej rozważny, prowadząc aż nad wyraz spokojnie czerwone Ferrari albo gdy będzie odwodził pułkownika od popełnienia samobójstwa, szukając nerwowo w swej pamięci dobrych powodów do życia, jak drobnych w kieszeni, gdy sprzedawca liczy na sowity banknot. Dotąd słaby, niepewny siebie Charlie wreszcie postawi się pułkownikowi, nazywając go „ślepym sukinsynem”, gotowym z nim zginąć w jego samobójczym koszmarze. Wreszcie pułkownik obudził w tym niepewnym siebie chłopcu prawdziwego lwa.
Charlie zarobi uczciwie za bycie opiekunem wymagającego pułkownika, ale w pakiecie otrzyma także bezcenne doświadczenie ślepego żołnierza. Sam pułkownik w porę odwdzięczy się w roli adwokata chłopaka, gdy dyrektor Trask po raz ostatni zapyta, czy Pan Simms wreszcie zdradzi swoich kolegów? Tu zresztą można się czepiać, o co tyle hałasu, zabawy w jakieś sądy i przesłuchania?! Może chłopcy rzeczywiście nie widzieli w mroku, kto zakładał pułapkę? A czy szanowna pani sekretarka nie widziała czegoś więcej? I czemu u licha w tak prestiżowej szkole nie zatroszczono się o profesjonalny monitoring? Kamera by powiedziała więcej i nie trzeba by dręczyć biednych chłopców. A jednak potrzebna była taka konfrontacja ideałów z realiami. Wreszcie ten balon dmuchanej próżności, dumy szkoły Baird pękł, wreszcie coś się wyjaśniło. Nareszcie uczniowie przejrzeli na oczy, że poza zakuwaniem do przyszłej kariery, ważne są również takie wartości jak: przyzwoitość czy lojalność. Również po tej dziwnej przygodzie sam zgorzkniały pułkownik zauważył coś w swej ciemności dzięki swemu młodemu przewodnikowi.
Piękne, wzruszające kino z początku lat dziewięćdziesiątych. Pacino i Chris O’ Donnel duet dojrzałości i młodości, znamienna figura mistrza i ucznia, gdzie do końca nie wiadomo, kto jest mistrzem, a kto uczniem. To znajomy układ, który potem zobaczymy u Martina Bresta jeszcze w „Joe Blacku”, rozegranym między Hopkinsem a Pittem, a także u Gusa Van Santa w „Buntowniku z Wyboru” i „Szukając siebie”.
Chyba nasi bohaterowie odnaleźli siebie.
Komentarze
Prześlij komentarz