SZAKAL
Kiedy Frederick Forsyth wymyślił sobie, że w cenną głowę Charlesa de Gaulle’ a będzie celował tajemniczy morderca o pseudonimie Szakal, działający na zlecenie organizacji OAS, wtedy to we Francji, we wczesnych latach sześćdziesiątych na ekranach kin prawdziwą furorę robił inny przestępca bez twarzy, niejaki Fantomas. Fakt, że Fantomas w swoich mistyfikacjach głównie trudził się na cenne łupy w postaci biżuterii, złota, ale niekiedy musiał pozbawić życia pewne ważne osoby, by przejąć ich twarze i tak zmylić policję. Szakal z kolei zarabiał na chleb, strzelając tylko do najwyżej postawionych ludzi, a przynajmniej takich, za których zleceniodawca jest w stanie zapłacić naprawdę duże pieniądze. Wystarczy na dobre inwestycje w kilku bankach i spokojną emeryturę z nową twarzą. W tym samym czasie, gdy Szakal mierzył w głowę de Gaulle’ a, John Fitzerald Kennedy osuwał się martwy na tylnym siedzeniu samochodu podczas swojej wizyty w Dallas. Kolejny wielki, lecz niewygodny przywódca padł jak figurka strącona przez pocisk w wesołym miasteczku. Francja nie będzie gorsza od Stanów Zjednoczonych i też pozbędzie się swego przywódcy. Tyle, że bojownicza organizacja OAS wynajmie teraz obcokrajowca, który z chłodnym dystansem przeprowadzi całą akcję, nie żałując sobie charakteryzacji, peruk, farb do włosów. Szakal jest jak doskonały aktor, który właśnie podpisał kolejny kontrakt na swój genialny, krwawy spektakl. Połowa pieniędzy teraz, połowa po wszystkim.
Kto by pomyślał, że ten jasnowłosy, uśmiechnięty, dobrze zbudowany gentleman, przekraczający próg pewnego hotelu jest właśnie jednym z największych płatnych morderców. Ze spokojem przyjmuje kolejne zlecenie. Właściwie nie ma dla niego znaczenia czy zabija tego lub tamtego z pierwszych stron gazet. Choć akurat w przypadku zabicia prezydenta Francji, kariera Szakala dobiegnie końca. Będzie musiał zniknąć na zawsze. Niewdzięczny fach pozbywania kogoś życia trzeba będzie zamienić na coś mniej stresującego i jakoś się urządzić na nowo. To oczywiście kosztuje. Ale skoro chcecie panowie Nowej Francji, to musicie zapłacić.
Ale zabicie prezydenta Francji to także spore wyzwanie, by przechytrzyć służby bezpieczeństwa, które po ostatnich nieudanych zamachach na prezydenta są jeszcze bardziej wyczulone. Trzeba nieustannie zmieniać swój image, ostrożnie kontaktować się z podwykonawcami, którzy przerobią broń i dostarczą fałszywe dokumenty. Oczywiście, że nic nie może iść gładko. Ktoś zaczyna coś podejrzewać. Uśmiecha się pod nosem, myśląc, że ma Szakala w ręku. Oferuje swoje milczenie za większą kwotę, niż było umówione. Szakal nie lubi takich zagrywek. Nie może mieć litości. Kiedy już ktoś coś na niego ma, musi pożegnać się z życiem. Parę ciosów, jeden strzał i koniec kłopotów. Dla Szakala to normalka. No i dalej w drogę. Raz Francja, potem Włochy, wcześniej Anglia. Aż wreszcie pewna francuska kamienica, gdzie z poddasza można oddać strzał.
Od tego klasyka kina w reżyserii Freda Zinnemana upłynęło już równo pół wieku, został on zrealizowany trzy lata po śmierci samego de Gaulle’ a. Film wciąż zachwyca swoim minimalizmem i surowością. Nie ma w nim nawet muzyki, która wprowadzałaby dodatkowe napięcie. Jest jak paradokument, rekonstrukcja wydarzeń, precyzyjne studium przygotowywania zbrodni i udaremnienia jej. Z kolei w 2022 roku upłynęło ćwierć wieku od premiery nowej wersji „Szakala” z Brucem Willisem i Richardem Gere’ m w rolach głównych. Tu również Szakal ma zabić wysoko postawionych ludzi. Tym razem to mafia rosyjska chcąc pomścić śmierć swego drogiego brata (niezłego zbója), który zginął z rąk agentów FBI, zleca zabójstwo dyrektora Roberta Browna, innych agentów i jak się potem okaże, również zabójstwo pierwszej damy USA. Rosja potrafi odpłacić pięknym za nadobne. Te zabójstwa to sprawa honoru. Terek Murad nie spocznie dopóki nie pomści śmierci swojego brata. Już i tak jest nieźle wkurzony na swoich współpracowników. David Hayma, szkocki aktor w roli rosyjskiego mafioza naprawdę potrafi przestraszyć. Podczas narady, jednemu ze współpracowników wbija topór w głowę za to, że nie uchronił jego brata przed niebezpieczeństwem.
„Ten człowiek był dla mnie wspólnikiem, przyjacielem, traktowałem go jak brata. Nie chciałem go zabijać. Ale pomyślcie. Jeśli tak postąpiłem z bliską osobą, to jak postąpię z wrogiem?”
Zawisa to pytanie w powietrzu jak miecz Demostenesa. Ameryka ma zapamiętać, że nie warto zadzierać z rosyjskimi mafiozami. I właśnie tym, który ma się podjąć tego zadania jest Szakal z twarzą Bruce’ a Willisa, aktora już bardziej kojarzącego się z kinem sensacyjnym niż angielski gentelman Edward Fox. Willis również zmienia się tu jak kameleon, doprawiając sobie długie włosy lub innym razem zaczesując je na różne sposoby. Raz włosy ciemne potem blond i jeszcze parę trików z charakteryzacją. Ale i tak wyraz twarzy Szakala jest zawsze ten sam. Lekko przymrużone oczy, pewna podejrzliwość, chłód. Mało osób widziało Szakala, dlatego tak trudno go złapać. Ale FBI musi mieć jakiś punkt zaczepienia. O tym, jak bardzo są zdesperowani, świadczy fakt, że decydują się na współpracę z byłym terrorystą IRA, Declanem Mulqueenem, który obecnie odsiaduje wyrok dwudziestu pięciu lat za popełnienie morderstwa (więc dziś by już wyszedł). To właśnie Declan jest jednym z tych nielicznych, który miał do czynienia z Szakalem i potrafi go rozpoznać, nawet jeśli ten sprawił sobie nową peruczkę albo wąsy. Postać Mulqueena to zupełnie nowy element w całej oryginalnej historii o Szakalu. Wcześniej bowiem mieliśmy tylko służby bezpieczeństwa, policję z różnych krajów i oczywiście cierpliwego, nieskazitelnego komisarza Lebela, który nieustannie tropi podejrzanego. Aż w końcu niczym samotny jeździec zastaje swego adwersarza w mieszkaniu na najwyższym piętrze kamienicy, gdzie dochodzi do wymiany ognia. I hurra. Prezydent bezpieczny. Ale jak zawsze Hollywood potrafi wzmocnić napięcie, a między czarnym i białym dać odrobinę szarości. Terrorysta mający na koncie różne morderstwa nagle w naszych oczach, staje się pozytywną postacią, próbującą jakoś odkupić swoje winy, szukając wraz z agentami Szakala. I można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Mulqueen i agenci powoli przypadają sobie do gustu. A przynajmniej potrafią ze sobą wytrzymać, by działać w słusznej sprawie, choć i tak Declan nie może liczyć na ułaskawienie. To by było po prostu zbyt piękne i naiwne. Miło jednak na jakiś czas opuścić mury więzienne i poczuć się potrzebnym albo też poczuć się jak bohater i opracowywać plan z taką szychą FBI jak stoickim Carterem Prestonem (Sidney Poiter), który od czasu „W upalną noc” nieźle awansował. Widać, że Mulqueen jest pod wrażeniem jedynej damy w tym towarzystwie, niejakiej major Kozłowej, z rosyjskiego wydziału spraw wewnętrznych, w którą wciela się Diane Venora. Wcześniej ta aktorka zapisała się w pamięci widzów jako cierpliwa żona porucznika policji, Vincenta Hanny w filmie „Gorączka”. Teraz z kolei gra niezłą szyszkę w samym FBI. Kozłowa to żelazna babka, która zastrzeliła jednego z szefów gangu rosyjskiej mafii i tym samym wydała na siebie i całe FBI wyrok. Oszpecona blizną na lewej stronie twarzy z dystansem odnosi się do ludzi, a zwłaszcza do mężczyzn. Declan jednak się nie zraża i trochę flirtuje z panią major.
Tymczasem Szakal nie traci czasu, zmienia twarze/makijaże jak i kolory aut, podróżuje od jednego miejsca do drugiego, przygotowując się do zamachu. Choć w większości wypadków ta postać bywa chłodna i obojętna, to jednak wobec lojalnych podwykonawców, jak choćby dla tej dziewczyny, która mu przygotowała fałszywe dokumenty jest dość hojny, pamięta o jej dziecku i płaci więcej. Ale gdy na przykład jowialny i dość śliski Ian Lamont (Jack Black), mechanik, konstruktor, przerabiający broń żąda więcej pieniędzy za swoją pracę i milczenie, to bezwzględny Szakal nie waha się odstrzelić mu ręki i wreszcie zabić. Ta scena śmieszy (jak każda z Jackiem Blackiem) a zarazem przeraża. Szakal sprawia wrażenie, jakby żartował, a potem nagle zaczyna grozić, umiejętnie balansuje między emocjami ofiary. Podobnie zresztą zachowuje się wobec swego nowo poznanego kochanka, który nagle odkrywa prawdę o nim. Szakal spokojnie zajada się chińskim jedzeniem z kubełka, a potem z obojętnym wyrazem twarzy wyciąga broń i strzela do zdumionego mężczyzny. Szakal dobrze wie, że wciąż trzeba ćwiczyć, żeby być profesjonalistą. Ćwiczyć także swoje emocje, by w ostatniej chwili strzelić w pierś przyjacielowi. A tak w ogóle trzeba przetestować broń i to najlepiej na żywym człowieku a nie jakimś arbuzie, dyni czy co tam jeszcze było dostępne w warzywniaku. Wróćmy jeszcze do biednego Jacka Blacka który się podłożył Bruce’ owi. Roztrzęsiony Lamont, czuje na sobie celownik wielkiego działka, ucieka ile sił w nogach. Dobrze wie, że Szakal nie żartuje. Biegnij jeszcze dalej, „run Forrest, run!”. Aż następuje oficjalny test broni na ruchomej platformie. Jeden milimetr i można coś stracić. Lamont trzymający kartkę papieru ufa, że pocisk ją zgrabnie przedziurawi, ale niestety… następuje krwawa jatka. Każde odchylenie od normy skutkuje pudłem. Jakie wnioski z tego testu? Trzeba poprawić celność i parametry działka. Ten Szakal z lat dziewięćdziesiątych dysponuje konkretnym działkiem ZSU-33 kalibru 14,5mm osadzonym na specjalnej, ruchomej platformie, schowanej w samochodzie. Całość kontroluje za pomocą komputera i joysticka. Full wypas w porównaniu do tego, czym dysponował jego pierwowzór z 1973 roku: składany karabinek ukryty w kulach kalekiego weterana wojennego, który w ostatniej chwili przebłagał żandarm, by ten mu pozwolił wejść do cudzego mieszkania na najwyższym piętrze, skąd nasz spryciarz odda strzał podczas uroczystości państwowych.
Szakal Willisa nie będzie musiał się specjalnie martwić o dogodną lokalizację gdzieś na dachach budynków. Spokojnie zaparkuje swojego czerwonego vana Chrystlera, usiądzie sobie gdzieś na ławeczce w przebraniu policjanta (a policjantów tam od groma), uruchomi komputer, namierzy cel, jakby właśnie podejmował jakąś grę strzelankę, a nieświadomi niczego uczestnicy spotkania będą wiwatowali na cześć żony prezydenta. Tymczasem z okien samochodu wyłoni się działko.
Ale Declan potrafi obserwować i w porę da znak.
Ale to nie koniec.
Szakal wciąż gdzieś jest w tym tłumie ludzi. Zmierza do równie zatłoczonego miejsca, jakim jest metro, gdzie co chwila tysiące ludzi odjeżdża i przyjeżdża. Tysiące różnych tożsamości, między którymi można by przemknąć niezauważonym. Szakal nie ma tożsamości. Jest każdym i nikim. Gotowy przejąć życie kogoś innego. Ale dwoje świadków wciąż dobrze pamięta jego twarz. Są niczym lustra prawdy, które Szakal chciałby rozbić, by znów zniknąć w ciemnej otchłani. Z jednej strony brawurowy Declan śmigający między torami, a z drugiej strony ktoś, kogo wszyscy najmniej się spodziewali w tej ostatecznej konfrontacji. Dawna miłość Mulqueena, Isabella, która zerwała z burzliwym życiem, założyła rodzinę. Lecz teraz musiała wyjść na spotkanie ze swoją przeszłością, by przypomnieć, jak się strzela raz a dobrze, by wreszcie zabić dawne demony.
A po wszystkim
Czy my kogoś zabiliśmy? Czy to był człowiek czy duch? Bez imienia i nazwiska. Kogo ścigaliśmy i kogo złapaliśmy? Strzęp dawnych siebie, kawałek lustra, w którym zobaczyliśmy innych siebie, odważnych, zdeterminowanych, by pokonać kogoś, kto nigdy nie istniał.
Komentarze
Prześlij komentarz