ANIOŁ W KRAKOWIE



Dwadzieścia lat już stuknęło od czasu, gdy Artur Więcek postanowił nam pokazać historię nierozgarniętego Anioła Giordano, który zostaje zesłany na ziemię, by się wykazać swoją „anielskością”. Wszak nie wypada tak całą wieczność przesiadywać w niebie u Elvisa i słuchać rock and rolla. Zatem kierunek Ziemia, gdzie „jest zbyt wielu ludzi robiących mnóstwo problemów” – jak słyszeliśmy w piosence „Land of confusion”. Teraz rozumiem, dlaczego Elon Musk tak chorobliwie pragnie zbudować nową infrastrukturę świata na Marsie. Póki co anioły muszą pracować na Ziemi.

Giordano ma w planach Holandię. Już anielskie zwierzchnictwo go do tego przygotowało, ale są też złośliwi koledzy, którzy lubią trochę pozmieniać literki w nazwach: Holland-Poland. Słodka perspektywa pięknej Holandii zmienia się na pobyt w równie pięknej Polsce, a zwłaszcza w Krakowie, gdzie oprócz interesującej architektury, można spotkać równie interesujących ludzi, między którymi Giordano próbuje się odnaleźć, a także dać im nadzieję i radość.

Wielki, jowialny anioł, z temperamentem Włocha, ubrany jak wędrowiec z innej epoki, gadający jak filozof i poeta, przypomina trochę dzieciaka, który widzi wszystko po raz pierwszy. A może sam Bóg jest jak dziecko, które nieustannie stara się zwrócić uwagę ludziom na te proste, piękne chwile, które co dzień im przemykają między palcami. Zachowuje się tak, jakby wszedł do wielkiego parku atrakcji i nieustannie się wszystkim zachwycał. To niepodobna być tak szczęśliwym. Dziwią się wszyscy. Kim jest ten człowiek, tak głośno mówiący o miłości do ludzi, którzy właśnie jadą na sprawę rozwodową? Ale miał wyczucie. Oni już stracili zachwyt sobą. Zmieniły się czasy. Kapitalizm się rozpędził, a ten kto został w swoim skansenie, ten teraz żałuje lub próbuje dogonić jakieś strzępy lepszego życia. Trudno zaimponować dziś kobiecie tym starym gratem i słabo płatną pracą. Ale poczekajcie, zwolnijcie nieco. Od tego przecież macie ten stary samochód, by podziwiać i zachwycać się każdą chwilą na zegarze waszego życia.

Ach Giordano, jak ty pięknie mówisz. Nawet do tych, co chcą dać ci „w ryj”. Ale spokojnie taki ktoś jak Szajbus, mimo że szorstki w obyciu, dziwny, nieprzystosowany, to jednak potrafi pomóc zagubionemu aniołowi, który nie jest w stanie sobie wyczarować domu. Jest zdany na łaskę ludzi, właśnie takich jak Szajbus. Ale pojawia się także w życiu Giordana istota bardziej delikatna. Kobieta. Ma na imię Hanka. To jeszcze nie jest namiętność, co raczej przyjaźń. Samotna matka z dzieckiem, zaradna, z iskrą w oku, nocami prowadzi grilla i sprzedaje kiełbasy, a trzeźwym rankiem odpala kolejnego papierosa, by dziękować za przeżyty dzień niebiosom. Ma powody. Była w szpitalu i zna prognozę pogody. Nie będzie słonecznie, lecz deszczowo, więc liczy się każdy dzień, każdy poranek, gdy wchodzi do pokoju swego syna i wita się z nim. To nie przypadek, że właśnie spotkała na swojej drodze Giordana, który z taką pewnością i spokojem opowiada o niebie i Bogu, jakby tam już był i widział to wszystko na oczy. Ale chyba nie widział i nie próbował jeszcze pysznej kanapki z kotletem schabowym, czy kiełbasy z rusztu. Są takie rzeczy, o których nie śniło się nawet aniołom. Giordano w tej długiej lekcji ziemskiego życia musi poznać, co to znaczy przyjaźń, jak i tęsknota, żal, ból. Co ma powiedzieć dziecku, które właśnie straciło matkę? Haniu, odeszłaś tak spokojnie. We śnie. Czemu ma się bawić w adwokata pana Boga, który czasem dokonuje przedziwnych ruchów na szachownicy życia? Może Giordano powinien zostać dłużej na ziemi, by zaopiekować się synem Hanki i przy okazji się zakochać?

Może czas zrzucić skrzydła i doświadczyć miłości. To podobno równie błogi stan, jak pamiętamy z „Miasta aniołów”. A o resztę Giordano nie musi się martwić, jest ubezpieczony przez swoich niebiańskich kolegów. Tylko w kim się tu zakochać? Może w pewnej pani psycholog, która bądź co bądź leczy też zranione dusze. Ale czy kiedykolwiek leczyła byłego anioła? Schizofrenia do potęgi. Albo jednak ktoś najbardziej uczciwy, kogo spotkała w swoim życiu, tak niewinny, czysty w ciele potężnego faceta. Ktoś kto mówi jakimś innym językiem, jak natchniony poeta, dawno nie słyszanym przez nią. Choć wiele poznała sekretów swoich pacjentów, szkoda, że tak późno odkryła pewne miłosne tajemnice swego obecnego narzeczonego, który jakoś nie ma serca do stałych związków. No Giordano, czas pocieszyć porzuconą damę.

Więcek czerpie tu z tradycji takich produkcji jak „Autostrada do nieba” czy „Dotyk anioła”, gdzie bez ciężkiego patosu duchowości, rysuje nam swojskimi pastelami obrazki z ludzkiego życia, między którymi zabłądził anioł. W filmie też zobaczymy cameo samego reżysera, który akurat przeżywa kaca, ale poczciwy Giordano już śpieszy mu z butelką wody. Woda winem się stała, a wina po kacu została ugaszona przez eliksir od anioła. Skoro w plenerach widzimy piękny Kraków, to nie mogło zabraknąć krakowskiego poety, Marcina Świetlickiego i jego partnera z zespołu Świetliki, Grzegorza Dyducha, którzy w tamtym czasie prowadzili w TVP magazyn „Pegaz”.

Co dalej z Giordano i jego relacjami w tym niedoskonałym świecie? Jak na razie ostatnim filmem dopełniającym ten anielski tryptyk Więcka jest „Prawdziwe życie aniołów”, opowiadającym o tym, jak główny bohater, grany przez Globisza, Adam stara się wrócić do normalności po udarze i nazwać wszystko po nowemu w swoim raju. Co oczywiście nawiązuje bezpośrednio do choroby samego Globisza, który teraz każde przedsięwzięcie artystyczne traktuje jako doskonałą rehabilitację.

Oto wreszcie rozmarzony Anioł stał się człowiekiem stuprocentowym, których kocha, cieszy się, choruje i cierpi, nie mogąc liczyć na szybkie czary-mary. Oto heroizm człowieka, od którego uczą się także anioły.

 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH