HOOK. ZŁAPAĆ DZIECIŃSTWO NA SREBRNY HACZYK


 

Czasem mam wrażenie, że Steven Spielberg ze swoją filmografią z gatunku kina familijnego i przygodowego jest właśnie takim „Piotrusiem Panem”, który postanowił nigdy nie wyrosnąć, a wciąż czarować widza niezwykłą historią. „Hook” to wariacja na temat słynnej książki „Przygody Piotrusia Pana” autorstwa J.M. Barriego, którego życie i twórczość również za parę lat staną się motywem przewodnim filmu „Marzyciel”, gdzie tym razem kapitan Hak, czyli Dustin Hoffman wcieli się w cierpliwego producenta przedstawień teatralnych, Charlesa Frohmana, który próbuje nadążyć za wizją pana Barriego (Johnny Depp), nieuleczalnego marzyciela. „Marzyciel” i „Hook” to właśnie takie filmy dla marzycieli i o marzycielach, którzy wciąż są dziećmi, chodź potrafią umiejętnie się maskować pod uniformem dorosłości. Aby pokazać nam tu wielką przepaść między dorosłością a dzieciństwem, twórcy umieścili uśmiechniętego Robina Williamsa w roli zagonionego i bardzo poważnego prawnika. Nooo jasssne, nie ma to jak dorosły, nudny prawnik, który nie ma czasu dla swoich dzieci. Zabawne, jak ta rola Petera Banninga kontrastuje z kreacją Pani Doubtfire. Z jednej strony ojciec zagoniony, poważny, ciągle rozmawiający przez wielką komórkę, a tam niepoprawny artysta przedkładający zabawę nad obowiązki. Rok po premierze „Pani Doubtfire” Williams wcieli się w Jacka, chłopca, który starzeje się znacznie szybciej niż jego rówieśnicy, w efekcie czego mając dwanaście lat, będzie wyglądał na czterdzieści parę. Ale widok dojrzałego mężczyzny nie pozbawia go dziecięcego uroku. Również w „Jumanji” Robin w roli dorosłego Alana jest wciąż dzieckiem uciekającym przed okropnym myśliwym (metaforą swego groźnego ojca) i jednocześnie przeżywa przygody z dwójką innych dzieci. W „Hooku” jest jednak odwrotnie i stereotypowo, czyli dojrzały, czterdziestoletni mężczyzna, prawnik podąża bardziej za pracą niż za swoją dwójką dzieci: Jackiem i Maggie. A jeśli już z nimi jest, to ciągle ich strofuje i gasi ten dziecięcy entuzjazm, jakby miał przy sobie gaśnicę z zimnym racjonalizmem. To także zobaczymy w filmie „Między piekłem a niebem”, gdzie tym razem Williams wciela się w równie rozsądnego lekarza i ojca rodziny, który w przeciwieństwie do żony, sprawia wrażenie bardziej chłodnego i wymagającego.

Po tych dygresjach zawieśmy jednak naszą uwagę na haku, jak typowy dorosły. Choć Peter Banning rzadko nawala na sali sądowej, to jednak przed swoimi dziećmi przegrywa jako ojciec, nie poświęcając im wystarczającej uwagi. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i można trochę nacieszyć się ciepłem rodzinnym w zimnym Londynie, gdzie Peter wraz z rodziną odwiedza babcię Wendy. Jest całkiem miło, choć Banning wciąż ma przy sobie swoją komórkę, aby coś załatwić. Ale oto nagle zdarza się coś, co zupełnie wybija go z rytmu. Dzieci w nocy znikają z domu. Czyżby uciekły i chciały tak pokazać ojcu, że się na niego obraziły?

Gdzie ich szukać? Tu nie pomoże ani Sherlock Holmes ani Phil Collins w roli inspektora Gooda. Czas najwyższy, aby Peter poznał prawdę o sobie. Sędziwa Wendy mu oznajmia, że to on był kiedyś tym niezwykłym łobuziakiem zamieszkującym Nibylandię i walczył ze złym Kapitanem Hakiem (Dustin Hoffman). Po latach dawny, mściwy wróg dał o sobie znać i uderzył w czuły punkt Petera. Zabrał mu dzieci, aby zwabić go do siebie na statek i stoczyć z nim honorowy pojedynek.

Tak Piotrze. Straciłeś dzieci i czas najwyższy wrócić do swego dzieciństwa, aby uratować swoje pociechy i odzyskać ich zaufanie. Banning nie może w to uwierzyć. To jakieś totalne bzdury. Jego cała biografia przewróciła się do góry nogami. Spokojnie, przecież chyba nie daje wiary tym bredniom. Jest nadal rozsądnym i sprytnym prawnikiem, który zeznania nawiedzonej staruszki może obrócić przeciwko niej samej. Może babcia Wendy traci rozum na starość? Ale spokojna głowa, Wendy jeszcze niejedno nam zdradzi, na przykład to, że będzie czarownicą Minerwą McGonaggal, która stoczy z innymi czarodziejami bitwę ze złym Voldemortem.

Peter z kolei będzie musiał pokonać kapitana Haka, który gdzieś kiedyś swoim ostrym hakiem zawłaszczył sobie jego dzieciństwo. Zdesperowany Peter w końcu rusza do Nibylandii, aby stawić czoła swemu wrogowi. Tymczasem kapitan Hook na swoim pięknym statku oczarowuje syna Petera blichtrem swej władzy, a nawet obiecuje, że może kiedyś sam Jack zostanie kapitanem tego statku. Zły kapitan staje się dla Jacka jakby tym iluzorycznym ojcem, który kusi go coraz droższymi prezentami i przygodą. Nie ma nic gorszego, niż wróg podkupujący zaufanie twoich bliskich.

Zanim dojdzie do konfrontacji między tymi dwoma antagonistami, Piotr będzie musiał się spotkać ze swoją bandą niegrzecznych chłopców, której kiedyś przewodził. Dorosły facet w garniturze (później w zielonych rajtuzach) próbuje wyjaśnić, że jest tym dawno nie widzianym Piotrusiem. Nie brzmi to zbyt przekonująco w tej dziwnej krainie, gdzie nie ma sali rozpraw i wysokiego sądu, a jedynie jacyś brudni chłopcy, ukrywający się między drzewami jak małpy. W dodatku Peter ma konkurencję. Chłopcom przewodzi arogancki Rufio, który nie zamierza ustąpić ze swojego stanowiska. Dziwne, że jeszcze ci chłopcy, zgromadzeni na jednej wyspie nie doświadczyli syndromu „Władcy much”. Dzwoneczek (Julia Roberts) chcąc pogodzić obie strony, łagodzi obyczaje łobuziaków i zbyt poważny ton Petera, który chyba czuje się tak, jakby rozmawiał z przedszkolakami, aniżeli z własnymi kumplami z dawnych dobrych lat. Ciągle traktuje ich z góry.

Ale jeden z najmniejszych chłopców o przezwisku Pocket nie boi się podejść do Petera. Zaczyna dotykać jego twarzy, masuje ją i wykrzywia, jakby ją modelował od nowa. Pod rysami dorosłego rozpoznaje twarz swego dawnego kolegi. „Ty jesteś Piotrusiem Panem” — oświadcza i wszyscy zdumieni chłopcy powoli rozpoznają w tym dorosłym człowieku swego dawnego kompana. Piękna scena skąpana w złocistym blasku, której towarzyszy równie niezwykła muzyka Johna Williamsa. Czarodziejski flet, a potem te przejmujące smyczki, wyrażające uczucie nostalgii i smutek, że oto nasz Piotruś dorósł, a przecież obiecał, że nigdy tego nie zrobi. Zdradził towarzyszy.

Ale nawet jeśli dorósł, jest wciąż jednym z nas. Tylko czy nie zapomniał o swojej wyobraźni, największej broni dziecka i mieszkańca Nibylandii? W scenie obiadu (wieczerzy), gdzie naczynia świecą pustkami Peter ma okazję się wykazać, ale nie potrafi się zajadać wyobrażonymi potrawami. Sam z ironią podsumowuje, że „Ghandi jadł więcej” i bardzo zazdrości chłopcom, jak zatapiają zęby w tym nieistniającym kawałku czegoś pysznego.

Ale w końcu na tej wieczerzy dochodzi do cudu. Podczas gdy wyprowadzony z równowagi Piotr kłóci się z Rufiem, nie żałując sobie różnych, wymyślnych przezwisk pod adresem przeciwnika, talerze dookoła zapełniają się jedzeniem (zupełnie jak w „Między piekłem a niebem”, gdzie wyobraźnia bohatera tworzy jego świat przedstawiony). Piotr staje się Piotrusiem, który potrafi walczyć na miecze, kłócić się i rzucać jedzeniem. Typowy łobuziak wrócił do swojego królestwa i wreszcie można nazwać go „swoim”.

Ale czas wyjawić prawdziwy powód tego powrotu. Piotr niczym Mesjasz przybył do swoich dawnych uczniów, towarzyszy zabaw, aby prosić ich o pomoc w walce z kapitanem Hakiem. Czas się zjednoczyć chłopcy i walczyć jak mężczyźni. Nawet arogancki Rufio odda swoje życie dla dobra sprawy i stanie się najlepszym towarzyszem dla Petera, który na oczach swoich dzieci wreszcie stanie się kapitanem godnym wielkiej przygody, by pokonać Haka, ten zawijający się pręt, który wyszarpuje nam radość beztroskich dni. Ale paradoksalnie to właśnie dzięki złemu kapitanowi Hakowi, Peter otworzył się na wyobraźnię i fantazję, by przeżyć ze swoimi dziećmi coś niezwykłego. Pirackie statki, skarby przypominają trochę o wcześniejszej produkcji Spielberga, „The Goonies”, tyle, że jednak tutaj bohaterowie walczą z prawdziwymi piratami, którzy mają ostre szable.

Sporo w tym filmie ciekawych cameo jak występ George Lucasa i Carrie Fisher, całujących się na moście, Glenn Close w roli pirata, czy Phil Collins w roli inspektora Gooda, próbujący rozwikłać zagadkę zniknięcia dzieci. Znalazło się też miejsce dla wschodzącej Gwyneth Paltrow, która zagrała tam młodą Wendy.

 

 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH