Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2023

CZŁOWIEK BEZ TWARZY. ALE Z DUSZĄ

Obraz
To debiut reżyserski Mela Gibsona, w którym zarazem gra on główną rolę, adaptacja powieści Isabelle Holland o tym samym tytule, traktujący o inności. Ludzie naznaczeni w jakiś sposób innością, bliznami na twarzy, kalectwem, zawsze wyzwalają w pozostałych pokusę opowieści, legendy, plotek, czy wreszcie filmowych historii jak „Człowiek słoń” w reżyserii Davida Lyncha czy serial „Piękna i Bestia” z Ronem Perlmanem w roli głównej. Ten niedostępny, tajemniczy, przerażająco inny coraz bardziej intryguje swoją tajemnicą, rozpala wyobraźnię. Jest niczym wyzwanie dla tych, którzy jakoś ubili się w tłumie i żyją wedle tych samych nudnych schematów, byleby tylko nie wyjść poza margines bezpieczeństwa i społecznej akceptacji. Takim innym, Dziwakiem jest Justin McLeod. Nie tak dawno zamieszkał w pięknym domu nad jeziorem, które oddziela go od reszty społeczności. Jezioro to zdaje być wielkim zwierciadłem odbijającym samotność Justina, który jak na razie nie zamierza się oglądać w lustrze z innymi...

ZAPACH KOBIETY. PROWADZIŁ ŚLEPY NIEWINNEGO

Obraz
  Kto tutaj naprawdę jest ślepy, kto doświadczony, kto odpowiedzialny, kto umie patrzeć, kto umie słuchać? Scenarzysta, Bo Goldman, wspierając się na książce Giovanniego Arpino, „Zapach kobiety” oraz na włoskim filmie z 1974 roku z Vittorio Gassmanem w roli głównej, kreśli nam tu spotkanie dojrzałości z młodością. Jeden bohater stoi u schyłku swego życia, a drugi miota się w swoich ideałach, nie wiedząc, jaką wybrać dla siebie drogę. Nieprzypadkowo los ich ze sobą spotkał. Emerytowany, ślepy, zgryźliwy pułkownik armii amerykańskiej postanawia ze sobą skończyć w świąteczny weekend (Święto Dziękczynienia), ale zanim odda honorowy strzał, chce sobie poużywać życia na wszystkie możliwe sposoby. Długo odkładał rentę, by wreszcie pożyć jak król w najlepszym hotelu z najlepszymi posiłkami i najlepszym towarzystwem pięknych kobiet. Do swojej, ostatniej hedonistycznej podróży potrzebuje zaufanego przewodnika (ale nikogo z rodziny), kogoś młodego i naiwnego, kto nawet się nie zorientuje,...

DR HOUSE. KŁAM, CHŁAM, WŁAM

Obraz
  Pamiętam, że ten serial był niczym objawienie, gwiazda jaśniejąca na zaśmieconym już dość mocno serialowym firmamencie. Serial, w którym antypatyczny lekarz, dźwigający ciężar egzystencjalizmu w zimnej epoce postmodernizmu obraża każdego pacjenta, a przy tym leczy go ze złudzeń, zakłamania, w jakim żyje — stał się hitem. Wniosek: Publiczność przesycona typową papką serialową potrzebowała czegoś świeżego. „Jak pan może panie doktorze?!”. Oczywiście, że może. Pójdą skalpele i noże, ale przede wszystkim ostre słowa, które rozerwą na strzępy nadęte ego niejednego wrażliwca. Zgryźliwy lekarz, któremu nie dają spokoju namolni pacjenci to świetny materiał na serial komediowy w stylu „przychodzi baba do lekarza”. Ale tego typu poetyka prędzej czy później przejdzie do lamusa ze swoim głupkowatym humorem. Fenomen „Doktora House’a” to ta zgryźliwość, ironia, które pieką coraz bardziej, by potem rozlać się balsamem głębokiej refleksji, aż łzy zwilżą nasze powieki, gdy w tle popłynie „Teard...