GORĄCZKA. DWIE STRONY BARYKADY
Filmy sensacyjne, gdzie głównym soundtrack stanowiły odgłosy wystrzałów oraz przekleństwa rzucane na każdym kroku i gdzie główni bohaterowie, mający przeciw całe zło tego świata, byli jak wielcy herosi, zawsze uchodzący z życiem — nigdy nie należały do moich ulubionych. Historie o złodziejach i policjantach wyżymane nagminnie przez Hollywood straciły już dawno swój urok.
Ale z tym filmem jest inaczej. Tu oprócz dobrej intrygi, akcji, reżyser i scenarzysta, Michael Mann bardzo wnikliwie przygląda się swoim bohaterom: porucznikowi policji oddanemu aż za bardzo swojej pracy i złodziejowi, który do każdego skoku podchodzi profesjonalnie. Obaj są pracoholikami. To praca stanowi sens ich życia. Tu poza głośnymi strzałami równie dobrze słychać emocje, wątpliwości, lęki i koszmary głównych bohaterów, którzy każdego dnia kroczą po ostrej krawędzi, ryzykując, że tym razem się natną. Emocje głównych bohaterów dopełnione są przez odpowiednie kolory: niebieski i czarny. Błękity i szarości – to barwy przejściowe, inne niż policyjne granaty czy czernie. Błękit to barwa marzycieli, którzy śnią o wolności, gdy wokół czują kraty. To właśnie barwy Neilla McCauleya (Rober De Niro), który żyje z tego, że zabiera innym. Specjalizuje się w napadach i kradzieżach cennych ładunków. Umiejętnie zbiera kolejne okazje, tu skradzione akcje, tu możliwość odsprzedania ich, potem napad na bank, skok na magazyn z platyną – grafik wypełniony gęsto. Do każdej akcji podchodzi profesjonalnie, chcąc uniknąć rozlewu krwi, aby nie mieć na sumieniu morderstwa. Spust pistoletu naciska dopiero wtedy, gdy jest naprawdę gorąco.
Zazwyczaj jest bardzo opanowany, zimny, wręcz ascetyczny. Doskonale wie, że w jego specyficznej branży zawodowej życie rodzinne („baseball i grill”) nie wchodzi w grę. Żyje w skromnie urządzonym mieszkaniu nad morzem, szklanej samotni. Nie kwapi się, by je specjalnie urządzać, skoro w każdej chwili będzie musiał z niego uciekać. (Nie ma nawet telewizora, jak porucznik Vincent Hanna). Nie może się przywiązywać do ludzi, rzeczy, miejsc. Parę lat później ten profesjonalizm w pracy włamywacza zobaczymy w „Rozgrywce”, gdzie De Niro również będzie okradał, by odłożyć sobie wreszcie emeryturę i skończyć z ryzykownym stylem życia. Neil musi mieć cały czas przed oczyma możliwe ryzyko i plan awaryjny, gdy uderzy wróg. Wróg? Stróż Prawa, taki choćby charyzmatyczny porucznik Vincent Hanna (Al Pacino). Życie tego bohatera toczy się w ciemnych barwach, dosłownie i metaforycznie. Czarne garnitury, żona w czerni i do tego jeszcze czarne, mroczne miejsca, gdzie odkrywa leżące trupy. Nie trudno o pesymizm i czarne myśli. W snach prześladują go umarli, których znalazł, jakby prosili go, aby rozwiązał tajemnicę ich śmierci. Jest nawet taka scena, tuż przed pościgiem za McCauleyem, gdy Vincent stoi w kuchni na tle lodówki, na której wisi narysowany obrazek z nieboszczykiem. Czarne oczodoły wpatrują się w zamyślonego porucznika, który musi dokończyć śledztwo, podczas gdy obok jego małżeństwo również się kończy.
Właśnie namierzył sprytnego Neila i jego ekipę. Niczym myśliwy wpatruje się z ukrycia w twarz przestępcy na obrazie z noktowizora. Czuje jego obecność, stara się odgadnąć jego myśli. Michael Corleone Scarface poluję na Łowcę Jeleni. Uważnie śledzi poczynania swego przeciwnika i czeka na ten właściwym moment. Podświetlona twarz przestępcy przypomina trochę twarz nieboszczyka, o których śni porucznik. Tyle, że Neil jest uważny. Nawet najdrobniejszy dźwięk wzbudza w nim podejrzenia, że może być teraz śledzony. Szybko zwija się z ekipą, jak spłoszone zwierzę przed myśliwym. Porucznik tylko zaciska zęby i czeka, gdy wreszcie dorwie McCauleya na jakimś większym skoku, by dostał spory wyrok. Tylko tak może zapełnić pogłębiającą się pustkę w jego życiu rodzinnym.
„Moje życie to obszar klęski. Mam pasierbicę, która wariuje, bo ma ojca kutasa. Mam żonę i patrzę, jak rozpada się moje trzecie małżeństwo” – zwierza się porucznik swojemu przeciwnikowi Neilowi McCauleyowi, bo któżby inny mógł go zrozumieć, jeśli nie ten człowiek. Żona, Justine, próbująca walczyć o uwagę męża, próbująca zrobić „nastrój”, gdy mąż wraca z terenu pełnego trupów, pasierbica (Natalie Portman) wariująca na punkcie swego nieobecnego ojca, czy koledzy z policji? Nie. Nikt nie zrozumie porucznika Hanny tak dobrze, jak właśnie ten, kto jest przez niego ścigany, ktoś, kto żyje w takim samym napięciu jak on. Więc co? Panowie nagle zawarli pakt o nieagresji, że tak się spotykają w restauracji? Przecież wcześniej wzajemnie się śledzili! O co w tym wszystkim chodzi?!
Jak na razie McCauley nie został oficjalnie nakryty na kradzieży, więc panowie sobie rozmawiają na neutralnym gruncie, w restauracji, robiąc przerwę od swoich niewdzięcznych ról ściganego i ścigającego. To jedyna taka okazja, by mogli na siebie popatrzeć z innej perspektywy albo żeby spojrzeli w lustro przeciwnika, w którym zobaczą własne życie. Obaj przyznają z uśmiechem na twarzy, że nie potrafią robić nic innego i tak już musi być, aż któryś nie zginie w akcji. Jakże spokojna i refleksyjna to scena przed tym, co ma nastąpić: wielkim napadem na bank, zakończonym głośną strzelaniną, gdzie żaden z nich się nie cofnie.
A jak w ogóle to wszystko się zaczęło, że porucznik Hanna złapał trop Neila?
Wszystko zaczyna się od niefortunnej akcji. Miał być napad na furgonetkę, transportującą wartościowe papiery. Niby wszystko poszło jak należy, ale nowicjusz, Waingro (Kevin Cage) doczepiony w ostatniej chwili do zgranego gangu McCuleya nie wytrzymał i zabił strażnika. Po co więc zostawiać przy życiu pozostałych świadków zdarzenia. Efekt domina. W sumie trzech strażników padło trupem. To trochę zirytowało Neila, który raczej stara się unikać krwawych akcji. Swój gniew odreagowuje na narwanym nowicjuszu. Waingro musi wylecieć z grupy albo może lepiej go zabić. Tyle że w ten sposób Neil zyskuje kolejnego wroga. Dodajmy do tego jeszcze kradzione akcje niejakiego Van Zanta, który nie jest bynajmniej świętoszkiem w biznesie i jak trzeba, też się zemści boleśnie za kradzież.
Chwila nieuwagi, niewłaściwy człowiek, miejsce i wszystko się sypie. Odrzucony Waingro, na którego został wydany wyrok przypomni o sobie w odpowiedniej godzinie, jako zdrajca gotowy wydać dawnych kumpli. Tymczasem trzeba się mieć na baczności, gdy porucznik Vince Hanna rozpoczyna śledztwo w sprawie napadu na furgonetkę. Neil dobrze wie, że jakiekolwiek osobiste problemy jego i czy kolegów mogą zaważyć na samej kondycji gangu. Gdy więc jego kolega z grupy, Chris ma problemy małżeńskie, bo jest hazardzistą i nieodpowiedzialną głową rodziny, Neil stara się załagodzić ten konflikt jak ojciec. Zapewnia żonę Chrisa, że jej mąż z nikim nie romansuje i że ma zwyczajny kryzys. Jednocześnie przypomina kumplowi gorzką filozofię, że jeśli chce być dobry w swojej pracy, nie może się do niczego i nikogo przywiązywać. Zawsze musi być gotów na ucieczkę. Nie może mieć sentymentów. Dlatego samotny Neil jest liderem grupy, natomiast Chris (Val Kilmer), Treyo i Michael (Tom Sizemore) oprócz kryminalnego życia mają także całkiem udane życie rodzinne, ale w ten sposób „Stoją w rozkroku”.
W usuniętych scenach z filmu widzimy na przykład jak Michael Cheritto robi zakupy i potem zdyszany po ciężkiej akcji wchodzi do domu jak przykładny ojciec rodziny. A jaki Michael jest cudowny na spotkaniu w restauracji. Jak żartuje ze swoją córeczką, księżniczką. Jak obdarowuje swoją żonę biżuterią. Co za kochany człowiek! Nigdy byś nie powiedział, że ten facet miał za sobą kryminalną przeszłość. Co za ironia, że po głośnym napadzie na bank, weźmie za zakładniczkę jedną z małych dziewczynek, tak jak jakby wziął na ręce własną córkę. Trzymaj się mała. Wujek sobie postrzela do tamtych panów w niebieskim. Po czym dostanie kulę i padnie trupem. Po nieudanej akcji Chris, Michael czy Treyo mogą zawsze się do kogoś przytulić i pożartować z dziećmi, ale gdy im się podwinie noga, stracą wszystko. Neal w tej kwestii jest nieugięty i woli wieść życie ascety, dopóki nie pozna pewnej kobiety.
Porucznik Vince Hanna ścigając nieustannie takich, jak ci powyżej, sam zaniedbuje swoje życie rodzinne. Żyje tylko schwytaniem kolejnego przestępcy. Zawsze mnie bawiła ta scena, gdy zniecierpliwiony Hanna krzyczy do jednego z paserów, Alberta Torriny, aby nie marnował jego czasu! Szybko przeżuwa gumę i czeka na garść rewelacji o poszukiwanych przestępcach, o których może powiedzieć coś flegmatyczny Richard (Tone Loc), brat Alberta. Richard smędzi coś o maniaku akcji i byłym więźniu, a Vincent jeszcze bardziej się irytuje, chcąc zaczepić się jakiegoś szczegółu.
„Spotkałeś na ulicy byłego więźnia? Aż mnie z nóg powaliło. Chcesz za to medal?”
Cwaniak? Cwaniak? Szukajmy Cwaniaka, czyli Michaela Ceritto, maniaka akcji.
Po nieudanym skoku na magazyn platyny rozpoczyna się między McCauleyem a Hanną gra w otwarte karty. Obaj już wiedzą sporo o sobie i podziwiają siebie nawzajem za styl, doświadczenie, osobowość. Ale muszą znać zasady tej relacji: Hanna strzela i pudłuje, Neal pudłuje tylko raz. — Przestrzega Nate, kumpel Neila, czyli Jon Voight, który potem awansuje na papieża. Ta relacja między policjantami a złodziejami jest do pewnego stopnia kumpelska, gdy obie grupy sprawdzają siebie nawzajem, chcąc wypróbować na sobie wszystkie możliwe sztuczki wyprowadzania w pole przeciwnika. Wszystko to wygląda jak gra w podchody, dopóki nie wydarzy się najbardziej spektakularny skok w historii gangu McCauleya, skok na bank. Klasyczna, westernowa akcja. Ale już od początku coś nawala, kierowca Treyo nie zjawia się na czas, bo mściwy Van Zant wraz z Waingro zdążyli się dobrać do niego i jego żony. Neal ma kłopot, kogo obsadzić w roli kierowcy. Niewykluczone, że policja już wie o banku i może być naprawdę gorąco. Może warto na jakiś czas zwolnić i odpuścić sobie nagrody? Brzmi jak totalna abstrakcja. Chłopie wyluzuj. Tylko pytałem. Ale McCauley jest uparty i coraz bardziej chciwy. Chris musi spłacić długi hazardowe, dla Michaela najważniejsza jest akcja, a Neil chce się dorobić, by potem wieść spokojne życie u boku nowopoznanej kobiety, która może być tą jedyną na zawsze. Biedna Eady nawet nie wie, z kim się związała. Wciąż wierzy, że McCauley jest handlowcem. Potem będzie starała się wierzyć, że po tych wszystkich gangsterskich akcjach czeka ją normalne i szczęśliwe życie u boku Neila. Czeka. Na pewno. Aż któregoś wieczora ujrzy, jak jej ukochany ucieka na jej oczach. Bez pożegnania. Gorączka się zaczęła. Czas odrzucić sentymenty. Czekająca kobieta jest ołowiana kula przy nodze przestępcy.
Tymczasem sfrustrowany Donald Breedan, który dopiero co wyszedł z więzienia, próbuje uczciwie zarobić na życie jako kuchcik, ale nie wytrzymuje ciągłego poniżania ze strony szefa (który pewnie też ma sporo za uszami). Jego cierpliwa dziewczyna, Lillian trzyma go za rękę i prosi, by jeszcze wytrzymał. To kolejny ciekawy portret kobiety cierpliwej, która próbuje pomóc swemu ukochanemu ponad wszystko, podczas gdy zniecierpliwiona żona porucznika Hanny, Justine (Diane Venora, późniejsza Major Kozlova w „Szakalu”) już znajduje sobie kochanka (i to jeszcze Red Johna!). Podobnie jak żona Chrisa, Charlene, mająca dosyć tej huśtawki emocjonalnej z hazardzistą i bandytą. Lepiej się związać z handlarzem alkoholem niż hazardzistą. Tyle, że ten handlarz wódą (Hank Azaria) w końcu zostanie wtyczką policyjną. Wzruszony Breedan pyta, dlaczego Lillian wciąż z nim jest, a ona mu odpowiada, że „jest z niego dumna”. Walczy z nim każdego dnia o normalne życie. Ale Donald czuje się jak kompletne zero. Brak mu tego dreszczyku emocji, kiedy łamał prawo. Tak łatwo mu to przychodziło. Był panem sytuacji i zgarniał niezłe nagrody. A teraz taki upadek i poniżenie. Nie ma nic gorszego, niż bycie nieudacznikiem dla swojej kobiety. Z kolei Michael „Cwaniak”. Choć jest już dobrze ustawiony finansowo, z dwójką dzieci i żoną, wciąż lubi się bawić w napady (tak dla sportu). Nie dziwne, że i Breedan w ostatniej chwili przyjmuje ofertę pracy od Neila, który poszukuje na gwałt kierowcy do wielkiego skoku na bank. Zresztą tu ciekawie operator nam pokazuje, jak Breedan podejmuje tą desperacką decyzję zerwania z uczciwością. Neal zadaje mu pytanie, czy jest gotów, a Donald się namyśla. Kamera pokazuje go z frontu, z jednego i drugiego profilu, na który pada gniewne spojrzenie zniecierpliwionego Neila. Aż w końcu Don się zgadza: „tak, kurna, pojadę!”. Żeby znów poczuć tą wolność i dreszczyk emocji. W kuchni, gdzie pracuje właśnie coś się przypala, czuć swąd zmarnowanego życia, a zirytowany Breedan uderza kierownika i żegna się z robotą. Koniec poniżania!
Napad znów udaje się w połowie, bo chociaż kasa jest w torbach, to trudno ją wynieść po cichu, gdy już wszędzie jest policja. Żadna strona nie odpuści, więc dochodzi do ostrej strzelaniny, która do dziś robi wrażenie. Te strzały brzmią wręcz jak symfonia kina sensacyjnego. Breedan, który skończył z uczciwym życiem nieudacznika tylko przez chwilę cieszy się z wolnością bandyty za kierownicą, bo oto już padają strzały i Don pada martwy. Chciał umrzeć wolny i tak też odszedł. Brawurowo jak kowboj! Podczas gdy cierpliwa Lillian czeka wciąż na niego w barze. Również żona Michaela czeka cierpliwie z córkami w domu, dopóki nie dowie się z dziennika informacyjnego o napadzie na bank, w którym brał udział jej zmarły mąż.
Nelowi udaje się jakoś uciec. A porucznik Hanna znów musi się przygotować na kolejny pościg i kolejny kryzys w małżeństwie. Jakiś niespodziewany gość wita go w jego „postmodernistycznym, gównianym domu”. Oto Ralph, który ma czelność oglądać jego telewizor, siedzieć na jego sofie i romansować z jego żoną. A wszystko po to, by porucznik Hanna poczuł się zazdrosny. Justine stosuje perfidne sztuczki, by zdobyć uwagę męża. Ale Vincentowi najbardziej nie podoba się, że jakiś Ralph ogląda jego telewizor Philipsa. Dosyć. Wychodzi z telewizorem i wyrzuca go na ulicę.
Ten gniew i frustracja jakoś go napędzają, by znowu być upartym policjantem, który wreszcie dorwie tego bandytę. W tej gorączce emocji skądś bierze siły, by w porę uratować swoją zdesperowaną pasierbicę, która podcięła sobie żyły. Skądś bierze tą energię, by pogodzić się z żoną, która go zdradziła. Justine Hanna wreszcie zaczyna rozumieć, czym jest małżeństwo z policjantem. Wreszcie puszcza swego rycerza i mówi, by w porę dał jej znak po wszystkim, dał znak, że żyje i że wróci – takie proste i zarazem tak wielkie. Żona policjanta zawsze czeka na te słowa, a potem czeka na powrót swego bohatera. Natomiast Cahrlene, żona Chrisa, zmęczona kolejnymi wybrykami męża nie chcąc go zdradzić przed policją, daje znak, że wszystko skończone. Nie rozpoznany przez nią Chris odjeżdża, zdając siebie sprawę, że zachował wolność, ale już nigdy nie zobaczy swojej rodziny. To koniec. Vincent się wścieka, bo stracił z oczu kolejnego członka gangu.
A Neil? On nie wróci do więzienia, będzie cały czas uciekał, a jednocześnie będzie nim kierowała żądza zemsty na Waingro, który wydobył informacje o napadzie na bank. Nawet wtedy, gdy McCauley ma już gotowy plan ucieczki, załatwiony samolot, bilety, paszporty i może liczyć na miłosierdzie swej ukochanej, która poznała bolesną prawdę o nim samym, gdy już mógłby uciec jak najdalej z tego brudnego miasta. Nawet gdy już pędzi samochodem w niebieskim tunelu i jakaś błękitna łuna wolności spowija jego i jego ukochaną…
Nagle
Mężczyzna zawraca, nie mogąc wybaczyć. To silniejsze od niego. Żądny zemsty za śmierć swoich kolegów, postanawia wrócić, by zabić tego, kto zdradził. Vincent czuje, że mściciel może wrócić. Warto zastawić sidła po raz kolejny. McCauley wraca akurat wtedy, gdy jest najbardziej gorąco, zawraca, by rozprawić się z Waingro, a tym samym dopełnić żywot bandyty, który nie potrafi się cieszyć wolnością, skoro wciąż myśli o zemście lub o nieudanych akcjach. Vincent Hanna wreszcie go namierza, by dać mu odejść w jedyny możliwy sposób. Tylko poprzez śmierć. Uczciwy pojedynek między szumem odlatujących samolotów, którymi niejeden uciekinier wzbił się do niebios wolności. Lecz Neal ginie w mroku własnej zemsty.
W pierwszych sekwencjach filmu, gdy McCauley idzie do szpitala, by ukraść karetkę (potrzebną do napadu na furgonetkę), mija rzeźbę, przedstawiają „Pietę” Michała Anioła, a potem gdy zostaje zastrzelony przez Vincenta, umiera w podobnej pozycji. Oto Pieta przedstawiająca złodzieja podtrzymywanego przez policjanta, który teraz jest jedynym świadkiem śmierci Neila i jego najbliższym przyjacielem, który doskonale rozumie, że taki włamywacz nigdy nie wróci do więzienia. Śmierć jest dla niego honorem i wybawieniem, mimo że zostawił w najgorszej gorączce swoją ukochaną. Zostawił ją jak tchórz.
Tą scenę dopełnia niezwykły utwór Elliota Goldenthala: „God Moving Over The Face Of The Waters”. Patetyczny, wzniosły, wyrażający triumf policjanta, który dorwał przestępcę, lecz pozostał w mroku i triumf samego Neila, który mimo wszystko uciekł do swego błękitnego nieba wolności.
Pięknie, wzruszająco…
A potem panowie spotkają się na planie „Zawodowców”, jakby chcieli powtórzyć tamtą gorączkę. ale póki co lepiej wziąć aspirynę i zamknąć oczy.
Komentarze
Prześlij komentarz