ODMIENNE STANY MORALNOŚCI. WSZYSCY JESTEŚMY ZBRODNIARZAMI

Matthew Ryan Hoge próbuje w swoim filmie odpowiedzieć na nurtujące pytanie, czy każda zbrodnia potrzebuje motywu? Ktoś musi mieć powód, aby zabić kogoś drugiego, CZYŻ NIE? A co jeśli jednak nie ma motywu? Zabiłem, bo tak i już. Nie ma wojny, zemsty. Nie ma żadnego usprawiedliwiającego kontekstu. Jest tylko niepełnosprawny intelektualnie chłopiec, Ryan Pollard, który w swej nieporadności wyzwala współczucie albo śmiech. Nie trudno się domyślić, że to on jest ofiarą. A kim jest morderca? Pytamy wstrząśnięci, rozglądając się w tłumie różnych twarzy. Jak to możliwe, że znalazł się ktoś, kto zabił tego nieporadnego chłopca, który nikomu by nie zrobił krzywdy? To nam nie daje spokoju, drąży świadomość jak zbyt awangardowy wiersz.

 

Tym kimś jest

 

Przyjaciel rodziny Pollardów, Leland P. Fitzerald (niewyspany Ryan Gossling), syn znanego pisarza, Alberta T. Fitzeralda (Kevin Spacey). Jak widać, niedaleko pada jabłko od jabłoni, bo przecież Kevin Spacey przed laty grał mordercę w kultowym filmie „Siedem”. Jednak tamten morderca miał jakąś misję, by przypomnieć ludzkości o siedmiu grzechach głównych, które codziennie ją gubią. Morderca wyrażający Gniew Boga. Zaczął mordować tych, którzy ulegali swoim słabościom. Ofiarami były najbardziej jaskrawe przypadki. W tym filmie jednak nie wiemy, co było tym prawdziwym powodem zabójstwa niewinnego chłopca. Leland bez problemu przyznaje się do winy i jest na obserwacji w zakładzie poprawczym. Tam zwraca na niego uwagę jeden z nauczycieli, Pearl Madison, który także jest pisarzem i zawsze potrafi znaleźć ciekawą historię. Bez wątpienia Fitzerald ze swoją nieuzasadnioną zbrodnią i bystrymi obserwacjami na temat rzeczywistości, jest ciekawym bohaterem, którego życie można byłoby opisać w przyszłym bestsellerze. Tym samym Pearl wszedłby na dość ryzykowny grunt, ingerując w pisarskie rzemiosło, ojca Lelanda, poczytnego pisarza, Alberta T. Fitzeralda. Pearl rozmawiając z chłopakiem wciąż nie może zrozumieć, jak tak bystry chłopak o melancholijnym usposobieniu, dopuścił się takiego czynu. Gdzie był motyw? Znowu nas prześladuje to pytanie. Może chodziło o rozwód jego rodziców, o chłodne relacje z ojcem, a może w nim samym od lat narastał ten gniew?

Film jest tak ciekawie zmontowany, że nie widzimy samej zbrodni, słyszymy tylko informacje, widzimy cierpiącą rodzinę, pogrążoną w żałobie po ich dziecku i widzimy znudzonego Lelanda, prowadzonego w kajdankach na salę rozpraw. To, co najbardziej uderza w tym filmie, to to, że główny bohater, oskarżony o okropną zbrodnię wydaje się być pośród tych wszystkich zagubionych ludzi nad wyraz dojrzały i bystry w swoich obserwacjach. Widzi, jak wszyscy dookoła się ranią, cierpią, jak są wyrachowani w swoich „małych zbrodniach”. Na przykład Pearl zdradza swoją narzeczoną i żyje w kłamstwie. Może jemu to łatwiej przychodzi. W końcu jest pisarzem, który zawsze potrafi wymyśleć jakieś ciekawe alibi. Rodzice Lelanda są już dawno po rozwodzie i dopiero teraz się jednoczą na procesie, by przyjrzeć się swojemu synowi z bliska. Również rodzina Pollardów ma za sobą różne grzeszki. Fitzerald Jr. wydaje się niczym obojętny, zagubiony anioł pośród tych grzesznych ludzi, którzy snują wokół siebie intrygi, nie potrafiąc się cieszyć prostym życiem.

Może zbrodnia na tym niepełnosprawnym intelektualnie chłopcu była tak naprawdę pomocą, wybawieniem dla tego niego samego? Brzmi absurdalnie. Ale życie biednego Ryana balansowało między litością albo wyśmiewaniem się z niego. To nie było prawdziwe życie, to była jakaś dziwna proteza. Ale czemu to Leland wziął na siebie obowiązki Boga/Losu, by zakończyć istnienie tego chłopca? Usłyszał głos? Czyżby tak dokonał naturalnej selekcji? Bo przecież ten chłopiec sobie nie poradzi w życiu. Lepiej skrócić jego męki. Może Fitzerald Jr. tą zbrodnią chciał uderzyć w tych wszystkich ludzi, wstrząsnąć nimi, oświecić nich, że nie potrafią żyć uczciwie. Wciąż się lękają, zbyt współczują i prześlizgują się między swoimi stanami moralności.

Film zagadka, który intryguje i na długi czas nie daje spokoju. Dopóki znowu nie przymkniemy oka na to i tamto i nie zamieciemy naszych zbrodni pod dywan.

 

 

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WOLNY DZIEŃ FERRISA BUELLERA - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI ŻYCIA NASZEGO

I STANIE SIĘ KONIEC

DOBRANOC MAMUSIU. CZYLI JAK ODEJŚĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH