SŁODKO GORZKI PASIKOWSKI

Pierwsze wrażenia, jakie przychodzą po obejrzeniu tego filmu to: „inny Pasikowski”. Nadal surowy, szczery, nie żałujący wulgaryzmów, a w obsadzie znów znajome nazwiska: Linda, Pazura, Kondrat, Lubaszenko, Lubaszenko Senior, Żmijewski, a nawet Dariusz Siatkowski. Ale tym razem ustępują oni miejsca młodzieży czyli Rafałowi Mohrowi, Rafałowi Olbrychskiemu i Anicie Werner na pierwszym planie. Inny Pasikowski. Już nie taki sensacyjny, polityczny, a bardziej liryczny, próbujący ukazać gorzki obraz pierwszej, poważnej miłości na tle burzliwego okresu szkoły średniej. W napisach końcowych dowiadujemy się, że twórcy zadedykowali ten film swoim pierwszym miłościom. Wracamy zatem do zielonych ogrodów liceum, gdzie zrywaliśmy róże z kolcami, raniąc się bez przerwy i próbowaliśmy recytować swoje koślawe liryki pięknym nimfom, które i tak zdradzały nas z lepszymi i bogatszymi.

Na plakacie tego filmu widzimy rozdarte dżinsy na pupie dziewczyny, a także czerwoną pieczęć z tytułem filmu: „Słodko gorzki”. Słodka jest młodość w tym ogrodzie rozkoszy, gdzie tyle ponętnych, gładkich ciał, spragnionych pocałunków. W liceum jeszcze jesteśmy dziećmi, a już prawie dorosłymi, którzy chcą spróbować słodkiego grzechu, wierząc, że robią to z czystej miłości. A potem pozostaje to gorzkie uczucie, że nie było w tym nic głębszego. W innej wersji na plakacie widzimy Anitę Werner z uplecionymi, kręconymi włosami, które przypominają trochę wieniec leśnej nimfy, naprzeciw niej stoi Rafał Mohr, starający się dotrzymać jej kroku w tym pogańskim tańcu/rytuale, a na drugim planie, w głębi widzimy Rafała Olbrychskiego, czyli Marlona. Ten zadziorny kolega, niczym Lucyfer, wygląda tak, jakby namawiał tych oboje do grzechu. Wszystko utrzymane jest w czerwonej kolorystyce. Nigdy wcześniej i później, a właśnie w liceum tak silnie nie doświadczamy skrajnych emocji w tym dziwnym ogrodzie pełnym róż i kolców, piękna i bólu, doskonałych składników poezji, którą młodzi gniewni będą śpiewali i grali na gitarach.

 

JAK ZROZUMIEĆ ŻE, TO WSZYSTKO DZIEJE SIĘ W NAS?

JAK POGODZIĆ SIĘ Z TYM, ŻE WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS?

 

A teraz spróbujemy trochę tego słodko-gorzkiego napoju i powiedzmy po kolei, co się składa na ten niezwykły smak. Z jednej strony orzeźwiający, z drugiej trochę drażniący, cierpki. Ale wciąż orzeźwiający. Do dzieła! Mateusz Hertz (Rafał Mohr) to chłopak z inteligenckiej rodziny, mieszkający w domu jednorodzinnym wraz z rodzicami, którzy w filmie prawie cały czas milczą (Maria Gładkowska i Edward Linde Lubaszenko). Mateusz albo Mat Hertz — doskonałe imię i nazwisko dla prymusa szkolnego, który rozwiąże w mig wszystkie zadania matematyczne, jak i przeczyta z chęcią dzieła Sartre’ a. Zresztą gorzki, egzystencjalny Sartre przyda się Matowi do tego, co za niedługo go spotka po powrocie z olimpiady w Budapeszcie. Oto bohater dowiaduje się, że jeden z uczniów szkoły, mało popularny Piotrek „Bąbel” Kamiński powiesił się na szkolnym boisku. Znów powraca tu echem motyw zgnębionego słabeusza, jak to widzieliśmy we wcześniejszym filmie Pasikowskiego, „Krollu”, gdzie to biedny szeregowy „Chudy” Chudziński powiesił się pod prysznicem.

Tuż przed maturą licealiści doświadczają takiej sensacji na szkolnym boisku, widząc wisielca pod koszem, gdzie winno się grać do ostatniej minuty. Ten uczeń jednak nie wytrzymał. Nie strzelił gola losowi. Czuł się cały czas nieudacznikiem i wreszcie postanowił to przerwać. Właśnie na boisku. Walkower. Samobójstwo „Bąbla” ma w sobie jakąś tajemnicę, która nie daje spokoju Mateuszowi, mimo że „Bąbel” nie był jego kolegą czy przyjacielem. Nigdy specjalnie nie rozmawiali. On nie miał kolegów. Zawsze trzymał się na uboczu. Nie miał także rodziców, tylko o wiele starszego brata, Filipa, nauczyciela języka francuskiego w innej szkole (Bogusław Linda), który już na wiele sposobów próbował sobie urządzić życie z różnymi kobietami, ale jak widać nie wychodziło mu. Może to przez Piotrka, który był trochę jak piąte koło u wozu? Może Piotrek czuł się odrzucony przez brata? Piotrek miał jakieś problemy, choć nie jest jasno powiedziane w filmie, co naprawdę mu dolegało. Czy był opóźniony w rozwoju, czy może tylko się jąkał i mówił zbyt wysokim głosem. Był inny niż oni wszyscy, których widzimy w tym filmie. I trudno mu się dziwić, że się powiesił, bo taka szkoła pełna szorstkich typów zniechęca wręcz do dalszego życia. Szkoła to przeklęte miejsce, gdzie albo czujesz się mistrzem albo nieudacznikiem i wedle tych etykiet, kształtujesz podświadomie swoje późniejsze życie.

„Bąbel” był nadwrażliwy i staroświecki, a tacy w szkole mają zawsze pod górę i wreszcie pękł. Jeśli on był tym słabeuszem, to bez wątpienia twardzielem, kobieciarzem i szkolną gwiazdą jest niejaki Marlon, grany przez Rafała Olbrychskiego. Ubrany w skórzaną kurtkę i w ciemnych okularach bryluje w towarzystwie swoim brakiem manier. To cwaniak, który wyręcza się Matem przy pisaniu kartkówek z matmy. Przy Mateuszu Marlon jest prymusem. A po skończonych lekcjach mocno imprezuje w klubie swego znajomego, korzysta z życia i jest odporny psychicznie na to całe „kurestwo”, jakie uderza coraz mocniej młodych, wchodzących w dorosłość. On nie specjalnie przejmuje się śmiercią Bąbla, bo jego tak naprawdę nigdy nie było w tej szkole. Nikt się z nim nie liczył, był jak powietrze. Powiesił się. I co z tego? Już po paru dniach od tego wypadku życie szkolne wraca do normy. Na przerwie uczniowie grają w kosza i nie myślą wcale, że ktoś tu odebrał sobie życie. Wszyscy z wyjątkiem Mateusza, którego dręczy ta śmierć. Szuka, pyta, drąży. Zamienia się w detektywa, który chce poznać prawdę o śmierci swego kolegi. Może go pobili, zabili i upozorowali samobójstwo? A może w tych dociekaniach Mat próbuje dostać się do swojego mrocznego jądra ciemności?

Wyniki obdukcji wskazują, że Bąbla ktoś pobił przed „samobójstwem”. Kto? Może Igor Poniatowski, ten zadziorny uczeń z bogatego domu, który potrafiłby przegadać niejednego polityka. Do szkoły zajeżdża swoim wypasionym Jeepem. A do szanownego pana dyrektora zwraca się tak oto:

 

„Pan mnie puści panie dyrektorze. Po cholerę nam kolegium, dam panu te pieniądze do ręki”

 

„wejdź do środka, bo tak ci zerżnę tyłek, że przez ruski miesiąc na nim nie usiądziesz” — odpowiada dyrektor, w którego wciela się Marek Kondrat, późniejszy Adaś Miauczyński

 

„pan dyrektor wybaczy, ale ja tylko z kobietami, ale jak pan dyrektor potrzebuje, to mam takiego kolegę (lubiącego chłopców)”, na co pan dyrektor cały czerwony odpowiada:

 

„Stul pysk!”

 

Ale pan Dyrektor to wyrozumiały gość. On w gruncie rzeczy kocha swoich uczniów i wiele dla nich zrobi. Trochę ponarzeka na Poniatowskiego, a potem na wycieczce szkolnej wyśle go po paczkę fajek i razem odpalą fajkę pokoju. Gorzej z panią Gnat, nauczycielka matematyki (Jadwiga Jankowska-Cieślak), która nie ma tak luzackiego stosunku. Bije od niej cynizm i gniew wobec młodego pokolenia, którego już zupełnie nie rozumie.

 

„Po co ty się uczysz Schulz, przecież i tak będziesz alfonsem. Jedną dziwkę już masz!”

„Majtki noś na tyłku, a nie w plecaku. Będziesz miała więcej miejsca na książki”

„Cisza hołota. Milcz kretynie, nikt cię o zdanie nie pyta!”

 

 

Takie mniej więcej rozmowy między nauczycielami i uczniami usłyszymy w tym filmie, a tymczasem jest okazja, by trochę popyskować także inspektorom policji (Leon Charewicz, Zbigniew Bielski), którzy prowadzą śledztwo na temat domniemanego samobójstwa Kamińskiego. Nieustannie padają pytania w stylu: Kiedy ostatnio widziałeś kolegę? Kłóciłeś się z nim? Uderzyłeś go? Kto mógł skrzywdzić Bąbla, który zawsze był trochę w tyle „jąkał się i nie przeszedł mutacji”? Mateusz kładzie się na swoim łóżku, ale pewnie znów nie zaśnie. Na ścianie wisi plakat Kurta Cobaina, który dwa lata wcześniej odebrał sobie życie. A teraz kolega z klasy targnął się na swoje życie. Dotąd myślałeś, że śmierć nie dotknie nikogo w twoim wieku. Byliście nieśmiertelni. Jak to wszystko zrozumieć? A po co rozumieć? Dziwią się koledzy i nauczyciele. Marlon pociesza Mata i zachęca, by nie tracił młodości na smędzenie o śmierci. Lepiej by zajął się czymś normalnym. To samo zresztą radzi mu pan trener (Cezary Pazura): „zajmij się dupami i winem”, a nie tymi trudnymi sprawami, bo po co sobie psuć młodość. Niech chłopak przeleci jakąś dziewczynę i będzie spał spokojnie. I tego samego zdania jest starszy brat Mata (Olaf Lubaszenko).

Starszy braciszek też poluje na okazję. Wiedząc, że Mat rozstał się ze swoją dziewczyną, Luśką (Joanna Orleańska), chce ją poderwać na jeden numerek. Dobrze wie, że obrażona dziewczyna będzie chciała się zemścić na Macie i odda swoją cnotę każdemu. Ten brat to ma łeb. Mimo, że jest już zaręczony z Jolką, chce jeszcze skorzystać na rozstaniu brata i przespać się z jego byłą dziewczyną. W końcu trzeba z siebie wyrzucić te żywioły. Wszyscy dookoła są „zanurzeni w obłędzie, głupi i bezmyślni” — podsumowuje zirytowany Mat, który szukając czegoś wyższego, wciąż trafia na pustą cielesność. Jakby na siłę wszyscy uciekali w stronę namiętności, hormonów, by nie myśleć o ciężkim życiu. Może to i lepsze, by w czasie liceum się wyszumieć, wypić hektolitry piwa, wypalić całe pola trawy, przespać się ze wszystkimi dziewczynami i tak zagłuszyć świadomość pukającej coraz głośniej dorosłości.

 

Rozejrzyj się chłopie, jakiej ty chcesz tu szukać prawdy?!

 

Ale Mat to typ intelektualisty, nie spocznie, póki nie odkryje ostatniego elementu tej dziwnej zagadki śmierci swego kolegi. Chyba że na horyzoncie pojawi się jak słońce po czarnej nocy piękna dziewczyna. To pani, która obecnie zapowiada fakty — Anita Werner, czyli Paulina, dziewczyna z aspiracjami bycia modelką. Nowa uczennica, Paulina Wrońska nosi za sobą również jakąś tajemnicę z poprzedniej szkoły. Jak się później okaże to wstydliwy związek z nauczycielem. A przecież dziewczyna musi zdać maturę. Trafia więc do szkoły Mata, gdzie chodzą takie oryginały jak Poniatowski czy Marlon, same wyrzutki, które odpadły z innych szkół. Prymus Mat jednak jest zauroczony nową koleżanką (i z tego powodu rozstaje się z Luśką), której pomaga nawet w napisaniu kartkówki z matmy. Od przyjęcia do wernisażu Mat i Paulina się do siebie zbliżają, ale jednak jest między nimi spora przepaść. Wrońska okazuje się być bardziej wyrachowana niż sądził Hertz, który nigdy nie przebierał w dziewczynach. Oczywiście Paulina zachodzi w ciążę z innym facetem i szuka teraz rozpaczliwie odpowiedniego kandydata na męża i ojca swego dziecka. Rodzice jej nie odpuszczą. „Starzy się wkurzą, ze szkoły mnie wyrzucą, stracę kontrakt w Paryżu”. Bo ambitna dziewczyna ma jeszcze w planach kontrakt modelki. Tu już nie ma miejsca na sentymenty, tylko raczej na biznesowy układ. Paula uroni wiele łez, by spróbować przekonać naiwnych facetów do siebie. Bezpieczne małżeństwo, dziecko, Paryż, kariera, a szkoła może poczekać.

To pierwsza taka lekcja, w której temat wyraźnie przerósł Mata. Gramatyka słodkich słówek zawierała bolesne wyjątki. Natomiast geometria uczuć, bo w końcu mówimy tu o miłosnym trójkącie, albo nawet czworokącie, nie pozwoliła mu znaleźć wspólnego punktu z Pauliną. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Inna koleżanka z klasy zapewniała Poniatowskiego o swojej wielkiej miłości, a potem uległa Marlonowi, który musiał ją zdobyć. Lecz dla niej to tylko sex, dla Marlona kolejne trofeum, a dla Poniatowskiego urażona duma. Ale wstajemy droga młodzieży i przemy dalej. Jeszcze gorsze rzeczy w was uderzą jak piorun o poranku.

No i jeszcze drążąca sprawa śmierci Piotrka, dla którego Mat próbuje być teraz lojalnym kolegą, choć wcześniej w ogóle go lekceważył. Czy to jakieś wyrzuty sumienia? Jak się okaże pod koniec filmu, do samobójstwa pchnęła Kamińskiego pewna sytuacja, która miała miejsce tuż przed wyjazdem Mata na olimpiadę. Mat wcześniej uderzył Bąbla i tym samym skompromitował go na oczach wielu uczniów. To dla staroświeckiego Kamińskiego okazało się tak dużą hańbą, że postanowił się powiesić. Nie zdał swojego egzaminu z dojrzałości, podczas gdy Mat i inni będą musieli od tej pory stawiać czoła „największemu kurestwu” tego świata. Oszołomiony Hertz, który swoim intelektem i elokwencją do tej pory wygrywał każdy pojedynek z życiem i ludźmi, teraz wychodzi na deszcz, by trochę ochłonąć. Znów przypomina się „mokry” Kroll, gdzie ciągle padało. Deszcz zmywa dawny żal i wspomnienie o Paulinie, która ostatecznie wyjedzie z jakimś Księciem gdzieś daleko. Jak to u Pasikowskiego, kobieta zawsze okaże się kkkkkkk. Po chwili do Mata dołącza Marlon i podaje mu piłkę do kosza. Znów graj bracie, odbijaj się od powierzchni. Kolejny mecz przed nami.

„Na szczęście to nie było złamane serce, tylko zwykła kontuzja, jeszcze dwa punkty i będziemy mistrzami świata!” — krzyczy Marlon. I znów wygrywa męska przyjaźń. Bohaterowie podskakują z piłką i zawisają tak w powietrzu, podczas gdy na nich przewijają się napisy końcowe. I lepiej, żeby tak na s zapamiętali, czyż nie? Młodość, zmysłowość musi wygrać ze zgorzknieniem, sentymentem, smutkiem, śmiercią, bólem. Póki mamy naszą młodość, nie marnujmy jej na smutki i żałobę. Grajmy, korzystajmy, bądźmy jak hedoniści, mistrzowie świata – zdaje się pobrzmiewać taki morał z tej historii.

 

PAN CZEPIALSKI JESZCZE RAZ PRÓBUJE SŁODKO-GORZKIEGO I CZUJE CIERPKI POSMAK

 

W liceum wszystko wydaje się nonsensem, system edukacji jak i zachowanie młodzieży. Nawet w filmie najbardziej kasowego reżysera lat 90-tych również trafimy na parę nonsensów. Tak na przykład nie rozumiem, po co dziewczyna, którą gra Joanna Pierzak-Orleańska, podchodzi do czujnego ucznia, Gospodarza (Jan Macewicz), który stoi na zwiadach i pyta go, „czy nauczycielka już idzie?”. Przecież chłopak po to stoi, by w razie czego powiedzieć, że belfer się zbliża. Dziwi mnie też, dlaczego Mateusz podaje rozwiązaną kartkówkę z matmy dla Pauliny do rzędu obok, skoro siedzi parę ławek za Pauliną, więc co za problem podać kartkówkę przez pozostałych prosto linią.

Kolejny szczegół to zabawne i głupie zachowanie brata Piotrka Kamińskiego, Filipa (Bogusław Linda), gdy udaje postrzelonego, rozmawiając z kolegą. Chyba udaje jakąś scenę filmową, albo już mocno wypił, podczas gdy Mat ich podgląda, stojąc pod drzewem. Jeszcze dziwniej Filip zachowuje się, gdy Mat odwiedza go rano i przedstawia się, że jest kolegą Piotrka, na co Linda mu odpowiada, że nie wie, o jakiego Piotrka chodzi. Do cholery! Przecież miałeś chłopie brata o imieniu Piotrek, który niedawno się powiesił, a teraz nie wiesz, o jakiegoś Piotrka chodzi? Chyba o tej porze także był mocno pijany, skoro nie kontaktował.

Niektóre dialogi w tym filmie aż za bardzo zgrzytają: raz Mat pyta Igora o znajomość z Pauliną, a potem nagle pyta o to, dlaczego Kamiński się powiesił. W innej scenie dziewczyna Igora idzie z Marlonem do łóżka, a po wszystkim pociesza zranionego Poniatowskiego, że to był tylko sex i wszystko znów w porządku. Sprytna Paulina próbując przekonać Filipa Kamińskiego do małżeństwa mówi, że on zawsze był pierwszy a tamci pozostali mężczyźni tego nie zmienią – to logiczne aż nazbyt. Albo gdy Wrońska tłumaczy swoje spóźnienie na imprezę urodzinową: „kolega mnie przywiózł, ale musiał zmienić gumę…” – ha, ha, brzmi nad wyraz dwuznacznie, zwłaszcza, że ten kolega w wypasionym wozie okaże się potem tym księciem z bajki, który zabierze Paulinę za granicę.

Jeszcze ta bezczelna kelnerka zabierająca Matowi i Paulinie kieliszki podczas pierwszej randki. Zabiera, bo brakuje jej w tej chwili do kolejnego zamówienia. Gastronomia III RP. Ale, ale! W filmie znalazło się miejsce również dla hojnego sponsora filmu, jakim był Zepter. Zwróćmy uwagę, gdy Artur Żmijewski tańczy z Anitą Werner na przyjęciu urodzinowym brata Mateusza i chwali się przed dziewczyną, że został właśnie przedstawicielem handlowym tejże firmy. Potem jeszcze zobaczymy balon Zeptera przed blokiem Filipa Kamińskiego.

Profesorka Gnat czyli Jadwiga Jankowska Cieślak ustawia całą klasę do pionu, choć nie rozumiem po co jeszcze obraża wszystkie uczennice, nazywając je dziwkami, a z kolei Marlona nazywa Alfonsem. A może jest już tak zgorzkniała, że nie szczypie się. Trzaska dziennikiem, wywala z klasy uczniów i krzyczy na cały głos. Takich nauczycieli zapamiętuje się na całe życie, choć nie wiadomo, czy pomagają oni nauczyć się efektywnie danego przedmiotu, czy tylko wzbudzają strach?

Ironicznie przedstawia się scena, gdy Bogusław Linda i Anita Werner idą aleją i rozmawiają o obecnej, nieciekawej sytuacji dziewczyny. Filip pyta Paulinę: „dlaczego mnie pytasz mała?”, podczas gdy sama Anita Werner przerasta chyba o głowę słynnego twardziela kina lat 90-tych. No mogli go chociaż trochę w kadrze podwyższyć – zrobić takie sztuczki jak Peter Jackson z Hobbitami i Gandalfem?

Jak byliście ciekawi, jak wygląda syn Marka Kondrata w akcji, Mikołaj Kondrat, który obecnie zarządza firmą Kondrat Wina, to właśnie w tym filmie możemy zobaczyć jego krótki, ale jakże uroczy występ. Mikołaj wciela się tu w wygadanego uwodziciela, który każdej złamał serce, ale one wciąż lgną do niego, bo facet ma naprawdę niezłą gadkę i wie, jak wykorzystać wiedzę o Platonie, by oczarować dziewczynę. Gdy patrzy się na tą scenę, jak bohater dosiada się na ławce do długonogiej brunetki, podobnej do leśnej nimfy, aż bierze człowieka zachwyt nad tym „licealnym romantyzmem”. Scena jak z obrazka. Nawet nie ma tu o dziwo żadnych wulgaryzmów. Bohaterowie siedzą na ławce, otacza ich gęsta, zielona ramka z drzew i krzewów w kadrze Pawła Edelmana. Uwodziciel spokojnie wypowiada swoją kwestię o Platonie, połówkach dusz i starej serbskiej pieśni, podczas gdy dziewczyna siedzi zasłuchana i trzyma w ręce jabłko, jakby znajdowali się w raju, a w tle jeszcze rozbrzmiewa liryczny, jazzowy fortepian. Znów kłania się ten dziwny paradoks liceum, w którym z jednej strony buzują hormony i wulgarność pręży muskuły, z drugiej przemyka gdzieś między wierszami ten niewinny romantyzm. Ten urok i elegancja w wyrażaniu myśli zostanie Kondratowi Juniorowi jeszcze w roli Kuby w serialu „Pokój 107” (1997 r.), opowiadającym tym razem o perypetiach studentów, mieszkających w akademiku, gdzie sporo się dzieje. Tam będziemy mogli podziwiać młodziutkich: Jacka Braciaka, Jana Wieczorkowskiego, Kingę Preis czy Radosława Pazurę. Żeby było ciekawiej, tam również znalazło się miejsce dla Marka Kondrata, który tym razem zagrał dziekana wydziału.

A wracając do obsady w „Słodko gorzkim”, to również dla pana reżysera, Władysława Pasikowskiego znalazła się okazja do cameo podczas imprezy w klubie. Widzimy go w czarnej skórze i w ciemnych okularach, podobnie jak w „Reichu”. Te wstawki z imprezą, gdzie cały czas błyska światło i twarze skaczą tu i tam, nie dając się rozpoznać, przypomina trochę teledysk grupy Queen „You don’t fool”, który notabene właśnie w połowie lat 90-tych miał swoją premierę. Utwór ten z tanecznym rytmem opowiada o tym, jak chłopak jest zwodzony przez kobietę. Oboje między sobą grają, raz kochają, potem sobie nie ufają. Niepewność własnych i cudzych uczuć jest dla nich gorzką torturą, po której znów raczą się słodkimi pocałunkami, podejrzewając siebie o największe zdrady.

Muzyka w tym filmie odgrywa niebagatelną rolę. W końcu jesteśmy w liceum, gdzie uczniowie żyją od jednej imprezy do kolejnej. Raz w tle rozbrzmiewa snobistyczny jazz dla młodzieży wchodzącej już w dorosłe życie na przyjęciu urodzinowy brata Mateusza. Za te jazzowe i symfoniczne wstawki odpowiedzialny jest Mateusz Pospieszalski wraz z Sinfonią Varsovią. Zwłaszcza rzuca się tu w uszy smyczkowy utwór zatytułowany „czołówka”, podkreślający scenę, gdy Marlon całuje się namiętnie z koleżanką z klasy, a Igor mierzy im czas. Ale poza tymi klasycznymi wstawkami nie mogło zabraknąć czegoś z pazurem. Licealiści delektują się gitarowymi utworami, bo przecież gitara w swych krągłościach przypomina tą piękną muzę. I także soundtrack do tego filmu wypełniają gitarowe numery Tomka Lipińskiego, który również pojawia się w filmie jako przerywnik między danymi scenami. Podobny do szamana w transie, wyśpiewując swoje utwory, podkreślając stany bohaterów od miłości po zdrady i zabawy. Pasikowski podobnie jak wcześniej Żamojda w „Młodych wilkach” trochę bawi się tu konwencją teledyskową. Na playliście uwagę zwraca nastrojowa piosenka utrzymana w wolnym tempie: „Tak bym chciał kochać cię”, którą słyszymy podczas tańca Mata i Pauliny w klubie. W zimnym, niebieskim świetle bohaterowie delikatnie przesuwają się na scenie. Hertz właściwie tylko niezgrabnie się obraca, podczas gdy Paulina wykonuje przed nim ten hipnotyczny, zmysłowy taniec. Czuć, że wszyscy są wręcz zahipnotyzowani seksem. Obojętność bohaterów wobec śmierci Piotrka, Lipiński komentuje dobitnie smętnym głosem: „I niech nie będzie tak, że rozlatuje się świat – i nikt nic nie robi”. Oprócz Lipińskiego, również Rafał Olbrychski dodaje swoje dwie małe, ale jakże efektowne cegiełki, grając na gitarze pośród plenerów, najpierw w szkolnym ogrodzie, a potem na plaży. Olbrychski Junior może jako aktor jest zbyt sztywny, ale w tym filmie daje się poznać jako świetny wokalista rodem z grunge’ owych klimatów (w końcu Olbrychski junior grał kiedyś w kapeli Reeds). Te muzyczne korzenie jeszcze odbiją się w filmie „Szczęśliwego nowego Jorku”, gdzie Rafał będzie grał Panka, niespełnionego muzyka z fujarką, emigranta z Zakopanego, który próbuje podbić ludową muzyką z elementami rapu Nowy Jork. Ostatecznie Olbrychski Junior zerwie z aktorstwem i poświęci się gastronomii, gdzie oprócz serwowania oryginalnych dań, będzie także grał na gitarze dla swoich gości.

 

Oto jest ciemne pokój, w którym ja i ty

Bawiliśmy się ogniem całą noc

A drzwi, wszystkie wyjścia i okna są ciągle zamknięte

Oto cisza, która spadła na nas prosto z gór

Oto dzień, bieg, Oto park, oto szkolny mur

 

 


 

Śpiewa łobuz w zielonym ogrodzie dla swojej nimfy w glanach, by za chwilę z nią się kochać w szkolnej łazience. Pasikowski zdaje się przy pomocy piosenek malować przed nami ten dziwny, zaklęty świat młodości i namiętności, wszystkiego, co ulotne i opisywane tylko przez poetów. Zawieszone gdzieś w tych zielonych ogrodach, między porannymi, majowymi deszczami i ciepłymi, upojnymi nocami. Teraz na plaży, między piaskiem z klepsydry, a morzem niepewnym, z dala od tych szkolnych ogrodów, wulgarny chłopak, który w szkole ma opinię największego łobuza, energicznie szarpie struny. Opisuje w swojej pieśni to wszystko, co w nim drży i porusza w nas jakieś czułe nuty, które dawno uśpiliśmy, dorastając do swojej coraz mniej słodkiej i coraz bardziej gorzkiej zwyczajności:

 

Poprzez mgły i kształty

Dawnych słów, dawnych ludzi

Można przebić się do miejsca

W którym czas, w którym przestrzeń

Nieruchome trwają a tak trwając

Czekają

Aż przyjdziesz wypełnić obietnicę i obudzić mnieeeeeee

 

 



 


 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH