CZŁOWIEK BEZ TWARZY. ALE Z DUSZĄ
To debiut reżyserski Mela Gibsona, w którym zarazem gra on główną rolę, adaptacja powieści Isabelle Holland o tym samym tytule, traktujący o inności. Ludzie naznaczeni w jakiś sposób innością, bliznami na twarzy, kalectwem, zawsze wyzwalają w pozostałych pokusę opowieści, legendy, plotek, czy wreszcie filmowych historii jak „Człowiek słoń” w reżyserii Davida Lyncha czy serial „Piękna i Bestia” z Ronem Perlmanem w roli głównej. Ten niedostępny, tajemniczy, przerażająco inny coraz bardziej intryguje swoją tajemnicą, rozpala wyobraźnię. Jest niczym wyzwanie dla tych, którzy jakoś ubili się w tłumie i żyją wedle tych samych nudnych schematów, byleby tylko nie wyjść poza margines bezpieczeństwa i społecznej akceptacji.
Takim innym, Dziwakiem jest Justin McLeod. Nie tak dawno zamieszkał w pięknym domu nad jeziorem, które oddziela go od reszty społeczności. Jezioro to zdaje być wielkim zwierciadłem odbijającym samotność Justina, który jak na razie nie zamierza się oglądać w lustrze z innymi ludźmi. Dobrze wie, że prędzej czy później pojawi się rysa albo pęknięcie. Swoją inność zawdzięcza on bliznom na prawej stronie twarzy. Przypomina on trochę Harvey’a Denta/Dwie Twarze, jednego z dziwacznych bohaterów uniwersum Batmana. Jeśli można szukać jakiś pozytywów w tej tragicznej sytuacji, to chyba właśnie tego, że twarz McLeoda jest pokryta bliznami „tylko” w połowie, więc zawsze może on się odwrócić do rozmówcy tym lepszym profilem, aby go nie rozpraszać i straszyć. Na szczęście charakteryzatorzy nie przesadzili za bardzo z makijażem Gibsona, nie zrobili z niego postaci rodem z hammer horrorów. Niekiedy ta twarz na ekranie filmowym przeraża, zwłaszcza w półmroku, ale potem zaczynamy dostrzegać w niej coś lepszego.
McLeod nie zakłada żadnych okularów czy masek. Chyba jest już zmęczony takim kamuflażem. Ludzie i tak widzą/wiedzą swoje. Wystarczy mu, że mieszka z dala od ciekawskich, a po zakupy przyjeżdża późno, po zamknięciu sklepu. Jego życie toczy się w tej samotni, gdzie może liczyć tylko na towarzystwo psa, konia i wielu książek, które kiedyś przedstawiał swoim uczniom. „Człowiek bez twarzy” miał kiedyś twarz nauczyciela. Ale to stare czasy, choć pewnie piękne. Wtedy na pewno czuł się jak bohater, autorytet, przewodnik dla młodzieży, a co najważniejsze czuł że jest komuś potrzebny. Teraz stał się karykaturą siebie, Dzwonnikiem z Notre Damme. Pewnie dalej trwałby tak między jednym uderzeniem samotności a kolejnym, gdyby nie spotkanie z pewnym zuchwałym chłopcem, Charlesem „Chuckiem” Norstadtem (Nick Stahl), który już kilkakrotnie zakradał się z kumplami na wyspę, gdzie mieszka Dziwak, by odkryć jego sekret. Raz nawet zobaczył tą straszną połówkę twarzy na promie, gdy akurat dziurawił oponę w samochodzie swojej matki. Był zły na nią, na starszą wścibską siostrę i na siebie, że nie może być mądrzejszy. Chciał zdawać do akademii wojskowej, aby wreszcie się wyprowadzić z stąd, ale nie poszedł mu ostatni egzamin. I tym samym perspektywa akademii wojskowej zasnuła się mgłą. A z tej mgły nagle wyjrzała twarz potwora. Ale jak widać pan McLeod potrafi zrozumieć czyjąś frustrację, być dyskretnym i nie wtrącać się w czyjeś życie, gdy matka Chucka odkryła, że ktoś podziurawił opony w jej samochodzie. Kto to mógł być? Obsługa promu jest bezradna. A przestraszony Chuck spogląda porozumiewawczo w stronę Justina. Ten sekret, jak i jeszcze wiele innych w końcu połączy Dziwaka i Norstadta.
Mimo, że są wakacje, świeci słońce, dziewczyny wglądają jak kuszące nimfy i w powietrzu czuć tą swobodną atmosferę, Chuck wciąż rozpamiętuje swoją klęskę na końcowym egzaminie. Może tak już musi być, nie przeskoczy siebie i swojej głupoty. Tym bardziej, że podobno jego ojciec też miał coś nie tak z głową. Przynajmniej tak twierdzi złośliwa, ruda siostra Chucka, Gloria, która lubi mu na każdym kroku docinać. Chuck jej przypomina, jak sama straciła swoją rodzinę. Matka, Catherine się zakochała się po raz kolejny w jakimś dziwnym facecie i na świat przyszedł mały Norstadt. A potem ojciec Chucka coś sobie zrobił i w końcu zmarł. Chociaż chłopiec wciąż wierzy, że jego ojciec jest bohaterem wojennym. Tak naprawdę to wielkie kłamstwo, które zmyśliła dla niego matka, ukrywając przed nim dokumentację medyczną jej drugiego męża. A potem pojawiali się kolejni mężczyźni w jej życiu. I wreszcie pojawiła się młodsza siostra Chucka, Megan, równie wścibska i nie do wytrzymania. A teraz pojawił się nowy mężczyzna w życiu matki. Kolejny kandydat na ojca? Jakiś zarośnięty intelektualista, brodacz, hippis, z którym jednak Chuck nie umie znaleźć nici porozumienia. Skoro nie można wytrzymać w tym dziwnym domu, gdzie jest aż za dużo kobiet, Chuck rusza przed siebie, by trochę się pouczyć. Miło mieć przy sobie tyle książek. Człowiek czuje się od razu inteligentniejszy. Może jednak zdałby egzamin poprawkowy? Miło pomarzyć. Jednak wakacyjna atmosfera nie sprzyja zaglądaniu do książek. Już kumple wołają, dziewczyny się uśmiechają i czas na przygody. Czas na poszukiwanie potworów. A tu takim lokalnym potworem jest właśnie Dziwak Głowo-Burger, mieszkający za jeziorem. Jednak chłopcy nie mają szczęścia, by przez swoje lornetki dojrzeć potwora. Za to wystraszy ich olbrzymi pies… ale nie Baskervillów. Trzeba było widzieć, jak uciekali. Chuck aż z wrażenia zapomniał swoich książek. To będzie właśnie powód, dla którego będzie musiał wrócić na wybrzeże Dziwaka Burgera. Zagubiony chłopiec szuka książek, mądrości a nade wszystko mistrza. Pogoda nie sprzyja takim wizytom. Robi się coraz ciemniej i zaczyna padać. Idealna sceneria na filmy grozy. Właśnie w taką pogodę Chuck konfrontuje się z potworem, który oczywiście jest człowiekiem i nawet dość gościnnym dla wścibskiego chłopca, który stracił przytomność na jego posesji.
Justin McLeod służy gorącym napojem i ręcznikiem, ale niewiele o sobie mówi. Dawno tu nie miał gości. Nie chce problemów. Chuck jednak oglądając ściany pełne dyplomów i szkolnych zdjęć, odkrywa, że tajemniczy Dziwak Burger (przypalony z jednej strony) był chyba nauczycielem. Cóż za zbieg okoliczności. Bo właśnie nauczyciela potrzebuje ten nierozgarnięty chłopak, który choć ma ambicje, by jeszcze raz podejść do egzaminu, to jednak nie potrafi sam uporządkować wiedzy. Raz otwiera książki, ale szybko się nudzi i znów zatapia się w komiksach. A teraz jak na ironię spotyka kogoś, kto trochę przypomina komiksowego bohatera i może mu pomóc, ocalić go od niewiedzy. McLeod jednak jest zbyt nieufny, by kogoś uczyć. Nie chce sobie robić nadziei. Po tym strasznym wypadku porzucił dawne życie. Jednak Chuck nie odpuszcza. Zagubiony uczeń spotyka równie zagubionego mistrza i próbują sobie wzajemnie pomóc. To figura, którą zobaczymy w „Dotknięciu ręki” Zanussiego, „Kolorach życia” Gallo, „Zapachu kobiety” Bresta czy „Szukając siebie” Gusa van Santa. Od słowa do słowa, Chuck rozpoczyna letni kurs przygotowawczy do egzaminu poprawkowego pod okiem Justina McLeoda, który okazuje się być wszechstronnym nauczycielem. Zarówno dobrze tłumaczy geometrię, literaturę jak i łacinę czy historię. Co ciekawe ten nauczyciel idzie trochę tradycją Johna Keatinga ze „Stowarzyszenia umarłych poetów”, prowadząc swoje lekcje często w terenie, gdzie łatwiej znaleźć pewne analogie do problemów, jakie niosą zadania egzaminacyjne. Czy to wykopanie dołu w kształcie trójkąta i sprawdzanie jego objętości, odtwarzanie sztuki Szekspira, czy pisanie wypracowania o Spidermanie. To jeszcze bardziej pobudza wyobraźnię Chucka, który już nie traktuje nauki jako nudnej rutyny, ale ciekawą przygodę, gdzie każdy kolejny dzień jest odkrywaniem jakiejś tajemnicy.
W końcu przychodzi czas na odkrycie tajemnicy samego McLeoda, który już zdążył z rozbawieniem wysłuchać od Chucka wszystkich możliwych plotek na swój temat, jakie krążą po okolicy. Każdy chciałby wiedzieć, jak żyje tajemniczy McLeod i jak do tego doszło, że stał się tym, kim teraz jest? Można by domniemywać, że z racji tego, iż akcja filmu rozgrywa się w latach 60-tych, to być może Justin McLeod ma za sobą bolesną przeszłość wojenną. Ale tak nie jest. To był wypadek samochodowy, gdzie zginął także jeden uczeń. Niektórzy twierdzą, że to był jego kochanek. A jeśli McLeod jest mordercą? Jeśli w pewnym momencie swej kariery nauczyciela przekroczył granice tak jak John Keating? A może tamten uczeń zwariował na jego punkcie, co doprowadziło do tragedii. Sporo wątpliwości. I dlaczego do tej pory nie poddał się operacji twarzy, by ją skorygować? Może to rodzaj pokuty za tamten wypadek? Gdy tylko spogląda w lustro, wie, że nie powinien już wkraczać w cudze życie. Bycie nauczycielem to spora odpowiedzialność, gdy poza przedstawianiem wiedzy, kształtuje się emocje młodych ludzi, tak jak to widzieliśmy w „Stowarzyszeniu umarłych poetów”. Bardzo łatwo rozpalić w kimś wrażliwym jakąś niebezpieczną iskrę, która równie szybko zgaśnie na zimnym wietrze rzeczywistości albo też spowoduje ogromny pożar.
Tymi, którzy z niepokojem wypatrują pierwszych iskier są wścibscy mieszkańcy miasteczka, karmiący się nieustannie plotkami. Chłopiec chodzący do nauczyciela, który wygląda jak potwór. Co się za tym kryje? Może on go molestuje? Aż strach pomyśleć co jeszcze. Nieokreślony, inny i nieokreślona relacja. To zawsze będzie przerażało ludzi, którzy koniecznie muszą to nazwać, skatalogować, osądzić, opanować. A jeśli trzeba to nawet zabić. Jak to już analizował Levinas, twarz innego zawsze prosi się o atak. To będzie próba przyjaźni dla McLeoda i Chucka, który z pomocą swego mistrza nauczył się uparcie dążyć do swych celów, a sam Justin obudził w sobie pasję do nauczania. Teraz będą musieli pokazać przed innymi ludźmi, ile są warci dla siebie. I czy po tej niezwykłej edukacji, Chuck odnajdzie jeszcze taką wyjątkową twarz kogoś, kto odmieni jego życie?
Komentarze
Prześlij komentarz